Zagubione symbole

To pierwsza moja mini wyprawa szlakiem najnowszej książki Dana Browna – „Zagubione symbole”. Stany Zjednoczone są krajem, który jest unikalny pod wieloma względami. Powstał on bez tradycji i bez udziału rdzennej ludności. Uniknął wojen religijnych, które wylały rzeki krwi w Europie i Azji. Został scementowany ideą, której sens nawet dziś jest trudny do odnalezienia. Trudny, ale nie niemożliwy. Książka Browna to doskonały pretekst, aby wyruszyć na ten tajemniczy szlak szukając symboli pozwalających zrozumieć czym była ta wielka idea, aby powołać do życia kraj, który dziś pełni w świecie  jedną z najważniejszych ról.

Ojcami założycielami Stanów Zjednoczonych byli w znakomitej większości ludzie należący do tajnych masońskich stowarzyszeń. George Waszyngton – legendarny pierwszy amerykański prezydent – był jednym z nich – co łatwo rozpoznać, gdy na wielu swych podobiznach prezentuje się w masońskim, murarskim fartuszku. Nie dziwi więc, że poświecono mu olbrzymią świątynię, którą zbudowano w miejscowości Alexandria. Dziś właściwie to waszyngtońskie przedmieścia -  elegancka, nisko zabudowana dzielnica, gdzie mieszka elita amerykańskiej władzy:

Alexandria, w dali po prawej Waszyngton
Olbrzymi cyrkiel i ekierka nie pozostawiają wątpliwości co do przeznaczenia budynku:

Świątynia
Masoni to ludzie wierzący i bogobojni, ale każdy z nich ma prawo do wyznawania własnej religii. Tak więc świątynia jest miejscem uniwersalnym i Bóg każdej religii powinien czuć się tu dobrze. Patrząc z wieży, widać na horyzoncie majaczący obelisk i kopułę Kapitolu:

Miejsca te przyciągają jak magnes, więc będąc tak blisko nie odmówiłem sobie krótkiego spaceru po stolicy.

Kapitol, w nim senat. Poniżej obelisk

Po drodze  wpadłem do Smithsonian Institute, organizacji zbliżonej działalnością do National Geographic, lecz poświęcającej większość swej uwagi sprawom amerykańskim. Jest to jedyna organizacja  do jakiej należę. :)

Wewnątrz  Smithsonian Institute
Ma taki przepych zbiorów, że absolutnie unikalny posąg z Rapa Nui – chyba z braku miejsca – ustawiono przy drzwiach…..

Tuż obok znajduje się Galeria Narodowa olśniewająca kolekcją i przepychem wnętrz:

Dzień był niezwykle upalny i w maju trzeba się liczyć w Waszyngtonie z temperaturami powyżej 30 Cº. Na szczęście wielka ilość fontann w mieście doskonale poprawia atmosferę (w sensie dosłownym):

Fontanny są również doskonałą okazją, aby pokazać jakąś sztukę nowoczesną. Jeden z takich nowoczesnych artystów postanowił zaspawać uschnięte drzewo w… nierdzewkę:

Waszyngton to miasto bardzo rozległe. Można schodzić nogi do kolan i nadal nie zobaczy się wszystkiego. Nowoczesne wycieczki używają żyroskopowego rydwanu zwanego segway. Następnym razem też sobie taki pożyczę…

fot. Chris Miekina Waszyngton, USA
www.nowaatlantyda.com

3 Responses to Zagubione symbole

  1. Tomek pisze:

    O Waszyngtonie poza tym, że to stolica informacji jest mało. Zdjęcia i tekst powyżej uświadamiają, że to nie tylko świątynia biurokratów i urzędników ale i normalne miasto.
    Zaspawane drzewko to niesamowity pomysł na rzeźbę. Aczkolwiek przyprawia o klaustrofobie takie szczelne zamknięcie drzewka.
    Chciałoby się dołączyć tą stolicę do kolekcji tych odwiedzonych.
    Fotografie doskonale oddają to miejsce. Pozwolę sobie tak przypuszczać.

  2. ew pisze:

    Fajnie jest spojrzeć na obce miejsca, oczami swoich znajomych. Wtedy dzielimy się tym co ich zastanowiło, zaciekawiło, wzrusza lub porusza. Zauważamy to, co oni wybrali, uznając za godne i słuszne. Czasami to tylko taka migawka, mini kadr, ułamek sekundy zatrzymujący wzrok na czymś, jak na tym chromoniklowym drzewku…

    Z każdym miejscem tak jest; już przy okazji całkiem maleńkiego na przykład mojego miasta, ile możemy pokazać jego odsłon, ile kadrów z niego lub do omówienia spraw? Ile ludzi tyle spojrzeń.
    A miasta takie jak Waszyngton?!

    Takiego wspólnego spacerku z kimś kogo się zna, nie da nam żadna wikipedia, żadne z mądrych i uczonych opracowań. Mam taką cichą nadzieję, że ponieważ materiału w stolicy Stanów Zjednoczonych jest naprawdę masa, to jeszcze nie raz do niej wrócimy. A, że tylko wirtualnie?

    „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. Jeden ma roboczą sobotę a drugi za oknami sonko :) Retur to Eden, czyli? Szaaaaaaaa! :) pzdr z busa

  3. online pisze:

    co szukałem,dzięki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>