wieslawcz

Po wielu ponurych dniach zaświeciło słońce. Okazja by zobaczyć co dzieje się nad Bugiem. Na rzece w Wyszkowie płynie śryż i krążki lodowe. W rejonie Rybna i Gulczewa wszystko to już się zatrzymało, lód piętrzy się i wygląda, że poziom wody się podnosi. Miejmy nadzieję, że dzięki zapowiadanemu ociepleniu nie będzie kłopotu z „ostatnią naturalnie płynącą rzeką”.

W pobliżu rzeki działają oczywiście bobry:

Dotychczas wydawało mi się, że otwory jak pokazuję na zdjęciach, to wprawdzie nory bobrów, ale pewnie opuszczone, bo tak blisko ludzi. Dziś zobaczyłem, że jest tam lokator, bo taki szron produkuje tylko żywy lokator:

Od kilku lat mam w domu takie dwa „kawałki” przyrody. Pięknie zaciosane „polana” o średnicy 3 i 5 cm. Bobry potrafią pracować w drewnie. Jakie ostre są ich „dłuta”?!

Na koniec już, wiele lat temu pokazały się w okolicach Wyszkowa takie budowle. To dzięki, między innymi, „Kanadzie pachnącej żywicą” mogłem ocenić, że to bobrze żeremia. Ładnie wygląda taki domek:

fot. Wiesław Czapski Wyszków, Bug
www.owyszkowie.blox.pl
www.albumowyszkowie.blox.pl

Tag:

7 komentarzy do “Lód na Bugu, czyli bobry zimą”

  1. ew pisze:

    Panie Wiesławie już pewnie Pana mdli od pochwał…

    Piękny ten spacer. Dziękuję.

    Gdyby nie Pana słowa o szronie powstałym z oddechu, nie zwróciłabym na to uwagi. A rzeczywiście, zgadzam się, to musi pochodzić od żywej istotki. Z bobrami i ich żeremiami miałam do czynienia na Mazurach, gdzie „zagospodarowały” sobie prawie całe takie dzikie, bezplażowe jeziorko.

    Z gryzoniami ostatnio mam kontakt bezpośredni. Pchełka też już dobrze zintegrowana, lubi posiedzieć przy ich klace, nie krzywdzi, nie atakuje, po prostu patrzy. A jest na co, bo właśnie chomiczki Chip i Dale, mające być dwoma samiczkami, zaskoczyły… młodymi, sztuk cztery!

    Szybkie googlowanie przyniosło nakaz oddzielenia samca od rodzinki, żeby nie pożarł on młodych. I tu drugie zdziwienie, bo przeniesiony do starej klatki na ptaszki dostał ataku szału, wydawało się, że oszaleje. W końcu (trwało to może raptem ze 3 minuty) przecisnął się do połowy przez sztachetki, takiej samej wielkości, w których mieszkał dotychczas!
    Natychmiast oczywiście wrócił do rodzinki, i tu zaskoczenie numer trzy. Caluśka rodzinka się ewakuowała do kuchennego, plastikowego pudełka, które im kiedyś wstawiłam. Przeniosły tam (przez wycięty nożem otwór) nie tylko swe dzieci, ale prawie calutkie trociny. Musi głowa rodziny rzekła „żono, coś się święci, jest źle, trzeba się kryć”.
    I zaskoczenie numer cztery, podobno tak piszą też mądre google, samca i samiczkę trzeba rozdzielać zaraz po kopulacji, bo samiczka zagryzie samca. Te wbrew googlom żyją w zgodzie, której niejeden człowiek może im tylko pozazdrościć. Serce się kraje obserwując tą drobną rodzinkę… Wychodzenie z norki na posiłek, na pojenie, dziubkowanie sobie.

    I zaskoczenie numer pięć, w pracy koleżanka powiedziała „dlaczego ich po prostu nie zabijesz. Nie, nie utopisz, zwyczajnie nie palniesz w łeb”.

  2. Bosman pisze:

    Ech szczęściarze,spotkać bobra na drodze życia to jest fart.Mi zaś bóbr kojarzyl się tylko z sadłem lub pędzlem malarskim.Panie Wieslawie, wyrazy uznania za te zdjęcia.Mam ponadto jedno pytanie.Jaka jest możliwość odstąpienia jednego kawałka przyrody?

  3. Bosman pisze:

    Ta koleżanka pewnie nosi za ciasną czapkę.Beret dla niej to odpowiednie nakrycie glowy.

  4. ew pisze:

    Uwielbiam takie wpisy jak ten, bo są jak „Moje spotkania ze zwierzętami”, albo „Zwierzyniec”. Pamiętamy?

    Wieje okropny wiatr i może dlatego ja lżej spałam, albo chomiczki nocą za bardzo hałasowały, dlatego wstałam by wynieść je do łazienki. Zauważyłam wtedy nie tylko bawiących się na karuzeli rodziców, ale i jednego smyka, który był poza tym ich domkiem. Maluszek mniejszy od pomadki, już był pokryty delikatnym futerkiem z widoczną pręgą na plecach. Jeszcze malutki ale żywy, szybki, zwinny, nad podziw sprawny.

    Ponieważ moja obecność wzbudziła na chwilę czujność starszyzny, dlatego jeden z nich zauważył go. I bardzo dobrze, bo w innym przypadku mógłby swobodnie wyjść między sztachetkami na zewnątrz klatki. Zauważony natychmiast został pochwycony za „fraki” i wciągnięty jak za uszy do wnętrza pudełka. To wciąganie do domu było kapitalne, miałam wrażenie, że na koniec dostanie on klapsa za niesubordynację :) Wejście do pudełka jest (niczym wysokim zwałem śniegu), calutkie zasypane trocinami i chyba chodzi o to, by te maluchy nie wychodziły na zewnątrz zanim dostatecznie nie podrosną.
    Świat zwierząt jest doskonały.

    Dzień Lepszy!

  5. psiząb pisze:

    To jest jak ogród rajski.

  6. wieslawcz pisze:

    Bosmanie. Przyjechać nad Bug i czerpać z przyrody „całymi garściami”. Należy się spieszyć, bo ten teren – i wiele innych – już grodzą i kopią wilcze doły, by „hałastra” w pobliżu dacz się nie kręciła. Rekreacja nie dla wszystkich? i Deskurów cd
    Pozdrawiam.

  7. ew pisze:

    O! I trafia się wreszcie okazja, żeby zapytać.
    Jest jakaś sensowna agroturystyka, jakaś baza noclegowa vide pensjonaty, schronisko, domki, czy jak to tam nazwać, nad Waszym Bugiem?

Napisz komentarz (nowi użytkownicy podlegają moderacji)

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>