Wędrując po krainach himalajskich niewątpliwie każdy musi się zetknąć z obcym kulturowo w Europie obyczajem jakim jest poliandria. W Helambu, krainie zamieszkanej przez plemię Szerpów, udzielono mi gościny w obszernym domu, w którym znajdowała się przestronna izba z paleniskiem, a domownicy siedzieli wokół tego paleniska, z którego dym wychodził przez otwór w suficie. Na tym ogniu ugotowano ryż, potem herbatę, a gdy mieszkańcy posilili się i siedzieli nadal na tych samych miejscach prowadziliśmy towarzyską rozmowę. Oprócz nas dwoje, był jeszcze gospodarz, jego żona i jego brat, jak się okazało później drugi młodszy mąż młodej kobiety. Stanowili oni tzw. braterskie małżeństwo.
Podobne małżeństwa spotyka się w całych Himalajach, a więc w Ladakhu, Zanskarze, Lahoul, Spiti a nawet w Garhwalu. Także plemię Nairów, żyjące na wzgórzach Malabarskich hołduje temu obyczajowi. Wprawdzie w 1941 wydane zostało prawo zakazujące takich małżeństw, ale prawo to nigdy nie weszło w życie, zwłaszcza za kilkoma łańcuchami himalajskimi.
Przez poliandrię uznaje się taki związek, gdy zachodzą następujące zjawiska:
1. Dzieci w takim związku mają więcej ojców niż jednego.
2. Kobieta posiada legalne dzieci, należące do kilku mężczyzn.
3. Legalnie poślubiona kobieta utrzymuje stosunki seksualne z innymi mężczyznami.
4. Legalnie poślubiony mężczyzna pozwala żonie na utrzymywanie stosunków płciowych z innymi mężczyznami.
Związki poliandryczne znane są od bardzo dawna na subkontynencie Indyjskim. Wspomina o nich Mahabharata, stary i największy epos na świecie. Gdy Ardżuna wywalczył w turnieju rycerskim piękną córkę króla Drupady i po przybyciu do rodzinnego domu ogłosił matce Kunti, że zdobył wspaniałą nagrodę, Kunti odpowiedziała mu: ” Będziesz musiał podzielić się nią ze swoimi braćmi”. Później gdy dowiedziała się, że jest to Draupadi, żałowała swych słów, ale wycofać się nie mogła. Widzimy tutaj, że autor tej części epopei nie pochwalał poliandrii i jak gdyby ją usprawiedliwiał niewygodnym przypadkiem. Ale kilka akapitów dalej stwierdza się, że Ardżuna wiedział, że walczy o żonę dla wszystkich braci, a tradycyjny autor Mahabharaty, święty mąż Wjasadewa też to pochwalał. Tak więc poprzednia uwaga jest niepotrzebną późniejszą interpolacją.
Jeżeli chodzi o poliandrię współczesną wydaje się, że ten rodzaj małżeństwa stosowany wśród Nairów na wybrzeżu Malabarskim ma podłoże religijne natomiast w Himalajach ma raczej przyczyny ekonomiczne, ponieważ wszyscy bracia mają tę sama żonę. Jest to tzw. poliandria braterska. Wg socjologów-ekonomistów wynika ona z potrzeby trzymania się wszystkich braci razem z wyjątkiem najmłodszego, który przeznaczony jest do klasztoru. Ten sposób pozwala na utrzymanie socjalnego zabezpieczenia dla kobiety i dzieci oraz jedności społeczeństwa i zabezpieczenia majątku, jak również przyrost naturalny jest dość niski. Problemem może być także swoboda wyboru przez kobietę następnego partnera, ale niestety kobieta raczej nie ma takiego wyboru.
Rozwój edukacji obecnie zmniejsza tendencję do zawierania małżeństw poliandrycznych na korzyść monogamicznych, jednakże jak na razie spotyka się ją jeszcze w takich regionach jak: Ladakh, Lahoul, Spiti, Kangra i Sirmaur w zachodnich Himalajach oraz w Dżaunsar-Bawar w Centralnych Himalajach, jak również w Siyang we wschodnich Himalajach.
Trzeba zwrócić uwagę, że poliandria nie jest praktykowana wyłącznie pośród narodowości pochodzenia tybetańskiego i wyznania buddyjskiego. Dżausanriowie zamieszkują północną część dystryktu Dehradun w Himalajach Garhwalu. Są oni prawdopodobnie pochodzenia czysto aryjskiego. Tereny te mają powiązania ze starożytną kulturą, która panowała w północnych Indiach, zwłaszcza w okresie wedyjskim i podczas rządów dynastii Kuszanów oraz Guptów. Ludność kontynuuje stare obyczaje do dziś, odróżniając się od innych współmieszkańców Garhwalu, Kumaonu i Himaczal Pradeś. Nawet ich architektura i sztuka ma swoje własne właściwości, głównie w rzeźbach drewnianych. Dżaunsariowie dotąd praktykują poliandrię, która jest konsekwencją ich powiązań z legendarnymi braćmi Pandawami z Mahabharaty, którzy mieli wspólną żonę, Draupadi.
fot. Psi Ząb
www.kazir.blog.onet.pl











„Poliandria w pewnym sensie panuje wszędzie. Tyle, że nie jest usankcjonowana. Jeśli przyjąć podane na początku postu kryteria – jest to zjawisko dość powszechne. I ta uwaga jest słuszna całkowicie, tylko tam to jest legalne a u nas tępione przez kościół i oficjalnie nie pochwalane przez społeczeństwo, ale z punktu widzenia antropologicznego, to jest to samo”.
W zasadzie tą Waszą rozmową możnaby postawić kropkę nad „i”, na temat tego artykułu, ale nie… Dodałam tag Feminizm nie bez powodu. Otóż ta cała poliandria, wydaje mi się być, dla tamtejszej kobiety, złem koniecznym. Przecież opisywałeś, że w ogóle kobietom tam jakby, nomen omen, pod górkę:
- „W Nepalu jest taki zwyczaj, że kobieta najpierw przygotowuje jedzenie dla męża, następnie zaś z tego co on pozostawi przygotowuje jedzenie dla dzieci. Na końcu zaś przyrządza dla siebie jedzenie, z tego co pozostawią na talerzu dzieci. Kobiety są tak głodzone, że nie mają siły by wejść po schodach na pierwsze piętro. Chodzi głównie o to by nie miały ochoty myśleć o innych mężczyznach.
W Indiach istnieje zwyczaj wyposażania panien wysokim posagiem, który jest niezbędny w celu wydania za mąż kobiety. Obiektywnie patrząc jest to klęska finansowa dla rodzin posiadających panny na wydaniu. Dlatego istnieje proceder zabijania dziewczyn tuż po urodzeniu. Wystarczy zrobić dwie dziurki na nodze i powiedzieć, że to zrobiła kobra. Oczywiście nie ma zwyczaju, aby policja przeprowadzała dochodzenie.
U plemienia indiańskiego Janomanów istnieje zwyczaj bicia kobiet. Żadnej kobiecie nie udaje się uniknąć brutalnego traktowania. Wszyscy mężczyźni maltretują żony. Dobrzy mężowie tylko je tłuką i okaleczają, okrutni ranią i zabijają. ”
http://kazir.blog.onet.pl/Parytety-mesko-damskie,2,ID392536461,DA2009-10-09,n
Ja znam takie jedno plemię w Ameryce,oni to wszystko uprawiają i eksperymentują od dawna :plemię nazywa się Hollywood,najbardziej mi znaną (na szczęście nie osobiście ) boginką poliandrii jest Carla Bruni-Francuzi;trzeba im to przyznać są bardzo otwarci na sodomię i gomorię .Sic !
Masz rację EW. Dodam jeszcze od siebie, że sytuacja kobiet w Chinach jest jeszcze gorsza. Podobnie jest w krajach muzułmańskich, gdzie istnieje powiedzenie: „Jak rano wstaniesz to zbij żonę, bo jeśli ty nie wiesz za co, to ona już wie.”
W naturze człowieka (nie tylko kobiet) jest być bezczelnym. Żyjąc w środowisku, w którym nie ma nic do powiedzenia, nisko grzbiet schyla i skruszony godzi się na smagi batem, ale gdy mu dobrze, gdy ma już prawo wyboru, bowiem żyje w krajach, gdzie o smaganiu z rana nie ma mowy, wyprostowany, butny i bezczelny na własną prośbę natychmiast wybiera tą sodomię i gomorię, nie szanując się kompletnie.
Ja bym to nazwała smaganiem siebie samego.
na dwóch poprzednich wakacjach mogłem się przyglądać zwyczajnemu życiu Arabów. Owszem było to dziwne doświadczenie bo i innymi ludźmi oni są bo i kobiety i mężczyźni jakby pozbawieni byli osobowości. To jednak prawdopodobnie tylko złudzenie. Identycznie mogą nas odbierać oni. Jedno czego nie zaobserwowałem to właśnie takiego stereotypowego traktowania kobiet przez mężczyzn. W ani jednym przypadku czego nie mogę powiedzieć o Europejczykach. U nich widziałem wspólnotę w rodzinie i przynajmniej na płaszczyźnie życia rodzinnego wszyscy mieli po równi do powiedzenia.
Jakoś nie przemawia do mnie stwierdzenie, że jesteśmy lepszą cywilizacją, kulturą od nich. Zło wyrządzane człowiekowi przez człowieka jest współproporcjonalne u „nich” i u „nas”.
Tomek, a może być tak, że parytety te są niezauważalne gołym okiem mimo, że mężczyzna nieźle gnoi kobietę z piedestału swego skomplikowania, bo ona się z tym wszystkim pogodzona godzi i szczęśliwa nie oponuje, skoro zwyczajnie wyrosła w tym i nie ma innego wyjścia.