Tunis – Stare Miasto i mieszkający w nim człowiek cz. 2

Po spacerze poprzez pasaż handlowy w centralnej części Tunisu, nasze zmysły były uśpione. Wszystko dokoła przypominało bowiem nasze wielkie miasta. W około były wystawy sklepów z doskonale znanymi markami. Minęliśmy nawet rzymskokatolicką Katedrę św. Wincentego:

Lecz wreszcie ukazała się Brama – coś jak wehikuł czasu, jak gwiezdne wrota. Brama prowadząca do starego miasta. Przechodząc przez nią natychmiast znajdujemy się w bajkowej arabskiej scenerii. Kierując się w stronę Meczetu trzeba przedrzeć się jeszcze przez typowe arabskie targowisko.

Najlepiej zrobić to w okularach słonecznych. Sprzedający wnikliwie patrzą bowiem w oczy przechodniów i wystarczy rzucić okiem na jakikolwiek przedmiot z ich kramu, by zostać natychmiastowo agresywnie napastowanym. Sprzedawcy nie popuszczą takiemu wyrażającemu choćby najmniejsze zainteresowanie klientowi. Nie wolno się przy tym zdenerwować, bo oni lubią znęcać się nad takimi nerwusami. Tu humor rozładowuje każdą sytuację. Tacy są tamci ludzie, inni, a właściwie tacy jak my. Groźni, ale gdy uśmiechem ich podejść, ta groźność pęka jak bańka mydlana. Trudno to opisać, to trzeba zobaczyć, doświadczyć, przeżyć. Wiem, że dużo jest krzywdzących stereotypów i opowieści o Arabach, a są to zwyczajni ludzie jak my. Różnice, które tak bardzo rzucają się w oczy, po dłuższym obcowaniu z ich kulturą zdają się szczegółami. No ale diabeł tkwi w szczegółach.

Dotarliśmy wreszcie na dziedziniec meczetu i tam dla większości kończy się zwiedzanie Starego Miasta. To i tak dużo, ale tam dla naszej grupki to był dopiero początek podroży do Jądra Ciemności Tunisu. Przed meczetem stał pewien Arab, który zaproponował nam oprowadzenie po uliczkach miasta. Kosztowało nas to w przeliczeniu na nasze pieniądze grosze. Ruszyliśmy za nim i po chwili wymiękłem. Ale o tym…  w następnej odsłonie.
fot. Tomek Tunezja

2 Responses to Tunis – Stare Miasto i mieszkający w nim człowiek cz. 2

  1. ew pisze:

    Przypomina mi się opowieść Psiego Zęba, jak to w Indiach został wypuszczony ze sklepu dopiero po zakupie wielu rodzajów przypraw, po które wcale nie przyszedł.

    Żyłka – czytaj ikra, werwa – do handlu to połowa sukcesu. Panie drzemiące za ladą, którym nie chce się nie tylko odgonić muchy znad wędliny, ale i spojrzeć w stronę zainteresowanego zakupem klienta, to nie jest typ dobrego sprzedawcy. A te, zajęte rozmową z sobą, bardziej mnie wkurzają niż „a co podać? a czego pani szuka? a w czym pomóc?”.

    Myślę, że Araby swoim „wnikliwym patrzeniem w oczy przechodniów”, swoim „nie odpuszczaniem wyrażającemu choćby najmniejsze zainteresowanie klientowi” mogłyby dawać lekcję marketingu – sprzedaż bezpośrednia :)

  2. psiząb pisze:

    Masz rację EW. Chciałem tylko kupić kurkumę, po ang. turmeric a w hindi Haldi. Koszt miał wynieść 2 rupie, ALE przekonano mnie do zakupu jeszcze 15 artykułów w sumie za 80 rupii. Mam na to rachunek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>