Monthly Archives: Maj 2010

Noc Muzeów – Lublin

Nocą  z piątku na sobotę z 15 na 16 maja wybrałem się głodny wrażeń na lubelską Noc Muzeów. Dodatkową motywacją był dla mnie zaplanowany również na 15 maja, na godz. 21.00  koncert Laurie Anderson, odbywający się w ramach innej dużej imprezy tj. Festiwalu Kody, na placu zamkowym.


widok na Wieżę Trynitarską i Archikatedrę pw. św. św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty
Do miasta tzn. do centrum miasta, bo mieszkam na Tatarach czyli osiedlu wybudowanym na dawnych Błoniach Tatarskich (legenda mówi, że w 1341 Kazimierz Wielki stoczył tu zwycięską bitwę z Tatarami, ale za bardziej prawdopodobne uznaje się usytuowanie po prawej stronie Bystrzycy osiedli tatarskich za Jagiełły) wybrałem się przed godz. 19. Swoje kroki w pierwszej kolejności skierowałem na Zamek Lubelski i tu dowiedziałem się, że wejściówek na koncert na placu zamkowym już nie ma, można było już całe szczęście wejść do muzeum.

widok na Ratusz i deptak na Krakowskim Przedmieściu
Prędko obejrzałem wystawę Monety i medale na ziemiach polskich X-XX wiek, potem tak bardzo na czasie ekspozycję pt.: Katyń, na chwilę wstąpiłem do Galerii Malarstwa Polskiego XVII-XIX wieku większą uwagę skupiając na obrazie Jana Matejki Unia lubelska.

widok na ulicę Szambelańską
Ludzi pod zamkiem przybywało z każdą minutą. Wielu było zawiedzionych tak jak ja, że nie dostaną się na koncert. Inni starali się szybko dostać do Muzeum Lubelskiego na zamku, bo mimo, iż była to Noc Muzeów to w związku z koncertem wcześniej planowano przestać wpuszczać zwiedzających. Ja udałem się pod prąd napływającego tłumu, na drugą stronę Starego Miasta, w kierunku Bramy Karkowskiej.

fortyfikacje Bramy Krakowskiej
Brama będąca pozostałością XIV wiecznych murów obronnych mieści obecnie zbiory dotyczące historii miasta Lublina. Tutaj udało mi się dołączyć do grupy z przewodniczką i chyba to wpłynęło na moją jak najbardziej pozytywną ocenę tej części mojej Nocy Muzeów.

brama pod Wieżą Trynitarską
Po frekwencji widać było, że taka impreza jak Noc Muzeów jest w naszym mieście potrzebna, ale zdecydowanie  za krótko czynne były ekspozycje, za mało rozreklamowane były wystawy w mniejszych placówkach muzealnych oraz nierozważnie nałożono inaugurację dużej imprezy muzycznej Festiwalu Kody 2010 na Noc Muzeów. Lublin od ponad roku aspiruje do miana miasta kandydata na Europejską Stolicę Kultury w 2016 r., więc już 5 czerwca rozpocznie się Noc Kultury, która też mnie wciągnie, tym razem będzie to prawdziwa noc z kulturą, imprezy zaczynają się o 15.00 a kończą o 10.00 dnia następnego.

widok na parking na Placu Zamkowym
fot.  Paweł Yaho Lublin
www.madabautmusic.blogspot.com

Z Kisztuaru do Padum, czyli himalajskie mosty

Droga z Kistuaru do Padum wiedzie wzdłuż Czenabu, jednej z pięciu rzek Pendżabu. Idzie się przez dziesiątki mostów, gdyż droga przewija się to z lewej strony na prawą i na odwrót. Maszerowaliśmy z Krzyśkiem dziarsko, chociaż muszę się przyznać odstawałem trochę, ze względu na tuszę i wiek. Krzysiek był dziesięć lat młodszy ode mnie. Pamiętam jak zdawał egzamin  ze wspinaczki. Później wziąłem go na jego pierwszą wspinaczkę zimową  w Tatrach, a teraz pierwszy raz przyjechał do Himalajów i znowu musiałem go inicjować.

pozerski most

kroksztynowy most
Ten egzamin wspinaczkowy odbywał się w Dolince Mnikowskiej pod Krakowem. Przyprowadziłem go wraz z kolegą z Rudawy przez pola i miedze do pięknej dolinki, gdzie stał ołtarz z obrazem namalowanym przez Eljasza Radzikowskiego. Obok tego obrazu wznosiła się skała z drogą Chmielowskiego, która miała stać się sprawdzianem umiejętności taternickich Krzyśka i jego kolegi. Czekaliśmy tylko na kierownika kursu i przewodniczącego komisji egzaminacyjnej, słynnego Druciarza. Wreszcie usłyszeliśmy warkot motoru. Tak to mógł być tylko on, na swej wspaniałej wuefemce, bo któż wtedy miał motocykl. Wreszcie zobaczyliśmy pojazd i jego kierowcę, który pochylał się raz do przodu a raz do tyłu, jak starozakonny w synagodze. Cóż się okazało. Miał defekt, co wówczas zdarzało się to dość często. Jako doświadczony inżynier mechanik, Druciarz zawsze najpierw kopał motocykl w tylne koło, potem w przednie a następnie w karburator, gdy to nie pomagało zabierał się do naprawy. Tym razem nawaliła przepustnica, zwana potocznie „droselklapą, która ryksztosuje”…  Druciarz przywiązał jeden koniec sznurka do droselklapy, drugi zaś do guzika marynarki i gdy chciał dodać gazu wychylał się do tyłu, a gdy chciał zwolnić to do przodu. Stąd to kiwanie się.

drewniany most
Wraz z Druciarzem przyjechała jego małżonka. Pogoniłem chłopców, by rozpalili ognisko i zasiedliśmy razem  do posiłku. Wtedy jeden z nich podszedł do plecaka i wyciągnął drogi zagraniczny wermuth. Druciarz aż westchnął, gdyż oprócz zamiłowania do wspinaczki miał jeszcze upodobanie do trunków. Ja tylko pomyślałem sobie, że za jedną taką butelkę mogły być dwie flaszki wybornego jabcoka. Po wypiciu wermuthu wstał Krzysiek i sięgnął do plecaka, z którego wyjął przedniej jakości wino gronowe.. Wtedy Druciarz nachylił się ku mnie i szepnął mi do ucha: „Oni już zdali egzamin”.

mostek

most z dachem
Rzeczywiście egzamin był tylko formalnością. Na zakończenie egzaminu Druciarz pokazał nam jeszcze drogę wspinaczkową poprowadzoną tuż przy ołtarzu i zwaną dlatego „drogą przez ołtarz”. Wspinając  nią najwygodniej było postawić nogę na ołtarzu, co bardzo ułatwiało przejście jej. I większość wspinaczy tak właśnie robiła.  Ja też, ale nie Druciarz, który był bardzo nabożny i wspinając się tam, nigdy nie postawił nogi na ołtarzu.

most linowy
A przed nami w Kaszmirze czekały mosty himalajskie.

himalajski most

himalajski most
Droga z Kistuaru do Atholi zabrała nam 3 dni, w tym dwie godziny jazdy autobusem do Galhar. Dzisiaj na tym dystansie funkcjonuje regularna komunikacja autobusowa. Nawet były już wypadki. W roku 2000 autobus zmierzający do Atholi podczas pokonywania zakrętu, nie wyrobił i stoczył się 30 metrów w dół do Czenabu. Zginęło wtedy 14 osób – to byli ci, którzy siedzieli na dachu. Rannych było 20 pasażerów, to byli ci, którzy siedzieli w środku. Przyczyną wypadku była prawdopodobnie zbyt duża prędkość pojazdu.
fot. Psi Ząb Himalaje
www.kazir.blog.onet.pl

I’m singing in the rain, czyli Bałotny mówi helou 006


Grafika: bagienny.net
www.bagienny.net

Pada, czas na drzewo chusteczkowe

Ciągle pada. Deszcz zalewa łąki, drogi, piwnice. Wezbrane nurty rzek, zahaczają o kolejne mosty. Miasto tonie, a krople na szybach do złudzenia wyglądają jak łzy – potrzebny  wagon chusteczek. To z kolei przypomina, że  w maju, w przelewickim ogrodzie dendrologicznym odbywają się Dni… Drzewa Chusteczkowego. Szkoda, że to aż tak daleko, bo po brzozie, to jest moje ulubione drzewo.

Przelewicki ogród dendrologiczny to nie tylko miejsce, gdzie rośnie najstarsze drzewo świata – Ginkgo biloba. Najstarsze, bowiem miłorząb dwuklapowy, to gatunek pamiętający jeszcze czasy dinozaurów! W Ogrodzie Japońskim przelewickiego arboretum, rośnie również mało znane u nas drzewo zwane davidia. Sprowadzone przez francuskiego misjonarza i botanika Armanda Davidia, właśnie od jego nazwiska przyjęło swą nazwę. W przelewickim ogrodzie posadził to dziwne drzewo Conrad von Borsig, ówczesny właściciel majątku, ale i zarazem wielki miłośnik roślin drzewiastych, nawiasem mówiąc, również członek Niemieckiego Towarzystwa Dendrologicznego.

Aż trudno uwierzyć, że drzewo o tak przecudnej urodzie, tak charakterystyczne, jest  niemniej  tak mało znane. Tym trudniej uwierzyć, gdyż jego dorodne nasiona za mniej niż 10 zł są  z powodzeniem sprzedawane na Allegro – to przecież najczęściej uprawiana w Europie odmiana drzewa chusteczkowego. W czasie kwitnienia, które  występuje od maja do czerwca, davidia przybiera charakterystyczne białe, zwiewne liście. I to właśnie z powodu tego kształtu i tej barwy, którymi do złudzenia przypominają  jakby uchwyconą za rąbek rozwiniętą, białą chusteczkę, davidia zyskała swą polską nazwę. Znane są równie barwne skojarzenia tłumaczeń z innych języków. Jedno z nich to porównanie do drzewa duchów – bo właśnie wygląda tak, jakby pośród listowia i gałęzi,  przycupnęło tam setki małych duszków Kacper. Jeszcze inne określenie to drzewo gołębi, na którym jakby one tylko przysiadły, by chwilę odpocząć i zaraz po porze kwitnienia z furkotem  w dalszą drogę odlecieć.

Kwiatostan na delikatnym białym talerzyku, jakby podstawce,  zwiewnej serwetce mającej aż 20 centymetrów, powoduje niewątpliwy urok davidii i przez to uznawana jest ona za – uwaga, bo mało kto o tym wie – królową drzew naszej umiarkowanej strefy klimatycznej! W naturalnym środowisku w zachodnich Chinach, osiąga ona nawet 20 metrów. W naszym klimacie, nie dorasta wyżej niż 10 metrów. Silne wiatry, susza i mróz powodują, że to delikatne drzewo ciężko się bowiem aklimatyzuje. Potrzebuje dobrej gleby próchniczej, świeżej i żyznej. Cierpliwość i troskę wynagradza natomiast tym, że nie nękają jej żadne szkodniki ani choroby.

Drzewo chusteczkowe ma krótką porę kwitnienia – niejako  wywiesza świąteczne flagi, tylko na czas obchodzenia swych dni – ale  mimo to, gdybym tylko miała dom ze swoim ogrodem, to chciałabym, aby właśnie ono rosło pod moim oknem – ew

Szlak architektury drewnianej – przystanki trzy

Borowa Wieś – kościół drewniany – Według kroniki obecnie istniejący kościół został zbudowany w Przyszowicach około  roku 1640. W latach 1937-1939 został przeniesiony do Borowej Wsi. Konstrukcji zrębowej, szalowany i pokryty gontem, od zachodu wieża czołowa. Od południa kruchta. Wewnątrz wyposażenie z XVIII w., w kaplicy ołtarz z 1600 r.

Borowa Wieś jako Nowa Wieś wzmiankowana była już w roku 1586. Założona została po okresie wojen husyckich, kiedy nastąpiło ożywienie gospodarcze, a długotrwały pokój w wieku XVI sprzyjał osadnictwu. Osadzono wówczas „pod borem” na małych działkach poddanych księcia pszczyńskiego. Początkowo mieszkało tu 10 zagrodników.

Chorzów
– Drewniany kościół parafialny pochodzący z 1599 roku, a przeniesiony tu z Knurowa w latach 1935-1938. Kościół pod wezwaniem św. Wawrzyńca ma konstrukcję zrębową, ściany szalowane gontem a wystrój wnętrza barokowy. Część najstarszych rzeźb, znajduje się w Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach.


Paniowy - kościół drewniany – Obecnie istniejący kościół zbudowany został w roku 1757, a jego fundatorką była Katarzyna Rozyna Bujakowska. Został zbudowany jako konstrukcja zrębowa z lisicami i dużym okapem. Ściany nawy i prezbiterium kryte są gontem. Wystrój wnętrza jest barokowy.

Przez lisice w budownictwie drewnianym rozumie się dwa pionowe ściągnięte śrubami elementy ujmujące obustronnie ścianę z bali i zabezpieczające ją przed wyboczeniem. Ze starego kościoła przeniesiono: organy, chrzcielnicę, dzwony, ołtarze i obrazy. Poprzedni kościół wybudowano w roku 1501. Pierwsza wzmianka o kościele w Paniowach i o jego proboszczu Wojciechu pochodzi z roku 1325.

fot. Psi Ząb
www.kazir.blog.onet.pl

Ballada z chemiczną puentą

fot. ewolny Bielsko-Biała

Ballada z chemiczną puentą

Moja wieś zaszła w miasto
i teraz – brzemienna:
na bezdrożach jej brzucha – spychacze…
Żelazne uściski obcałowywania.
Zieleń blednie jak twarz płatnej dziewczyny.
Zmiętoszone sukienki łąk obok strumienia.
Nie masz innej szansy jak wyjść na ulicę
po urbanistyczny makijaż.
Powinnaś się wczuć w nowe położenie.
Zapomnij o swych dmuchawach zaczepnie beztroskich:
to luksus nie na miejscu – ja poeta
także jestem na chwiejnym etacie wołającego na puszczy;
ta sama niepewność dręczy wszystkie w Europie
słowiki i drzewa.
Epoka jak jastrząb. Ach szkoda jastrzębi.
Orły nawet te ludzkie dawno latają na niepewnym sprzęcie,
nie o własnych piórach.
Inteligencja polega wszak na przystosowaniu.
Dźwigi automaty! Nie można z wami rozmawiać po ludzku
wyrażacie jakąś przedpotopową nieprzychylność.
Wiosko twój smutny koniec wcale mnie nie dziwi.
Może tak właśnie zdają maturę wszystkie połoniny,
może tak wyrastają z dzieciństwa lasy okoliczne
by stracić głowę dla cudów techniki…
Stoję ja z tobą nad rzeką. Rzeka nas nie widzi
oślepiona do dna przez farby fabryczne.
Stanisław Gola bielszczanin
„Biblia lasu”
1979

Kovalam – kokosowy zagajnik

Każdy z nas, będąc w jakimkolwiek miejscu na świecie, zastanowi się prędzej czy później, jak było tam kiedyś. I to nie dziwi, bowiem historia to jak człowieczy pomost między „skąd” i „dokąd”. I otóż stała się rzecz przedziwna, gdyż poznane przez nas na Ecodniu miejsce (dzięki archiwalnym zdjęciom i wspomnieniom udostępnionym przez Psiego Zęba), oto odkrywa ono dziś swój obecny wizerunek. Kovalam – oznaczający kokosowy zagajnik.



Chciałabym widzieć minę człowieka, gdy serfując leniwie po necie napotkał na wspomniany wpis Indyjskie Kovalam Beach, czyli z kłódką na plażę. W nim zobaczył owszem tekst, w nic nie mówiącym mu polskim języku, ale i piękne, bo archiwalne zdjęcia, widziane  zapewne pierwszy raz w życiu. Dzięki Camowi, który z kolei poserfował po tego naszego gościa stronce: India Guide, oto przed nami całkiem spora garść cennych informacji, które mam nadzieję, pozwolą zobaczyć minę Psiego Zęba :) I to nie tylko podczas czytania, lecz szczególnie, gdy zobaczy wybrane przez Cama aktualne zdjęcia. Okazuje się, że Kovalam dziś, jest nie tylko ulubionym miejscem rybaków, ale i… hippisów.  Są jeszcze tacy? Niestety, spokojne dni z dawnych lat już dawno minęły i teraz na plażę przyjeżdża wielu nie tylko hinduskich turystów. Ta popularność sprawiła, że plaże Kovalam z całą pewnością utraciły dziś, swój uwodzicielski wizerunek.

Plaża Kovalam znana jest jako „Raj Południa”. Kovalam łączy ze sobą trzy przylegające do siebie i wygięte w sierp plaże, z najbardziej wysuniętą na południe sławną i znaną również przez nas, Plażą Latarni Morskiej.
Oprócz plaży w Kovalam w okolicy znajdują się także inne plaże takie jak Varkala, Shanghumugham i inne. Varkala jest tu szczególnie godna uwagi, bo to jedyna plaża w południowej Kerali, gdzie można zobaczyć klify przylegające do Morza Arabskiego. Podobno jeżeli Goa jest dla wędrowców,  to Kovalam jest dla tych, którzy szukają spokojnego odpoczynku w naturalnym rytmie. Niemniej o ten naturalny rytm, coraz tu trudniej. Piękne plaże są coraz bardziej zatłoczone, bo miejsce to, jest coraz bardziej popularną turystyczną atrakcją dla? Chyba jednak już tylko tych bogatszych turystów. Powtarzające się slogany „doskonale  warunki zamieszkania; odpowiedni tropikalny klimat; wspaniale smakujące owoce morza; ajurwedyczne masaże, płytkie i spokojne morze idealne do pływania;  baza do uprawiania surfingu i innych sportów wodnych”, po których znacząca informacja, że ludzie tutaj mówią po malajsku, angielsku i tamilsku – hindi nie jest tu już popularny.

Podróżując  po południowej Kerali większość  turystów doradza, aby szukać kwatery w Kovalam a nie w mieście Trivandrum. I tak zrobił również  Psi Ząb. Zawsze można podjechać do Trivandrum na zwiedzanie, bowiem wyprawa do Kovalam, to mieszanka wypoczynku na plaży i propozycja zwiedzania pomników i świątyń w Trivandrum.  A teraz najlepsze „Wieczorki w Jalatharangam Seaside są organizowane przez biuro turystyczne  w Kerali, w każdy piątek, sobotę i niedzielę od połowy grudnia do polowy marca” szkoda, bo byśmy poszli. Festiwal Taneczny Nishagandhi z Trivadrum, odbywa sie pod gołym niebem co roku w lutym.  Zresztą Trivandrum znane jest nie tylko z tego. To również rękodzieło, wyrób masek, tkanin, rzeźb i wyrobów  z brązu.Typowe sari z Kerali, białe ze złotym obszyciem, można nabyć właśnie w Trivandrum. Trivandrum to również Muzeum Napier i Kuthiramalika, które mają w swoich zbiorach eksponaty z Kerali. Pałac Padmanabhapuram znajdujący się 52 km od Trivandrum, który został zbudowany przez władców Trivandrum, a świątynia Ananthapadmanabhaswamy… ufff, jest największą budowlą w Trivandrum.

W Kovalam można wynająć prywatną kwaterę, w której znajduje się nowoczesne wyposażenie. Nie jest to może, to samo co hotel, ale daje poczucie prywatności i oddaje charakter miejsca, które się zwiedza. Z drugiej strony ludzie zamożni mogą  wynająć pokój w luksusowym hotelu prowadzonym przez Lile Kempinski. Pocieszającym jest jednak najbardziej Ponmudi, który jest górską stacją w odległości 60 km od Trivandrum. Znajduje się tam bowiem hotel  KTDC, gdzie można wynająć pokój w cenie 5-8 $ za noc. Jak dla mnie to chyba niedrogo? Znajduje się tam także bar, a taksówka zabierze nas do hotelu i będzie czekać nawet całą noc, aby znów zawieźć na plażę, za  jedyne 15-20 $. Taksówkarz będzie spał w samochodzie i nie trzeba się czuć zobligowanym do wynajęcia mu pokoju.

Zanim całkiem zapatrzymy się w te jakże inne zdjęcia, od tych, które znamy, jeszcze tylko garść ostatnich informacji. Czy i dziś w Kovalam można zjeść na liściu banana? Otóż okazuje się, że w „Lonely planet” oferuje  się w ogóle wegetariańskie jedzenie.  Z kolei na Plaży Latarni Morskiej, można wypróbować takie miejsca jak „Rock Cafe”, „Coconut Grove” i „Fusion”. „Lobster Pod” ma dobre owoce morza. A jeśli  chce się zjeść wystawniej, należy odwiedzić restaurację „Taj Green Cove”.  Jak dojechać do Kovalam? Samolotem – najbliższy port lotniczy znajduje sie Trivandrum – 20 km od Kovalam, pociągiem – Trivandrum Central  jest najbliższą stacją kolejową, lub samochodem – z Trivandrum to 16 km. Za taxi trzeba zapłacić 400-500 rupii… Które Kovalam lepsze? -  Ela Wolny
tłum. Chris Miekina

Sok brzozowy

Świeży sok z brzozy, zwany oskola, jest bardzo ceniony w ludowej medycynie chińskiej i nie tylko. To napój, który dodaje energii i poprawia urodę, dzięki zawartości kwasów organicznych tj. kwasu jabłkowego i cytrynowego, łatwo przyswajalnego cukru i licznych soli mineralnych. Brzoza – pełne uroku drzewo koloru białego – służy człowiekowi od wieków występując w czterdziestu gatunkach. W naszym kraju możemy spotkać do 7 gatunków. Szczególnie popularna jest u nas brzoza brodawkowata i brzoza omszowa, bowiem najlepsze właściwości dla człowieka ma sok pozyskiwany właśnie z nich.


Sok brzozowy zbiera się tylko wczesną wiosną, gdy drzewo to budzi się ze snu zimowego. Odbywa się to zazwyczaj na przełomie marca i trwa aż do kwietnia – w niektórych rejonach nawet do maja.

Aby zebrać małą ilość soku, można odciąć koniec zwisającej brzozowej gałęzi i przywiązać do niej małą butelkę lub inne naczynie. Jeżeli chce się pozyskać większą ilość soku, to jednak polecam inny sposób.  Zgodnie z zaleceniami, robi się w drzewie niewielki otwór za pomocą wiertarki ręcznej, na wysokości 50 – 1 metra (w zależności od rodzaju drzewa). Po czym podłącza się miedzianą rurkę, którą wkłada się do butelki. W zależności od okresu w którym zbierany jest sok, różny jest czas oczekiwania na ten cudowny eliksir. Gdy pobierzemy już wystarczającą ilość soku lub po prostu, gdy sok już przestanie wyciekać, odłączamy „instalację” i zabijamy otwór wcześniej przygotowanym bukowym kołkiem, którego wielkość i długość jest wprost proporcjonalna do wywierconego otworu. Otrzymany sok, szczelnie zamknięty, aby nie przeszedł  innymi zapachami, możemy przechowywać w lodówce do trzech dni. Sok brzozowy jest bezbarwny, przeźroczysty o słabo wyczuwalnym, ale przyjemnym słodkawym smaku – i na pewno przyjemnie zaskoczy niejednego degustatora.

Oprócz ciekawego smaku, sok brzozowy charakteryzuje się także wspomnianą już dużą zawartością kwasów organicznych, ale i  mikroelementami takimi jak: wapń, fosfor i potas. W soku znajdziemy także witaminy z grupy B, chociaż występują one w niedużych ilościach. Właśnie dzięki zawartości swoich składników, picie soku oczyszcza krew i tkanki, dodaje porcji dodatkowej energii, usuwa szkodliwe produkty przemiany materii, pomaga w zwalczaniu skutków alergii (potwierdzam to osobiście na własnym przykładzie), poprawia także funkcjonowanie nerek oraz zwalcza kamicę nerkową. Na pniach brzóz, można spotkać także grzyb pasożytniczy zwany hubą brzozową, który również wykorzystuje się do celów leczniczych, ponieważ wykryto w nim specyficzne składniki, które wzmacniają i pobudzają ogólną odporność całego organizmu, jednocześnie wykazując działanie przeciwnowotworowe .
Na koniec już, jako ciekawostkę napiszę, że z soku brzozowego produkuje się też w Szwecji musujące wino brzozowe. Przypomina w smaku gruszki z dzikim bzem, a nosi nazwę SAV. Także pij brzozowy sok, przez  cały rok… – Dominik
fot. Dominik
Zobacz również:
- Pobieranie soku w Kanadzie – film

Women, czyli parytety damsko-męskie

Podczas przeglądania książek „Nepal” i „India” z serii Insight Guides (Wewnętrzny przewodnik), wydanych przez  APA Productions z Singapuru, od wymienionego poniżej, i napotykając po drodze zdjęcia kobiet, z którymi nie sposób było się nie utożsamiać będąc przecież jedną z nich, przygotowałam tych kilka zdjęć. Starałam się pokazać kobiety pochodzące z wszelakich kast społecznych,  będące przeróżnej urody i w każdym wieku, uchwycone w różnych sytuacjach życiowych. Czy łączy je jedno?

Nepal Insight Guides

W Nepalu jest taki zwyczaj, że kobieta najpierw przygotowuje jedzenie dla męża, następnie zaś z tego co on pozostawi przygotowuje jedzenie dla dzieci. Na końcu zaś przyrządza  dla siebie jedzenie, z tego co pozostawią na talerzu dzieci. Kobiety są tak głodzone, że nie mają siły by wejść po schodach na pierwsze piętro. Chodzi głównie o to by nie miały ochoty myśleć o innych mężczyznach.

W Indiach istnieje zwyczaj wyposażania panien wysokim posagiem, który jest niezbędny w celu wydania za mąż kobiety. Obiektywnie patrząc jest to klęska finansowa dla rodzin posiadających panny na wydaniu. Dlatego istnieje proceder zabijania dziewczyn  tuż po urodzeniu. Wystarczy zrobić dwie dziurki na nodze i powiedzieć, że to zrobiła kobra. Oczywiście nie ma zwyczaju, aby policja przeprowadzała dochodzenie.
U plemienia indiańskiego Janomanów istnieje zwyczaj bicia kobiet. Żadnej kobiecie nie udaje się uniknąć brutalnego traktowania. Wszyscy mężczyźni maltretują żony. Dobrzy mężowie tylko je tłuką i okaleczają, okrutni ranią i zabijają.
- Psi Ząb
www.kazir.blog.onet.pl

Dziwnie się czyta siedząc w wygodnym fotelu, w naszej szerokości geograficznej, tkwiąc w innej tradycji, innej kulturze.  I wiedząc, że jak pije, bije, poniewiera to można mu powiedzieć delikatnie – won! A jak się czyta widząc te twarze?

Nepal Insight Guides
Jest tu młoda  dziewczyna  z Larjung, ze wsi Thakali niedaleko Dhaulagiri, a już  tylko nieco starsza siedzi ze swoim dzieckiem przed domem,  jest też kobieta z plemienia Thecho… Albo kolorowo ubrana służąca z plemienia Rai podczas przerwy w pracy,  a obok The Kumari, czyli żyjąca bogini reprezentująca  boską  siłę na ziemi. Jest też wstydliwa braminska dziewczyna rzucająca spojrzenie spod woalki i obeznana w swej sztuce artystka, prezentująca tradycyjny taniec. Jest kapitalna mocna kobieta z ludu  Chhteri,  nosząca tradycyjny bawełniany ubiór i biżuterię  z koralików, obok mającej za sobą życie, pooranej bruzdami staruszki. To Nepal, bo Indie to już kwintesencja czaru, urody i radosnej piękności. Przy opisach kobiet z doliny, powtarza się „Tamillian belle – tamilska piękność”,  „Rajasthani beauty – ślicznotka z Radżastanu”, albo „Banjara Gipsy – Cyganka z Bandzara” i tu akurat nie trzeba dodawać, że jest to chodząca piękność… Czy też ją trzeba pilnować w ten barbarzyński sposób? -  ew

India Insight Guides