Czasem zastanawiam się dlaczego, wyprowadziwszy się z ze Śląska na Mazowsze, jestem tak bardzo ze Śląskiem związany. Sentyment? Mała ojczyzna? Dzieciństwo i młodość? Dlaczego to tak rzutuje na moje patrzenie na dzisiejszy świat? Dlaczego tak „wściekłem się” na Kurskiego za „dziadka z Wermachtu”?
Być może dlatego, że zostałem solidnie zaszczepiony przeciw takim głupotom.
W połowie lat 50-tych, jak we wszystkich szkołach, czytano z lekcyjnego dziennika listę uczniów by sprawdzić obecność. Był taki nauczyciel, kowbojem zwany, który czytał śląskie nazwiska, na siłę, wg partyjnych dyrektyw, „po polsku”. Uparł się na jednego. „Łysy” obecny? „Nie” odzywa się Lyssy. Obecny jest Lyssy. „Nieobecny” oznajmia „kowboj”. Po jakie licho robiono takie draki?
Przecież żyliśmy razem. Co z tego, że przyjechaliśmy tu „zza Buga”? Pan Pawleta, zawsze mieszkający w pobliskiej wsi, przez cały rok przynosił wiśnie, sery, jajka. Przynajmniej można było to kupić bez kolejki i trochę taniej. Czasem, szczególnie przed świętami, pojawiała się jego sąsiadka z większą ilością surowców potrzebnych do świątecznych wypieków. Co jakiś czas pan Pawleta, jako ślusarz pracujący w pobliskich garażach, dużej państwowej firmy, naprawiał w ramach sąsiedzkiej pomocy, to co się popsuło. Pospawał, polutował a to klamkę, a to cieknący piecyk węglowy w łazience. Jego sąsiadka opowiadała, przy okazji dostaw świątecznych towarów, o swoich doświadczeniach w służbie sanitarnej w Wermachcie. I co? Jakoś żyję! A dlaczego tylu Ślązaków wyjechało do RFN? Między innymi dlatego, że usiłowano ich na siłę „spolszczyć”.
To takie, jedno z wielu, wspomnień ze Śląska. Opole.
Obwarowania Opola, zbudowane przez Bolesława I ok. 1285 r. Pozostałości po baszcie Barbary, zachowane na dziedzińcu katedry. Zdjęcie sprzed kilku lat.


fot. Wiesław Czapski Opole
www.owyszkowie.blox.pl










Próby zrusyfikowania lub zgermanizowania, nie tylko z nauki historii, ale i z kart literatury powszechnej znam. Niezmiernie rzadko i trudno jest się nam przyznać do tego, że z ochotą robiliśmy to samo.
Człowiek człowieka złamie, nauczy go obcego języka, wiarę każe zmienić, dowód przepisze… zbuduje nową tożsamość. Ba, nawet mury po Bolesławie I zburzy, splantuje basztę Barbary, ale śladów historii nie zatrze! Bo pamięć ludzka jest niezawodna! To co Pan tu opisał, to co Psi Ząb nam opowiedział, przecież tak właśnie podawano w domach język polski i polską historię – swoim najbliższym, a ci dalej i dalej.
Lyssy miał charakter, za to go podziwiam.
Dzień Lepszy!
ps.
Jeszcze coś dopiszę.
I właśnie dlatego wiedząc przez co musiały przejść jednostki, całe pokolenia, by zdobyć to co obecnie posiadamy, aż krew człowieka dosłownie zalewa, widząc JAK! włodarze rozporządzają krajem.
Korzystając z leniwego, „ogórkowego”, okołoświątecznego sezonu (oby już się skończył!), myślę, że to bardzo dobre miejsce i czas, na przypomnienie słów Pana Wiesława spod Berlińskiego Muru:
- „Mieszkałem wiele lat w Opolu i okolicach. Mam wielu znajomych „zza Buga”, z Centrali, Ślązaków, Niemców. Chodziłem z nimi do szkoły, pracowaliśmy w jednej firmie. Wielu wyjechało w ramach „łączenia rodzin”, wielu mieszka tam gdzie mieszkali ich przodkowie.
W czasie nauki w szkole, odwiedzaliśmy się w domach. I co z tego, że u Norberta czy Wolfganga można było dostrzec jakieś plecaki, manierki i inne fragmenty wyposażenia żołnierzy „ich wojska”? I co z tego, że Maciek jeździł rowerem będącym na wyposażeniu WP przed 1939 r.? Co z tego, że jeden opowiadał jak jego „stary” stracił nogę pod Stalingradem, a ojciec innego, po poddaniu w 39 r., nie oddał Visa i wolał go rozłożyć na części i porozrzucać – by nie wpadły w ręce wroga.
Co było wspólnego w tych opowieściach? Nie mówiąc o tym, każdy z tych żołnierzy dostał, w jakimś tam czasie, powołanie do wojska. Listonosz przyniósł list i tyle było ich wolności i swobody decyzji. Zaczęli robić to, co te okropne machiny władzy postanowiły. Wszystko inne to szczęście lub pech, uległość propagandzie, albo obojętność na jej wpływ.”
Nowy Rok, nowy czas i co nam przyniesie? Ta historia o rozdzielaniu przyjaciół – nagle bach, listonosz dzwoni dwa razy i przynosi… temu do Wermachtu, temu do WP, a temu do… gazu. To prawdziwy dowód na to, że tylko lata pokoju narody scalają, a wojna nagle i drastycznie każdego poróżni.
Dziękuję Panie Wiesławie. A wie Pan za co?
Chyba większości z nas, Opole kojarzy się z festiwalem piosenki polskiej, w jakimś tam mieście, na Śląsku. Zajrzałam w internet i widzę, że to bardzo, ale to bardzo niedoceniane przez nas miasto.
Bo Opole jest jednym z najstarszych miast w kraju, bo już od średniowiecza było stolicą Górnego Sląska, bo tam zabytkowe Stare Miasto, Wieża Piastowska, Neogotycka wieża ciśnień, Młynówka będąca, jak nasza cieszyńska, swoistą Wenecją, Bazylika z grobami Piastów Sląskich, kościół św. Trójcy z XIII wieku, Synagoga, kościół M.B.B. i św. Wojciecha z X wieku, albo dziękczynny kościół św. Sebastiana postawiony po wygaśnięciu epidemii dżumy, Ratusz będący odzwierciedleniem florenckiego pałacu…itp. itd
-> http://pl.wikipedia.org/wiki/Opole
Pojadę tam z Ewą, albo sama! Pojadę na pewno :*
Cito, zajrzyj jeszcze do Nysy, też fantastyczne miasto, całkowicie zlekceważone po II WŚ.
Panie Wiesławie, mój dziadek urodził się w Hamburgu i tamże zdał maturę. To dobrze uodpornia na głupoty w rodzaju „dziadka z Wermachtu” (Tusk jest tylko 3 lata starszy ode mnie). Pozdrawiam serdecznie!
a jak do Nysy to i do kościoła pw. św. Elżbiety. Pamiętasz?
Panie Wiesławie!
To już jutro. Proszę trzymać kciuki, by dopisała pogoda, bo humory dopiszą na pewno.
Od nas to równiutkie 3 godziny pospiesznym, damy radę
Mam nadzieję na dostarczenie zdjęć, do których poproszę Pana o opis
Jadę z… Ewą
http://www.youtube.com/watch?v=W7J6OPurrtw&feature=related