(…) Podobno Dostojewski pisał dla pieniędzy, żeby zaspokoić żądzę gry w ruletkę przy zielonym stoliku w Sankt Petersburgu, a Faulkner i Fitzgerald oddawali swoje talenty na usługi różnym wielkim bogaczom (dziś oligarchom) – z reguły byłym szmaciarzom, którzy zapełniali „Ogród Allacha” sprowadzanymi na Zachodnie Wybrzeże literatami, żeby ci realizowali ich kasowe marzenia.
Bez względu na to, czy te historie są apokryficzne, czy też nie, wspomnienie wielu genialnych pisarzy, którzy zastawiali artystyczną uczciwość niczym w lombardzie, tłukło mi się po głowie już od kilku miesięcy. Aż wreszcie, kiedy siedziałem sobie w mieszkaniu i bujałem w obłokach – łaskocząc Muzę, żeby zmusić ją do podrzucenia tematu godnego wielkiej powieści, którą powinienem pewnego dnia napisać – nieoczekiwanie odezwał się telefon.
- Mealworm? – szczeknął z drugiej strony ktoś, kto bez najmniejszych wątpliwości trzymał w ustach cygaro.
- Owszem, Flanders Mealworm przy aparacie. Z kim mam przyjemność?
- Jestem E. Coli Biggs. Mówi ci coś to nazwisko?
- No… Właściwie to nie za bardzo…
- Mniejsza z tym. Jestem producentem filmowym i to nie byle jakim. Chryste panie, nie czytasz „Variety”? Mój najnowszy film jest teraz największym sukcesem kasowym w Gwinei Bissau.
- Prawdę mówiąc, lepiej orientuję się w świecie literatury – przyznałem.
- Tak, wiem. Czytałem twoje „Kroniki mielonkowe”. I właśnie dlatego chciałbym się z tobą spiknąć. Przyjdź dzisiaj o 15.30. Hotel Carlyle, apartament królewski. Zameldowałem się jako Ozymandias Hoon, żeby miejscowi kandydaci na artystów nie zarzucali mnie scenariuszami.
- Skąd ma pan mój numer? – zapytałem – Jest zastrzeżony.
- Znalazłem w internecie, gdzie figuruje obok zdjęć rentgenowskich z twojej kolonoskopii. Mniejsza z tym, pojaw się tylko o umówionej godz, koteczku, a wkrótce obaj będziemy mieli co włożyć do garnka.
Z tymi słowy mój rozmówca trzasnął słuchawką tak gwałtownie, że mało nie pękła mi trąbka Eustachiasza. (…)

Woody Allen

5 komentarzy do “Pióro do wynajęcia”

  1. Tomek pisze:

    „Kto nie walczy ten nie żyje.U kogo nie ma uśmiechu na twarzy ten jest martwy.” Te słowa Bosmana są dziś moim natchnieniem.
    I tak bujając w obłokach słów, wracając trochę do poprzedniego tematu, przychodzi jeszcze wniosek jeden. Dlaczego można kochać chodzenie po górach albo literaturę. Bo nimi nie można się pochwalić, zaszpanować… Bo właśnie nie ma potrzeby pokazania czegoś nowego, drogiego by inni zazdrościli. Bo to jest takie czyste, indywidualne.
    W słowach o uśmiechu i martwocie jest prawda choć także będąc smutnym odczuwa się szczęście. Czyż to nie chodzi o uśmiech wewnętrzny i tak widoczny na twarzy?

  2. psiząb pisze:

    Szkoda, że nie jestem oligarchą.

  3. ew pisze:

    A powinieneś, mając takie pióro. A jak już byłbyś tym oligarchą, to wynająłbyś wtedy nas, maleńkie piórka :)

    Uśmiech wewnętrzny, którego nie trzeba wcale okazywać radosnym bananem na zewnątrz, hodują w sobie ludzie, którzy potrafią cieszyć się swoją nawet najskromniejszą pasją, dla siebie samego. Nie dla innych. Inni zawodzą – najlepiej polegać na sobie.

  4. Tomek pisze:

    To jak z dobrą komedią. Można oglądać film zaśmiewając się od początku do końca a można oglądać taki który wywoła uśmiech na twarzy zaledwie kilka razy. Przy tym pierwszym można pomylić śmiech z rechotaniem a to różnica przeogromna. Przy drugim można się po prostu dobrze czuć i uśmiechnąć serdecznie po jego zakończeniu. Śmiech śmiechowi nie równy, uśmiechy różną barwę mają. Podczas rechotania wywołanego prymitywnym humorem twarz wykrzywia się sprawiając, że pod pozorem wesołości brzydniejemy a podczas prawdziwego uśmiechu nasze czoło wygładza się i nawet nie wydając z siebie odgłosu promieniuje z nas uśmiech. Uśmiech prawdziwy. Najprawdziwszy.
    Ileż razy słyszałem w życiu słowa „Zabawa to szaleństwo, taniec, wygłupianie się, ryzykowanie, adrenalina…” ale czy tak jest? Czy zabawą nie może być refleksja zawarta w niczym nie zmąconej ciszy. Czyż to nie jest terror narzucanego nam zdania o rozrywce?
    W zdaniu: „U kogo nie ma uśmiechu na twarzy ten jest martwy” mieści się prawda w którą wierzę głęboko. Tylko, że to prawda nie dosłowna bo tego uśmiechu trzeba się czasem dopatrzeć, doszukać. W czasie smutnym naturalne jest smucenie się a w wesołym weselenie i nie na odwrót. Inaczej przychodzi coś nienaturalnego. Zdanie Bosmana przekształciłbym więc następująco U kogo nie ma uśmiechu na twarzy kiedy można tym zarazić świat ten jest martwy, a kto nie udaje uśmiechu gdy jest smutny ten żyje.” Trudna to interpretacja ale mam nadzieję, że sprostałem. Zwierciadło duszy wyrażane prawdziwie naszym zachowaniem ulepsza rzeczywistość.
    „U kogo nie ma uśmiechu na twarzy ten jest martwy.” I jeszcze raz rozkładając to zdanie i przebudowując: U kogo jest uśmiech na twarzy ten żyje pełnią życia. Bo to dar.

  5. ew pisze:

    Co do zwierciadła duszy, jeśli jest powód, można uśmiech pokazać samymi oczami.

Napisz komentarz (nowi użytkownicy podlegają moderacji)

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>