cam
Nazywa się sępnik różowogłowy i należy do rodziny kondorowatych. W Stanach mówią na niego sęp indyczy, bo przez łysą głowę przypomina (chciałoby się powiedzieć Bruce’a Willisa) nieco dzikiego indyka. Poza nazwą oba ptaki jednak łączy niewiele.
Trzy gatunki takiego sępnika żyją w Ameryce Północnej i są ptakami wędrującymi. Tak jak polskie bociany sępniki również odlatują do ciepłych krajów na zimę i także przed odlotem tworzą kongregację. Wówczas wielka ilość tych ptaków krąży w potężnym słupie ciepłego powietrza, zapewne prowadząc w ten sposób dyskusję nad celem podróży. A podróżować sępnik naprawdę potrafi. Niektóre z nich przemierzają oba kontynenty pokonując trasę od Kanady po Argentynę.
Sępnika trudno jest sobie hodować w mieszkaniu tak jak np. papużkę. To przede wszystkim sporych rozmiarów ptak (rozpiętość skrzydeł do 2 m) i jego klatka czy raczej volarium musiałaby być wielkości średniego M-4. Trudno też sępnika posądzić o słowiczy głos. Natura w ogóle poskąpiła mu aparatury do śpiewania i wydaje on z siebie postękiwania i syki. Nie jest też on zbyt przyjaźnie nastawiony do ludzi. Jeśli się go zaczepia a nie daj boże spoufala – ptak rzuca wtedy innym ptakiem, zwanym powszechnie… pawiem. Można sobie tylko wyobrazić aromat takiej zawartości żołądka, zwłaszcza gdy wiadomo, że sępnik żywi się padliną.
Padlina to podstawowe i jedyne źródło pożywienia sępnika. Współczesna cywilizacja służy mu do tego celu lepiej niż kiedykolwiek, bo przy autostradach zawsze znajdzie on coś interesującego na „ząb” (mam nadzieję, że Psi Ząb wybaczy mi to określenie). Co prawda ma on sporą konkurencję w postaci lisów i szopów praczy, ale patrzy na nich jak na ewentualny przyszły obiad, gdy nieuważny drapieżnik któregoś dnia sam wpadnie pod samochód. Sępnik byłby milionerem, gdyby wiedział jaką przysługę robi służbom porządkującym teren wzdłuż autostrad. No ale nie wie i robi wszystko za friko.
Doceniono go w ten sposób, że umieszczono go na liście ptaków chronionych, mimo, że tak naprawdę nie posiada naturalnych wrogów.
Nie ma jednoznacznej opinii w świecie ornitologów na temat kategorii taksonomicznej, w której można by umieścić sępnika a także amerykańskie kondory. Chodzi głównie o to, że ich przodkowie nie mieli zbyt dużo wspólnego z np. afrykańskimi sępami. Niektórzy ornitolodzy twierdzą, że sępnikom i kondorom jest znacznie bliżej do bocianów, ale wywołuje to żywiołowy opór ze strony przeciwników tej teorii.
Sam sępnik nie wydaje się być zainteresowanym tym sporem szybując po amerykańskim niebie w nieustannym poszukiwaniu kolejnego obiadu. Dzięki bardzo silnemu zmysłowi powonienia, padlinę znajduje bardzo szybko, dlatego inne ptaki padlinożerne uważnie obserwują lot sępnika. Tak więc o los tego gatunku ptaków, można być na razie zupełnie spokojnym – cam



fot. cam Wawayanda, USA
www.nowaatlantyda.com
Tag: cam










Bruce Willis ma bardziej różowy łepek, od tych czarnych, różowogłowych sępników
Czasami niezrozumiałe jest nazewnictwo uczonych.
Piękne te błyszczące lotki sępika pierwszego, uchwyconego w locie. To naprawdę wielkie ptaszyska mimo, że na zdjęciach wyglądają jak… gawrony. Już przy okazji „kondorzego” wpisu byłam mocno zdziwiona, że bliżej im do bocianów niż ptaków drapieżnych.
To bardzo dobra puenta do sępiej rozmowy pod panamską fauną
Pozdrawiam!
Można patrzeć na tego sępnika godzinami. Pozdrawiam!
A jednak można zabawnie przedstawić tych ponuraków,no i jest przyczynek do pawia….nie ,nie!! wcale nie namawiam do puszczania tego rajskiego ptaka,nie zrozumcie mnie żle,pogadać sobie tylko na jego temat.