Tips_Senior
Rider_Lukas – narażę się Szefowej, ale trochę stanę po twojej stronie w omawianej sprawie w Ptasim budziku… , mimo, że nie lubię motocykli. Prawko mam od lat 35, samochodami ciężarowymi zrobiłem ponad 1 000 000 kilometrów, a do dziś nie mam kategorii „A”. Notabene to jakaś paranoja urzędnicza – mogę prowadzić po drodze 100 tonowy dźwig samojezdny, a nie wolno mi jechać ważącym 100 kilogramów skuterkiem „80-tką”. Czegoś takiego nawet Kawka nie wymyślił!

Lubię za to crossowe (ale nie wyczynowe) jazdy samochodem. Ale mimo to bardzo mnie drażnią uogólnienia i „wsypywanie do jednego worka”. Niestety masz rację Raider, wielu ludzi myśli właśnie tak „motocyklista to wariat i samo zło”. Tymczasem tu też, jak w każdej grupie społecznej, są ludzie i „ludziska”. Procentowy udział kretynów i chamideł wśród kierowców jest zapewne taki sam, jak wśród motocyklistów. Podejrzewam nawet, że motocykliści statystycznie jeżdżą bezpieczniej. Powód jest prozaiczny – w razie kolizji motocyklista ma znacznie mniejsze szanse na przeżycie niż rozparty w „bemce”, pozbawiony wyobraźni i doświadczenia młodzian. Ten pierwszy wie, że musi liczyć na siebie, ten drugi żyje w przekonaniu, że bezpieczeństwo zapewniają mu ABS, ASR, A-coś-tam-jeszcze, siedem poduszek dookoła i co by tam jeszcze nie wymyślili spece od marketingu, a on bezkrytycznie w to uwierzył. W dodatku z powodów, które powyżej, obrażenia motocyklistów w ewentualnych wypadkach są zazwyczaj bardziej spektakularne i dlatego nagłaśniane. Ale to nie znaczy, że każdy właściciel motocykla to potencjalny bandyta bez mrugnięcia okiem przejeżdżający z prędkością 200 k/h obok szkolnego boiska pełnego grających w piłkę dzieci. Motocyklistów jest po prostu mniej, dlatego są „na cenzurowanym”. Jeszcze raz powtarzam – procent straceńców nieliczących się z nikim i niczym jest taki sam w każdej grupie społecznej.

EW – czy byłaś ostatnio w Tatrach? Widziałaś jak wygląda droga z Łysej Polany do Morskiego Oka? To niekończąca się rzeka ludzi, którzy hałasują, jedzą, piją, śmiecą, sikają albo robią jeszcze, co gorszego. Przynajmniej tak wyglądało przed kilku laty, gdy byłem tam ostatnio, a jakoś straciłem ochotę na ponowną wizytę. Skąd się tam wzięli ci ludzie? Podobno z „troski” o Przyrodę! Pod hasłami jej ochrony TPN zabronił tam wjazdu wszelkim pojazdom samochodowym. Te kilka kilometrów stromego asfaltu to zapewne dla Ciebie EW drobnostka, ale dla wielu mieszczuchów to już poważna wyprawa. Chcąc zobaczyć najpiękniejsze polskie, górskie jezioro zirytowani turyści i wczasowicze uprawiają wbrew własnej woli wielogodzinne marsze po rozpalonym i zakurzonym asfalcie. Na postojach, nieuniknionych z racji długości trasy, snują się po lesie zmęczeni i co raz bardziej wściekli, a później ruszają dalej wdeptując raz po raz w końskie pozostałości, bo nie wszyscy wozacy znają swoje obowiązki. Oczywiście wszystko, co żyje odsunęło się na kilkaset metrów od tej parodii drogi, a drzewa rosnące w pobliżu powoli usychają od nadmiaru mocznika zawartego w ludzkich wydalinach i śmieciach. Przy okazji droga stała się niemal nieprzekraczalną granicą dla wielu drobnych i płochliwych gatunków ssaków, gadów i płazów. Sytuacja cieszy chyba tylko misie, lisy, borsuki i inne większe drapieżniki, które już dawno odkryły, że zamiast męczyć się polowaniem, łatwiej pomyszkować trochę przy drodze i z pewnością ludzie dostarczą czegoś dobrego na ząb.

EW – czy Twoim zdaniem tak powinna wyglądać skuteczna ochrona Przyrody?! Po mojemu to tylko chęć napędzenia klienteli wozakom oferującym na Łysej Polanie transport do Morskiego Oka za horrendalnie wysokie stawki. Drugim powodem decyzji TPN może być złudna nadzieja, że jeżeli dotrzeć do Morskiego Oka będzie trudno, to większość publiki da sobie spokój. Wtedy problem ochrony doliny Rybiego Potoku sam by się rozwiązał. Jednak, jeżeli to prawda, to rachuby dały skutek dokładnie odwrotny od zamierzonego. Tatry są w ogóle bardzo dobrym przykładem, że w ochronie przyrody nic nie jest takie proste, jak byśmy chcieli. Nie wolno po nich jeździć motocyklami, to oczywiste i podpisze się pod tym każdy myślący człowiek, nawet Rider_Lukas. Ale, czy fakt akceptowania tam wyłącznie ruchu pieszego, oznacza, że je dostatecznie chronimy? Z pewnością nie. Dociekliwych ponownie odsyłam do tekstu Tanio i prosto, czyli zakopiańskie zwyczaje na Równinie Augustowskiej.

Ja twierdzę, i będę się tego trzymał, że gdyby wszystkich chętnych do zobaczenia cudnych krajobrazów Morskiego Oka wsadzić do nowoczesnych, oszczędnych, sprawnych i punktualnych autobusów kursujących na trasie Łysa Polana– Morskie Oko (lub lepiej bezpośrednio z Zakopanego) to z pewnością szkody dla przyrody byłyby znacznie mniejsze niż te powodowane przez ruch pieszy. W dodatku niezmęczeni wczasowicze mieli by u celu podróży mniejsze potrzeby żywieniowe i fizjologiczne, co zapewne dodatnio wpłynęłoby na stan środowiska w otoczeniu schroniska nad Morskim Okiem. Dlatego proszę nie uogólniać, że wszystko, co ma silnik jest dla przyrody z pewnością bardziej szkodliwe od pieszych.

W dodatku drodzy dyskutanci nie macie racji twierdząc, jakoby władze zawsze wychodziły z założenia, że to (czyli sporty crossowe) nie może istnieć…. W gminie Czerwonak, w której pracuję, udowodniono, że można coś osiągnąć nawet w tak kontrowersyjnej sprawie. Znaczną część tej gminy pokrywa Puszcza Zielonka, jeden z największych kompleksów leśnych w okolicach Poznania. Jednocześnie tak się złożyło, że jest w tej gminie wielu „cross-reiderów”, zarówno tych dwu, jak i czterokołowych. Dawniej rzeczywiście uprawianie tego, nietaniego przecież hobby na terenie Puszczy zdarzało się często i z pewnością jej nie służyło. Po awanturach i spięciach społeczność lokalna poszła po rozum do głowy i udało się sprawę załatwić. Urząd gminy wyznaczyły teren, na którym można do woli uprawiać różne formy crossu (dotyczy także rowerów i quadów). Żeby nie było nieporozumień – nie chodzi tu o sztuczny, zamknięty tor, a o naturalny, dziki teren. Mianowicie można legalnie jeździć terenowo na kilkukilometrowym odcinku prawego brzegu Warty. Nie są to, co prawda góry, ale teren ma bogatą rzeźbę pionową, wiele interesujących cieków wodnych i podmokłych obniżeń oraz różnorodną szatę roślinną. Odżałowano go crossowcom, bowiem jest to teren zalewany przy wysokich stanach Warty, a jednocześnie bezpośrednio przyległy do terenów przemysłowych. Dlatego nie ma znaczenia rolniczego, a wszelka cenna zwierzyna i tak się z niego wyniosła. W dodatku sąsiedztwo hałaśliwych zakładów przemysłowych powoduje, że warkot silników nikomu nie przeszkadza.
Miarka się przebrała - wieslawcz
Beskidzkie lasy umierają - ew
Ptasi zegar po polsku - film ew
Wandalizm w lasach – grzybowisko
Co z tego wynika? Ano to, że jak się chce, to można. Może nie zawsze i nie wszędzie da się załatwić sprawę do końca, bowiem rzeczywiście na przykład gór u nas mało i warto je szczególnie chronić, ale jednak, co nieco zawsze można zdziałać. Nie masz, zatem racji EW, gdy piszesz do Raidera: „Wiele w Tobie goryczy, a wiesz dlaczego? Dobrze wiesz, że na legalizację nie macie szans.” Motoccrosowcy mają prawo chcieć uprawiać swoją ulubioną rozrywkę podobnie jak Ty masz prawo chcieć realizować swoje imponujące górskie „wyrypy”, ja morskie rejsy, a Mike latanie na bojerach. Więcej powiem: wszyscy mamy prawo do upominania się o swoje prawa, do szukania możliwości legalnego realizowania swoich pasji. Doświadczenie uczy – w większości sytuacji można ustalić takie zasady, które dadzą się zaakceptować przez wszystkich, tylko potrzebna jest dobra wola z wielu stron.
Hasło na dziś? Proponuję „Motocyklista też człowiek”.
Dzień lepszy wszystkim.
Tips_Senior
fot. ewolny czerwony szlak, Beskidy
Tag: Tips_Senior










Czas umierać.
Umrę z Tobą.
skoro „motocyklista też człowiek”, to niech też da żyć innym. Rozumiem potrzebę wyszalenia się na motorze. Wiele jest u nas byłych poligonów, nieużytków, jakieś tereny pod to powinny się znaleźć. Tak jak np. w Cieszynie to zrobiono. Ale ja też mam prawo do życia i to do życia w spokoju. Skoro jadę 200km w góry, albo wybieram się do lasu, aby uciec od cywilizacji, to mam zamiar spędzić ten czas w ciszy i spokoju, nie zakłócając tego spokoju przy okazji innym. Niestety motocykl, quad, śnieżne skutery, skutecznie burzą ten spokój. jeden taki pojazd potrafi warczeć na całą dolinę zakłócając ciszę setką turystów, którzy tam przyjechali i sobie spokojnie wędrują.
Widziałem motocyklistów przejeżdżających skuterami przez rezerwat Górę Tuł, tak naszpikowaną chronionymi roślinami jak mało które miejsce w Polsce. Żegnajcie roślinki. zginęłyście marnie pod kołami rozpędzonego motoru, który zaorał do gołej ziemi.
Przejechałem przypadkowo przez ten temat jednym ciągiem od góry do dołu i motor naprawdę pojechał jak na filmie klatka po klatce.
Jestem pod wielkim zaskoczeniem Twojej reakcji. Tips_Senior naprawdę dobry tekst, bardzo prawdziwe są Twoje uwagi dotyczące Morskiego Oka. Cieszę się, że są na świecie ludzie tacy jak Ty – którzy rozumieją innych, inaczej mówiąc patrzą trochę dalej niż czubek ich nosa. Jak już wspomniałem w moich poprzednich wypowiedziach u Pani EW ja liczę się z turystami. Jeżeli ich już spotkam (staram się tego unikac, ale zdarza się) to zwalniam, a chociażby po to, żeby nie ochlapać błotem, nie ‘ogłuszyć’ itd. Gdy widzę rodzinę z małym 2-3 letnim dzieciaczkiem, to już w ogole zachowuję pełną ostrożność i staram się jak najciszej kolo takiej familii przejechać. Nie ukrywam, że w takich sytuacjach jest mi niekiedy głupio, że to co robię, jest nielegalne… ale co poradzić. Niestety boli fakt, że niektórzy ludzie – nie będę owijał w bawełnę – m.in. Pani EW, która jest tak zapatrzona w siebie, że argumentacja innych po prostu po niej spływa. Jej komentarz do Twojego tekstu mówi sam za siebie. Mówisz prawdę Tips_Senior, ale jak ktoś kieruje się stereotypami, to po prostu do takiego człowieka nie przemówisz. EW, jak słusznie zauważyłeś, mówi ze jest we mnie dużo goryczy. Nie mamy szans na legalizację. A jej argumenty są po prostu błahe, przestarzałe. A więc Pani EW – mamy szansę. Skoro puszcza poszła na kompromis, to Beskidy też pójdą. Wiesz dlaczego? Bo to jest XXIw. Jeżeli taka jesteś i sądzisz, ze postęp cywilizacyjny Ciebie nie obchodzi, to odetnij sobie prąd… A więc goryczy? Chyba na odwrót. Wiesz, że to nastąpi, ale się tego boisz, spoko rozumiem. Jakbyś się trochę wysiliła (mówię już ‘na Ty’, tak jak Ty do mnie), to być sobie przemyślała, ze legalizacja to duży plus dla Was – nie tylko dla nas. Wytyczone zostaną szlaki i juz nas nie zobaczysz, no pomyśl.
Jak tak jednak stawiasz sprawę jak pisałaś, to brak legalizacji mi nie przeszkadza. Wy macie większy problem, niż my…
Tips w Austrii np. jest takie prawo, że motocykle w góry – na specjalnie wyznaczone szlaki oczywiście – mogą wjechać w określonych godzinach, także w danych godzinach turyści też mają spokój i ciszę. I co – da się ?? Co sądzisz o takim rozwiązaniu? Inaczej – co Wy sądzicie o tym rozwiązaniu? Wszyscy, bo nie można tylko się kłócić i „obrażać” jak EW.
DO TOMEK:
Drogi Tomaszu. Takie podejście jakie Ty reprezentujesz, to po prostu już mnie śmieszy. Baa nie tylko Twoje, bo tak mówi każdy moto-laik. Poszukaj sobie w Internecie pojęć: cross-country, enduro, motocross. We wszystkich tych dyscyplinach jeździ się motocyklem terenowym, jednak w każdej na inny sposób. To co napisałeś powyżej brzmi mniej więcej tak: Masz narty do skakania, a ja utworzę Ci trasę alpejską… po prostu BEZSENS. Skoro w innych krajach jest turystyka enduro i sport enduro, to nie zabraniajmy tego w Polsce. Tylko troszkę ruszmy z miejsca i zacznijmy działać – rząd itd. a nie tylko chować każdy problem pod dywan.
P. Rider, słowa dwa. Dyskutowaliśmy i nie ucięłam dyskusji lecz w zamian, podniosłam nawet komentarz kolegi do rangi artykułu, chociaż nie musiałam. Ten komentarz jest niezbyt pochlebny dla mojej osoby, jak również niezbyt stoi w zgodzie ze mną, moimi przekonaniami, i co za tym idzie, również z linią Ecodnia. A mimo to ujrzał on światło dzienne, by dać szansę wypowiedzi każdej ze stron.
To nazywasz kłótnią i obrażaniem się? Nie wypowiedziałam się już pod tym wpisem, bowiem jak już wspomniałam to był pierwotnie komentarz, pod rozmową, w której już wyraziłam przecież swoją opinię… Ton Waszych wypowiedzi skłania do refleksji, że tego typu działania zwyczajnie się nie opłacają, bo i tak zamiast merytorycznych polemik, człowiek dostaje w nagrodę milczenie lub wiadro pomyj na głowę.
Przepraszam jeśli nietaktownie przeszłam na Ty – w środowisku netowym per Pan zwracałam się dotychczas tylko do jednej osoby, do Pana Wiesława.
PS
Akapit do Tomasza to chyba jakąś sroga pomyłka.
Do Rider_Lucas odnośnie:
„…Gdy widzę rodzinę z małym 2-3 letnim dzieciaczkiem, to już w ogole zachowuję pełną ostrożność i staram się jak najciszej kolo takiej familii przejechać….”
1. To Ty ZAUWAŻASZ rodzinę z małym 2-3 letnim dzieckiem???
Jest to możliwe, gdy jesteś rozpędzony???
2. Ty jeździsz tam, gdzie takie rodziny z malutkimi dziećmi spacerują???
PRZERAŻAJĄCE!!!
Oświadczam, iż nie bawi mnie mijanie się na PIESZYM szlaku z crossowcami i quadowcami na ich maszynach i liczenie, że mnie ZAUWAŻĄ w pędzie swojego crossu.
Nie dalej jak dziś w sercu lasu znalazłam na śniegu ślady quada – to jest nielegalne, a ponadto PRZERAŻAJĄCE! To oznacza, że następnym razem mogę tam spotkać upalającego quadowca
W secu lasu!!!
To ma być 21 wiek? To ciemnota, zacofanie, nielegal i zgroza
Rider Lucas, zgodziłbyś się na utworzenie toru do jazd crossowych pod swoim domem, pod swoim blokiem, czy gdziekolwiek tam, gdzie mieszkasz? Nie? A gdzie ten 21 wiek …..
Do wypowiedzi Jacka – zgroza totalna, że quady jeżdżą po rezerwacie przyrody. W rezerwacie przyrody nawet pieszym nie wolno przebywać, chyba, że jest wyznaczona ścieżka, o pozwolenie na wstęp do rezerwatu przyrody trzeba się starać u Regionalnych Dyrektorów Ochrony Środowiska, a tam w rezerwat rozjechany quadami!!! ZGROZA!!!
Witam – do ‘grzybowisko’.
Napisałem, że jeżeli się taka sytuacja zdarzy. Staram się bowiem omijać takie miejsca szerokim łukiem, no ale niestety czasem i tak zdarzają się spotkania. Owszem – jest prędkość i tam gdzie mam 100% pewność, to niczego się nie obawiam (kilka km od szlaków), jezeli jednak są okolice czesciej odwiedzane przez turystów, to coś we mnie nakazuje mi zachować ostrożność. Pamiętamy przecież tragedię z okolic Krakowa…
CZŁOWIEKU – JA TEŻ JESTEM CZŁOWIEKIEM !!!!
NIE POTWOREM !!!! ZROZUMCIE TO !!!
Hehe ciemnota wg mnie, to podejście, że tor do takiej jazdy można zbudować w środku miasta, jak zasugerowałeś. Istnieje coś takiego jak obrzeża miasta i tzw. nieużytki oraz tereny mniej odwiedzane przez turystów w górach – na myśli mam tereny po eksploatacji zasobów natruranych, czyli opuszczonych drogach, miejscach wyrębów, itd. Wierz mi, ze są takie miejsca (w miastach). Gdyby ich nie było, to nie byłoby tych torów, które już są. Rozmawiamy jednak o trasach górskich i sposobie zlikwidowania problemu. CIEMNOTA – to NIEWIEDZA.
„Nie dalej jak dziś w sercu lasu znalazłam na śniegu ślady quada – to jest nielegalne, a ponadto PRZERAŻAJĄCE! To oznacza, że następnym razem mogę tam spotkać upalającego quadowca
W secu lasu!!!” – tak, ale zauważ, że mozesz również spotkać drwali, ciągniki leśne, śmieci itd.
Powtarzam, bylaby legalizacja, to nie ‘szwędalibyśmy’ się po całych górach. Każdemu z nas zależy również na bezpieczeństwie, nie tylko swoim. Jeseli jednak podejście społeczeństwa będzie ciągle takie jakie jest, to nic się nie zmieni. PRZECIEŻ NIE MOŻECIE tego zabronic? Sprzęt jest legalny, TYLKO NIE MA NA NIM GDZIE JEŹDZIĆ, więc co należy zrobić – zabronić posiadania takiego sprzetu, czy coś zdziałać z terenem? Każdy ma prawo do spędzania wolnego czasu na własny sposób, tylko, że do niektórych ‘nowych’ dyscyplin nie ma jeszcze warunków.
EW. No pewnie, że dla Ciebie to sroga pomyłka. Ty masz swój swiat i swoje wartości, a my swój. Dochodzi do pewnego kolnfliktu – nie koniecznie pokoleń, bo są wśród nas i 40 paro latkowie. Ale to inna sprawa… Dla Ciebie liczy się tylko piesze wędrowanie po górach i wszystko, co nowe od razu przekreślasz. Nie rozumiesz tego. Ja również lubię czasem pieszo pochodzić, ale motocykl to pasja, która mnie nakręca, tak jak Ciebie turystyka. Ok musimy zacząć zbieranie wniosków – co więc Ty byś zaproponowała? Jakie znalazłabyś wyjście z sytuacji? Tak, żeby każda ze stron była zadowolona. Turyści, kolarze, motocykliści, jokeje, quadowcy. Co sądzisz o pomyśle, o którym już wspomniałem, jaki panuje u Austriaków. Wyznaczone trasy i wyznaczone godziny w których pojazdy zmechanizowane mogą się po nich poruszać? Błagam, tylko nie mów o niszczeniu przyrody, bo koło się zamknie. To już wiemy, jednak trzeba iść na ustępstwa i coś poświęcić na korzyść innego. Bo na pewno ta sprawa nie ucichnie.
Pozdrawiam wszystkich i DZIĘKI ZA WYPOWIEDZI !!! MUSIMY ROZMAWIAĆ !
Spełnię Twoją prośbę i nie będę mówić o przyrodzie.
))) Luknij o czym pisał jeden i drugi.
Akapit do Tomka powinien być skierowany do… Jacka
Na szosy lepiej Was nie posyłać, ale na obrzeżach każdego miasta są nieużytki rolne, bardzo często wykorzystywane również pod zabudowę hipermarketów. Tam też są stromizmy, dziury, koleiny, nierówności terenu – to często duże powierzchnie. Tam widzę ewentualne miejsce na motocross, na szlakach turystycznych nie, i do tego żadna rozmowa mnie nie przekona. Na łonie, spośród wymienionych przez Ciebie, widzę jeszcze miejsce na sporty napędzane siłą własnych mięśni a nie czadem spalin i rykiem silnika, zatem rower i koń tak, motory nie.
Pozdrawiam.
Do Rider_Lucas
„… Owszem – jest prędkość i tam gdzie mam 100% pewność, to niczego się nie obawiam (kilka km od szlaków), jeżeli jednak są okolice czesciej odwiedzane przez turystów, to coś we mnie nakazuje mi zachować ostrożność. …”
Pytanie, jeździsz POZA WYZNACZONYMI SZLAKAMI???
„… Pamiętamy przecież tragedię z okolic Krakowa… …”
Tylko z okolic Krakowa? Znam więcej, a sama o mało co, a byłabym świadkiem kolejnej … Małe dzieci i trzech rozpędzonych motocyklistów …. A poza tym spójrz, co pozostawiacie po sobie, w grzybowisku znajdziesz zdjęcia, znajdziesz? Bo jeśli nie, to podam link …
„… CZŁOWIEKU – JA TEŻ JESTEM CZŁOWIEKIEM !!!!
NIE POTWOREM !!!! ZROZUMCIE TO !!! …”
Cóż, jakoś nie widzę człowieczeństwa w ZMUSZANIU SIŁĄ lub METODĄ FAKTÓW DOKONANYCH do zaakceptowania swoich argumentów
„… Hehe ciemnota wg mnie, to podejście, że tor do takiej jazdy można zbudować w środku miasta, jak zasugerowałeś. …”
To tylko przykład na to, by przetłumaczyć Tobie, że tak jak uciążliwy byłby dla Ciebie tor crossowy pod samym domem, tak dla ludzi przebywających gdziekolwiek na łonie natury UCIĄŻLIWY JEST HAŁAS upalających motorów i quadów, może teraz to zrozumiesz? Bo Tobie Twój własny hałas nie przeszkadza? Natomiast zrozum to wreszcie, hałas Twojego motoru słychać z odległości kilku kilometrów!!!
„… To oznacza, że następnym razem mogę tam spotkać upalającego quadowca
W sercu lasu!!!” …”
Chyba nie wiadomo Tobie, że wjazd do lasu pojazdami silnikowymi, poza kilkoma wymienionym w przepisach przypadkami, jest zabroniony.
„… tak, ale zauważ, że mozesz również spotkać drwali, ciągniki leśne, śmieci itd. …”
Tak, tu się zgadzam, quady i śmieci – to celne porównanie
Co do nieużytków, opuszczonych poligonów – miejsca te jako nieuczęszczane przez człowieka, stają się ostoją cennych, bezcennych, ginących gdzie indziej gatunków – roślin, grzybów, śluzowców, zwierzą – trzeba najpierw poznawać zasoby przyrody takich „nieużytków”, zanim się podejmie decyzję o ich zniszczeniu.
Parki narodowe, rezerwaty, w których już teraz quadowcy i crossowcy radośnie sobie upalają to miejsca, które JUŻ WYZNACZONO DLA OCHORNY ICH ZASOBÓW, w tym również zasobów krajobrazowych, a jakże „piękne” te krajobrazy będą, gdy zostaną zryte kołami quadów i crossów ……..
***
Smutne, dawne ideały dbałości o przyrodę, ochrony tejże przyrody w obecnym pokoleniu odchodzą w niepamięć? Co pozostanie po obecnym pokoleniu? Antropopresja nasilająca się do niewyobrażalnych granic, no tak, ale każdy ma przecież prawo do swojej ulubionej rozrywki ….. ….. …..
Spokojnie Grzybowisko, w tej kwestii jestem optymistką. Dopóki są ludzie tacy jak Ty, Jacek, Pan Wiesław, ja i wieeelu, wieeeelu innych…
Powiem więcej, optymistycznie przewiduję pesymistyczny scenariusz, gdy po którejś z kolei szlakowej tragedii, w sposób bardzo precedensowy i spektakularny, dzięki rozdmuchanemu przez media publicznemu procesowi (hmm vide tatrzański miś?), naciskowi opinii publicznej (większość, większość) wreszcie zostaną obostrzone raz i dosadnie przepisy, regulujące tego typu wjazdy w obszary leśne.
Nieużytki, o których wspomniałam, myślę, że mają jedną z najgorszych klas glebowych. To co piszesz o miejscach tych jako ostoi powoli rozwijających się skupisk cennych gatunków roślin, to oczywiście prawda. Ale lat potrzeba, by tak się stało, a w zestawieniu z już ustalonymi, objętymi ochroną starymi rezerwatami, parkami to jednak mniejsze, choć równie przykre zło.
Pozdrawiam serdecznie.
PS
Jeszcze o czymś wspomnę. Mieszkam na Podbeskidziu, gdzie jest masa ulic, zwykłych ulic, zamkniętych w pewnym momencie zakazem wjazdu. Trzeba się zatrzymać, zaparkować samochód i dalej iść pieszo. Nieważne, że ulica wygląda na zwyczajną i że po obu jej stronach są domy mieszkalne – znak mówi wyraźnie „tylko dla mieszkańców”. Pamiętam jedną z niedzielnych akcji, kiedy i nas koty wyhaczyły w jednym z takich miejsc. Zwyczajnie postawiły sobie szlaban i każde autko wracające z opalania nad górską rzeczką częstowały mandatem.
Jestem człowiekiem i też chcę z kocem, termosem, koszem jedzenia, bagażnikiem pełnym dzieci i matką staruszką, podjechać na łono najbliżej jak mogę, tam gdzie chcę. Dlaczego nie mogę? Bo są do licha jakieś zasady, a crossowcy je łamią jakby w sposób bezczelny. Nie myślę nawet o wjeżdżaniu autem na plażę – crossowcy tak. A przecież taki kurs brzegiem morza byłby naprawdę w dechę…
Gdyby „upalacz” na quadzie, czy motocyklu wiedział, jak się czują ludzie, w pobliżu których rozgrywa się ich „upalanie” ….. ale do tego potrzeba odrobiny empatii, a o to bardzo trudno ….
Ew, od dnia pierwszego spotkania quadów i motorów i szkód przez nich spowodowanych marzę o tym, by powstał silny ruch społeczny „anty”.
Bardzo trudno być optymistą w tej kwestii … … …
Ale podnosi na duchu myśl, że nie jestem sama 
Sama ile mogę, tyle robię w tym kierunku, ale nadchodzi nowy sezon, a z nim ….. …. ….
Serdecznie pozdrawiam
Tfuuu sory wielkie Tomasz – to miało być do Jacka, pomyliły mi się nicki. Przepraszam
Do Grzybowisko’.
Po kolei: 1).Tak jeżdżę poza szlakami, gdyż tak jak już wspomniałem nie lubię spotkań z turystami – chociaż i tak się zdarzają o czym tez mówiłem. Wiem, ze pojazdy nieuprzywilejowane nie mają prawa wjazdu do lasu – grozi za to mandat w wysokości 200 – 500 zł.
2). Są miasta w Polsce, szczególnie na północy gdzie są tory MX, więc nie jest to żadna nowość. Pamiętaj, że jest to normalna dyscyplina sportu. Uważam, że obszary górzyste są naprawdę rozległe i wyznacznie specjalnych miejsc nie powinno być problemem – cały czas mam na mysli miejsca doszczętnie już zniszczone przez ‘sluzby leśne’. Po drobnych poprawkach, miejsce idealne. Warkot pił łańcuchowych też słychać w promieniu kilku kilometrów i co z tym fantem? Pracuja w godzinach od 6 – 14. Znowu nawiążę do Austrii – skoro tam się dało, to czemu u nas się nie da?
3). Jestesmy ludzmi i fakt, że z Wami rozmawiam o tym świadczy. Tak jak wszędzie, w każdej grupie są źli i dobrzy. Nie pochwalam niektórych zachowań motocyklistów, którzy umyślnie wjeżdzają na szlaki i zaliczają każde schronisko jako checkpoint’. ‘Ręczne’ ataki na turystów, to już w ogole. Potępiam również rozwieszanie metalowych linek na nas pomiędzy drzewami… Nie wrzucajcie więc wszystkich do jednego worka…
4). Przyroda – szanuję ją i nie ukrywam (mówiłem w poście do EW.), że też lubią niekiedy na jej łonie wypocząć. Kocham roztopy w górach, gdy wszystko się odradza, hale pełne krokusów, śpiew ptaków itd. Nie jestem, więc zatwardziałym przedstawicielem młodszego pokolenia. Wychowywałem się w bliskości z przyrodą… To jedno, a motocykl, to drugie. Nie sprawia mi przyjemności ‘rozwalanie’ wszystkiego w okolo, tylko przyjemnością jest dla mnie sama jazda, na którą nie ma warunków. Niektórzy lubią strzelać do zwierząt, inni się ścigać na autostradach, a ja jeżdzić motocyklem, który stworzony jest do terenu. Dla Polski jest to pewnego rodzaju nowośc, a w zasadzie to BUM – popyt na skutery (drogowe) przez ostatnie lata, to jedno. Problem quadów dopiero rok temu udało się rozwiązać – nikt nie wiedział jak to nazwać, ciągnik, pojazd inny? Z offroadówkami też się uporają. Wystarczy, że maszyny byłby rejestrowane (byłby taki obowiązek i możliwość [motocross poki co nie jest do zarejstrowania, inna sprawa z ednuro]) i wyznaczone byłby tereny. Gdyby ktoś wiechał na teren rezerwatu, to wystarczyłoby spisać rejestracje i problem z głowy.
Grzybowisko – wszystkiego nie da się ochronić. Są rezerwaty, to trzeba je chronić, ale nie można wszystkiego zabronić, ani wszystkiego uratować. Tak wnioskuję z Twojej wypowiedzi, że po prostu nie ma miejsc, gdzie moglibyśmy jeździć. Gdyby jednak wybudowano ekspresówkę przez góry i liczne tunele, to co być zrobił? Sam na pewno chętnie byś się nią przejechał i nie zaprzeczaj, bo nie uwierzę. W przypadku takich inwestycji gatunki pod ochroną już nie są takie ważne.
Do Ew: Przeczytałem teraz Twój post i wierz mi (pisalem powyżej), że wiem co czujecie, naprawdę, bo hałas jest spory… Co do wyścigów na plażach, to są już organizowane i przynoszą one niezłe dochody, oraz spektakularne widowisko, któr przyciąga rzesze…Może jeszcze nie w Polsce, ale z rozwojem dyscyplin EX, służby zaczną działać. Nad morzem ‘zlem’ są posiadacze skuterów wodnych i co z nimi? Mają odpowiednie uprawnienia, więc nic im nie można zrobić – życie.
do Rider__Lucas
Sam fakt, że Ty i inni świadomie przekraczasz przepisy, to już oznacza, że wydajesz się być ponad prawem
Nie dziwi mnie zatem, że piszesz o „ręcznych” atakach na turystów! Ale co to oznacza, że taki motocyklista rzuca się z pięściami na Bogu ducha winnego Turystę? Czy to oznacza, że mam zacząć się bać, tym bardziej, że jako kobieta-turysta jestem bardziej bezbronna niż mężczyzna-turysta? Mam się bać i dlatego ustąpić grzecznie z drogi i cieszyć się, że nie dostałam z piąchy po twarzy?
Nie znam tych „realiów” austriackich, o których piszesz, ale znam niemiecki, a także i szwajcarski, i na pewno austriacki porządek i obawiam się, że przykład Austrii, na który się powołujesz to tylko pół albo i ćwierć prawdy, chciałabym poznać CAŁĄ prawdę, jak to u nich wygląda.
Miałam już sytuację, gdy chciałam zapamiętać numery motoru, ale on nie miał numerów
A gdyby nawet miał …. miałam zamiar te numery sfotografować, ale motocyklista się zatrzymał i patrzył co robię, więc żeby nie dostać z piąchy schowałam grzecznie aparat, cóż, takie życie …. obawa przed przemocą … takie są realia
A jeszcze jedno, myślę, że wiesz, iż jest coś takiego, jak okres lęgowy u ptaków? Zakłócanie spokoju ptactwu w okresie lęgowym to też wykroczenie, tego też nie wolno robić, a Ty i Tobie podobni mimo woli hałasem swoich maszyn zakłócacie spokój nie tylko ludzi …..
Piszesz, że wg mnie nie ma miejsc na te wasze crossy? Ok, Ty wskaż miejsce, rzetelnie i biorąc pod uwagę WSZYSTKIE WZGLĘDY, w którym nie będziesz NIKOMU przeszkadzał, ani też szkodził PRZYRODZIE.
Obejrzałeś u mnie zdjęcia szkód pocrossowych? – co Ty na to?
Widzę, że wątek rozwojowy…
Rider_Lukas napisał „Tak jeżdżę poza szlakami, gdyż tak jak już wspomniałem nie lubię spotkań z turystami – chociaż i takie się zdarzają o czym tez mówiłem. Wiem, ze pojazdy nieuprzywilejowane nie mają prawa wjazdu do lasu – grozi za to mandat w wysokości 200 – 500 zł”
W zeszłe lato, moja koleżanka (pozdrawiam Agnieszkę!) w miejscu znanym stałym Czytelnikom Ecodnia, dostała dodatkową fuchę zasadzania lasu. Nie bez powodu, beskidzkie lasy umierają.
Ci którzy poznali trudy turystyki górskiej wiedzą, jak ciężko jest się wspiąć niejednym szlakiem na szczyt. A sadzić ze zgiętym grzbietem po 300 sadzonek dziennie, taki szeroki pas stoku, przez np czternaście dni?
Prosta matematyka (bez tego, czego wycenić się nie da) – koszt wyhodowania takiej sadzonki, koszt pracy robotnika zasadzającego las i nawet ta młoda roślina nie zdąży się w nowym miejscu zaaklimatyzować, bo ktoś uważa, że ma prawo akurat tu ostro sobie pobrusić i na koniec bajerancko zabuksować.
Agnieszka pisze „Bardzo cięzko się tak zarobia niewielkie pieniądze.Temu nie są dobre te mandaty.Oni,albo ich rodzice mają pieniądze, temu zapłacą i jadą dalej.Duzo lepsze jest odsyłanie mięśniaków do odrobienia kary w lesie:-)bo po niej zakwasy w mięsniach nie pozwalą im usiąść nie tylko na komarka hihi:-) „
Małe uzupełnienie po obejrzeniu filmu o enduro:
Jaka to świetna męska zabawa, ile smrodu spalin można się nawdychać i jeszcze pozostawić innym do wdychania, bo takie czarne chmury spalin nie rozejdą się szybko, ileż okazji do taplania w błocku, takim „własnoręcznie” utaplanym błocku, w miejscu, które na pewno sobie takie traktowanie nie zasłużyło, ileż okazji okazania sobie wzajemnie męskiej solidarności przy wzajemnym wyciąganiu siebie z błocka, jaki zmasakrowany teren pozostawiony już po kilku przejazdach – po prostu rewelacja – rozrywka godna mężczyzn 21 wieku
W międzyczasie piękny widoczek – motocykle na zielonej trawce i endurowcy podziwiający widok ?????????
Nie przepowie mi NIKT, że jest to zdrowy i piękny sport, dla mnie jest to zajęcie dające zadowolenie z destrukcji, z niesienia zniszczeń, to jest chore. Endurowcu – obejrzyj się za siebie, co widzisz, niemożliwe, żebyś miał takie klapy na oczach, żebyś nie widział skutków swojego enduro, niemożliwe ….. a jednak?
Dawno temu ideały harcerskie czy inne uczyły nie szkodzenia, nie śmiecenia, nie pozostawiania śladów po swojej bytności na łonie przyrody, jak się teraz do tego ma enduro??? Nijak niestety – enduro jest zaprzeczeniem wszelkich ideałów, no za wyjątkiem tej solidarności w wyciąganiu się wzajemnie z błocka, ale tego błocka mogłoby tam nie być, gdyby nie endurowcy, to po pierwsze, a po drugie – miejsca podmokłe NIE SĄ miejscami, które mogą być tak traktowane jak to robią endurowcy. Woda z tych podmokłych miejsc kiedyś spłynie do jakiejś rzeki, wraz z zanieczyszczeniami po enduro, i w końcu Ty ją wypijesz endurowcu, no chyba, że pojedziesz daleko od domu, no bo kto przy zdrowych zmysłach śmieciłby u siebie …. …. ….
Popieram w całej rozciągłości, Agnieszko!
A jaki obciach byłby, jakby słabe dziewuchy dały radę, a oni nie
O Boziu Boziu – ale byłby obciach hehehe ;p Nie wiem juz do kogo, bo się pogubiłem (temat rozwojowy przyznaję) – ale wskażę takie miejsca. Skoro ciągniki leśne zostawiły po sobie całą masę muld, dziur oraz kilometry tras, to czemu nie? Skoro jest wśród Was „Pani Leśniczy”, to wiecie na pewno, że do niektórych miejsc wyrębu są robione specjalne drogi i jakoś fakt, kiedy są okresy lęgowe dzięcioła czy jakiegoś innego stworzonka nie robi na nikim wrażenia. Ja chętnie wykorzystuję, więc te leśne autostrady i nie mam sobie nic do zarzucenia. Bardziej zniszczyć się już nie da. Ostatnio byłem świadkiem jak ciągnik typu LKT sumiennie wykonywał swoją destrukcyjną pracę i nikogo, kto by powiedział choć słowo na niego nie widziałem. Dlaczego? Ponieważ jest to z dala od szlaków. Chociaż to nie reguła, bo coraz więcej prac wyrębowych ma miejsce nawet koło nich. Pan Grzybowisko naśmiewa się z enduro. Cóż życie – każdy woli coś innego. Ty może zbierasz znaczki i płaczesz nad każdym z nich wspominając ile to było lat temu, kiedy od ‘odkleiłeś’ z kartki od cioci z NRD. Razem z kumplami, umawiacie się w prestiżowej knajpce i wymieniacie, jak dzieci żetonami z pokemonami
Skoro więc takie maszyny istnieją, to mają takie przeznaczenie. I ekolodzy nie mają nic do gadania – jest to branża sportów motorowych, która z roku na rok ROŚNIE W SIŁĘ
Sluchajcie – bo póki co ciągle próbujecie mnie, powiem delikatnie, zniszczyć. Szlaki szlakami – ja jestem za tym zeby z nich zniknąć, a Wam ciągle nic nie pasuje. Nie dajecie nam możliwości alternatywy?! Nie widzicie chyba tego, że ja szukam jakiegoś wyjscia z tej sytuacji. Chyba lepiej, że mykam/mykamy w jakichś „dziurach” gdzie są tylko ekipy leśne (oczywiście te destrukcyjne, nie wiem co za geniusz wpadł na to, żeby jeździć wsród sadzonek. Wsród swoich znajomych nie znam nikogo, kto by takie coś zrobił, ale widocznie ludziom potrzeba tworzenia mitów) niż na szlakach w kierunku Hali Miziowej, czy też Boraczej, Rysianki… Ludzie, a Wy ciągle swoje – na wszystko macie jakąś głupotę, bo tu rośnie stokrotka, tam paproć, tam świerk, który jak się okazało nie spisuje się za dobrze w naszych warunkach itd. Wszystkiego byscie zabronili – całkowicie nas wymazali ze świata i wędrowali po górach jak za dawnych czasów.
Widzę, że unikacie też pytań, na które nie macie argumentów, baaa nic nie macie. Jednemu/jednej z Was zadałem pytanie nt. ekspresówki przez góry, co by zrobił ? Odpowiedzi brak, bo to oczywiste. Wezmę rodzinę, zapakuję do mojego Forda Galaxy i będę jechał mostem kilkadziesiąt metrów na ziemią, potem znowu pod ziemią i cykał zdjęcia. Czemu nie wyskoczycie na ekipy leśne, dla których robienie ‘tras’ dojazdowych do miejsc, w ktorych będą pracować max. 6 miesięcy, jest czymś normalnym? A zniszczenia pozostaną. Wjazd cięzkiego sprzętu np. pojazdów przewożących drewno na tartaki również nie przeszkadza środowisku tak? Ale nie, oczywiście najwięcej złego robią „chłopcy/wariaci na motórach”, którzy w pięciu zostawią takie zniszczenia, jak jedno koło ciągnika LKT. Jeszcze dodam, że my naruszamy wierzchnią warstwę ziemi – bez większych zmian w otoczeniu, w porównaniu do ekip opisanych wyżej. Gdy jesteście w Alpach, to nie przeszkadzają Wam drogi przez góry? Chętnie jeździcie swoimi, jak śmiem przypuszczać wodorowymi, no w ostateczności elektrycznymi samochodami – no przecież silniki diesla, czy benzynka, to smrodzą co nie miara… i Wam to nie przeszkadza. Tam nie ma buntów, to jest normalna kolej rzeczy. I proszę mi nie mówić, że to nie to samo, co snoby na motorach. Owszem, lubię to – inaczej bym tego nie robił, jest to moja pasja i basta. Nikt mi nie zabroni spędzania wolnego czasu jak chcę. Dla Grzybowiska, to głupie, bo nigdy tego nie zaznał. Ja zaznałem i nigdy z tego nie zrezygnuję. Tego typu sporty istnieją już od dawna, prawie na całym świecie, więc nie mów mi, że jest to ‘glupie’. Sprzęty tego typu wykorzystują równiez m.in służby graniczne oraz wojsko. Czy faktycznie przeszkadza Ci to, że rozjechałem kałużę błota, że trochę sobie w nim pokopałem, zaliczyłem kilka stromych podjazdów itd. czy też po prostu wkurza Cię, ze są osoby, które spędzają czas nie wg wzorców konserwatywnych? Jestem młody i skoro za granicą moi rówieśnicy maja takie mozlwości i tam, sposób spełniania wolnego czasu w ten sposób istnieje, to nie rozumiem czemu ja miałbym się trzymać od tego z daleka.
PS. Mówię o postawach agresywnych, bo takie są. Nie mam na myśli tego, że macie się bać. POTĘPIAM TO – mówię jasno ludzie! Widzę więc rozwiązanie – dacie nam teren i my znikamy, zarówno Ci ludzcy jak i rozbójnicy – all. Problem strachu o potrącenia itd znika. Ale cóż – jak Wy nie widzicie rozwiązania w tej sprawie. W ten sposob nic nie zdziałacie, bo 3 złapią – a 10 nie dadzą rady. Macie klapki na oczach i uważacie, że tylko Wam – turystom się wszystko należy. Jak juz mówiłem jest idziemy z postępem, to jest nieuniknione. Musicie więc wiedzieć i się z tym liczyć, że nie wszyscy wybiorą tę drogę – co Wy….
Ująłeś mnie Boraczą, Rysianką, Miziową… patrz:
http://ecodzien.pl/2009/08/25/.....ozwaznych/
Ulubiona trasa. Co ważne, po drodze tam, żadnego z Was nie spotkałam. Natomiast na górze tak, były quady. Ale nie wiem czy przyjezdne, na gościnnych występach, czy (o zgrozo!) oferta schroniska do wynajęcia dla turystów.
Ja napisałam:
Ok, Ty wskaż miejsce, rzetelnie i biorąc pod uwagę WSZYSTKIE WZGLĘDY, w którym nie będziesz NIKOMU przeszkadzał, ani też szkodził PRZYRODZIE.
Wskazujesz miejsca już zniszczone, czyli przyznajesz, że sam niszczysz. I koniec, i basta
A propos tuneli, lepiej przejechać przez góry tunelami, niż piąć się na przełęcze szosą o dużym nachyleniu.
Wyście wkroczyli nielegalnie na szlaki, w góry, do lasów, a my się teraz mamy cieszyć, że je opuścicie? Dobry żart.
Nie wiem, skąd wytrzasnąłeś znaczki, jako moje hobby, ale znać, że grzyby i znaczki to dla Ciebie to samo. Ale to tak nawiasem mówiąc, natomiast najważniejsze jest to, dopóki uprawiasz nielegal, dopóty nie ma o czym gadać. Brak Ci argumentów na to, żeby przekonać innych do tego, by utworzyć legalne miejsca do Twojego jeżdżenia? Ale nie w górach, nie w lasach, nie na terenach podmokłych, nie nad jeziorami, nie na plażach? Z tego widać, że wielu nie akceptuje upalania w swoim sąsiedztwie, w bliskości swoich domów i miejsc, gdzie wypoczywają.
Ponieważ wiem doskonale, że mnie się nie da zreformować na akceptację tego „sportu”, zatem zamilknę.
Ale przyrodę zawsze będę stawiać wyżej od chęci wyżycia kosztem niszczenia.
„PS. Mówię o postawach agresywnych, bo takie są. Nie mam na myśli tego, że macie się bać. POTĘPIAM TO – mówię jasno ludzie! Widzę więc rozwiązanie – dacie nam teren i my znikamy, zarówno Ci ludzcy jak i rozbójnicy – all. Problem strachu o potrącenia itd znika. Ale cóż – jak Wy nie widzicie rozwiązania w tej sprawie.
W ten sposob nic nie zdziałacie, bo 3 złapią – a 10 nie dadzą rady.”
To JEST zastraszanie, to brzmi jak groźba. Człowiek, który uprawia nielegal, jeszcze dodatkowo zastrasza groźbami.
A po drugie, nie wierzę, że jak „damy wam teren” to znikniecie, zarówno Ci ludzcy(sic!) jak i rozbójnicy. No, i nieźle znasz swoje środowisko – rozbójnicy …..
The end.
Hahaha czyli z Twojej wypowiedzi Grzybku wynika, że nie ma takich terenów gdzie można jeździć
Masakra jakaś – rozmowa jak ze ścianą. Co Ci po tym, gdzie ja będę jeździł skoro mnie nie będziesz widział, ani słyszał? Będziesz miał spokój, ale jeszcze Ci mało. Zabronic i tyle. Wielki ekolog… Skoro taki jesteś to działaj aktywnie człowieku i chroń przyrodę – kup sobie kilka hektarów lasu i utwórz tam rezerwat. DZIAŁAJ, a nie użalaj się nad tym jak wszystko się niszczy i jedyne co robisz to… zdjęcia! Taki z Ciebie ekolog? Pozostawiam bez komentarza.
PS. To nie jest żadne zastraszanie. Najpierw sprawdź, co oznacza takie słowo, a potem pisz. Zastraszanie byłoby wówczas, gdybym powiedział: ‘Dawajcie nam teren do jazdy, bo jak nie, to będziemy Was np. bic albo straszyć rykiem silników.’ Ja przedstawiłem scenariusz jakby to mogło wyglądać, po takich zmianach, ale… Po prostu przedstawienie faktów i próba zakończenia tego problemu, ale Tobie nie pasuje, bo sądzisz, że i tak nas tam nie powinno być – hmm ale jesteśmy. Przy takim toku myślenia, to szybko nie wrócicie do czasów prezmotoryzowanych na szlakach.
Haha no ok, ale nie wszędzie masz tunele. Większość to drogi otwarte, na którym zginęło już niejedno zwierzątko. Baa a poza tym struktura pierwotna terenu również zostaje zmieniona… Dlaczego znaczki? Bo nie znam się na tym, co Ty robisz – tak samo jak Ty na tym, co ja robię, proste
?
Nielegalne, ale się tego uczepiłeś – owszem. A czy jazda po spożyciu %% jest legalna? Czy łamanie przepisów jest legalne? A teraz – czy Ty porządny obywatelu, stosujesz się do wszystkich przepisów Kodeksu Drogowego? Ja zanieczyszczam środowisko? Mam nadzieję, że Twój samochód jest góra 2 letni i spełnia wymogi czystości spalin Euro 4? Na żadne z tych pytań nie odpowiesz, a wiesz czemu? Bo z Ciebie taki ekolog, jak ze mnie.
Widzę, że jeszcze długooooooo nie dojdziemy do consensusu, więc cóż – zapowiada się kolejny, burzliwy SEZON (offroadowy).
THE END.
Rider_Lukas dobrze, że napisałeś THE END, bo to definitywnie zamyka dyskusję, w której usilnie nazywasz Grzybowisko mężczyzną. Od samego wstępu dostrzegam stale spore minusy za brak skupienia podczas rozmowy, dostrzegasz je również? Dlaczego nie odpowiedziałeś Panu Wiesławowi tylko uczepiłeś się mądrej, ale i delikatnej dziewczyny? Na pochyłe drzewo się łatwiej skacze?
Czyżby dlatego, że Pan Wiesław, znalazł wspaniały sposób, by rozmowy prowadzić nie z użytkownikami, którzy i tak niewiele mają do powiedzenia, a właścicielami tych terenów, o które walczycie, i co ważne, zobrazował to kapitalnym przykładem?
W pracy pokazałam tą wypowiedź Agnieszce i wiesz co powiedziała? Nie chciej słyszeć, co byłoby, gdybyście tak zorali jej pole. A państwowe to już niczyje?
Rozmowy dwóch skrajnych frakcji nie mogą i nie zakończą się ugodą. Dlatego sugeruję założenie swojej strony, na której można przekonywać siebie nawzajem do swoich racji. Dlatego miłym byłoby, gdyby tam pokazywano cross, ale i lubienie przyrody poprzez robienie dla niej pozytywów, w tym na przykład usuwanie szkód wyrządzonych przez innych.
Na koniec komentarz Pana Wiesława, wart uwagi:
- „Trudno się dyskutuje z Reider’em. Proponuję więc sprawdzić prawdziwość mojej tezy, że: jak dla własnej przyjemności niewielkiej grupy ludzi, którzy kupili „motory”, można bezmyślnie niszczyć to co nie musi być zniszczone. Należy tymi waszymi pojazdami wjechać na obsiane pole na fajnym stoku. Tam też nie widać, że coś rośnie. Dla lepszej poprawności eksperymentu, „orać” to pole ze 3 razy. Myślę, że „widły” będą w użyciu. Właściciel da sobie, z takimi turystami, radę.
To, że na terenach chronionych nie widać co tam żyje, to nie powód, że ten teren nie jest równie ważny jak chłopskie pole.
Chcecie jeździć – gadajcie z właścicielem terenu. Jak potraficie dogadać się z Lasami Państwowymi, to dobrze. Jak nie, to proszę nie czepiać się tych co widzą świat normalnie. Być może dla nich “nasze jest ważniejsze niż moje”.
Pozdrawiam”
I ja również niniejszym w tej kwestii THE END – kłótnie to ostatnia rzecz, której tu chcemy – ew
Hmm z całym szacunkiem droga EW. ale co ma delikatność do rozmowy? Mówisz, że jest inteligentna, to chyba wie co robi prawda? Adwokata nie potrzebuje… A poza tym jest równouprawnienie, więc nie widzę powodów by ją pomijać. Jest ciekawym rozmówcą, więc czemu mam z nią nie rozmawiać? Nie nazwałbym więc tego „uczepieniem”. Jeśli chodzi o moje zwroty do Niej, to nick jest trochę dla mnie mylący. Ale zwracam honor jak mówiłem do Pani Grzybowisko Pan – przepraszam, to z rozpędu. Pan Wiesław – o tym Panu mówiąc szczerze zapomniałem. Temat na Twoim profilu EW wydaje mi się za zamknięty. Wszedłem tam po długiej nieobecności i napisałem ostatniego posta – od tej pory tam nie byłem. Przenieśliśmy się bowiem tutaj. Nie boję się rozmowy, a że Pan Wiesio nie zawitał na ten profil, to co poradzę. Aha EW. mówisz, że dostrzegasz we mnie brak skupienia? Hmm zauważ droga EW. że ja jestem sam, a ilu jest Was na tym forum… pomyśl. Sami również pomijacie wiele wątków.
PS. Po co te nerwy P. Agnieszki? Po pierwsze jej nie znam, a ja równiez mogę mówić o swoich znajomych, ale nie o tym… Po co? A zaoraliśmy? Zaorali? Nie! Więc, tylko niepotrzebnie sobie podnosicie drogie Panie ciśnienie. No dobra, a nawet jeśli, to co – słowami nas nie zabije
Ja jednak bym tego nie zrobił i moja ekipa też – nie jesteśmy tyranami! Wiemy co to znaczy. Najczęściej korzystamy z tego, co już jest zniszczone (mówię o tym caly czas, a tu jakaś nagonka na mnie.)
Co mogę powiedzieć na koniec.
“Trudno się dyskutuje z Wiesławem (i Wami)… Dziwna teza, bo ta grupa ludzi naprawdę rośnie w siłę. Ja zastanawiam się tylko dlaczego nie można oddać tym ludziom terenów już zniszczonych – o których wspominałem tyle razy.
“Nasze jest ważniejsze niż moje” – Wiesiu, ja nie chcę rozwalić wszystkiego? Chcę zeby moje dzieci również mogły sobie pospacerować po górach w ciszy i spokoju. Zobaczyć biegające sarenki czy zajączki, ale chcę też by miały wybór. Piesze wędrówki lub też wypad na specjalnie wyznacznony teren górzysty, gdzie mogłyby sobie pojeździć na motocyklach. TERENY ZNISZCZONE już są. Nie ma tam nic, prócz błota, plam ropy po ciągnikach, ton plastikowych klinów itd. Tyle chcę.
Dążę do THE END, bo nic w tym temacie nie wskóramy. Znam Wasze argumenty, zdanie i je SZANUJĘ. Nie wiem jak Wy moje, ale to inna sprawa. Sądzę, że temat został ‘przerobiony’ wzdłuż i wszerz. Dzięki.
Ew, przepraszam Ciebie, że nie potrafiłam powstrzymać emocji pisząc u Ciebie w tym temacie. Przez dwa lata naoglądałam się zniszczeń w miejscach, które wcześniej zniszczone nie były i, o zgrozo, przewiduję podobne scenariusze … Jest to dla mnie wręcz osobista tragedia, że muszę być świadkiem takich rzeczy
Stąd tak silne nasycenie moich wypowiedzi emocjami …
Spokojnie… myślę sobie, że na ten bardzo kontrowersyjny temat, udało nam się jednak porozmawiać w cywilizowany sposób, co m.in. świadczy o sposobie w jakim się rozstaliśmy. I ostateczne THE END, zapewne wcale tego końca nie oznacza.
W pewnym sensie rozumiem Ridera, który nie chce być recydywistą, chce legalnie…
Teraz popatrzcie. Były czasy, gdy nad Jezioro Żywieckie jeździło się rowerami. Dziś dzieciaki mają zakaz jeżdżenia rowerem na działkę – sznur tirów sunących wąską Zywiecką (w dodatku bez pobocza), i ich podmuchy mogące wciągnąć pod koła, skutecznie odstraszają. Ba, pamiętam czasy, gdy osobiście jeździłam sobie przez Kozy w stronę Bujakowa, motorem kolegi (sic!). Dzisiaj to nader zatłoczona wylotowa na Kraków.
Trudny temat, którego na forach takich jak to, na pewno crossowcy nie rozwiążą. No, ja jestem bardzo ciekawa przebiegu wypadków – może dożyję
Pozdrawiam.
Do tej pory mamy mnóstwo przykrych doświadczeń, bo crossowcy i quadowcy jawnie łamią przepisy wjeżdżając w miejsca, w które nie wolno im wjeżdżać i te miejsca niszczą, a nam dostarczają wszelkiego rodzaju przykrych wrażeń. Czy im się to podoba, czy nie, popełniają wykroczenia przeciwko prawu, taka jest prawda, a sam fakt świadomego przekraczania przepisów sprawia, że są to osoby stawiające siebie wyżej niż prawo, to może być zgubne w skutkach dla morale całego społeczeństwa
***
Wyznaczenie miejsc do jeżdżenia dla crossowców i quadowców nie jest łatwą sprawą – projekt takiego miejsca musiałby być poddany konsultacji społecznej i wówczas dopiero okazałoby się jak trudne jest to zagadnienie.
******
Po pierwsze – nie może być wyznaczone pod tor crossowy żadne miejsce, które aktualnie jest zabronione dla wjazdu pojazdów silnikowych – lasy, góry, obszary chronione wszelkiego rodzaju, obszary Natura 2000, których niszczenie może się oprzeć o Trybunał Europejski i skończyć się KOLOSALNYMI KARAMI za zniszczenia takich obszarów. Trzeba podkreślić, że obszary podmokłe są coraz rzadsze z racji uporczywego i najczęściej nieuzasadnionego ich osuszania, rzadkie i ginące gatunki fauny i flory tracą swoje siedliska, a oprócz tego prawnie chronione gatunki roślin i zwierząt wymagają zgodnej z prawem ochrony, nie wolno ich niszczyć. Podejście do ochrony gatunków o bardzo specyficznych wymaganiach siedliskowym nie tylko wymaga, by danej rośliny nie zerwać do bukietu, by danego zwierzęcia nie zabić, ale więcej i szerzej – polega na tym, by nie zniszczyć ich siedliska, które tym organizmom jest potrzebne do życia tak, jak nam tlen do oddychania.
Sądzę, że przeogromna większość crossowców i quadowców chwyciłaby się za głowę, gdyby im opowiedzieć o tych cudach natury, jakie zamieszkują te obszary, w których oni by sobie chętnie poupalali. Tu nie chodzi o przysłowiową „stokrotkę”, tu chodzi np. o rzadkie i wymierające gatunki storczyków – tak storczyków! A także o całe mnóstwo innych gatunków roślin i zwierząt, o których można by kręcić całe godziny fascynujących filmów przyrodniczych, tylko, że niestety, w Polsce, w polskiej TV film przyrodniczy to też gatunek wymarły … … …
Niewiedza i nieświadomość istnienia tych cudów natury, poczucie, że „przecież tam nic nie ma, gdzie my jeździmy”, to jest źródło nonszalanckiego podejścia do wybierania miejsc na crossowe i quadowe upalania.
I podkreślam – taki quadowiec czy crossowiec nie musi kochać przyrody, nie zmuszam go, by dociekał przyrodniczych tajemnic, ale NIE WOLNO MU przez ignorancję i niewiedzę nieść zniszczeń.
Dlatego raz jeszcze powtarzam, potencjalny tor crossowy dla motorów i quadów musi podlegać konsultacji społecznej, żeby mogły się wypowiedzieć osoby, które te tajemnice przyrody doskonale znają, znają też prawo ochrony przyrody, zarówno polskie jak i europejskie, i staną w obronie dóbr przyrody należących do NAS WSZYSTKICH, a także do naszych DZIECI i WNUKÓW, im też trzeba pozostawić możliwość obejrzenia kiedyś w przyszłości rzadkiego gatunku storczyka nie tylko na zdjęciu, ale również w naturze.
*********
Po drugie – Jak daleko od domów musi się znajdować takie miejsce, żeby osobom nie związanym z crossem nie przeszkadzał hałas. Bo jeśli crossowcy mają jakieś swoje rodziny – rodziców, żony, małe dzieci to będą chcieli jeździć z dala od nich. Ale dlaczego, jakim prawem mają wprowadzać niepokój, hałas, spaliny, zniszczenia w otoczeniu osób nie związanych z crossem. Ponieważ kolokwialnie mówiąc „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” proszę bardzo crossowców i quadowców, niech wyjadą na swoje upalania tam, gdzie spacerują, gdzie wypoczywają ich ojciec, ich matka, ich żona, ich dzieci, małe małe dzieci, czy wówczas też tak ochoczo będą jeździć w pobliżu nich a ich bliscy tylko ich poklepią po ramieniu, tak, tak, synku, tak mężu, gdzieś musisz jeździć, a nam to wcale, a wcale nie przeszkadza … ???
*************
Biorąc te wszystkie względy pod uwagę wskazywałam osobie o nicku Rider_Lucas zadanie:
„… Ty wskaż miejsce, rzetelnie i biorąc pod uwagę WSZYSTKIE WZGLĘDY, w którym nie będziesz NIKOMU przeszkadzał, ani też szkodził PRZYRODZIE. …”
Część zagadnień, które TRZEBA wziąć pod uwagę wyznaczając miejsce dla jazd motorami crossowymi i quadami wyszczególniłam powyżej.
****************
Aby nie było, że wyłącznie zabraniam i nie pozwalam nigdzie jeździć, mogę powiedzieć tak – w żadnym wypadku nie mogą to być góry, lasy, mokradła, okolice cieków wodnych, a to z racji obowiązujących przepisów prawnych dotyczących lasów, prawa wodnego, prawa ochrony przyrody polskiego i europejskiego, prawa dotyczącego obszarów naturowych, prawa ochrony krajobrazu.
Typowany pod crossowanie i „upalanie” obszar musiałby być uprzednio poddany wnikliwej ocenie przyrodniczej. Gdyby w wyniku tej oceny okazało się, że nie ma tam rzadkich i chronionych gatunków i siedlisk takich gatunków, wówczas można by nawet na upartego zwieźć tam i usypać gruz rozbiórkowy, tworząc wymarzone pagórki do jeżdżenia, wokoło jeszcze umieścić ekrany chroniące przed rozprzestrzenianiem się hałasu i na koniec wpuścić tam quadowców i crossowców na te ich jeżdżenia.
To wszystko oczywista prawda, ale ja chyba już wiem w czym tkwi problem.
Wyobraźmy sobie taki wyznaczony sztucznie teren… Zastanawiam się, gdzie i jak wielki mógłby być w okolicach mojego miasta. Na pewno nic większego niż typowe „mini zajazdy”, z wypożyczalnią quadów, które spotkać można szczególnie nad morzem, nie dałoby się tu wykroić. Wyobraźmy sobie jeżdżenie tam w kółko, po obszarze kapuścianego pola lub jak bohater mojego filmu Ptasi budzik po polsku. Wyobraźmy sobie metr usypanej sztucznie górki – to dobre dla dzieciaków, bo przecież 2 metry ścianki jest doskonałym miejscem na trening wspinaczki. Ale celem prawdziwej wyprawy, są prawdziwe góry, lasy, interaktywna trasa, która kusi swoim widokiem na każdym kroku. Trasa, do której trzeba się przygotować, która jest prawdziwym wyzwaniem, która stawia przeszkody, buduje adrenalinę, w sensie czy uda się ją przejechać, czy nie.
I właśnie z tego powodu myślę, że nawet po wyznaczeniu tych spornych tras, będą nadal łamane przepisy. Bo nigdy przecież nie zostaną wyznaczone te, które w sposób naturalny są teraz preferowane, po których teraz oni jeżdżą.
To prawda, wypisałam oczywiste prawdy, ale podejrzewam, że one nie są takie oczywiste dla ogromnej większości, jak nie WSZYSTKICH quadowców i crossowców
To o czym piszesz – że im się marzy trasa wytyczona w środowisku naturalnym – TAK, TO JEST TO, CZEGO NIE SPOSÓB ZAAKCEPTOWAĆ, a co mimo wszystko może się dziać poprzez NIELEGALNE WJAZDY WBREW WSZELKIM ZASADOM I PRZEPISOM
Film „Ptasi budzik po polsku” poraża swą wymową – crossowiec w lesie tuż przy ścieżce znakowanej jako pieszy szlak turystyczny – gdyby tylko była widoczna tablica rejestracyjna „upalacza” już by cienko piszczał płacąc grzywnę …
Wszystko się zaczęło od tego ptasiego budzika… A wiesz co jest najlepsze? Gdy podeszłyśmy tam, on już jeździł, stałyśmy długo a on nadal jeździł, nic nie robiąc sobie z naszej obecności. Przejechał koło mnie z dziesięć razy widząc, że nakręcam i co? Nic. Mogłam tam stać kolejną godzinę, a on nadal by jeździł kompletnie lekceważąc naszą obecność. Nie boją się nic i niczego. Myślę, że Rider ze swoją cywilną odwagą, by o tym publicznie rozmawiać, to jednak wyjątek. Reszta ma to po prostu zwyczajnie gdzieś.
Pozdrawiam życząc miłej soboty. Słonko wyszło wychodzę i ja.
Dziękuję i również pozdrawiam serdecznie życząc miłej i spokojnej soboty i cudownych wrażeń ze słonecznego dnia
Słówko do Tips_Senior
Co z tego, że wyznaczono teren do crossu w Czerwonaku, skoro wzdłuż Warty aż do Łukowa widać skutki nielegalu na quadach i crossach ….. To świadczy o tym, iż wyznaczenie terenów nie jest żadnym rozwiązaniem, quady i crossy nadal wjeżdżają nielegalnie w miejsca, gdzie im nie wolno tego robić.