cam
Harcerki pojawiają się jak bociany – raz do roku. Niektórzy rozpoznają je po natarczywości dzwonka do drzwi, który zaciekle walczy o to, by nie dać się spłaszczyć o ścianę. Harcerki zazwyczaj działają w parach i po otwarciu drzwi natychmiast przechodzą do rzeczy. A rzecz jest prosta. Ich drużyna jedzie na obóz i potrzebuje kasy. A że nie przyszły żebrać po wsparcie więc oferują ciasteczka, które można sobie u nich zamówić.
Po rzeczowym i lakonicznym wyłożeniu mi całej idei zapada krótka chwila milczenia, w której jedna z harcerek wręcza mi katalog z ciasteczkami a druga kształtnymi kulfonami spisuje ze ściany numer domu dodając moje nazwisko. Moje nazwisko już zna, więc harcerski wywiad działa bez zarzutu.
Usiłuję zrobić sympatyczny wyraz twarzy, ale chyba nie za bardzo mi on wychodzi. Uśmiech rozbija się o stalowe spojrzenia harcerek.
- No to ile? – pyta ta wyższa nie mogąc ustać w miejscu, co wyraźnie oznacza, że nie czas na pertraktacje.
- Dwa… – odpowiadam cichym głosem.
-
Ile? – niecierpliwie dopytuje się ta wyższa
.
- Trzy! – odpowiadam już głośniej – Trzy pudełka!
Harcerki spoglądają na siebie i trudno mi odgadnąć, czy liczba jaką wymieniłem jest odpowiednia…
Po chwili wyższa sięgając po zeszycik pyta jakie mają być te ciastka.
Pospiesznie kartkuję katalog, ale jakoś nic nie rzuca mi się w oczy. Wyższa znów kiwa się na obcasach butów nie mogąc ustać w miejscu, mniejsza odwija gumę do żucia.
- Czekoladowe wezmę! – olśniło mnie nagle…
- Te z masłem orzechowym są dobre – rzeczowo dorzuciła wyższa tonem eksperta.
Lubię masło orzechowe, więc nieco zrelaksowany dodałem, że w takim razie wezmę jedną paczkę czekoladowych i dwie z masłem orzechowym.
- Weź miętowe… – syknęła mi do ucha mniejsza, wyplątując palcem gumę z aparatu korekcyjnego.
- Wezmę miętowe! – posłusznie dodałem – Zamiast tych czeko…
- Razem cztery pudełka – skwitowała wyższa – Należy się 16.
- Gotówką! – dodała mniejsza.
Posłusznie wypłaciłem żądaną kwotę i po przeliczeniu kasy, harcerki poszły do następnych drzwi.

Jestem pewien, że z łatwością uzbierają na letni obóz a opisuję tą całą historię, bo znalazłem w necie plakat, który doskonale ilustruje, dlaczego nie wolno zadzierać z harcerkami.
www.nowaatlantyda.com
Tag: cam










Dobré a veselé. Tie deti sú malé a zdolne. Určite by som si tiež kúpila tie ciasteczka….
Plakat jak z reklamy przedniego horroru. A najgorsze jest to, że klimat ów, wyczuwa się już podczas czytania samego tekstu.
Też byłam harcerką, i jak każdy zbierałam kolejne sprawności. Dodrapałam się nie tylko posady zastępowej, drużynowej, ale i na ogólnopolskim zlocie ZHP w Chorzowie, debatowałam nad… tak, tak nad nowymi mundurkami. Nowymi w sensie powrotem do lnu szarego, zielonego i podkolanówek.
Nie sprzedawaliśmy ciasteczek, no ale to były czasy, gdy harcerze prędzej za darmo porąbali drewno, znieśli do piwnicy węgiel lub przeprowadzili przez ulicę staruszkę, więcej OD siebie niż DO siebie, jak ma w zwyczaju dzisiejsze pokolenie.
Fajny Myślak, pozdrawiam.
Czuwaj druhno drużynowa!
Moj panie chyba wyczuwam jakis uraz do tej formalnej grupy zwanej harcerze,przeciez kupno ciastek niejest obowawiazkowe tak samo jak zbiorka na Wielka Orkiestre Swiatecznej Pomocy -Jurka Owsiaka a troche cwanym trzeba byc a dobrym cale zycie nietylko w niedziele.
Panie zamiesciles plakat z dziewczynka ktora mi przypomina mi Damiena z filmu Omen to wcielone zlo nieprzypomina w niczym harcerek.
http://www.dvdbeaver.com/film2.....-ray11.jpg
Hmmm… Moja teściowa, zapalona harcerka od lat 30 XX wieku aż do końca swoich dni chyba się w grobie przewraca. Jeszcze na pół roku przed śmiercią woziłem ją na spotkania grona starszych pań, które nie mówiły do niej inaczej jak „Druhno”.
„Silni, zwarci, gotowi!”, Powstanie Warszawskie, „Plama na Złotej Puszczy”, stalinizm, Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej, idiotyczny konflikt ZHP – ZHR…
Co o tym wszystkim wiedzą amerykańskie podlotki??? NIC!!!
Dlatego Cam, z całym szacunkiem dla Twojego znakomitego tekstu, bardzo mnie razi użycie w nim nazwy „harcerki”. Harcerstwo wywodzi się co prawda ze skautingu, ale od 80 lat ma z nim niewiele wspólnego. Umówmy się zatem, że to były „Skautki”.
A pisał to instruktor ZHP „w stanie spoczynku”.
Pozdrowienia dla autora tekstu.
Hmm…
Człowiek orientujący się w świecie współczesnym, ma szeroko otwarte oczy, potrafi nazwać rzeczy po imieniu, ale i… dostrzec zachodzące w nim zmiany.
Z żartobliwie podanej przypowieści wynika jasno, że dziewczynki nader łatwo osiągnęły to, co zamierzały. Nie można ganić nikogo za to, że odnaleziony na NECIE plakat przypisał do sytuacji, którą osobiście doświadcza. Przy okazji potwierdzam, z własnego doświadczenia, niewątpliwe zmiany in minus, zachodzące w zachowaniu najmłodszych.
Sztuka konwersacji… jakby brakuje jej nie tylko „harcerkom”. Włos mi się na wąsie zjeżył powiem szczerze, gdyż skądinąd kulturalne „mój panie”, jest tożsame z „mój chłopcze”. Negatywny wydźwięk?
Poza tym, cóż to za link pod komentarzem? Cóż to za reklamowa strona nie mająca związku z treścią rozmowy? Pozostawiam ją póki co tylko dlatego, żeby uwiarygodnić moje mocne nią zdziwienie.
Następne kasuję.