Niewiele ptaków z równą maestrią potrafi wykorzystać najmniejsze prądy powietrzne i - niemal bez poruszenia skrzydłami - długo szybować nad polami, miastami, skalistym wybrzeżem lub górskimi szczytami. To jednak, co ludziom wydaje się piękne i romantyczne, dla kondorów wielkich jest sprawą życia i śmierci. Ich przodkowie, bliżej spokrewnieni z bocianami niż orłami, wybrali trudną dietę. Ponad 50 milionów lat temu zamiast zabijać, zaczęli żywić się świeżą padliną. Głodny kondor nie może ot tak, po prostu wyjść i zapolować. Musi czekać na okazję, przeszukiwać setki kilometrów. Ponieważ o padlinę trudno, podróż nie może pochłaniać cennej energii. A szybowanie to najtańszy sposób latania.
Cotabambas, leniwa wieś w Andach, budzi się do życia raz w roku. Zjeżdżają tu dziennikarze, ekipy telewizyjne i fotografowie, by obserwować obchody Dnia Niepodległości. 28 lipca 1821 roku Peru, po wiekach niewoli, wyzwoliło się spod panowania Hiszpanii. Peruwiański kondor pokonał hiszpańskiego byka a mieszkańcy Cotabambas traktują tę przenośnię dosłownie. Urządzają Krwawą Uroczystość, w której co roku święty ptak Inków poskramia byki sprowadzone do Ameryki Południowej przez konkwistadorów. Dwa tygodnie przed walką w góry wyruszają drużyny, których zadaniem jest schwytać najpotężniejsze zwierzę latające nad lądem - kondora wielkiego. To jeden z 7 gatunków kondorów, padlinożernych ptaków Nowego Świata, których odpowiednikiem w Starym Świecie są sępy. Rozpiętość skrzydeł kondora wielkiego przekracza 3 metry, a waga sięga 15 kg. Ma potężny dziób i szpony ale nie poluje - szuka świeżej padliny, w której zanurzy łysą głowę i napełni po brzegi żołądek, tak że ledwie będzie mógł się ruszyć. Żeby więc kondora złapać wystarczy wybrać odpowiednie miejsce i położyć tam przysmak i czekać.

Teraz tylko Bogowie Gór Apu, mogą przeciwstawić się próbom schwytania ich posłańca zwanego Apukuntur. Dlatego w skład każdej drużyny wchodzi brujo-szaman. W drogę zabierają starego konia, by go zabić zgodnie z rytuałem i poświęcić bogom Apu i Matce Ziemi - Panchamamie. Brujo rozpala ognisko i wrzuca doń ofiary - kukurydzę i inne ziarna, zioła, przyprawy. By osiągnąć porozumienie z duchami, szaman wypija alkohol, ale zawsze pierwsze łyki z butelki wylewa na ziemię, by przebłagać Panchamamę. Gdy ogień dogasa drużyna ukrywa się i czeka, czasem kilka dni. Bo kondory są inteligentne i ostrożne, niektóre dożywają siedemdziesiątki czasem nawet więcej i doświadczenie ostrzega je przed pochopnym lądowaniem, są też odporne na głód - mogą nie jeść ponad miesiąc. Zanim więc przysiądą koło poświęconego konia, przez kilka dni krążą i obserwują okolicę. Tylko kilkuletnie ptaki są tak naiwne, że dają się złapać. Kiedy już kondor zdecyduje się na lądowanie i zabierze do uczty, potrafi połknąć nawet 8 kg. czyli dwie trzecie swojej wagi. A z takim załadunkiem nie sposób wystartować, gdyby nie było drużyny z Cotabambas, kondor siedziałby przez kilka godzin i trawił. Ludzie jednak są i nagle gdy ptak ledwo się rusza wychodzą zza skał. Najedzony kondor w chwili zagrożenia zwraca pokarm, bierze rozbieg i chce uciec w powietrze ale… koń został położony w miejscu gdzie nie sposób się rozpędzić, nie ma kawałka pasa startowego, wokół wznoszą się wysokie górskie ściany, brak też powietrznych prądów. Ze zdobyczą otuloną delikatnie w poncho drużyna wraca do wioski.
El Cóndor Pasa
Yaw kuntur llaqtay urqupi tiyaq
maymantan qawamuwachkanki,
kuntur, kuntur
apayllaway llaqtanchikman, wasinchikman
chay chiri urqupi, kutiytan munani,
kuntur, kuntur.Qusqu llaqtapin plaza-challanpin
suyaykamullaway,
Machu piqchupi Huayna piqchupi
purikunanchiqpaq.O majestatyczny Kondorze, władco niebios,
zabierz mnie do domu, na szczyty Andów!
O Kondorze!
Pragnę znów powrócić w me rodzinne strony,
znów przebywać razem wśród mych braci Inków.
Tak tęsknię za nimi, o dumny Kondorze!Czekajcie na mnie w Cuzco, na centralnym placu.
Może do Machu Picchu i Huayna Picchu powędrujemy już razem.(ballada peruwiańska 1913 - oryginalny tekst w języku keczua)
Od tej chwili ptak jest jej najważniejszym gościem karmionym najdelikatniejszymi kawałkami mięsa i pojony najlepszymi trunkami. Kiedyś były to wysokoprocentowe napoje dziś biolodzy przekonali wieśniaków, że dla ptaka wódka jest zabójstwem, więc poją go piwem i lekkim winem. Kiedy przyjdzie czas, by dosiąść byka, oszołomiony alkoholem kondor zostaje przywiązany do jego grzbietu. Brama się otwiera i na arenę wpada potężne zwierzę z potężnym kondorem machającym skrzydłami tuż nad jego głową. Zwierzęta walczą, byk o to by kondor się wreszcie od niego odczepił a kondor o wolność. Wszystko trwa nie więcej niż kwadrans, kiedyś ptak miał wolny dziób i rozrywał skórę byka, lała się krew, byki umierały powoli z jej upływu. Dziś dba się, by żadnemu zwierzęciu nie stała się krzywda, szczególnie liczy się los kondora - jego śmierć to najgorsza wróżba na następny rok. Po powtórce z rytuału jeszcze jedną noc kondor pozostaje honorowym gościem wioski, by mógł nabrać sił. Wreszcie rankiem wszyscy zgromadzeni patrzą jak szykuje się do odlotu. Z przewiązaną na pamiątkę zwycięstwa kolorową wstążką na szyi, cały, zdrowy przy ogólnym aplauzie Apukuntur rozkłada skrzydła, bierze szybki rozbieg i wzlatuje w powietrze.
na podst. “Dzikość serca” M. Nowakowska
fot. wikipedia

02.02.2010 godz. 10:11
Dawno temu dostałem książkę Karola Maya “Nad Rio de la Plata”. Akurat wtedy była lekcja biologii o ptakach drapieżnych. Gdy nauczyciel już opowiedział nam o orłach, sępach i sokolach, zadał pytanie: “Czy ktoś zna jeszcze inne ptaki drapieżne? Wówczas ja się wyrwałem jak filip z konopi: “Jeszce są kondory”, o których czytałem we wspomnianej książce.
Najpierw zapanowała cisza. Potem nagle rozległ się ryk śmiechu, a gdy śmiech ustał, nauczyciel zarządził: “Wyjdź z klasy”. Oczywiście wszyscy byli przekonani, że chodzi o środek antykoncepcyjny i że tylko pomyliłem się w wymowie.
02.02.2010 godz. 10:11
Idealny symbol powiedzenia ‘Wolny jak ptak’
02.02.2010 godz. 16:17
- “Ich przodkowie, bliżej spokrewnieni z bocianami niż orłami, wybrali trudną dietę. Ponad 50 milionów lat temu zamiast zabijać, zaczęli żywić się świeżą padliną.”
Nigdy bym nie pomyślała, że bliżej kondorom do bocianów. Natomiast przejście tych pięknych ptaków na świeżą padlinę mnie nie dziwi. To teraz jest o nią niezwykle trudno, to teraz ptaki te, muszą pokonywać setki km w poszukiwaniu mięsa. Kiedyś, tak jak czytamy, aż 50 mln lat temu, bez wątpienia zwierzyny było znacznie więcej. A czy nasze psy i koty nie są już… padlinożerne? Toż kaczka z marchewką mimo, że z puszki, jakby padniętym zwierzęciem jest.
- “By osiągnąć porozumienie z duchami, szaman wypija alkohol, ale zawsze pierwsze łyki z butelki wylewa na ziemię, by przebłagać Panchamamę.”
Polacy robią dokładnie tak samo, z tym, że wytrząsają z kieliszka na Matkę Ziemię ostatnie krople wódki, dopiero po jej wypiciu…
No fajnie, że się dba o zdrowie walczącej zwierzyny, aczkolwiek uczucia mam mieszane. Fajnie się czyta relacje z egzotycznych rytuałów, nieznanych nam tradycji, ale gdybyśmy stanęli na takiej arenie jako obserwatorzy to nie wiem.
- “Po powtórce z rytuału jeszcze jedną noc kondor pozostaje honorowym gościem wioski, by mógł nabrać sił”
Jak dla mnie, by mógł wytrzeźwieć.
ps.
Psi Zębie - Twoja opowieść przypomniała mi lekcję PO i wyrywanie z odpowiedzią kolegi Maćka:
- Ja, ja, ja, ja!!!
Pytanie brzmiało czym czyści się maskę gazową:
- TOWOTEM (sic!) - rzekł przez pomyłkę.
Reakcja dla nas była radosna, dla niego niestety nie: “który masz numerek, wpisz sobie ocenę”
02.02.2010 godz. 19:55
@ew;te ptaśki to może są piękne ale z bardzo,i to baaaardzo daleka,gdy patrzę na jego łeb,to ciarki mnie przeszywają na wskroś i mam naprawdę bardzo nie estetyczne skojarzenia.W naturze jest również cała masa brzydoty ,ale to jest odrębny temat.Też mają poczucie humoru…żeby tak schlać ptaka i nawet nie można powiedzieć,że pił na sępa,ale z artykułu wynika że skoro umie puścić ptaka to może nawet wyciąć strusia na oczach wystrychniętych na dudka Peruwiańczyków.Kłaniam się.
03.02.2010 godz. 05:50
http://www.youtube.com/watch?v=NxVMNQo4HAM
03.02.2010 godz. 15:35
Pięknie, pięknie. Dotychczas znałam ten utwór z covera Simona i Garfunkela.
Patrzcie co znalazłam w wikipedii:
- “w roku 1993, ballada ta, została oficjalnie uznana jako Patrimonio cultural de la Nación (część dziedzictwa kulturalnego Peru)”
Respekt!