Ogród Bartrama

Kiedy George Washington po raz pierwszy odwiedził ogród Bartrama – jego wygląd nie zrobił na nim zbyt oszałamiającego wrażenia. Dla przyzwyczajonego do starannie utrzymanych arystokratycznych parków, amerykańskiego Ojca Narodu, sprawiał on wrażenie chaotycznego i zapuszczonego. Ale estetyka ogrodu wcale nie była celem przyrodnika Johna Bartrama, którego botaniczna pasja żyła w doskonałej symbiozie z pracą zarobkową.

Filadelfia
W swoim ogrodzie Bartram kolekcjonował i rozmnażał najrozmaitsze rośliny Nowego Świata i zaopatrywał w nasiona i sadzonki najpiękniejsze parki Europy.  Ich właściciele – zazwyczaj ludzie zamożni – gotowi byli płacić duże pieniądze by zaspokoić swą ciekawość i chęć posiadania roślin Europie nieznanych. Bartram łącząc wiedzę biologiczną z biznesową, stawał na głowie by zaspokajać te zachcianki. Amerykańskie sykomory czy tulipanowce a także azalie i rododendrony miały tą zaletę, że żyjąc w podobnym do europejskiego klimacie, doskonale aklimatyzowały się w nowych warunkach i szybko stawały się – przez swą unikalność  – dumą swych właścicieli.

Sykomora

Figa

Geranium
Bartram jednak nie poprzestawał tylko na okazach, które rosły w okolicy Filadelfii. Prowadził bogatą korespondencję z wieloma przyrodnikami i jeśli tylko nadarzała się możliwość, wymieniał się z nimi okazami roślin. W ten sposób do jego ogrodu  trafił strączyn żółty - prezent od botanika Michaux i przywiezione z Chin drzewo ginko biloba – oba drzewa rosną do dziś. Jako botanik pasjonat John Bartram interesował się także właściwościami leczniczymi  roślin i oprócz pięknych i potężnych drzew sadził także zioła.

Ginko Biloba
Największym jednak sukcesem Bartrama, był niepozorny krzew, który znalazł  na brzegu rzeki w Georgii w czasie jednej ze swoich licznych podróży badawczych w poszukiwaniu nowych gatunków roślin. Krzew nie przypominał mu żadnej rośliny z jaką miał do tej pory do czynienia. Wziął ze sobą jej zaszczepki, by próbować  z nich wyhodować roślinę, już po powrocie do Filadelfii. Kilka lat trwało zanim ostatecznie jego próby zakończyły się sukcesem i roślina w końcu zakwitła  wydając owoce. Bartram zdał sobie sprawę, że stał się odkrywcą, nowego, nieznanego nauce gatunku. Krzew nazwał Franklinia – na cześć swojego przyjaciela Benjamina Franklina i ogromnie zaciekawiony rośliną udał się raz jeszcze do Georgii, aby obserwować ją w jej naturalnym środowisku. Już na miejscu okazało się, że właściciel ziemi na której rosła Franklinia kazał wykarczować krzewy i zasadził w tym miejscu tytoń. Mimo poszukiwań nie udało się Bartramowi odnaleźć innego naturalnego stanowiska Franklinii. To na które natrafił za pierwszym razem  było jedynym takim na świecie  na dodatek na zawsze utraconym. Franklinia w ogrodzie Bartrama przyjęła się nad wyraz dobrze i powoli znajduje  miejsce w innych parkach i ogrodach botanicznych Ameryki. Wciąż jednak jej los nie jest pewny,  bo genetycznie jest ona słaba i nie mogąc krzyżować się z innymi roślinami swojego gatunku może być łatwo zniszczona przez chorobę, na którą nie będzie się w stanie uodpornić.

Franklinia
Dziś ogród Bartrama nadal wygląda podobnie jak za czasów swego właściciela ponad 200 lat temu. Może tylko drzewa są dużo większe, ale cała reszta – zioła i krzewy – utrzymywane są w formie  w jakiej rosły kiedyś. Wciąż owocuje grusza, której owoce bardzo lubił Washington. Co prawda drzewo gruszkowe nie żyje zbyt długo, ale opiekunowie ogrodu z jej szczepek sadzą  kolejne drzewa, tak że ciągłość pokoleń jest zachowana i wciąż można zjeść dokładnie tą samą gruszkę co legendarny prezydent.

Bartram był quakrem, Chrześcijaninem, którego religia nakłada  obowiązek życia w skromności i prostocie. Picie wina i piwa było surowo zabronione. Pogodnie usposobiony Bartram, aby pogodzić religię  z ochotą na wypicie kieliszka czegoś mocniejszego, zbudował kamienny młyn, w którym mielił jabłka i produkował z nich cydr, o którym nie wspominała purytańska Biblia. Miał jednak nieco dziwne upodobania, bo jego ulubionym drinkiem była mieszanka cydru z…  zsiadłym mlekiem. Jego dom wielokrotnie przebudowywany i ulepszany przez samego właściciela, ma w swoje ściany wkomponowane kamienie z wyrzeźbionymi na nich roślinnymi ornamentami. Bartram rzeźbił je osobiście uważając taką czynność za doskonały środek na wyciszenie umysłu i uspokojenie nerwów.

Aby utrzymać taki ogród dla zwiedzających, postanowiono, że dla uczczenia zasad pierwszego właściciela, ogród powinien  utrzymać się sam. Wolontariusze sadzą i zbierają nasiona roślin i sprzedają je tak jak robiono to dwa wieki temu. Sprzedaje się także miód z pasieki jaka mieści się w ogrodzie. Wreszcie w każdy niemalże letni weekend stodoła Bartrama wynajmowana jest na  weselne biesiady.  Dlatego ten najstarszy ogród botaniczny kipi życiem i nic nie wskazuje, żeby w najbliższej przyszłości utracił swoją wyjątkową pozycję – Chris Miekina
fot. Chris Miekina Filadelfia, USA
www.nowaatlantyda.com

One Response to Ogród Bartrama

  1. ew pisze:

    W ogóle cudowne są te wszystkie ogrody dendrologiczne, ogrody botaniczne, parki, skwerki, a nawet zwykłe zieleńce. A jeśli zdążą one obrosnąć w taką historię jak ta powyższa?

    Artykuł otwiera przepiękne wprost zdjęcie – symbol, które niczym najprzedniejsza kurtyna oddziela nam świat realny, widownię, czyli stalowo-szklaną, okutaną w energetyczne kable zurbanizowaną Filadelfię – od tego wyimaginowanego, czyli sceny, którą stanowi jeszcze przy życiu świat dziko rosnącego polnego ziela, oraz już świat sztucznie utrzymywany, czyli opisywany ogród.

    Gratuluję wycieczki, po której ta kapitalna „dydaktyczna ścieżka”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>