ew on luty 8th, 2010

Psi Ząb

Kiedy w naszym mieście odbywały się targi międzynarodowe, wybraliśmy się, by je zwiedzić. Mnie zainteresowały dwie rzeczy, atlas geograficzny Eugeniusza Romera i duży, bajecznie kolorowy globus. Na pytanie, którą z tych rzeczy wołałbym, odpowiedziałem, że globus. I wszystko już wskazywało na to, że nie ominie mnie szczęście stania się jego posiadaczem.

Wtedy któreś z moich rodziców rzuciło pytanie: „A jeżeli on zrobi to samo co zrobił z koniem na biegunach” Zamarłem z wrażenia i czułem, że ziemia osuwa się z pod moich stóp. Stanęło mi przed oczami zdarzenie, co ja uczyniłem kiedyś z koniem na biegunach. Po prostu wziąłem pogrzebacz i podziurawiłem koniowi plecy. Właściwie to nawet mnie nie zbili, jak zwykle, tylko chcieli wiedzieć, dlaczego to zrobiłem, ale ja nie wiedziałem, czemu wziąłem pogrzebacz i czemu go podziurawiłem. Nie wiem po co im była potrzebna taka wiedza, dlaczego popełniłem ten czyn.

Wczoraj w telewizji pokazano film pod tytułem egzorcysta. Tam też dziewczynka schodziła do tyłu po schodach w pozycji mostka. I też jej rodzice chcieli wiedzieć dlaczego. Jakiś misjonarz w roli egzorcysty wyjaśnił im, że to na pewno przyczyną był demon.

Tak oto stałem się władcą atlasu i niezwłocznie przystąpiłem do malowania okrętów na mapach mórz i oceanów a na Saharze rysowałem obozy legii cudzoziemskiej z karabinami maszynowymi na rogach.

Gdy mieszkałem na ulicy Skawińskiej sąsiadem naszym był dozorca Klimczak, który objawiał się w swej głównej roli dopiero po zmierzchu, gdy zamykano bramy kamienic. Wtedy zakładał gacie i płaszcz i w takim ubiorze otwierał bramy spóźnionym lokatorom. Był to zresztą tradycyjny wieczorowy strój dozorców krakowskich, którzy stanowili hermetyczną kastę stołecznego miasta. W sąsiedniej kamienicy dozorcą był niejaki Turek, który bardzo nie lubił, kiedy chłopaki wołały za nim: „Turek Turka w tyłek szturcha”. Miał on syna imieniem Zbyszek,  zwanego powszechnie Gorylem. Kiedyś tenże zaproponował mi kupno 8 par łyżew za 2 złote. Trochę zastanawiałem, ale w końcu skusiła mnie niska cena. Z tych ośmiu par udało mi wybrać jedną dobrą i rozpocząłem naukę jazdy na lodowisku. Tam za Starowiślną na Grzegórzkach.

W domu zaś pod numerem czwartym mieszkał dozorca, o którym opowiadał mi jego syn, że gdy ojca nie był w domu od godziny, wtedy matka wszczynała alarm i wspólnie udawali się na jego poszukiwanie, gdyż  podejrzewała, że, jak się w zaufaniu wyraził: “ojciec poszedł na kurwy”. Zaczynali od przeszukiwania bulwarów, w których znajdowały się zakamarki, mogące służyć do uprawiania nierządu.

Innym razem Goryl przyniósł mi dwa tomiki atlasu Sawickiego i jeden atlas historyczny autorstwa niejakiego Eligiusza Niewiadomskiego. Nic mi to nazwisko na razie nie mówiło, ale po wielu latach dowiedziałem się, że był to morderca pierwszego prezydenta Polski Gabriela Narutowicza.

Jeszcze innym razem przyniósł mi dwa nakolanniki bramkarskie, służące do ochrony kolan. Kupiłem je za drobną kwotę i tak stałem się potencjalnym bramkarzem piłkarskim. W sąsiedniej kamienicy mieszkał  Stefan Sz. wybitny znawca piłki nożnej i świetny wirtuoz  żonglerki piłką oraz uczeń słynnego piłkarza i trenera Józefa Kałuży. Popisywał się przed nami swym talentem wykonując tzw. nożyce, czyli udając, że chce kopnąć prawą nogą, a w rzeczywistości czynił to drugą. Próbowałem go nieraz naśladować, ale zawsze myliły mi się nogi i zanim wykonałem manewr, piłka była już na ziemi. Ubrany w nakolanniki wkroczyłem na plac, służący między innymi do gry w piłkę. Nawiasem mówiąc, pasły się tam jeszcze konie, przeznaczone na wyrób wędlin.  Istniały dwa rywalizujące drużyny, które aktualnie .przygotowywały się do decydującego meczu. Natychmiast zostałem zauważony, a właściwie moje nakolanniki i zaproponowano mi grę na bramce. Mecz rozpoczął się dość niefortunnie dla mnie, od puszczenia piłki i stracenia punktu. Dalszy ciąg też nie był lepszy i ostatecznie po  przepuszczeniu 12 goli zostałem zwolniony z obowiązku bronienia bramki. Tak zakończyła się moja kariera piłkarska.

Wracając do artysty footballu, Stefana, ukończył on studia na architekturze a następnie przystał do komediantów i został reżyserem. Widziałem w telewizji film jego reżyserii „Tylko Beatrycze” wg Teodora Parnickiego, w znacznym stopniu nasycony treściami intelektualnymi, z których, przyznam się, nie wszystko zrozumiałem. Podczas bezsennych nocy udało mi się także wysłuchać audycji radiowej pt. „Zapiski ze współczesności”, w których Stefan wspominał o tańczeniu z Mrożkiem tanga przez całą noc. Tak oto zmarnował się najczystszej wody talent piłkarski.
www.kazir.blog.onet.pl

17 komentarze do “Atlas”

  1. MonsieurLaPadite
    08.02.2010 godz. 01:19

    Uffff ,powiało wiatrem miłym, wspominkowym,melancholią tragikomiczną,ja zatrzymam się jednak nad jednym aspektem:otóż ta kurwa…wydaje mi się,że to słowo w języku polskim,tak bardzo wulgarne,pojawiło się wraz z dworem królowej Bony Sforzy,po małżeństwie z naszym Zygmuntem Starym w XVI wieku,kiedy to do Polski dotarły: pomodori-pomidory,insalata-sałata,cipolla-cebula,cavolo-kapusta,cavolfiore-kalafior i inne warzywa w prowadzone do kuchni polskiej.Królowa ta imię miała w sam raz ,aby być miłowaną BONA (buona) znaczy DOBRA i rzeczywiście chyba taką była,bo naród miłował ją i szanował.Curva ,w języku Dante Alighieri znaczy :zakręt i tam rzeczywiście na zakrętach ,przy ogniu ,czekają profesjonalistki,bardzo często mówi się -najstarszego zawodu świata. Viva Italia.
    Nie zapomnij psizębie ,że zawsze znajdzie się ktoś,kto osuszy twoje łzy,pod warunkiem,że nie będą one krokodylimi.:)

  2. Gratia, MonsieurLaPadite za lekcję makaronizmów. Podziwiam Twoją znajomość języka autora Boskiej Komedii.

  3. “Nie wierz w nic o czym piszę, zanim sama tego nie doświadczysz”, no ale osiem par łyżew za dwa złote? Nie ma szans!

    Niezwykle barwny życiorys, ale i nie byle jaka pamięć, by te wszystkie niuanse składające się na całość, móc wyłuskać i z takim kunsztem, porównywalnym jeno do zgrabnych palców koronczarek z Koniakowa, poprzeplatać zgrabnie z sobą. Czyta się nomen omen Bosko.

    Wracając do omawianego przez panów wyrazu. Polityka to jest niezła kurwa - zrobił atlas i zamordował prezydenta. W głowie się nie mieści.

    Napawamy się globusem? Dzień dobry!

  4. MonsieurLaPadite
    08.02.2010 godz. 04:33

    Dzień dobry curva maść,życzę wam doprawdy curevsko doskonałego giorno.
    Dzisiejszy dzień jest lepszy od wczorajszego,dlatego,że dzisiejszy jest a wczorajszego nie ma i nie będzie już nigdy,dlatego cieszmy się nim do woli.Ciao !!!

  5. ew: Nie wierz mi ew, ale powiem Ci, że mam jeszcze ten atlas i można oglądnąć jego stronę tytułową http://blip.pl/dashboard

  6. Świetny tekst, ale, cu….a, nadal nie wiem, co koń miał w plecach !!!?

  7. Psi Zębie, podejrzewam, że jesteśmy w podobnym wieku, tylko ja się wychowywałem na dalekim przedmieściu Poznania - Junikowie. Mieszkali tam głownie chłopi, kolejarze i robotnicy (aż się chce napisać “chłoporobotnicy” ;) ) z pobliskiego Mostostalu. Nic mi nie wiadomo o pochodzących z tamtych stron literatach lub politykach. Za to mój najbliższy przyjaciel z dzieciństwa ukończył szkołę podstawową już w wieku lat 19. Dodajmy, że była to specjalna odmiana szkoły, taka dla dzieci, enigmatycznie mówiąc, z trudnościami. Arystokrację w tym towarzystwie stanowił mój dziadek, mechanik lotniczy na lotnisku Ławica. Docenili to nawet Niemcy i w nagrodę zabrali go w 1940 do Gross Rosen (Rogoźnica) skąd już nigdy nie wrócił.
    Łyżwy za 2 złote… Pamiętam z wczesnego dzieciństwa tramwajowe bilety ulgowe za 20 groszy. Kupowało się je u konduktora lub konduktorki siedzącej na specjalnym podwyższonym krześle zamontowanym koło drzwi wejściowych bokiem do kierunku jazdy. Zniknęli z krajobrazu gdzieś koło 1967 roku. Ponownie takie krzesło i potężnej budowy konduktorkę zobaczyłem dopiero 35 lat później w autobusie miejskim w… Moskwie.
    Ech wspomnienia, wspomnienia, a robota leży…
    Dzień lepszy wszystkim!

  8. jesteś wspaniałym opowieściarzem PsiZębie i niejedna jeszcze historia kryje się w Twoim blogu, ale ten atlas nareszcie pokazany, naprawdę jest, a pytanie “dlaczego?” zawsze mi się wydawało podejrzane i niestety tu ludzkość przeważnie staje jak wryta.
    może można się spytać “po co”?
    bo te opowieści, które wkręcają się jedna w drugą jakby same przez się, mają przecież swoistą celowość, tak trochę jak w snach.

    pozdrowienia dla wszystkich w tym pięknym blogu:)

  9. Witaj Signe: Oczywiście, że pytanie dlaczego jest podejrzane. I to nie tylko dzieci je zadają, ale jak widać pytają się także rodzice “dlaczego”. Dlaczego Ziemia kręci się dookoła słońca, skoro widać, że to słońce przesuwa się ze wschodu na zachód? Dlaczego nie wiemy ile wynosi pierwiastek z dwóch? Pewnie już jestem w piekle za tą ciekawość?

  10. Dlaczego nie wiesz ile wynosi pierwiastek z dwóch? Przecież wiadomo - to tka liczba, która pomnożona przez siebie samą da dwa! A że nie potrafimy jej dokładnie określić, no cóż… Natura ludzka jest niedoskonała.
    I tu pojawia się ciekawe pytanie - czy jeżeli potrafię sobie wyobrazić odpowiedź na jakieś pytanie, to już oznacza, że ją znalazłem?

  11. Masz rację Tips-Senior, ale ile wynosi liczba pi, tego nawet Pitagoras nie wiedział. Pozdrawiam!

  12. To proste. Wystarczy zmierzyć długość drutu, potem zwinąć go w okrąg i zmierzyć średnicę ;)
    Ale nadal otwarte zostaje postawione przeze mnie pytanie. Wymyśliliśmy (bo chyba nie odkryliśmy) liczby niewymierne i jedną z nich nazwaliśmy PI. Czy to oznacza, że znaleźliśmy odpowiedź na pytanie “Jaki jest stosunek okręgu do jego średnicy”?

  13. Są sprawy, kiedy pytanie “dlaczego”, to zwykłe bicie piany lub rozdrapywanie ran, niepotrzebne zerkanie wstecz. Dlaczego nie zapiąłem pasów? Dlaczego nie założyłem gumy? Dlaczego zgodziłem się na…

    Ale mądry rodzic, w przypadku opisanym przez Zęba, zada to pytanie. Wyobrażacie sobie opiekunów, których nie niepokoi to, że dzieciak mści się na zwierzęciu, nawet pluszowym? :)

    Zawiedziona jestem, myślałam, że na podlinkowanych przed chwilą zdjęciach, będą te wspomniane rysunki statków i obozu legii cudzoziemskiej :(

  14. Wiesz ew: To był atlas autorstwa Eligjusza Niewiadomskiego, zabójcy prez. Narutowicza. Okręty zaś rysowałem na atlasie E. Romera. Mam go jeszcze, ale na Saharze nie ma już obozów legii cudzoziemskiej. Widocznie w chwili napływu rozumu wygumowałem je. Dla Ciebie znalazłem jednak mapę Oceanu Atlantyckiego. http://blip.pl/users/kazir4/dashboard

  15. W kwestii formalnej, zostawiamy krewkiego polityka podlinkowanego we wpisie?

    I pytanie numer dwa: dlaczego ten okręt wojenny mierzy w Filadelfię i Nowy Jork?

  16. Tak się wycelowało a krewkego polityka można usunąć.

  17. Jeden ze sprawozdawców sportowych onegdaj rzekł “nigdy nie oznacza zawsze”, więc idąc tym tropem “można nie oznacza trzeba” :)
    Zostawmy proszę, nie każdy go widział.

Trackbacks/Pingbacks

Skomentuj