W XXI wieku, nikt chyba o zdrowych zmysłach nie neguje potrzeby ochrony przyrody. Jesteśmy jej integralną częścią i tak jak staramy się dbać o naszą kondycje psycho-fizyczną, naturalną potrzebą jest zadbanie również i o nasze otoczenie. Rządy, organizacje, a także (a może przede wszystkim?) obrotni przedsiębiorcy dokonują tego w przeróżny sposób, od zmuszania nas do zakupu niby ekologicznych żarników po bardziej sensowne i pomocne otoczeniu rozwiązania np. elektryczne samochody, które już w niedalekiej przyszłości będą jeździć po Izraelu – O żarówkach. Odrębnym, ale bardzo istotnym elementem jest również zachowanie pewnej staranności przy ochronie tzw pomników przyrody, parków narodowych, obszarów o szczególnych walorach krajobrazowo – przyrodniczych, które z jednej strony MUSZĄ BYĆ CHRONIONE – to nie podlega żadnej dyskusji – ale z drugiej strony MUSZĄ BYĆ UDOSTĘPNIANE! Jak to pogodzić?

Różne były i są nadal koncepcje ochrony polskich Tatr przed inwazją turystów i infrastrukturą techniczną. Pisałem już wcześniej w jaki sposób można by było jednocześnie udostępniać, a z drugiej strony chronić.

W czasie pobytu w Chinach, przekonałem się, że nie odkryłem Ameryki, taki model z powodzeniem stosowany jest np. w słynnych Żółtych Górach „Huang Shan” w południowo-wschodniej części państwa. Huang Shan – od 1990 roku wpisane na listę UNESCO – od wieków swym tajemniczym pięknem były natchnieniem dla cesarzy, poetów, malarzy jak i również zwykłych ludzi. Dlatego dzisiaj Żółte Góry, są turystyczną Mekką, nie ustępującą w niczym rodzimemu Kasprowemu czy Morskiemu Oku. W sezonie tysiące ludzi w tłumie, jazgocie i upale podziwia naturę, mimo to góry trwają i żadna krzywda przyrodzie się nie dzieje. Ale od początku.


Niestety wstęp do Narodowego Parku jak i sama kolejka nie jest tani. Przyjemność zwiedzania została wyceniona przez dyrekcję na (sic!) 230 yuanów w sezonie i poza sezonem na 150 czyli odpowiednio wg obecnego kursu na 100/65 złotych. Wyjazd kolejką to z kolei wydatek rzędu 35 zł w jedną stronę. Oczywiście, nikt wyjeżdżać kolejką nie każe, można kilka kilometrów stromymi schodami wykutymi w skale wdrapać się na szczyt, pokonując tym samym, dość znaczną różnicę wzniesień. Co od razu rzuca się w oczy: wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane i przygotowane na przyjęcie tak olbrzymiej ilości górskich entuzjastów. Co kawałek ustawione są kosze na śmieci, od czasu do czasu pojawiają się też wkomponowane w teren eleganckie i czyste toalety. Co kilkaset metrów turysta ma też możliwość odpocząć i posilić się w przydrożnych bufetach zaopatrzonych w podstawowe produkty – rzecz jasna im wyżej, tym produkty droższe, bo wszystko wynoszą tam tragarze. Nawet jeśli się człowiek zmęczy, to także tragedii nie ma. Tragarze chętnie opadłego z sił delikwenta wyniosą lub zniosą lektyką. Przyjemność ta nie jest co prawda tania, ale czy w Żółtych Górach to może dziwić? Z drugiej strony te 100 czy 200 zł (w zależności od odległości) przy cenie wstępu to chyba i tak niewiele? Po drodze zachwyca też niezwykła dbałość o detale: barierki, ukryte rury, przewody… Nie chcę się silić nawet na porównanie z TPN – bo tutaj po prostu nie ma co porównywać! Gołym okiem widać, że przyroda Gór Żółtych jest należycie chroniona, konkretnymi rozwiązaniami, a nie pustosłowiem!
Oczywiście, nie ma dymu bez ognia, dostrzegam też i tego minusy. Korzystając z kolejek wszystko można z powodzeniem zwiedzić w ciągu jednego dnia. Chcąc jednak dłużej nacieszyć się widokami, należy zatrzymać się na górze w jednym z kilku hoteli, ale ponieważ nie są one tanie, istnieje też możliwość rozbicia obok nich namiotu. Fakt hotele trochę jednak szpecą krajobraz, niemniej na pewno w niczym przyrodzie nie szkodzą. Kanalizacja sprytnie zamaskowana (vide fotki) i wszelkie turystyczne nieczystości odprowadzane są poza park. Nie ma też problemu ze śmieciami, choć jak wiadomo Chińczycy czystością nie grzeszą. Jak widać i na to dyrekcja parku znalazła remedium – zatrudniła po prostu ekipę sprzątającą, która wszystkie szlaki immanentnie monitoruje i oczyszcza, że nawet małego papierka na swej ścieżce nie uświadczysz. Cały teren jest poza tym pod kontrolą przez strażników i służby ratunkowe. Czy tak jest w polskich górach?

A teraz podsumujmy: 1-wpływy do budżetu z biletów z całą pewnością olbrzymie, 2-turyści wszystko mają podstawione niemalże pod nos, 3-miejscowi mają zatrudnienie, 4-ponieważ szlaki są ściśle wytyczone i nie ma możliwości z nich schodzenia, zwierzyna i roślinność mają zatem święty spokój. Moim zdaniem tak powinno być w każdym nazbyt popularnym rezerwacie! Oczywiście, nie ma dymu bez ognia, dostrzegam też i tego minusy.

Otóż, w tak zorganizowanym parku nie ma bowiem szans na beztroskie wałęsanie się po skałkach, lesie, na prawdziwy odpoczynek, romantyzm, samotność… Wszystko tam zostało zaaranżowane jak w muzeum, gdzie chodzisz i niczego dotknąć, i człowiek musi poruszać się wyznaczoną trasą, a poza tym ten niemiłosierny ścisk, jak swego czasu w Krakowie podczas wystawy prac Chagall’a. Niemniej, moim zdaniem nie ma innej możliwości, aby motłoch nie zadeptał przyrody o szczególnych walorach! No bo jaka może być inna? Podnieść jeszcze drastyczniej i tak wysokie opłaty za wejście czy limitować ilość turystów nad czym cały czas zastanawia się nasz TPN? Owszem, można by było w ten sposób, ale… gdzie wtedy by znalazła się idea udostępniania narodowi jego dziedzictwa przyrodniczego? Park Narodowy byłby w takim układzie wyłącznie dla osób zamożnych lub/i mających szczęście we wciśnięciu się w wyznaczony odgórnie limit… Niestety, tam gdzie istnieją miejsca wyjątkowo tłumnie odwiedzane, moim zdaniem nie ma innej możliwości, jak turystyką w takim miejscu właściwie pokierować, tak aby zapanować nad „dzikim” tłumem.

W polskich Tatrach od lat aż się prosi aby tak właśnie zrobić. Zmodernizować Kasprowy Wierch (wyciągi, infrastruktura narciarsko-gastronomiczna), pociągnąć elektryczną kolejkę do polskiej Mekki: Morskiego Oka, pozostawić ponadto do zwiedzania parę popularnych miejsc np. Giewont oraz kilka dolinek, a resztę całkowicie wyłączyć z udostępniania. Amen
WOJCIECH ŚLIWIŃSKI
Zakopane, dnia 27 stycznia 2010
www.sliwinski.ws










Przy okazji wpisu Stary Mistrz, panda i Huanglong, napisałam, że wszystko ma swoje miejsce i swój czas, swojego odbiorcę. I czy to może właśnie dlatego, dzięki temu staremu tekstowi, przyszedł tej treści mail?
- „Witam! W załączeniu pozwoliłem sobie przesłać plik pdf. Opisuję w nim szczegółowo jak fantastycznie dba się o przyrodę na Dalekim Wschodzie. Abstrahując od tego, że w Chinach za zabicie pandy grozi nawet kara śmierci, to ochrona obszarów o szczególnych walorach odbywa się tam również inaczej niż u nas. A czy w Tatrach nie mogłoby być podobnie? Pozdrawiam serdecznie, Wojciech Śliwiński”
Nie wiem, wiem jednak, że rzeczywiście warto podglądać jakich rozwiązań szukają inni, by uczyć się, choćby… nie na swoich, a cudzych błędach. Można polemizować nad sensownością eksluzywnych kibli w górach, ale na pewno nie nad ich ZASADNOŚCIĄ. Brak koszy? To nie tylko niczym nieoszpecony pejzaż (to obiekt najczęściej i najchętniej podrzucany przeze mnie, koledze grafikowi, do usuwania z kadru), ale i powód, by z jpg usuwać photoshopem dodatkowo śmieci! Można się śmiać z tych przymaskowanych rur, ale kto z nas nie dostaje gęsiej skórki na widok w plenerze… plastiku.
Kapitalne spostrzeżenia Wojtek, kapitalny wpis. Egzotyki zazdraszczamy, jednakowo serdecznie Cię pozdrawiając.
ps.
Przy okazji wprowadzam nową metodę prezentacji zdjęć. Mniej zajmuje miejsca, jednocześnie dając możliwość pokazania większej ich ilości. We wpisie Wojtka jest ich „raptem” 16.
No, ale mój stacjonarny linuks nie wyświetla, brak wtyczek. Zatem fajny bajer, ale już sama nie wiem…
Oraz, jeszcze w kwestii „prób zapanowania nad dzikim tłumem turystów”. Nie napiszę Ci jak inni „przenieś się do Chin skoro tam tak dobrze”. Za to przytoczę link do dyskusji o komercji na Igle Południa, Aquille du Midi w Alpach:
http://ecodzien.pl/2009/01/22/komercja-na-igle-poludnia/
I chyba z czasem przyznaję Ci rację, bo nie ma chyba większej rzeszy turystów niż chińscy. I to oni właśnie pokazują najdobitniej, że jeżeli już taki dziki tłum jest i niestety będzie, to warto go ująć w ryzy, by nad nim zapanować i odpowiednio nim kierować.
Zgadzam się, że za zabicie pandy powinna grozić kara śmierci, tylko skąd wziąć pandy w Tatrach?
Sa misie, za zabicie misia co?
Mój siostrzeniec, zapalony milosnik wschodnich sztuk walki ,za cel swojego życia postanowił że,odwiedzi klasztor Shaolin.Zrealizował swoje marzenie.Mijają cztery lata ,a on nadal jest w Chinach.Dzięki swojemu uporowi,być może i szczęściu osiągnął w tym kraju sukces zawodowy.Był ostatnio w Polsce na świętach.Nie zapomnę rozmowy z nim. Na moje pytanie,jak tam jest?Roześmial się i powiedział.Wujek żeby zrozumieć ten kraj,trzeba tam byc,poznać mentalność tego narodu.Smiejąc się dodal,nie wierz co piszą o Chinach u nas.Reasumując,na pewno w dziedzinie ekologii jesteśmy 100 lat jak to się mówi za murzynami.
100% zgadzam się z Bosmanem! Tzn. na pewno Chiny są specyficznym krajem, w którym twardą ręką rządzi komunistyczny reżym, ale z drugiej strony gospodarka tam bardziej wolnorynkowa niż u nas w UE.
Poza tym mają pewne śmiałe wizje, które realizują. I o ile dziś nie są może liderem gospodarczym, to za kilka lat z całą pewnością nim będą. Co do ochrony przyrody. Mój przykład z Żółtych Gór pokazuje jedynie kierunek, w jakim powinny iść dyrekcje polskich Parków Narodowych. Tzn tak czy inaczej, czy to komus się podoba czy nie, należy stanowczo nad zalewem w miejscach szczególnie turystycznych nad tą masą ludzi zapanować! I to w Żółtych Górach robi sie wręcz perfekcyjnie – i jeszcze ile na tym zarabia!
Chiny wielką atencję przykładają również do ochrony pandy – no cóż lepiej późno niz wcale. Oczywiście to nadaje się na kolejny art. bo tak wspaniale zorganizowanego rezerwatu pandy, naprawdę można pozazdrościć.
Ale żeby oddać sprawiedliwość, bo już przeciwnicy to podnosili, Chiny z jednej strony chronią przyrodę, ale z drugiej strony ją niszczą np „tama trzech przełomów”.
Niewątpliwie przez tą potępianą przez licznych ekologów tamę, zostały bezpowrotnie zniszczone olbrzymie połacie cennego przyrodniczo terenu, ale nie można i w tym odmówić Chinom racji. Dzięki tej tamie została uregulowana rzeka, co ma bezpośredni wpływ na niebezpieczeństwo powodzi. Ludzie zyskali miejsca pracy. Tama generuje też olbrzymia ilość białej energii! Więc suma sumarum obiektywnie oceniając i ten krytykowany pomysł, może się okazać, że ogólny bilans i tak będzie dodatni. Ja myślę, wręcz wierze, że Chińczycy to doskonale przekalkulowai. W Chinach byłem tylko miesiąc, ale naprawdę życzyć tylko w Europie takiej wspaniałej organizacji i pragmatyki!
Wygląda na to, że Chiny są jednym z tych państw, które padły ofiarą krążących stereotypów. Sporo ich krąży? No, bo statystycznie rzecz biorąc, krążących po świecie Chińczyków, też jakby całkiem sporo.
O Zaporze Trzech Przełomów możemy porozmawiać, jak tylko jeden z kolegów, obudzi swojego drive’a
Od teraz zaczynam modły, a póki co mój wzrok zahipnotyzowało zdanie „Oczywiście to nadaje się na kolejny art. bo tak wspaniale zorganizowanego rezerwatu pandy, naprawdę można pozazdrościć”.
Prosimy!
Elu, w ogóle to śliczny portal i bardzo ciekawe różne teksty. Myślę, że rezerwat a własciwie ośrodek reprodukcyjny pandy zasługuje na kilka słów i w przypywie weny coś skrobne, abstrahując od tego, że są to po prostu przesympatyczne zwierzątka. W tym ośrodku spędziłem dobre kilka godzin, bo wprost nie można było od nich oderwać oczu!
Śliczny portal, bo są w nim takie teksty jak np… Twój – dojrzały, przemyślany, spokojnie i luźno omawiający ważny problem, który uwidocznił się po zestawieniu doświadczeń, zebranych z pozornie dwóch różnych, jakże odległych od siebie miejsc.
Google nie znają chronologii wpisów, tam wszystkie one są równe, więc odbywa się pozorne chowanie wpisu w dół.
Wierząc w wenę czekam zatem na nowy, na pandę i może nie tylko na nią? Spadłeś dosłownie z nieba i póki jesteś, zapraszam Cię do publikowania na tych skromnych łamach gorąco i serdecznie.
Pozdrawiam!
Te chinskie rozwiazania robia wrazenie i naprawde mozna by je przeniesc na nasze podworko. Osrodek reprodukcyjny pandy znam z filmu dokumentalnego, tez zrobil na mnie duze i pozytywne wrazenie. Tylko az nie chce sie wierzyc ze to sa ci sami chinczycy ktorzy masowo mordowali koty przed ostatnia olimpiada w Pekinie. )))
Koty jak koty Dinuś, ale np Tybet? Wspomniana zapora 3 przełomów, która jakby na to nie patrzeć zniszczyła przyrodę. Osobiście, biorąc aregumenty ZA – bronię tej tamy, no ale… Tak czy inaczej, bardzo mi sie chiński pragmatyzm podoba, ich wielka dbałość o szczegóły (np widać ją dobrze na ww zdjęciach), natomiast wbrew temu co napisał Bosman, nigdy w życiu wśród Chińczyków nie chcialbym mieszkać – to nadzwyczaj hałaśliwy naród!
Byłeś dłużej niż proponują biura podrózy,wiec widziales o wiele wiecej,ale nie byłes tyle,by rozwinąc tam biznes,mieszkac i żyć.Po czterech latach pobytu mój siostrzeniec stale podkreśla,żeby nie wierzyć w to o czym mówią wmediach,bo żeby zobaczyc jak w Chinach jest trzeba tam pobyć dłużej.Dina,komunizm to powazny powód,żeby o państwie mówić gorzej niż zle i nie trzeba się posiłkować tekstami o kotach.Nie wierz w to.