Zwiedzanie Triwandrum – miasta bogów (obecnie Tiruvanathapuram), zostawmy sobie na później a teraz pojedźmy do Kovalam Beach pooddychać morskim powietrzem. Zaraz na wstępie spotkała mnie tam niemiła przygoda. Gdy wszedłem do oceanu, mając na szyi pętlę z kluczykiem do pokoju hotelowego, zostałem skotłowany przez wysoką falę, a gdy się wynurzyłem, stwierdziłem brak kluczyka. Recepcjonista się nie zdziwił, tylko wyjął potężne nożyce i przeciął kłódkę, a ja musiałem iść kupić sobie nową. W Indiach trzeba zawsze mieć własną kłódkę do zamykania pokoju.
Na obiady chodziłem przeważnie do hinduskiej restauracji, gdzie ryż podawano na liściu banana. Gdy przyszedłem pierwszy raz, próbowałem wybierać potrawy, ale szef powiedział, że mam sobie usiąść i czekać, aż mi podadzą. Okazało się potem, że mieli zawsze tylko jedno danie: ryż, jarzyna podobna do szpinaku, kartofel i sos curry o dwóch smakach, ostry albo słodki.
Za chwilę podano mi obiad, a chłopiec kilkuletni, bo tacy są kelnerzy, obserwował, czy mam wszystko na liściu. Gdyby mi czegoś brakło, np. jarzyny, zaraz biegł i dodawał bez proszenia. Na drugi dzień, gdy przyszedłem, ten chłopiec pełniący funkcje kelnera, zwrócił mi uwagę, że wczoraj nie wrzuciłem liścia do kosza lecz zostawiłem go na stole. Przy okazji zostawiłem też widelec, tak że dzisiaj musiałem jeść za pomocą łyżki. Przy sąsiednim stoliku siedział pewien Amerykanin z hinduską żoną, chyba żoną, z dzieckiem i dziewczyną około 15 lat, całkowicie czarną i piękną. Młodość jest zawsze piękna. Byliśmy już przyjaciółmi, bo jedliśmy razem drugi raz.
Na następny dzień wyjeżdżałem do Bombaju, skąd miałem samolot, więc jeszcze postanowiłem zrobić zakupy. Po pierwsze musiałem kupić sobie tenisówki, ponieważ wymieciono mi je w pociągu do Madrasu. Chciałem kupić kilka składników curry, a więc przede wszystkim kurkumę, zwaną w Indiach haldi, kardamon i koriander, czyli kolendrę. W sklepie, gdy kupiłem te trzy podstawowe składniki curry, sprzedawca powiedział, musisz jeszcze kupić pieprz, a gdy go kupiłem, dodał mi jeszcze czili a potem dalczini i tak dalej. Ostatecznie kupiłem 16 składników przyprawy curry i zapłaciłem 81 rupii, czyli około 7 dolarów. Takiego naiwnego klienta już dawno nie mieli.
Kovalam Beach:


Meczet:

Latarnia morska:

Ocean, wyprawa czeka:

fot. Psi Ząb Indie
www.kazir.blog.onet.pl










Ostatnia fotografia nadaje się do tematu o łodziach starożytności.
Rzuca się w oczy egzotyka tych gęsto rosnących palm. Tego nie znajdzie się w popularnych miejscach odwiedzanych przez turystów masowo. Tam trzeba pojechać odważnie, złamać zasady by zburzyć dotychczasową własną wizję świata mieszkańca Europy.
Tak, na tych zdjęciach są tak bajeczne klimaty, że przywodzą myśl o zupełnie innej, odległej epoce. Więc może Psi Ząb, spędzając w Indiach pół swego życia, nie tylko je poznał zaznając buddyzmu, ale i doznał jakiegoś tajemniczego wtajemniczenia, po którym wie już jak zyskać… nieśmiertelność? Może te jego zdjęcia jednak są średniowieczne?
Nie masz racji Ew: Nie zaznałem buddyzmu i nie doznałem tajemniczego wtajemniczenia . Powiem Ci jednak po przyjacielsku, że celem buddyzmu nie jest zyskanie nieśmiertelności a raczej celem jego jest nieodrodzenie się więcej, zakończenie odradzania się, gdyż życie to cierpienie. W jednym Ci tylko przyznaję rację, że na zdjęciach widzimy średniowiecze.
Masz rację Tomku: Tam w Kovalam jest mało turystów, można ich na palcach jednej ręki policzyć. Tam trzeba złamać zasady i zburzyć wizję europejczyka.
„Celem buddyzmu nie jest zyskanie nieśmiertelności a raczej celem jego jest nieodrodzenie się więcej, zakończenie odradzania się, gdyż życie to cierpienie” ładnie napisałeś.
Na zdjęciach widzimy średniowiecze, bo może to właśnie Kovalam Beach już udało się… nie odradzać więcej? Zatrzymane w czasie i nie cierpi od zalewu turystów.
Do Ew: Muszę Ci się przyznać Ew, że to nie ja wymyśliłem, że życie to cierpienie lecz Budda a ja tylko powtarzam to, co on powiedział. Pozdrawiam!
Ja się muszę przyznać, że nigdy bym na to nie wpadła – życie jest cierpieniem? Moje płynie jak bajka.
Do Ew: Cierpienie wg Buddy to nie tylko ból fizyczny, ale również nasze stany psychiczne, np. brak szczęścia.
Budda ma rację.
to ostatnie zdjęcie kiedyś mi się skojarzyło z filmem „Szklane serce” Herzoga i tak do tej pory mam: tam też na koniec filmu (a były to czasy, gdy ziemia była jeszcze płaska) wieśniacy wyprawiali się w takiej łódeczce zobaczyć, co jest za horyzontem…
piękne zdjęcia i ta latarnia morska…
pozdrowienia:)
Kovalam means a grove of coconut trees and it actually started gaining popularity as a favorite haunt for hippies. Things have of course changed now
Kovalam Traveler nas zainspirował:
http://ecodzien.pl/2010/05/12/kovalam-kokosowy-zagajnik/