Życie po śmierci jako szeroko rozumiane pojęcie

„Życie po śmierci” nie jest takim sukcesem wydawniczym jak „Życie po życiu”, na której to pozycji wypróbowywano pierwsze, nieporadne ksera, przekazywano je z rąk do rąk, traktowano jak biblię. Po latach ciekawa byłam co dostrzegę nowego i czy z takim samym zapałem, entuzjazmem przyjmę lekturę Iana Wilsona jak powyżej wspomnianą pozycję…

Ponieważ tekst jest jednolity, okraszony tylko jedną jakoby starą ryciną, wzrok mój przykuła strona z tabelką, jakimś zestawieniem. Znamienne jest jaki wpływ na myślenie na temat bytu egzystencjonalnego człowieka ma środowisko, w którym wzrasta. Dość powiedzieć, że wyczytałam tu o tym, jak przekrój biednej społeczności Indii, ludzie potrzebujący wsparcia, najuboższa sfera, doszukują się ratunku wmawiając sobie i najbliższym swą inkarnację z życia bogatej sfery. Wykaz ten wskazuje na jedno: motyw. W krajach gdzie wiara w reinkarnację jest rozpowszechniana, istnieje taki bezmiar nędzy, że nietrudno się domyślić, jaki to motyw. W Indiach lub Sri Lance biedna rodzina ma wiele do zyskania, a mało do stracenia przedstawiając swe dziecko jako kolejne wcielenie niedawno zmarłego członka bogatej rodziny. Jeśli uda się przekonać ową bogatą rodzinę, można oczekiwać, że nie pozwoli ona na nędzę w swojej nowej inkarnacji. Na przykładzie tylko jednego przypadku postaram się pokazać koszmarny proceder.

Sunil Dutt Saxen w wieku trzech lat zaczął twierdzić, że podróżował powozami, przesiadywał na poduszkach (gaddi – poduszka na której zwykle zasiadają hinduscy urzędnicy prowadząc swe interesy) był ważną osobistością, że pochodzi z Budaun, miejscowości oddalonej o trzydzieści pięć mil. Odczuwał pogardę do swej biednej rodziny… Bez większego trudu ustalono, że osobą której dotyczyły wszystkie twierdzenia, był Seth Sri Krishna, najbogatszy, a zarazem najhojniejszy człowiek z Budaun, który umarł na osiem lat przed narodzeniem Sunila. Sunil jednak nie zdał egzaminu, nie rozpoznał członków rodziny zmarłego, zdradzał zainteresowanie mięsem, rybami, podczas gdy Seth był zagorzałym wegetarianinem. Wykazując godną podziwu spostrzegawczość, rodzina Sri Krishny nie dała się przekonać. Pikanterii dodaje fakt, że dzieci wrastają w poczuciu mówienia prawdy odpowiednio podawanej przez wyszkolonych w swym fachu lekarzy, rodzinę.

Dlaczego o tym piszę? Znane jest u nas powiedzenie „jak trwoga to do Boga”. Czy zatem religie, wiara nie została podana człowiekowi na tacy, by zapełnić pustkę, którą ma tu na ziemskim padole, by mógł czerpać z niej nadzieję na lepsze jutro? Czy można przełożyć wiarę w reinkarnację podmiejskiej biedoty żerującej na bogatych przedsiębiorcach, w wiarę człowieka łaknącego ciepła, uczucia, bliskości znajdującego obietnicę, nadzieję w swą reinkarnację, w swe nowe życie po życiu, tu za życia? Czy to koreluje w obie strony, czy ktoś kto ma nadmiar empatii może, chce obdarowywać nią tych urodzonych z okrojonym bagażem uczuć, z nadmiarem nieszczęść, życiowych katastrof? Czy wierzymy bezgranicznie, bezwarunkowo, czy wierzymy może dlatego, że nam czegoś brakuje i rekompensujemy sobie substytutem brakującego elementu?

I na koniec, czy nie zachowujemy się jak nieświadome, sterowane odgórnie dzieci by sobie zapewnić lepszy, spokojny, przepojony miłością, codzienny byt? Czy jak zbite tyłki łakniemy miękkiego gaddi dla samej wygody spragnionej puchu egzystencji? Czy jest w tych uczuciach coś więcej, niż „dość”, dla ostrych, rosochatych kantów bezbarwnej egzystencji? A jeśli tak, to jak przeprowadzić egzamin, by sprawdzić czy to co mówimy to prawda? – ew

6 Responses to Życie po śmierci jako szeroko rozumiane pojęcie

  1. Tomek pisze:

    W oczach gruzińskiego saneczkarza tuż przed śmiercią widać było życie. Taką iskrę skupionego do granic możliwości a tym samym odbierającego świat na płaszczyźnie wszystkich percepcji. Adrenalina, wzburzona krew, świat bardziej wyraźny. Coś przeczuwał bo ojcu powiedział, że się boi.
    W przekroju czytałem wywiad z rysownikiem który udowadniał, że wszyscy ludzie tak naprawdę nie wierzą w Boga ale tak naprawdę można też powiedzieć, że wszyscy ludzie jakoś tak na swoje sposoby wierzą. To taka huśtawka oddaleń i zbliżeń tyle, że jedni wolą być oddaleni a inni zbliżeni. Może tak właśnie ma być. Może Bóg potrzebuje oglądać świat także poprzez niewierzących. Może to taki sposób dotykania tego co stworzył.
    Och to nasze życie. Jak spływ rzeką to rwącą to spokojną z wodospadami po drodze. Wodospadami niosącymi to dobre zmiany to złe ale zawsze na końcu znowu pchającym ku stabilniejszej, uspokojonej wodzie. Zawsze.
    Obecnie oczekuje. Już słyszę szum. To ekscytujące, niepokojące bo to zapowiedź zmian ale krew płynie mocniej. Życie jakby bardziej daje znać o sobie.

  2. psiząb pisze:

    Masz rację EW.

  3. ew pisze:

    Ta przyszywka mnie zadziwiła, bo jest rzeczywiście logicznym wytłumaczeniem. A za nią posypał się grad pytań jak to jest z religiami ale i nami, w codziennym życiu, w co wierzymy i komu, przede wszystkim dlaczego.

    Nicość.

    Ja myślę, że to jest prawda. Bo nawet gdyby reinkarnacja, to po bardzo dobrym formatowaniu pamięci, czyli i tak nie pamiętamy kim byliśmy i czy w ogóle byliśmy. Życie od nowa nie daje nam poczucia ciągłości z poprzednim życiem.

    Natomiast życie wieczne? Tu sprawa jest odwrotna. Szkopuł w tym, że tylko bardzo mocna wiara pozwala się cieszyć nim tu za życia, bo skoro nie ma tej ciągłości tzn namacalnych dowodów, że tak jest, jesteśmy jakby przed – jak tuż po formatowaniu – puści, tabula rasa.

    Gotowi do zapisu, ale nie ma nic trudniejszego niż samemu się porządnie zapisać SIŁĄ, bo (jak mi powiedział raz przyjaciel) „Bóg to nie jest ten brodaty pan z katechizmu, a siła, która nadaje wszystkiemu sens, bo nic na świecie nie dzieje się bez przyczyny”.

  4. ew pisze:

    - Życie to spływ rzeką, to rwącą, to spokojną z wodospadami po drodze. Z wodospadami niosącymi to dobre zmiany, to złe ale zawsze na końcu znowu pchająca ku stabilniejszej, uspokojonej wodzie. To daje zawsze ISKRĘ skupienia do granic możliwości a tym samym odbieranie świata na płaszczyźnie wszystkich percepcji. Adrenalina, wzburzona krew, świat bardziej wyraźny. Obecnie oczekuje. Już słyszę szum. To ekscytujące, niepokojące bo to zapowiedź zmian ale krew płynie mocniej.

    Odwróciłam kota ogonem z tego co Tomek napisał, bo pomyślałam, że skoro nawet iskra potrafi nieźle namieszać, to co dopiero 170 milimetrów kochanego szumu! Musi ostro szykować się do koniecznego „odbioru świata na płaszczyźnie wszystkich możliwych percepcji”. :)
    A potem? Gdyby nie to wcześniejsze wieloletnie moczenie, kto byłby u kresu życia robił szum, na szpitalnej sali, trzymając za rękę w ostatnich godzinach?

  5. robertcb pisze:

    Świadomość to nie mózg.

    Mózg jest kwantowym odbiornikiem duchowej świadomości.
    Teoria dualizmu interakcyjnego John Carew Eccles’a,
    oraz kwantowa teoria świadomości Orch-OR
    Rogera Penrose i Stuarta Hameroffa – są prawdziwe.
    Neuronalna transmisja synaptyczna w mózgu
    - nie tworzy świadomości ani naszych myśli.

    Przeczytajcie ten artykuł i poznajcie prawdę:

    http://radioamator.elektroda.eu/swiadomosc.html

    lub wpiszcie w wyszukiwarkę: świadomość to nie mózg

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>