![]()
Bogowie odchodzą zbyt młodo, nieświadomi swojej młodości.
Uśmiechają się rano, nawet gdy ząb ich boli i gdy nie ma mleka w lodówce,
kochają ptaki, kwiaty i raki, wierzby płaczące, łaciate brzozy i niespodziewanych gości.
Swoje żale i tęsknoty zawsze powierzają tej malutkiej, zapomnianej mrówce.
Bogowie nie mają pamięci do złego, są bezbronni i niewinni, bo boscy.
Usmiechają sie często, przeklinają często – jak szewc – lecz z miłości.
Na śniadaniu porannym bogów radośni muszą być wszyscy,
i nikt bogom z biesiadników, nie ośmieli się okazać złości.
Gdy bogowie znudzeni, powracają do swych gniazd ocieplonych,
nie mówią nigdy najbliższym i ukochanym – do widzenia!
Są tacy mali, śmieszni, niewiarygodni – o skrzydłach zielonych,
a gdy umkną niespodziewanie – nie znajdziesz ich cienia.
Ptakiem sfrunęłaś złotopióra,
i ptakiem wzbiłaś się w powietrze…
MonsieurLaPadite
![]()










O skrzydłach zielonych? Nie mówią do widzenia!? I nie znajdziesz ich cienia?
Ktoś widział moją zlotoslaną aurę, a Agaśka miała zlotoslane pióra…
Może dlatego akurat dziś.
[*]
@ psiząb:Skrzydła one mają takie jakie chcą,i mówią to co im się podoba najbardziej, a cień jak to cień;kto lepszą pamięć ma ;dłuższy i trwalszy on w niej trwa…
@ew:ja tej twojej,złotem sianej aury nie widziałem,lecz Agaśki ;TAK.Całe szczęście,że są anioły,a o nich już kiedyś pisałem….