Ponieważ mieszkam raczej wysoko i do celu marszruty podeszłam w miarę szybko, więc meritum naszego wpisu byłoby już na samym jego wstępie. Dlatego przewrotnie, nasz dzisiejszy spacerek, zaczniemy od kadrów zrobionych podczas powrotu. Zapiąć pasy, jedziemy.
Wirtualnie przenosimy się znacznie niżej, by znaleźć się nad potokiem straceńskim, zwanym od zawsze „korytkiem”. Pójdziemy dziś pod tą parafialną górę, wynurzającą się zza okaleczonego konaru:



Ostatni rzut oka na masyw Klimczoka, z widoczną Saharą Szyndzielni, bo zostawiamy go za plecami i idziemy. Spotykamy tu panów na biegowych nartach, którzy krzyczą, że też chcą zdjęcia, i żeby je wstawić na Naszej Klasie, ale ponieważ nie mam tam konta… Panowie odchodzą z nosem na kwintę, i ja chyba też, bo nie miałam śmiałości zaprosić ich na… Ecodzien:



Ponieważ tak jak mówiłam, tworzymy a’la interaktywny szlak, zatem przenosimy się ruchem konika szachowego, powyżej miejsca gdzie mieszkam, na sam początek spacerku. I tu płynnie przechodzimy z nowoczesnego budownictwa, pod (z cudem zachowane) elementy minionego:



I teraz to już naprawdę żabi skok, wspinając się ulicą ks. Brzózki, podchodzimy do ściany lasu:



Odwracamy się i…

Głęboki wdech: Bielsko-Biała, Beskidy, moje osiedle, wszystko jak na dłoni. Nawet najstarsi górale twierdzą, że w porywach i Jezioro Goczałkowickie, które jest teraz niestety przykryte, puchową pierzynką śląskiego smogu:



I jak tu nie kochać gór? Przecież to tu w sposób naturalny, dzięki takim oto widokom oglądanego świata, czujesz jak rosną ci skrzydła i możesz wszystko – ew
fot. ewolny Bielsko-Biała










Czy naprawdę jest tam tyle śniegu? Pozdrawiam Cito!
Ty Złota kochasz te okolice i żyjesz włóczeniem po nich.
A foty – choć trudno o nowe pomysły (sam narzekam) – obejrzałem z ciekawością; Ty i one macie charakter.
Dzięki Mike. Cieszę się, że mnie rozumiesz. Każdy ma swoją przystań.
Psi Zębie, śnieg jak najbardziej prawdziwy i czyniący cuda. Bo te tereny wcale nie są aż tak piękne, gdy… pozbawione tej białej, puchowej, czyściutkiej pierzynki. Ona otula sobą wszelakiego rodzaju syf, czyniąc kadr nieskazitelnym. I to jest właśnie to, co mnie urzeka (np w takiej Kanadzie, ale i Niemczech, Stanach, Austrii i wpisz dowolne) brak tych starych, pordzewiałych wózków, garnków, drutów, kabli, kół samochodowych, gumioków i etc zbieranych, czytaj rozrzucanych, przez gospodarzy na calutkim swym obejściu łącznie z ogrodem, polem i przysiółkami.
Pod linkiem, jedno z moich ulubionych zdjęć z wczoraj:
http://i97.photobucket.com/albums/l219/zlotoslanos/zlotoslanos1/DSC09031.jpg
Pozdrawiam.
Na ,,ulubionym zdjęciu” są 2 zdjęcia. Ciachnij pionowo w środku i masz 2 niezależne obrazy z sensem. Obiektyw widzi wszystko – Ty tylko to, co w danej chwili przyciągnęło Twą uwagę.
Więc – kadrowanie, czyli cholernie trudna sztuka eliminacji wszystkiego, co nie buduje tematu, albo buduje za słabo, albo robi za zdobniczy bajer. A tam gdzie trzeba bajeru, aby obraz ożył, może należałoby wogóle zrezygnować.
Na piątym od góry (licząc to z okiem też) również można doszukać się dwóch zdjęć tyle że trza ciachnąć poziomo i mamy coś jak podróż wehikułem czasu albo wymiarów. To jest moje ulubione. Ono jest powiedziałbym takie wiesławowskie.
Z domu do korytka mialam 10 min, chodzilam tam na spacery, a w pol godziny bylam na Lysej. Ulica Ksiedza Brzuski przed moim wyjazdem,latem szlam do mojej siostry, ktora mieszka w Lipniku, wczesniej mieszkala tam moja babcia, szlismy do niej ulica Straconki, potem Zrodlana do gory, a potem przez potok. Dom z 9 zdjecia przypomina mi ten w ktorym mieszkala babcia, niestety on juz nie istnieje, rok temu sie spalil, ktos podlozyl ogien. To wlasnie za tymi okolicami najbardziej tesknie, a nie za samym miastem z ktorego wyjechalam 14 lat temu. A te sniezne widoki przypomnialy mi spacery z moimi psami, obydwa uwielbialy harce w sniegu.
Dina, ten rejon ogromnie „lubi” podpalenia, najbardziej chyba Przegibek, palony już wielokrotnie.
Olbrzymie zmiany tu zachodzą, olbrzymie. Nad Górską jest już przerzucony ogromny wiadukt budowanej obwodnicy (podobno największa tego typu inwestycja w Polsce, to uwaga do Pana Wiesława). Te zdjęcia, przed którymi pisałam o napotkanych narciarzach, to właśnie teren, po którym pójdzie ona dalej w stronę Wilkowic.
Niosę Ci prezent, który zrobiłam dla Ciebie. Twoja szkoła i krzyż przed nią:
http://i97.photobucket.com/albums/l219/zlotoslanos/zlotoslanos1/DSC08821.jpg
http://i97.photobucket.com/albums/l219/zlotoslanos/zlotoslanos1/DSC08822.jpg
Oraz? Dziura, przez którą chodziłaś do szkoły
http://i97.photobucket.com/albums/l219/zlotoslanos/zlotoslanos1/DSC08820.jpg
A pamiętasz w korytku „zastawy”? Kąpałaś się też tam?! Pozdrawiam Cię serdecznie – świat jest naprawdę mały!
Moja dziora byla w drugim rogu, a ta do szkoly chodzily moje dzieci i siostrzenica, ale jeszcze wczesniej byla furtka tuz przy garazach.Dyro ciagle latal ta dziure, a moja siostrzenica kiedys jak pokonywala ja na brzuchu (byla wtedy swierzo po zalataniu) to zaczepila sie plecakiem i darla sie swoim zwyczajem jakby ja ze skory obdzierali a ja z siostra umieralysmy ze smiechu obserwujac to z okna.
„Zastawy” oczywiscie ze pamietam, ale nigdy sie w nich nie kapalam bo jak bylam mala to moi rodzice chodzili tylko nogi moczyc, a jak skonczylam 11 lat to nauczylam sie plywac i juz sama na basen chodzilam. Twoje zdjecia przywolaly mile wspomnienia, pokaze mojej drugiej polowie jak wroci z pracy. Dzieki
Dina, dziś pomyślałam jaka to szkoda, że wcześniej się nie zmówiłyśmy, bo bym chodziła na spacery do chaty Twojej Babci, i upilnowałabym ją przed spaleniem. To piękne tereny, o których tylko pomarzyć by poleżeć tam w wysokiej trawie na słonku.
Pozdrawiam.