Na mlecznej drodze

Na samym końcu Indii, nad Oceanem Indyjskim leży urocza miejscowość Kovalam Beach. Nie pomińcie jej w swoich wędrówkach. Ale koniecznie zamieszkajcie nad oceanem, w hotelikach odległych od brzegu około 50 metrów. Załóżmy, że nie nadejdzie tsunami.

Tak właśnie sobie mieszkałem. Na lancz chodziłem do pobliskiej restauracji o dźwięcznej nazwie Milky Way. Gdy przyszedłem pierwszy raz, po drodze spotkałem pewnego Amerykanina z młodą kobietą z dzieckiem na ręku i dziewczyną kilkunastoletnią o dość czarnej karnacji. Ta starsza była Hinduską ale białą. W indyjskich rodzinach często się takie wypadki zdarzają, co dla czarnej dziewczyny może być tragedią, gdyż nikt takiej nie chce za żonę wziąć, chociaż była piękna. Od razu się z nimi zaprzyjaźniłem. Zresztą szliśmy w tym samym kierunku do Milky Way. Przy kasie zamówiłem ryż i jarzyny, po czym kazano mi usiąść i czekać. Za chwilę kelner podał mi na liściu banana ryż, jarzyny i coś, co oni nazywają dosa masala, czyli przyprawa. Zajadałem z apetytem, jako jedyne gotowane jadło  w tym dniu. Przy sąsiednim stoliku robiła to samo ta rodzina amerykańsko – indyjska, z którą wymieniałem uśmiechy i zdawkowe halo na ulicy.

Po zjedzeniu wyszedłem, zapomniawszy oczywiście widelca. Ponieważ miałem taki zwyczaj zapominania sztućców, dlatego zawsze w samolocie chowałem sobie plastykowe widelce, aby mieć na zapas. Przy okazji informuję, że w indyjskich restauracjach typu Milky Way nie podają sztućców, gdyż w Indiach je się palcami prawej ręki. Wszyscy wiedzą, że lewa ręka służy do podmywania. To informacja dla tych, co wybierają się do Kathmandu.

Na drugi dzień znowu się spotkaliśmy. Z tym, że od progu powitał mnie groźny wzrok kelnera, takiego 6-cio letniego chłopca, bo tacy są tam kelnerzy. Nie wiedziałem o co mu chodzi, więc powiedziałem tylko halo, sir, ale on tylko zmierzył mnie złowrogim spojrzeniem. Za chwilę miałem się dowiedzieć. Na stół wjechał liść bananowy i wtedy zostałem uświadomiony. „Wczoraj zostawiłeś liść na stole, zamiast wrzucić go do kosza” powiedział kelner, pokazując palcem kosz. Zarumieniłem się i odrzekłem sorry, sir. Pokręcił głową potwierdzająco. Oczywiście pokręcenie głową znaczy „tak” a nie „nie”, pozwalam sobie zauważyć, dla nowicjuszy. Przy sąsiednim stole rodzina amerykańsko – indyjska uśmiechała się ukradkiem, kryjąc radosne ubawienie moją reprymendą, jaką otrzymałem.
fot. Psi Ząb Indie
www.kazir.blog.onet.pl

11 Responses to Na mlecznej drodze

  1. psiząb pisze:

    Przy okazji chciałbym podać, jak należy się zachować w indyjskich jadłodajniach oraz na co można liczyć w ich.

    Nie rozmawiać z kasjerem

    Nie palić

    Nie kłócić się

    Nie udziela się kredytu

    Nie jeść przyniesionego jedzenia

    Nie siedzieć długo

    Nie rozmawiać głośno

    Nie pluć*)

    Nie targować się

    Nie podaje się wody przechodniom

    Nie rozmienia się pieniędzy na drobne

    Nie ma telefonu

    Nie ma zapałek

    Nie uprawiać hazardu

    Nie ma gazet

    Nie czesać się

    Nie ma wołowiny

    Nie trzymać nóg na krześle

    Nie pić wódki

    Nie śpiewać

    Nie udziela się informacji o adresach

    Nie używać lewej ręki do jedzenia

    Zapłacić przed zjedzeniem

  2. ew pisze:

    Moje dziecko jest leworęczne, ba, jest całkowicie lewostronne, tzn przykłada też do lewego oka lupy i kopie piłki lewą nogą. W Indiach nie poje :)

    Ja jeszcze bym dodała „nie jeść naczyń jednorazowych”, a zamiast tego wyrzucać je do specjalnie w tym celu przygotowanych koszy. No i mieć należyty respekt dla obsługi, nawet gdy ona ma lat… 6.

    Czy u nas komukolwiek z taką stanowczością zwraca się uwagę za śmiecenie nie liściem a sztucznym plastikiem, papierem, chemią? Klient nasz pan i żal go stracić, czyż nie?

  3. psiząb pisze:

    Masz rację ew. Dodam jeszcze, że tylko utalentowani ludzie są leworęczni czy lewonożni, czyż nie?

  4. Tomek pisze:

    Pewien chłop jechał ze swoją babą furmanką i nagle wypadł z niej. Woła do baby, że złamał nogę i niech leci do pobliskiego miasteczka tam niech znajdzie jakiegoś doktora. Baba pobiegła i widzi na drzwiach napis Dr Kowalski. Puka. Drzwi się otwierają a ona tłumaczy, że jej mąż złamał nogę i właśnie szukała Doktora. Ten zdziwiony tłumaczy, że on jest Doktorem Prawa. Baba posmutniała i odpowiada: Olaboga co począć teraz, mój chłop złamał lewą nogę.

  5. signe pisze:

    PsiZębie, prawie tak, jakby się przy tym było, ale jedzenie na liściu można by przećwiczyć latem gdzie bądź no i palcami prawej ręki i wyrzucać czy nie wyrzucać do kosza? bo już mi się mylą te kosze od kiedy wyrzuciłam do kosza ikonę kosz…
    PsiZębie, świetnie opowiadasz, no i to,że z respektem słuchałeś kelnera:)

  6. psiząb pisze:

    Gdybyś, Signe widziała wzrok tego kelnera, to też byś go słuchała jak pies trąby.

  7. psiząb pisze:

    Tomku! Potrzebny zatem był doktor obojga praw?

  8. ew pisze:

    6-letni kelner a charyzma starego wygi.

  9. psiząb pisze:

    Masz rację ew.

  10. Tomek pisze:

    „Nie pluć”
    A pewien niewtajemniczony przyszedł do takiego baru i zaczął pluć. Co splunął to kelner stawiał w to miejsce spluwaczkę. Niestety gość zawsze pluł w inne miejsce. Kelner uparcie stawiał spluwaczkę w miejsce ostatniego splunięcia aż wreszcie gość nie wytrzymał i zganił kelnera: Panie, jak pan będziesz tak robił to wreszcie napluje panu w ten talerz.

  11. Bosman pisze:

    Pewne towarzystwo bawilo się na balu.Przy placeniu rachunku notabene dużego,nastąpila konsternacja.Gość zaplacil mówiąc.Reszta dla Pana.Na to kelner,dziękuje.Gość pyta ,za co dziękuję.No,za resztę.Na to gość.A kto tu jest Panem.Samo życie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>