Mike

Jeśli zimowy wiatr w żagle, to – w innym wariancie – bojer (nie mylić z bajerem). Czyli kadłub podobny do kajaka, maszt z żaglem i trzy płozy – sterowa z przodu i dwie nośne z tyłu, na długiej belce poprzecznej, tzw płozownicy (jak w popularnym typie DN). Do tego zamarznięta tafla i wiatr – razem pełny odlot!

Uruchamia się bojer popychając go biegiem z tyłu, po czym, jak już ,,załapie” wiatr, wskakując doń w pędzie. Sternik kładzie się w wąskim korycie kadłuba na plecach, zaledwie wystawiając głowę. Ujmuje ster i szot – linę regulującą ustawienie żagla.
Wtedy czas na rozpędzenie się, wybierając (ciągnąc) szot. Przy silniejszym wietrze bojer wypryskuje do przodu z przyśpieszeniem samochodu, jak mu nacisnąć na pedał gazu. W kilka sekund leci się już 60 – 70 km/godz lub szybciej! Bo bojer nie ,,jedzie” tylko leci. To robi wrażenie większe jak w samochodzie, gdy prawie się szoruje po lodzie czterema literami. Maksymalna zanotowana szybkość DN-a to 143 km/godz, nieźle, co? Leci się, płynnie przecinając ślady innych bojerów na lodzie, łagodnie zmieniając kierunek ruchu, brzegi jeziora szybko zmieniają położenie.

Cały ten miód bez spalin, warkotu i łysych troglodytów na drodze!

Wdycha się mroźny pęd przez kominiarkę, żeby policzki nie odpadły z zimna. Na głowie kask i obowiązkowo gogle, aby odłamki lodu spod przedniej płozy nie biły po oczach i pęd nie wyciskał łez, grożąc utratą orientacji.
Gdy lód jest gładki (wymarzony ,,black ice” – przeźroczyste szkło), ew. z niewielką warstwą śniegu lub szronu, to płozy, sunąc, wydają cichy syk, tak błogi dla ucha sternika…
Na lodzie nierównym, spękanym, z wypiętrzeniami od wiatru spychającego lód, albo na zamarzniętej chlapie pośniegowej, turkot i trzęsawka bywają niemiłosierne – starsi pamiętają może jazdę chłopskimi furmankami na żelaznych kołach po kocich łbach…

Uważać trzeba bardzo – na bojerze akcja biegnie żwawo. Przy szybkiej jeździe łatwo unosi się płoza nawietrzna (ta od strony, z której wieje wiatr) i jeśli to przegapić o ułamek sekundy, nie luzując nieco szota – wywrotka gotowa. Wtedy, na dużej szybkości, żadnego wariantu wykluczyć nie można. Od ,,nic mi nie jest mamo” do połamania bojera i sternika.
Nawet na największej tafli trzeba kiedyś zawrócić. Na regatach zwroty – ich moment i sposób – są elementem taktyki; można przez nie wiele zyskać lub stracić.
,,Zwracać się” na bojerze – i w ogóle pod żaglem – (czyli również przyjmować wiatr z drugiej strony) można ,,przez dziób” albo ,,przez rufę”. To znaczy, skręcać aby zawrócić – pod wiatr, albo z wiatrem. Pierwszy sposób jest bezpieczniejszy, bo przy zwrocie wytraca się szybkość, co jednak w regatach stanowi wadę. W zwrocie przez rufę, z wiatrem, szybkość rośnie błyskawicznie – i dla początkującego – przerażająco. Do tego siła odśrodkowa, dążąca do wyrzucenia sternika z bojera – trzeba się porządnie zaprzeć. Krytycznym momentem zwrotu jest przerzucenie żagla na drugą burtę – zawsze związane z szarpnięciem. Wykonane nieodpowiednio – podrywa płozę i nietrudno o wywrotkę, oraz wyrzucenie sternika z bojera jak z procy. To już teraz wiecie po co mu kask.
Zwroty na silnym wietrze wykonane zbyt gwałtownie grożą ,,korkociągiem” – zawirowaniem bojera jak młynek w nieopanowany sposób, co grozi awarią, jak przy wywrotce.
To mniej więcej tyle, co się dzieje NA lodzie.

Wiedzieć jednak trzeba też co robić (i zabezpieczyć się), gdy akcja przenosi się poniżej poziomu wody. Lód bowiem, zbyt cienki albo w czasie odwilży może się pod bojerem załamać. Lub też (częściej) natrafi się na nieoznaczone gałęziami oparzelisko – denne ciepłe źródło gdzie lód gorzej zamarza albo wcale, bądź lata się w pobliżu ujść cieków wodnych, z wodą cieplejszą jak w jeziorze i w podmywającym ruchu.
Nie wiem czy mi uwierzycie, ale gdy wpadnie się do wody, to o bojerze i jego ewentualnej stracie przestaje się myśleć. Po pierwszej chwili zdumienia (,,jak to, przecież tego miało nie być”) rączki zaczynają młócić, aby – zamiast wpłynąć pod lód – wygramolić się na niego. Lód zimny, śliski, załamujący się pod ciężarem nieboraka – sił starcza na 3 – 5 minut. A później może być tak, że (autentyczne) człowieka wmarzniętego w lód wyrąbuje się wraz z lodem, zwisając z helikoptera, i w postaci lodowej bryły odwozi na ląd, aby odtajał. Oczywiście nie do życia, niestety.
Jeśli wyleźć z takiej opresji się uda, trauma zostaje długo. Co nie znaczy rozbratu z bojerami, tyle że człowiek staje się ostrożniejszy, zaczyna myśleć.
Do wciągania się z wody na lód bojerowcy używają tzw. ,,pazurków”, nadzwyczaj skutecznych. Ja w ogóle na lód nie wchodzę bez nich – dwu szpikulców, zrobionych z zaostrzonych wkrętaków, połączonych sznurkiem, jak rękawiczki u małych dzieci. Cała inwestycja to 2 x 3,80 PLN = 7,60 – tyle może być warte ludzkie życie.
Do tego zawsze w bojerze 10-cio metrowa linka, by ją rzucić ratującemu aby pomógł wyleźć. O ile takowy w pobliżu jest – w w/w przypadku helikopterowym śmiałek (?) wypuścił się na rozległy Zalew Wiślany sam… Stąd żelazna zasada – cieszyć się bojerem zawsze minimum w tandemie!

Gdy o tych zasadach bezpieczeństwa instruowałem chłopaków z TVN Turbo, robiących reportaż o bojerach, miny im zrzedły. Ale szybko wrócili do równowagi i rozkoszowali się lataniem na DN-ie, gdy zaproponowałem, żeby zagrożenia i zabezpieczenia traktowali jak lotnik spadochron. Startując samolotem nikt nie zakłada, że spadnie ale i żaden lotnik bez spadochronu nie wsiada do samolotu. Mowa oczywiście o kategoriach samolotów, które tego wymagają.
fot. Mike Suchacz, Zalew Wiślany
grafika: cam

Tag:

9 komentarzy do “Bajery na bojerach, czyli zimowy wiatr w żagle”

  1. ew pisze:

    Wbrew pozorom to mnie nie zraża:

    - „człowieka wmarzniętego w lód wyrąbuje się wraz z lodem, zwisając z helikoptera, i w postaci lodowej bryły odwozi na ląd, aby odtajał. Oczywiście nie do życia, niestety.”

    Mam w pamięci ślady opon biegnące przez zamarznięte Żywieckie na skróty, na drugi brzeg. Więc jeśli lód jest w stanie unieść ciężkie auto, więc co dla niego taki „podfruwacz”.
    Te opowieści co się komu przydarzyło okropnego, jak świat światem były i są. Spadochron, który się nie otworzył, poślizgnięcie w Tatrach i ostateczny zjazd po złamanie karku, jakieś wyprawy łodzią przedweselne po cukier na drugi brzeg, i niczym Ewka i Kaśko z Trzęsacza, rozłączeni przed połączeniem na wieki, wreszcie nie wyrobienie zakrętu na szlaku przez mało bystrego narciarza i św. obrazek po nim na drzewie.
    Parafrazując tą cegłę w drewnianym kościele, nawet na fotelu przed TV można źle otworzyć puszkę z piwem i se blaszką walnąć w oko lub zachłysnąć tym piwem na amen.

    Tak jak pisałam w ITI „ochota zna tysiąc metod, brak ochoty tysiąc przeszkód”.

    Patrząc na te foty, przychodzi mi na myśl jedynie „cud na Wiśle”. Piękny sport ale… chyba dla wybranych? Dla bogaczy?
    pzdr

  2. psiząb pisze:

    „Oparzelisko”. Teraz wiem jak to się nazywa. Na pobliskim stawie jeden łabędź pływa po takim oparzelisku.Pozdro!

  3. Tomek pisze:

    Nie wiem czy bojery są sportem olimpijskim ale jeśli nie to szkoda. Byłyby na pewno atrakcyjną dyscypliną.

  4. lowell79 pisze:

    Piękna sprawa i zastanawiam się czy nad Żywieckim można zobaczyć takie cuda?

  5. Mike pisze:

    A toś mnie Złota zaskoczyła totalnie! Odkopać coś, co już było – wiesz, jak mi zrobić dobrze… Faceci nie są zbyt skomplikowani.
    Przeczytałem i – w zasadzie – nic bym dziś nie zmienił. Chyba tylko dodałbym nowych fot, i to masz u mnie jak w Ruskim Banku. Te tu jeszcze poczciwym Zenitem z NRDowsko-Zejssowskim Sonnarem 2,8/180. Teraz, dzięki pamięci dobrej Córki o tatusiu, robię cyfrówką o 2x takiej ogniskowej. To znacznie rozszerza możliwości dla tak ruchliwych obiektów jak bojer.

    Bo właśnie sezon bojerowy w pełni – na Zalewie Wiślanym , w pobliżu którego mieszkam, lód jest na 30 cm! Drżymy, aby nie dopadało śniegu, bo wtedy bojer nie pójdzie.
    Tak nota bene, czyli a’propos, kto tu mówi o tzw. ,,ociepleniu klimatu”? Bujda na resorach, aby bogate kraje mogły znów wybzykać biedne, sprzedając im np ,,kwoty CO2″, oraz technologiczne, drogie a bezużyteczne gadżety.

    Do dyspozycji mam nie tylko DN-a o którym wyżej, również Blokarta – żaglowóz (3 koła, fotel i żagiel, do jazdy po lądzie), któremu zamieniono koła na płozy lodowe. Mniejsze urządzenie i bezpieczniejsze od DN-a, też dla Kobitek i Dzieciaków od lat 7 do 120 kg żywej wagi http://www.blokarteurope.com

    Nie podzielam Złota Twojego fatalistycznego nastroju – wszędzie węszysz krach. A gdzie woda życia – adrenalina?
    No i ta prowokacja ,,dla bogaczy” – nie wchodzę. Zapraszam każdego ecodzienniaka do pojeśdżenia 1 cały dzień ZA DARMO. Dla Złotej – b/o.

  6. ew pisze:

    Zaskakiwanie to moja specjalność, fajnie jak pozytywnie. No, ale czy ten antykwariat nie jest The Best? Jest!

    Następnym dziś jesteś, co o nim czytam, że ma nowy aparat :( No ale, będą piękne zdjęcia na eco! :)

    A jak z tym, musi być te 30 cm lodu?
    Bo może dożyjemy dzięki „globalnemu ociepleniu”, wreszcie organizacji olimpiady zimowej, i wtedy nie tylko skoki w Zakopanem ale i bojery na naszym Morzu Żywieckim? Oj, miałbyś materiał na SERWIS Lowell, oj miałbyś, Na Żagle w Beskidy… ale zimą, Mike’a! :)

    ps.
    Mike, a może wiesz, czy to poprawne mówić, że Bałtyk jest zamarznięty w głąb już 15 km? W głąb to w dół? Czy w dal? :)

    pzdr

  7. Bosman pisze:

    Odsnieżyłem dziś 200 metrów dachu,dlatego nie mam sił nawet myslec,ale mysle, ze to nie jest zabawka a pojazd przyszłosci.

  8. Mike pisze:

    30 cm zmrożonego lodu umożliwia jeżdżenie ciężarówką, na czołg musi być 50. Liczyły na to niemieckie czołgi w styczniu 1945, uciekając na oślep przed żołnierzami Stalina – niektóre jednakże do tej pory spoczywają na dnie Zalewu, a właściwie pod nim, w wielometrowej warstwie mułu.
    Dla ludzi i bojerów wystarcza z dużym zapasem 12 cm, pod warunkiem, że lód nie topniejący. Zamarznięty w dal, czy wgłąb – wsio ryba, wiadomo o co chodzi.

    No i mocno żeśta mnie podjarali tym ŻYWIECKIM MORZEM, pod kątem lodu. Otóż – jeśli obadacie tam warunki lodowe, tzn min. 12 cm grubości i śniegu nie więcej jak 5 cm puchu, albo 3 cm twardego, to – gwarantuję – przyjeżdżam z Blokartem na któryś weekend. Czy ktoś mnie przygarnie?

  9. lowell79 pisze:

    Jestem ciekaw czy bojery na Żywieckim przecinały tafle lodu? W sieci nie znalazłem informacji…

Napisz komentarz (nowi użytkownicy podlegają moderacji)

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>