Gdzieś w Gandharze, ale gdzie jest Gandhara? 20 wieków temu stopiły się dwie religie, grecka i buddyjska. Nikomu to nie przeszkadzało, że one sobie zaprzeczały. Buddyzm twierdzi, że świadomość istoty czującej przechodzi z jednego ciała do drugiego, mimo, że nie ma na to dowodów, ale charyzma jego apostołów była tak wielka, że wszyscy uwierzyli. Są ludzie, którzy nie mają ani trochę charyzmy i chociaż udowodnią, że 2+2=4 to nikt im nie uwierzy, Tam w Puruszapurze, stolicy Gandhary powstały pierwsze wizerunki Buddy podobne w swej manierze do posągów bogów olimpijskich. Dziś to miasto nazywa się Peszawar i jest wylęgarnią talibów spod znaku Osamy bin Ladena.
Najlepiej mieć charyzmę. Wtedy nie potrzeba mieć racji. Wystarczy powiedzieć swoje. Znałem takiego faceta, który obwieścił wszem i wobec, że w Polsce powstanie
druga Japonia i wszyscy mu natychmiast uwierzyli. Nawet gdy powiedział, że plusy są dodatnie i ujemne, też mu uwierzyli. A ja gdy udowodnię czarno na białym, że dwa plus dwa jest cztery, to mi nikt nie uwierzy.
Gdy zaraz po studiach zarabiałem marne grosze, podjąłem się nauczania fizyki w liceum, by powiązać koniec z końcem. Grasowała wówczas szajka o nazwie WODKO, której zadaniem było organizowanie lekcji pokazowych. Wicedyrektorka od razu wskazała palcem na mnie: „kolega poprowadzi tę lekcję”. Miałem inne zdanie ale cóż, nie będę się kopał z wicedyrektorką.
Myślałem i wymyśliłem, że najlepiej będzie przeprowadzić jakąś demonstrację, bo nie trzeba dużo mówić. Wziąłem garść grysiku, wrzuciłem do oleju rzepakowego i wstawiłem między elektrody maszyny elektrostatycznej. Te ziarenka ustawiły się na liniach kolistych. Jeszcze tylko żarówka i soczewka oraz rzucić to na sufit. Udało się. Na suficie widniały koliste linie pola. Dumny jak paw usiadłem i czekałem na oklaski. Pierwszy dyskutant zarzucił mi, że najpierw wymieniłem nazwisko ucznia, a potem dopiero zadałem pytanie. Drugi zganił mnie, że nie powtórzyłem materiału. Z dumnego pawia zamieniłem się w małego wróbelka. Trzeci i czwarty też coś zarzucił, więc przeobraziłem się już w robaka pełzającego i czekającego na rozdeptanie. I rzeczywiście w samym ostatnim rzędzie siedział postawny nauczyciel, od którego biła charyzma. Ten mi teraz dosoli, pomyślałem. Ale on nic nie powiedział, tylko się zapytał: „Czy szanowne koleżanki lub koledzy widzieli kiedyś pole elektrostatyczne na suficie”? Zaległo milczenie. Charyzmatyczny pan czekał, a gdy cisza trwała, powiedział tylko: „Bo ja też nie widziałem, mimo że mam już 70 lat”. Na tym się skończyło, a ja jako marny robak podreptałem do domu, nierozgnieciony.
Ten pan nazywał się Waldemar Zillinger i był autorem dość popularnego podręcznika pt. „Zbiór zadań z fizyki”, 24 wydania, ostatnie w roku 1998.
www.kazir.blog.onet.pl












Charyzma… Pamiętam moją licealną matematyczkę. Wyjątkowo niska kobieta, jej pracownia matematyczna na najwyższym piętrze. Już po dzwonku, widać ją było zawsze, między schodowymi barierkami, jak wspina się z dziennikiem na górę. A klasy? Nawet stare chłopy z techników wieczorowych, stały grzecznie ustawione PARAMI wzdłuż ściany!
Pani Krzak-Procner nie podnosiła głosu, nie nadużywała środków wyrazu, a miała posłuch jak żaden inny nauczyciel. Respekt i poważanie. To ona w czasach, gdy nikt o tym nie słyszał, wprowadziła sama od siebie, po lekcjach, zajęcia wyrównawcze dla uczniów. To tylko przy niej rozumiałam matematykę, oscylując przy db.
Wśród nas są też ludzie z charyzmą, jak ona równie cisi, nie epatujący zazbytnio swą olbrzymią wiedzą i możliwościami, a uczący nas dokumentnie.
Co dziś dają studia? Co drugi je ma i nic z tego nie wynika. Czytam o Twoich studiach, o studiach Pana Wiesława i to tu dostrzegam kolosalną różnicę – solidne podstawy, kształtujące solidnego człowieka.
Dzień dobry Psi Zębie!
Taa.Coś mi się zdaje ,że wychodząc z tej lekcji pokazowej czul się Pan jak zwycięzca a nie jak pokonany.Dzięki umiejętnej pomocy notabliwego nauczyciela.Sztuka jest powiedzieć,że się czegoś nie widzialo.Przyjmę każdy zaklad.Obok ciszy, twarze dyskutantów oblaly się czerwonym rumieńcem.Mam slabość do nauczycieli fizyki.W średniej szkole uczyl mnie P.Bodych.Wymagal od nas toku logicznego myślenia.Nauczyl nas bardzo ważnej rzeczy,która przydaje się do tej pory w życiu.Każde zadanie ma szereg rozwiązań.Inaczej mówiąc,jak widzisz jedno wyjście,szukaj drugiego.Jak są dwa wyjścia może trzecie będzie lepsze.
Myślec, myśleć… tego trzeba uczyć. Skąd wytrzasnęłaś taką mapę?
Lubisz być zaskakiwany?
Podobna mapa jest w książce „Wenecka Intryga”, która otrzymałem w prezencie gwiazdkowym, więc z uprzejmości aktualnie czytam. Powieścidło takie sobie, ale ma jedna zaletę – duża część intrygi dzieje się w „cośtam-stanach”. Najważniejszy z nich to Kazachstan, a dalej Turkmenistan, Pakistan, Afganistan i pozostałe (a jest ich 10 sztuk). Z konieczności więc otwarłem w świeta atlasy na stronach poświęconych Azji Środkowej. A teraz zajrzałem do Ecodnia i… to samo! Jak tu nie wierzyć w siłę przypadku.
Psi Zębie – gratulacje za pomysł lekcji.
Uczyłem kiedyś matematyki w siódmej klasie podstawówki (wtedy jeszcze ośmioklasowej). Pogoda była cudna, więc wymyśliłem, że twierdzenia Talesa najlepiej wytłumaczyć mierząc metoda trójkątów podobnych wysokość drzewa rosnącego na szkolnym podwórzu. Rzucało piękny, łatwy do zmierzenia cień.
Rzeczywiście, tłumaczenie uczniom twierdzenia poszło jak po maśle. Duże większym problemem było wytłumaczenie dyrektorce (z zawodu rusycystce) po co wychodziłem z „dziećmi” na podwórze w trakcie lekcji nie zgłaszając żadnej wycieczki. Zdrowo mi się wtedy oberwało. Zabrakło w pobliżu kogoś z charyzmą.