Byłam, widziałam i… wiem, że tam wrócę. Szmaragdowa wyspa piękna nawet zimą – zielona, majestatyczna w swej kamiennej szarości…


Każdy zakątek ziemi wart jest poznania, a jak poznawać to najlepiej wsiąść w samochód i jechać przed siebie omijając miejsca z przewodników. W Irlandii komunikacja miejska odpada – tam idzie się na przystanek autobusowy z dobrą książką, kanapką i peleryną przeciwdeszczową i… i czekaj człowieku, może coś przyjedzie. Rodacy moi mili – przestańmy narzekać na komunikację miejską w naszym pięknym kraju – przynajmniej obowiązują jakieś reguły. Tam rozkład jazdy autobusów wydano przez pomyłkę.
Rower, tak ukochany przeze mnie, a jak mi wiadomo również przez wielu odwiedzających ecodzien – również odpada – szerokość dostosowana do dwóch obracających się koło siebie krów dotrwała do XXI wieku i nie przewidziała jadącego rowerzysty krętą ścieżyną, zafascynowanego krajobrazami i mijającego go BMW jadącego 100km/h. To dozwolona prędkość na krętych drogach, gdzie zasady ruchu są określone jednym znakiem drogowym: „jedź ostrożnie”. Pozostaje pełny bak w aucie, celtycka melodia z dudami w tle, aparat fotograficzny i jedziemy w stronę słońca.
Omijam więc wszystkie większe miasta, gdzie na kasie w sklepie siedzi Pan Piotr z Sopotu, w pubie piwo sprzedaje mi Magda z Poznania, a na półkach znajduję kapustę kiszoną i ogórki korniszone – to nie moja Irlandia.
Moja Irlandia jest nieskalana destrukcyjną mocą człowieka i postępu.
Ogromne przestrzenie, zakłócane jedynie siecią kamiennych murków, urwiste brzegi wyspy, cudowne lasy gdzie wszystko powleczone jest mchem i bluszczem. Moja Irlandia to nisko zawieszone chmury, przemykające z taką prędkością, że czynią każde zdjęcie inne przez grę światła. Moja Irlandia to pełne wzgórza owiec puszczonych samopas, frytki z octem balsamicznym! Sielanka. Kiedy tam jesteś, zatrzymujesz samochód co paręset metrów natchniony chwilą, widokiem, odmiennością, bierzesz aparat do ręki i nie musisz czekać, aż przewinie się tłum turystów, tubylców czy inne istoty – jest cisza, pustka słyszysz tylko wiatr… wszechobecny, przeszywający, bezlitosny WIATR!
fot. Monia Irlandia













Piękna relacja, od siebie, od serca a „nisko zawieszone chmury” niczym otulinę na te tęskniące serca obejrzyjmy i… posłuchajmy sobie osobno:
Uroda celtycka, muzyka celtycka… “Whiskey in the Jar”
Mnie zastanawia jedno, jak to określenie „surowa” oddaje wyśmienicie charakter klimatu jak i zarazem budownictwo, sposób na życie. Mało u nas krud z polnych kamieni? A jednak to o Irlandii Monia pisze, że piękna w swojej kamiennej szarości… co potwierdzają zdjęcia.
Wyjeżdżając usłyszała „spoko, fajna pogoda, cieplutko” i tak też paradował w krótkim rękawku i bermudach do kolan ich gospodarz. A ona się trzęsła z zimna ubrana na cebulkę we wszystko co miała.
Piękny to kraj, moje piękne wspomnienia pierwszego kolorowego telewizora. Rubin chyba, ale o tak cudownie soczystych kolorach, których dzisiaj nie nada, a w których oglądany akurat z wypiekami na twarzy serial o jakiejś sadze irlandzkiej, wyżłobił mi mocno w pamięci widok tak cudownie soczyście zielonej trawy, na tak cudownych stokach, które porównać można jeno z bieszczadzkimi połoninami…
Zapytałam Monię po powrocie:
- Kupiłaś sobie jakąś pamiątkę?
Kupiła mnie, ale swoją odpowiedzią:
- Nie. Wszystko wydaliśmy na wynajem auta i benzynę, by jak najwięcej zobaczyć.
Piękne zdjęcia, zwłaszcza to pierwsze. I Love It!
Piekna relacja, taka żywa, oparta o emocje, nie o wiedzę encyklopedyczną.
Monia napisała „Ogromne przestrzenie, zakłócane jedynie siecią kamiennych murków”. Wyobrażam sobie! Co prawda nigdy nie byłem w Irlandii, czego bardzo żałuję, ale widziałem kawałek Szkocji i trochę zwiedziłem Szetlandy. Leciałem kiedys z Gdańska do Edynburga (Szkocja). Większość lotu w chmurach. Dopiero gdy zaczeliśmy schodzić do lądowania naszym oczom ukazał się cudowny widok – ogromne, zielone, pofalowane przestrzenie poprzecinane gdzieniegdzie siatką murków i dróg. Fascynujący widok!
Fantastyczne zdjęcia, piękne miejsca… Kolejne miejsce które „kiedyś tam” chciałoby się odwiedzić.
Wiecie, Monia sama sobie wystawiła idealny komentarz. Teraz dokładnie słyszymy celtycką muzykę wygrywaną przez wiatr.I znów jak mawia sama Zlotoslanos “Najważniejszy jest constans” a ten widać w tych starych kamieniach bardziej niż w miejscach znanych nam z książek historii. Pozostaje wkleić moją opinię o Szwecji zmieniając nazwę kraju na Irlandię bo jest tak uniwersalna „Irlandia-Szwecja odstrasza mnie troszkę swoją surowością ale też i zachęca do odwiedzin. Takie okolice przedstawione na fotografiach to idealne miejsca na oczyszczenie się z toksyn wielkich miast. Z monitora wręcz wieje świeżym powietrzem, wiatr szumi cicho i spokojnie, przyjemny chłód orzeźwia zmysły a pejzaż karmi wzrok swoim pięknem.
Taka Prowansja wydaje się idealnym miejscem do życia lecz gdzieś tam jest i tęsknota za takim klimatem. Nie wiem nie byłem a może to właśnie tam jest to przeznaczone naturze miejsce.”
Jak milo tam wrócić…siedząc w ciepłym domku przy kominku:)Do dziś na widok zdjęć przeszywa mnie mroźny wiatr…ale i kręci się łezka w oku. Świat jest teraz na wyciągnięcie ręki,podróżowanie bez barier-jak nigdy dotąd.Pytanie moje brzmi-dlaczego tak ciężko nam się jest wyrwać z codzienności,spakować plecak, wbić szpilkę w mapę i ruszyć przed siebie…
A jutro…zielony kapelusz na głowę, zielona koniczyna w jedną dłoń, kufel w drugą i … i wszyscy jutro chcemy być Irlandczykami;))
ba! tylko skąd wziąć tę koniczynę ? a i kuflem też byłby problem, dziś się bowiem preferuje plastykowe szklanice.
Ale polskiej duszy takie przeszkody to nic, a z irlandczykami podobno łączy polaków braterstwo dusz.
Zatem Skål !