fot. ewolny Bielsko-Biała




Ballada z chemiczną puentą
Moja wieś zaszła w miasto
i teraz – brzemienna:
na bezdrożach jej brzucha – spychacze…
Żelazne uściski obcałowywania.
Zieleń blednie jak twarz płatnej dziewczyny.
Zmiętoszone sukienki łąk obok strumienia.
Nie masz innej szansy jak wyjść na ulicę
po urbanistyczny makijaż.
Powinnaś się wczuć w nowe położenie.
Zapomnij o swych dmuchawach zaczepnie beztroskich:
to luksus nie na miejscu – ja poeta
także jestem na chwiejnym etacie wołającego na puszczy;
ta sama niepewność dręczy wszystkie w Europie
słowiki i drzewa.
Epoka jak jastrząb. Ach szkoda jastrzębi.
Orły nawet te ludzkie dawno latają na niepewnym sprzęcie,
nie o własnych piórach.
Inteligencja polega wszak na przystosowaniu.
Dźwigi automaty! Nie można z wami rozmawiać po ludzku
wyrażacie jakąś przedpotopową nieprzychylność.
Wiosko twój smutny koniec wcale mnie nie dziwi.
Może tak właśnie zdają maturę wszystkie połoniny,
może tak wyrastają z dzieciństwa lasy okoliczne
by stracić głowę dla cudów techniki…
Stoję ja z tobą nad rzeką. Rzeka nas nie widzi
oślepiona do dna przez farby fabryczne.
Stanisław Gola bielszczanin
„Biblia lasu”
1979










Pamiętam jako maly smyk ,spacery z ojcem po poligonie ,trawa,krowy,żólte kaczeńce.Teraz jest tam duże osiedle mieszkalne.Dane mi bylo w beztroskim dzieciństwie,szaleć po ugorach,wertepach,tzw.dziczy.Żal tylek ściska jak widzę teraz dzieciaki bawiące się w ogrodzonych placach zabaw.Trafnie Stanislaw Gola przewidzial w 1979 roku smutny koniec.
Urocze zdjęcia.