Rozpoczęło się dziwnie. Do autokaru weszła szlochająca dziewczyna. To był tak przejmujący płacz, trwający przez całą jej podróż, że na ten czas radość wyjazdu się przytłumiła. Co się wydarzyło w jej życiu? Nie trudno było zgadnąć. Do telefonu mówiła tylko „stało się” i „nie wytrzymam”. Takie jest życie, że gdy ktoś się smuci – my jesteśmy szczęśliwi, ale kiedyś, może być odwrotnie…
Pierwszy dzień i natychmiastowa decyzja – Spływ Przełomem Dunajca. Ale tak jak zacząłem, tak już pociągnę dalej. Niech fotografie mówią same za siebie, a ja opowiem o czymś innym. W górach, czy to Pieninach, czy Tatrach, przeżywa się szok kulturowy. Tamto życie płynie inaczej. Przykładowo idąc ulicą przez Katowice mam nieodparte wrażenie, że ktoś idący z naprzeciwka chce mnie staranować. Uważa się za pana tego miejsca i nie chce widzieć, że ktoś stoi na tej samej drodze do której ma to samo prawo. Zawsze robię miejsce tak, żeby podzielić się chodnikiem i często trzeba wejść aż na jezdnię. Takie odczucie milczącej agresji i traktowania drugiego jako takiej rzeczy, daje się odczuwać gdziekolwiek się nie pójdzie. Natomiast w Szczyrku, zrobiłem miejsce przechodzącej obok kobiecie, a ta… podziękowała mi z uśmiechem na ustach. Niby mały, a ogromny gest. Górale są tacy nie skażeni panoszącym się po świecie wielkomiejskim chamstwem.
Czy to działanie magii tego pięknego miejsca sprawia, że człowiek szanuje człowieka?
A teraz już płyńmy, płyńmy! Na początku podziwiać można urocze miasteczka polskie i słowackie. Potem już króluje Pieniński Park Narodowy. Ach ta potęga gór, ach te potężne skaliste stoki pionowo wpadające do wody, ach ten beztroski humor flisaków, ach ta cisza i spokój, ach ta wijąca się rzeka, wszystko płynie…









fot. Tomek Pieniny









Na trzeciej fotografii od dołu to flisak przeprawiający wędrowców przez Dunajec. Schodząc z Sokolicy szlak się urywa i pozostaje pomachać na drugą stronę i mieć nadzieję, że flisak zobaczy nas szybko z budki. Przeprawa kosztuje jedynie 2zł a warto bo to taki ostatni smaczek po zejściu na dół.
Było tam okropnie zimno. W samym tylko polarze ze zdziwieniem patrzyłem jak przechodzący obok rzeki odziani są jedynie w koszulki z krótkim rękawem.
Środy mam bardzo aktywne – zajęcia pozalekcyjne, więc dopiero teraz piszę…
Oczywiście znamy Pieniny, jeżeli nie osobiście to ze zdjęć innych. Ja powiem szczerze niewiele pamiętam. Z rodzicami, w czasach dzieciństwa, na pewno tam byłam, ale w sposób, który nie odbił się w mojej pamięci, więc trza nadrobić.
Pytałeś mnie o pewne ujęcie, że chyba już go tu mieliśmy. Teraz Ci odpowiem, parafrazując troszeczkę Pana Wiesława, który napisał „Słowo ma wielką wartość. Obraz też.”
Tomasz, obraz owszem, bardzo pomaga, ale własny opis wrażeń, odczuć, jakieś refleksje z podróży, chyba one najbardziej zachęcają innych, by zechcieli tam być.
Od czego pochodzi nazwa „Pieniny”? Może od tego, że woda w Dunajcu pieni się, przełamując przez te góry. A może dlatego, że są one wysokopienne? A może właśnie są niskopienne? Oto jest pytanie?
Może dlatego, że góry te zbudowane są głównie z waPIENI? Fonetycznie bardzo bliskoznaczne.
Znalazłam takie coś:
- Władysław Anczyc w 1864 stwierdził: „Kto nie był w Tatrach i Pieninach, ten nie był nigdzie i nic nie widział”
Masz rację EW.
Intrygujący ten pierwszy akapit,zaczyna się jak u Alfreda Hitchcocka lub u Leśmiana:
http://www.poezjaa.info/index.php?p=2&a=8&u=153
Może to tylko ja taki niekumaty,bo nie domyślam się co się takiego wydarzyło tej szlochającej dziewczynie i czy oczywiście wytrzymała?
Polskie góry w porównaniu z tutejszymi w Kanadzie sa przepiękne,majestatyczne,tajemnicze,nieprzystępne, surowe.Tatry i Pieniny widziałem w moim życiu po jednym razie,i za każdym razem byłem porażony ich urokiem.
Wymienił sobie na nowszy model. I oczywiście ona da radę. I to ją wzmocni. Oraz, nie będzie już zbyt ufna, co akurat jest bardzo dobrą nauką na przyszłość.
Tak myślałem ew;a miejsce dobre sobie wybrała na płacz,mam nadzieję,że się choć trochę wPieniniła,boć to przecież od górali ponoć pochodzi stwierdzenie,że jak nie dobije to wzmocni;tyz prowda jak zwykł sentencjonnalnie zamykać konwersację Pyzdra ? jeśli pamięć moja nie spowleczona pajęczyną…..
Pozdrawiam
Może mieli razem jechać?
Oooooo taaaaak,można by napisać nową tragedię grecką,love story,dramat romantyczny:może jej ukochany śpiesznie galopując Porschem na spotkanie lubej roztrzaskał sobie kark na przechodzącej przez jezdnię krowie ?
Oni mieli zaplanowaną wspólną ucieczkę. Górami mieli przejść przez zieloną i ukryć się w jakimś ciepłym miejscu np w Besenovej na Słowacji. I on na to miejsce ostatecznego spotkania nie przyszedł, bo w godzinie zero plan spalił na bolesnej panewce, po tym jak znajomy z PKS zazdrosny o wdzięki szlochającej skąpiącej mu onych, rzekł na stronie słówko jego żonce, podczas gdy kupowała sobie miesięczny. I jak to bywa nie tylko w tanich filmach klasy B, chociaż dowiedziała się o tym ostatnia, to arcy skutecznie – złoiła staremu skórę tak, że trzy dni siąść na rzyci nie siądzie.
Może byś napisała EW, jakąś powieść?
Kas nam najlepiej głupoty wychodzą:
http://ecodzien.pl/2009/02/22/ping-pong-reaktywation/
Albo szosa:
http://ecodzien.pl/2009/05/28/daleko-od-szosy/
I wieeeeele innych.
My mieliśmy wrażenie, że ten szloch wynikał z nagłej śmierci kogoś bliskiego. Może i spodziewanej bo to „Stało się” ale jednak informacja przyszła nagle. To był zbyt smutny i długi płacz na płacz rozstania miłosnego.
Serce nam się krajało.