wieslawcz

Sprowadzony aż z Chin, karmnik z którego, na moim balkonie, posilają się sikorki, budzi też zainteresowanie innych ptaków. Bynajmniej nie z powodu, wsypanych doń ziarn słonecznika. To sikorki stanowią obiekt zainteresowania małego, ptasiego drapieżcy.

Pewnego, mroźnego poranka, zamilkło radio. Audycji radiowych – szczególnie programu 2 PR – słucham z „satelity”. Miał być dobry program a tu – zupełna cisza. Co jest? Awaria radia, zła pogoda, awaria satelity? E tam – pewnie znowu jakiś gołąb siedzi na „patelni”. Odsłaniam zasłony w oknie i rzeczywiście jakiś ptak siedzi na antenie, tuż przy konwerterze. Nic dziwnego, że radio milczy. Tylko co to jest? To nie gołąb. Ale to tylko gołębie, na balkonie, niczego się nie boją. Jak nie gołąb to dlaczego nie odlatuje? Nagle „gość” odwraca głowę, pokazuje swój dziób. Bez wątpliwości – to drzemlik, kobuz może pustułka. Nic dziwnego, że przy wiszącym karmniku pustki. Przy takim ptaku, każdy inny jest tylko pokarmem, albo jest ciężko wystraszony.

Ptaszysko zauważyło mnie za szybą i tylem go widział.

Ta wizyta przypomniała mi i uwiarygodniła to co widziałem na tym balkonie kilka lat wcześniej. Zima, karmnik tylko taki z daszkiem, drobne ptaki zajadające się ziarnem i… nagle popłoch. Wszystkie gdzieś znikają i tylko taki jeden – widać straszliwie głodny lub łakomy – dziobnął jeszcze ostatnie ziarno i widzę jak podobny „gość” w locie chwyta małego „łakomczucha”. I tyle go widziałem. To było jak sen lub uderzenie pioruna.
Ot taki „obieg azotu w przyrodzie”, albo łańcuch pokarmowy.
fot. Wiesław Czapski
www.owyszkowie.blox.pl
www.albumowyszkowie.blox.pl

Tag:

5 komentarzy do “Karmnik w karmniku, czyli obieg azotu w przyrodzie”

  1. ew pisze:

    Rzeczywiście, stołówka pięciogwiazdkowa i menu przednie, więc i klientka nie byle jaka, śliczna! Ten stolik jest sześcioosobowy? Kapitalny.

    Teraz w ogóle robią coraz zmyślniejsze bajery. Moje chomiki mają poidło, które mnie mocno zadziwiło, swoją nowatorską konstrukcją. To plastikowa buteleczka do zawieszenia, odwrócona do góry dnem. Z jej korka wystaje metalowa rurka, która się leciutko przewęża na końcu. Dzięki temu metalowa kulka wewnatrz nie wypada, a tylko wystaje do połowy blokując zarazem wypływ wody. Jedna kropla zawsze wycieknie i wisi, ale jak chomik podejdzie, przesunie w tył kulkę, to jakby odkręca kran. Jak skończy pić, napór wody dociska kulkę uszczelniając otwór. Jednym słowem kroplomierz, bajer.

    Jako się rzekło sikorka świetna, ale i pustułka, która nie byłaby ptakiem drapieżnym, gdyby zachowywała się jak miejski gołąb, dlatego też nie widzimy jej tu i chyba dobrze. Jest czujna i radzi sobie, jeszcze nie jedząc z ręki!

    Dylemat mam. Bo czytałam Pana słowa o niepotrzebnej ingerencji w przyrodę w postaci dokarmiania gołębi. Ale słyszę również wiele innych głosów, o negacji dokarmiania ptaków w ogóle. Kaczek w stawach, ptaszków na parapetach, czy w ogrodach.

    Jednym z kontrargumentów dokarmiania jest to, że wystawiany pokarm zalewa deszcz, co sprawia, że pleśnieje on i gnije szkodząc. No ale czy oponenci widzieli takie karmniki, gdzie żadne ziarenko się nie marnuje? Poza tym, miejska mała brać dzięki nam ma przecież coraz mniej przestrzeni zielonej, więc nasze dokarmianie to jakby okupywanie swej winy.

    Zawsze są dwie szkoły myślenia, ja optuję za tą, w której wyrosłam – za dokarmianiem. Niemniej nie wiem, jak z tym w końcu jest. Zrobimy z wszystkich ptaków ostatecznie leniwe gołębie, czy nie?

    Pozdrawiam, Dzień Lepszy!

  2. psiząb pisze:

    Ostatnich gryzą psy.

  3. Bosman pisze:

    Pożarly je kruki i wrony.

  4. MonsieurLaPadite pisze:

    a na samym końcu tego łańcucha pojawi się kondorrrr ,

Napisz komentarz

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>