Średniowieczne Cloisters, czyli wróble z krużganków

Czy zgadnie ktoś skąd pochodzi zdjęcie poniżej? Nie… to nie są Włochy ani Francja. To The Cloisters w Nowym Jorku – część Metropolitan Museum of Art, poświęcona zbiorom sztuki średniowiecznej.

Absolutnie perfekcyjna kopia  włoskiego klasztoru została ufundowana  przez Rockefellera i wybudowana na wzgórzach tuż przy brzegach rzeki Hudson. O ile budynek Cloisters jest w miarę nowy (ponad 80 lat) to same kolumny krużganków są autentyczne. W XVIII i XIX w. zwłaszcza we Francji pozbywano się niszczejących i mniej wartościowych, niszczejących średniowiecznych budynków. Wiele z nich miało być obrócone w gruzy. Zanim jednak tak się stało, wujek Sam, tknięty przeczuciem, za psie pieniądze skupował te ruiny, by pieczołowicie odbudować je po drugiej stronie Atlantyku. To co czyni Cloisters miejscem wyjątkowym, to nie tylko średniowieczny kształt budynku, jakże adekwatny do pokazywanych wewnątrz ekspozycji, ale także sposób eksponowania kolekcji. Cloisters oznacza po prostu krużganki i takimi krużgankami oddzielono w muzeum od siebie kolejne sale:



Jest więc miejsce, w którym można posiedzieć, odpocząć, przemyśleć to co się zobaczyło, można wypić kawę i popatrzeć na setki gatunków roślin, którymi obsadzono krużganki i wsłuchać się w szmer fontann. Można nawet poczęstować się pigwą prosto z drzewa. I tylko most Waszyngtona, przerzucony przez Hudson, przypomina, że tuż za murami jest wciąż XXI wiek:

Cloisters nigdy nie pretendowały do tego by być klasztorem, mimo, że udaje średniowieczny klasztor to i tak pozostaje świątynią… sztuki. Jest zbudowane na wzór włoskiego klasztoru, ale od początku przeznaczeniem budynku było MUZEUM. Zamiast betonowego klocka, wybudowano pełną wdzięku konstrukcją, która nie tylko daje schronienie eksponatom, ale jednocześnie odtwarza ducha epoki nigdy nie znanej Ameryce. Gdyby w Warszawie wybudowano muzeum sztuki staroegipskiej w kształcie powiedzmy piramidy – czyż sam jej kształt nie byłby sam w sobie komplementem dla zbiorów, a unikalna architektura, czyż nie stałaby się atrakcją miasta? Tak jak na przykład szklana piramida na dziedzińcu Luwru, która jest jedną z głównych atrakcji miejsca.


Taki cel przyświecał twórcom Cloisters i myślę, że osiągnęli oni właściwy efekt. To nie jest jakiś Disneyland, to znakomite muzeum, gdzie przestrzeń została zorganizowana niezwykle twórczo. Jeszcze raz się powtórzę, bo pisałem już o tym powyżej. Same krużganki oddzielają od siebie kolejne sale ekspozycyjne. Sale te toną w mroku nie dlatego, że średniowiecze było mroczną epoką, ale dlatego, aby ochronić przed światłem cenne rękopisy, rzeźby, obrazy i tkaniny na ścianach. Gdyby chcieć spędzić w mrokach te kilka godzin przeznaczonych na zwiedzanie, wcześniej czy później mroczność zaraziłaby sobą nasz nastrój:

Dlatego jasne, tętniące życiem krużganki, które oddzielają od siebie sale, są fantastycznym urozmaiceniem. Muzeum zaopatrzyło je nawet w książki, z których można dowiedzieć się więcej o samej kolekcji. W Cloisters nie tylko poznaje się historię, ale i odpoczywa. Rockefeller kupując teren pod Cloisters, kupił także tereny po drugiej stronie rzeki Hudson, już w New Jersey, po to, aby żadne wille na tamtej stronie nie zaśmiecały krajobrazu oglądanego z muzeum. Myślę, że pomysł na miejsce takie jak Cloisters jest w 100% przemyślany i nie ma tu miejsca na tandetę. Oprócz przepięknych zbiorów, mają tu także dach nad głową… wróble!

Te niepozorne i powszechnie znane ptaszki, swoją obecnością nieoczekiwanie dodają autentyczności Cloisters. Tak jak ukryte w budynku zabytki, wróble również pochodzą z Europy i pojawiły się w Stanach dopiero w XIX w. Najbardziej intrygują je fontanny. Ma się wrażenie, że Cloisters dla tych wróbli to coś w rodzaju luksusowego kurortu na Karaibach, z prywatnymi basenami i tropikalną roślinnością:

Co prawda wewnątrz budynku można spotkać bardziej majestatyczne ptaki, tak jak ten cesarski orzeł z XIII w., na którego skrzydłach otwierano księgi liturgiczne, by czytać z nich wiernym. Ale każdy szanujący się wróbel wie, że lepszy wróbel na dachu niz orzeł, który siedzi w garści muzealników:

fot. Chris Miekina NYC, USA
www.nowaatlantyda.com

9 Responses to Średniowieczne Cloisters, czyli wróble z krużganków

  1. MonsieurLaPadite pisze:

    Jeżeli ja kiedykolwiek zdecyduję się wybudować dom w Polsce,to będzie on miał z pewnością architekturę renesansowego klasztoru,z ogrodem wewnętrznym,krużgankami i innymi detalami z epoki i będzie to gdzieś w Sudetach i nikt o tym nie będzie wiedzieć,z wyjątkiem kilku wtajemniczonych Templariuszy…

  2. psiząb pisze:

    Do MLapadite: Mówiąc o ogrodzie wewnętrznym miałeś na myśli wirydarz, oczywiście.To też moje marzenie, ale chciałbym jeszcze, aby opiekowała się nim wiridiana-ogrodniczka. Pamiętasz ten film Bunuela?

  3. ew pisze:

    Monsieur LaPadite, jeśli nie byłeś na wspomnianym powyżej filmie, to masz już do obejrzenia dwa tytuły :)

    Uwielbiam ten wpis, właśnie za pokazanie, w jaki sposób można wykorzystać pozornie nikomu niepotrzebne. Ja wiem, trzeba być Rockefellerem, ale nie tylko, bo trzeba mieć jeszcze mózg i umieć z niego korzystać, dobrze lokując nadkasę. W Szczecinie widziałam pozostawioną basztę, wokół której wił się ślimak zjazdu, albo kawałeczek starego muru, wbudowany w nowszą kamienicę. Po co niszczyć zaprzeszłe?
    Psi Ząb kiedyś wspomniał, że życie jest mostem, po którym trzeba przejść, ale nie należy na nim budować. Ja myślę, że tego typu przedsięwzięcia, to nic innego jak… reperowanie tego mostu. Bo skąd człowiek ma wiedzieć dokąd zmierza, jeżeli nic mu nie wiadomo o tym, skąd przybył. Nie zna swojej historii.

    Wspaniały pomysł, wspaniałe miejsce, które przywodzi mi na myśl moje ulubione Włochy. Niestety w moim eM, nie mogę marzyć o żadnym ogrodzie, wirydarzu, lub krużgankach na szczycie Błatniej. Natomiast to co z uporem maniaka robię, to moim kwiatom kupuję kamienne i ceramiczne doniczki a’la Rzym.

    Zdjęcie drugie od dołu, świece i trzecie od góry.
    Pozdrawiam!

  4. monsieurLaPadite pisze:

    @ psiząb: będę musiał niestety odświeżyć sobie pamięć a propos filmów,ponieważ niestety nie jestem pewien ,o którym filmie Bunuela wspominasz? Życzę ci z całego serca takiej renesansowej chałupy z wirydarzem i witrażem,podejrzewam,że na wirydarzu będą usiane różne kolory psizęba,gdzie na chwasty polować będzie hinduska Diana-Wiridiana :)
    Pozdrawiam

  5. MonsieurLaPadite pisze:

    Jeżeli robimy jakiś quiz, to ja jestem szczególnie trzecim od góry,ze wzgledu na wirydarz oczywiście…

  6. MonsieurLaPadite pisze:

    Viridiana ,Louis Bunuel,1961r. Złota Palma w Cannes tego samego roku,nie ja z pewnością tego filmu nie oglądałem,znalazłem trochę informacji na necie o tym filmie,jak na owe odległe czasy film bardzo odważny i sklasyfikowany jako erotyczny,z tego co zrozumiałem,to Viridiana na koniec całej historii ulega wreszcie swojemu wybawcy i zamieszkuje z nim i służącą pod jednym dachem.Nie wiem ,gdzie ten film można zdobyć ,to by było super ciekawe popatrzeć jak w tamtych czasach Bunuel rozprawiał się jego ulubionymi tematami;fetyszyzmem seksualnym,kazirodztwem oraz hipokryzją Kościoła.
    Sadząc po Bunuelu ,można się spodziewć ,że on pod ten dach zmontował jakiś swoisty trójkąt,ale to są tylko moje domysły,tylko domysły,mojej chorej wyobrażni.
    :)

  7. psiząb pisze:

    MonsieurLaPadite: Oglądnąłem wczoraj fragment filmu Viridiana, wzorowany na”Ostatniej wieczerzy” Leonarda da Vinci. http://vimeo.com/2417244

  8. MonsieurLaPadite pisze:

    @psiząb:dzięki za link,scena jest rzeczywiście genialna,Bunuel-mistrz słowa,obrazu,paradoksalnej atmosfery,jestem pod głębokim wrażeniem.Efektu grozy dodaje z pewnością celowy dobór dżwięku,który na mnie podziałał jak czerwona płachta na byka w czasie corridy !!!! Oratorium , Haendel, part 44,Halleluyah http://www.youtube.com/watch?v=_4-DNfQYqEo .Geniusze lubią otaczać się geniuszami.

  9. MonsieurLaPadite pisze:

    Nie odbiegnę chyba zbytnio od tematu jak dorzucę ciekawostkę z historii muzyki:otóż legenda głosi, że na prapremierze „Mesjasza” sam król Jerzy wstał zachwycony jak zabrzmiało słynne „Alleluja” ,etykieta dworska wymaga od dworzan ,aby uczynili podobnie a za nimi powstała reszta poddanych i od tamtego czasu utarło się słuchać tego utworu na stojąco.
    Owacje na stojąco są chyba najwyższym ,możliwym wynagrodzeniem dla artystów.Jak powiedzał mi tutaj jeden Polak,tancerz z Grands Ballets Canadiens,że dla niego to jest największa zapłata i nie może być lepszej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>