Mają biało- żółte futerko z czarnym wykończeniem. Spojrzenie, tak rozbrajające, że nie sposób, nie zakochać się w tym zwierzaku od pierwszego wejrzenia. Jest drapieżnikiem, ale patrząc na jego niezdarność ma się ochotę przytulić do niego jak do wielkiego pluszaka. Panda wielka – ailuropoda melanoleuca – inaczej niedźwiedź bambusowy, a po chińsku po prostu siun-mao czyli misiokot. Pomimo przystosowania żołądka bardziej do trawienia mięsa niż roślin, jest wegetarianinem z konieczności. W środowisku naturalnym bardzo trudno jest jej cokolwiek upolować, stąd też od lat ze smakiem zajada pędy bambusa. Dziennie pożera do 40 kg tego przysmaku, na poszukiwanie którego przeznacza aż 16 godzin. Jest bardzo wybredna – bowiem nie każdy gatunek jej smakuje. Niestety, kurczenie się lasów bambusowych spowodowane wymieraniem bądź wycinką pod pola uprawne coraz bardziej zawęża siedliska pandy a tym samym jego populacje – panda jest bowiem ssakiem terytorialnym potrzebującym do przeżycia i rozrodu rewir o powierzchni ok. 5 km².
Do zmniejszenia populacji niedźwiadka przyczynia się także, a może przede wszystkim kłusownictwo! Niemniej, dzięki wielu programom reprodukcyjnym i ochronnym, póki co, udało się powstrzymać tendencję ujemną i powoli populacja tego sympatycznego niedźwiadka – znajdującego się jednak wciąż w czerwonej księdze gatunków zagrożonych – wzrasta. W stanie naturalnym pandę, która niegdyś zamieszkiwała dość znaczne obszary górskie w Azji, można spotkać jeszcze w niektórych lasach bambusowych rosnących na wysokości 1600 do 3500 m. n.p.m. – jedynie zimą schodzi niżej, na wysokość 800 m. n.p.m. Obecnie rejon jej występowania został ograniczony wyłącznie do trzech chińskich prowincji Shaanxi, Gansu i Syczuanu. Właśnie w tym ostatnim powstało w ostatnich latach wiele rezerwatów i ośrodków reprodukcyjnych.
Mimo, że jak wiadomo w wielu kwestiach Państwo Środka jest na bakier ze światowymi tendencjami takimi jak poszanowanie godności i praw człowieka, wolności słowa, a także ekologią (vide wielka tama na rzece Jangcy), to widać ochronę pandy wzięło sobie głęboko do serca. Ten przesympatyczny ssak nie tyle był maskotką ostatnich Letnich Igrzysk Olimpijskich, ale stał się przede wszystkim Symbolem Narodowym. Biorąc to wszystko pod uwagę nie może dziwić, że rezerwaty czy ośrodki reprodukcyjne pandy w Chinach są wręcz wzorcowe! W stolicy prowincji Syczuan, Chengdu, na obrzeżach miasta znajduję się na rozległym terenie Instytut Hodowli Pandy, gdzie w stanie zbliżonym do naturalnego można bezpośrednio podziwiać te rozkoszne misie.
Wielka dbałość o szczegóły, może wręcz turystę wprawić w osłupienie: multimedialne muzeum, ścieżki dydaktyczne, ambulatorium, kuchnia, a nade wszystko ekskluzywna toaleta dla zwiedzających – muszą robić wrażenie. No, ale rzecz jasna Instytut to nie tylko muzeum czy eleganckie toalety, których może pozazdrościć nawet najwykwintniejsza restauracja – to przede wszystkim wygodne wybiegi dla misiów oraz w niczym nieskrępowana możliwość ich obserwacji. Według sugestii zamieszczonej na portalu www.travelchinaguide.com – zalecany czas pobytu w Instytucie to 2 godziny… ale… misie są tak słodkie i czarujące, że wprost nie można od nich oderwać oczu… Zwłaszcza, że oprócz pandy wielkiej – tej do której przywykliśmy – Instytut „na stanie” ma również kilka pand czerwonych, które absolutnie jednak pandy nie przypominają. Są znacznie od nich mniejsze (ich waga to przeciętnie 5 kilo) a wyglądem – jak widać – są raczej bardziej podobne do szopa czy lisa. Zresztą, swego czasu jej chińska nazwa została omyłkowo przetłumaczona na angielski jako firefox i nomen omen, to właśnie od niej pochodzi nazwa popularnej przeglądarki internetowej.
Z małą czerwoną pandą można sobie na miejscu, już za równowartość 40 zł zrobić zdjęcie własnym aparatem. Mimo dość zaporowej ceny, chętnych na foto nie brakuje… Natomiast z pandą klasyczną (o ile nie ma się możliwości wyjazdu do kraju pochodzenia), można się spotkać oko w oko w Europie w dwóch ogrodach zoologicznych: w Wiedniu i w Berlinie. Wydaje się, że nie ma zwierzaka, który dorównałby pandzie w popularności, sympatii i wykorzystaniu swojego wizerunku. Panda znalazła się w logotypie założonej w 1961 roku organizacji ekologicznej „World Wildlife Fund” (WWF). Wykorzystują ją także przeróżne firmy, nawet takie, które na co dzień raczej – prócz marketingu – niewiele z misiem mają wspólnego (patrz zdjęcie autokaru). Nie tak dawno panda wystąpiła również w przesympatycznej reklamówce znanego przewoźnika Finnair.
Dorosły osobnik waży od 75 do 115 kilogramów, ma do 1,5 metra długości, w kłębie do 80 cm i może dożyć 30 lat. Szacuje się, że na chwilę obecną populacja pandy wynosi około jednego tysiąca osobników, z czego 60% przebywa w rezerwatach i liczba ta rośnie. Czy możemy w jakikolwiek sposób przyczynić się aby zachować tę optymistyczną tendencję? Otóż bardzo prosto! Choć na wymienione na początku przyczyny naturalne nie mamy zanadto wpływu, to warto wiedzieć, że do zagrożenia tego przesympatycznego gatunku przyczynia się jak wiadomo jego przepiękne futro misia (które już w starożytności uchodziło za niezwykle cenne) oraz nadal kwitnące zabobony w postaci wiary w nadzwyczajne walory prozdrowotne czy afrodyzjakowe quasi-farmaceutyków stworzonych na bazie tkanek pandy czy tygrysa – np. preparat TCM. Pomimo wielkiej uwagi jaką Chiny objęły ginący gatunek oraz kary śmierci – jaka w tym kraju grozi za zabicie pandy – kłusownictwo nadal tam kwitnie w najlepsze, gdyż… …wiadomo nie od dziś to POPYT KSZTAŁTUJE PODAŻ!
I nie chodzi w tym miejscu wyłącznie o pandę czy tygrysa, ale kształtując ten popyt miejmy także na uwadze i inne, mniej zagrożone gatunki, a także zwierzęta, które dla naszych kaprysów czy zabobonów są hodowane na przemysłową skalę. Nie ulegajmy takim przesądom i nie nabijajmy kabzy przeróżnym hochsztaplerom, wmawiającym nam, że po spożyciu cudownego specyfiku zawierającego chrząstkę rekina czy tran wielorybi odmłodniejemy a nasze kości będą bardziej niż nowe, i że włosy w cudowny sposób nam odrosną! Czytajmy uważnie skład preparatów i bojkotujmy te, które bazują na odzwierzęcych składnikach. Zdrowsi i piękniejsi raczej od nich nie będziemy – bo przed starzeniem się organizmu uciec się nie da. Natomiast na pewno dzięki naszej postawie uratujemy niejeden ginący gatunek… a i w kieszeni pozostanie wówczas trochę złotówek na przyjemności, ot choćby na bilet do wiedeńskiego czy berlińskiego zooparku – zwłaszcza, że nawet w zoo spojrzenie pandy jest po prostu bezcenne…
WOJCIECH ŚLIWIŃSKI
ZAKOPANE dn. 22 marca 2010 r.
fot. W. Śliwiński Chiny
www.wsliwinski.ws