Nie wiadomo dokładnie od ilu lat myszołowy żyją na Manhattanie. Obecność drapieżnych ptaków tej wielkości w tym miejscu, nie była jednak dla ornitologów zaskoczeniem. Szczury i gołębie stanowią główne pożywienie myszołowów a w Nowym Jorku jednych i drugich jest pod dostatkiem. Myszołowy gnieżdżą się zwykle na wysokich drzewach lub w miejscach zupełnie niedostępnych dla ich potencjalnych wrogów, toteż wystające gzymsy wieżowców na Manhattanie, szczególnie przypadły im do gustu.
Para myszołowów gnieżdżąca się przy 5 Av. nr.927, przez długi czas była publiczną tajemnicą nowojorskich miłośników ptaków. Gniazdo do którego ta sama para myszołowów wracała co rok, można było obserwować przez lunetę z Central Parku. Do końca 2004 roku, szczęśliwie wychowało się w nim 7 piskląt. Myszołowy te – zwane myszołowami rdzawosternymi lub włochatymi (Buteo jamaicensis) – dostały od ludzi swoje własne imiona. Samca nazwano Pale Male – ze względu na bardzo jasną karnację upierzenia a samicę po prostu Lola. Jednak nie wszystkim widok tej ptasiej pary sprawiał przyjemność. Budynki przy 5 Av. należą do najdroższych miejsc na świecie i prezydent związku lokatorów – Richard Cohen – wytoczył ptakom świętą wojnę, utrzymując że gniazdo szpeci budynek a ich odchody brudzą elewację. Ponieważ nie ma ścisłych regulacji prawnych dotyczących gniazdowania myszołowów na Manhattanie, w 2005 Cohenowi udało się uzyskać pozwolenie na zlikwidowanie gniazda. Nie przewidział on jednak, jak potężnych wrogów ten czyn obróci przeciwko niemu i szybko pożałował tego co zrobił. Już dwa tygodnie później, w miejscu z którego zrzucono poprzednie gniazdo, zainstalowano specjalną konstrukcję, na której ptaki mogły je odbudować.
Pale Male i Lola ochoczo zabrali się do pracy, ale ze złożnych jajek nie wykluło się w 2005 r. żadne z pisklaków. Gniazdo było zbyt cienkie i samica nie mogła utrzymać właściwej temperatury potrzebnej do wylęgu piskląt. Mimo że od tego czasu myszołowy w sposób znaczący rozbudowały swe gniazdo, rok poźniej znów z jajek nic się nie wylęgło co ogromnie roczarowało nowojorskich miłośników ptaków. Ptaki jednak nie rezygnowały próbując naprawić to co zepsuł człowiek. O ile wykazują one olbrzymi hart ducha i mimo przeszkód i niemalże utraty gniazda wciąż są razem i cierpliwie oczekują piskląt o tyle los człowieka, który wytoczył im wojnę jest zgoła odwrotny. Richard Cohen, który prywatnie był mężem znanej dziennikarki CNN Pauli Zahn po burzliwej sprawie rozwodowej sam stracił swoje rodzinne gniazdo przy 5 Av.
Myszołowy na Manhattanie są oczkiem w głowie miłośnikow ptaków tego miasta i ich życie jest dokładnie fotografowane każdego dnia. Wydawane są albumy i kalendarze ze scenami z życia Pale Male i Loli, która jest drugą towarzyszką życia tego myszołowa. Pierwsza – zwana Pierwszą Miłością – zdechła po zjedzeniu zatrutego trucizną na szczury gołębia. Pale Male miał z tego związku troje pisklaków, z czego jedno z nich nazwano – ze względu na podobieństwo do ojca – Pale Male Junior. Junior w czasie swego pierwszego lotu, porwany podmuchem wiatru uderzył w drzewo. Oczywiście natychmiast zajęli się nim ludzie obserwujący gniazdo i młody myszołów poleciał w swój pierwszy, szczęśliwy lot, już tydzień później. Podtrzymując tradycję rodzinną Pale Male Junior – również osiedlił się na Manhattanie na budynku Trump Parc przy Central Park South. Gniazdo Pale Male i Loli można obserwować z Central Parku, z brzegów stawu na którym urządzane są regaty modeli jachtów. Powyższe zdjęcie myszołowa rdzawosternego, zrobiłem na Sandy Hook, z którego widać Manhattan – Chris Miekina
www.nowaatlantyda.com









Wpis dobitnie pokazujący, jak jednym głupim ruchem, głupi człowiek, może spieprzyć na wiele długich lat, życie każdej zwierzynie.
A to mnie nie dziwi, że ta, aklimatyzuje się mimo to w miastach. Bo skoro człowiek wcina się z maszynami budowlanymi na jej lęgowe tereny, to musi sobie jakoś radzić, by zwyczajnie przetrwać.
Nie wiem, gdzie to czytałam, ale pamiętam takie mini zestawienie najdziwniejszych miejskich miejsc, gdzie wiją swe gniazda ptaki. Był tam środek rurki od trzepaka, ale i skrzynki telekomunikacyjne, otwory wentylacyjne wielkich bloków… Te nowojorskie myszołowy robią wrażenie, bo tu dochodzi piękno ptaka, piękno gzymsu, wysokość umieszczenia gniazda na tle wielkiej przestrzeni naprawdę wielkiego miasta. I tylko Twoje zdjęcie przypomina, że te drapieżne ptaki nie są jeszcze tak do końca ubezwłasnowolnione przez miejskie osiedla, że mają skrzydła, że wokół nich jest przestrzeń bez granic i, że jeśli tylko zechcą, potrafią polecieć w zielone.
Było to jeszcze w ubiegłym stuleciu, kiedy odkryłem na stokach Praszywki gniazdo myszołowa, a w nim małe pisklęta.Niestety gdy odwiedziłem je następnym razem, już ich nie było. Jacyś młodociani zbrodniarze wyjęli te pisklęta i już nigdy tam w tym gnieździe nie ujrzałem młodych. Innym razem zauważyłem chłopca, ktory zabił padalca kijem. Zwróciłem mu uwagę, że to nie była jadowita zmija, wtedy on mi odpowiedział: „My zabijamy każdego gada”. Ja też przejechałem rowerem żmiję, choć mogłem ją ominąć. Do dziś mam wyrzuty sumienia. Chłop żywemu nie przepuści.