Dzień zero. A w czwartek, 10 czerwca 2010 r., pogoda w Montrealu była deszczowa, siąpiło. Wszyscy Polacy stąd wiedzą, że Robert już tu jest. Nikt nie wie natomiast w jakim przebywa hotelu i tak pewnie zostanie do końca. Właśnie we czwartek był dzień specjalny na torze wyścigowym w Montrealu. Po pierwsze dlatego, że wejście na tor było zupełnie za darmo, po drugie można było popatrzeć na bolidy swoich bohaterów, a nawet uzyskać od nich autograf – raptem tylko 3-4 godziny oczekiwania w kolejce.
Tutaj Robert odbierany jest jako bardzo skromny chłopak, nie potrzebujący tego blichtru, tej pompy i tych wiwatów. A inni tak, taki Vettel – ten to wprost syci się i napawa swoim narcyzmem – chyba go nawet sfotografowałem? Dla mnie jednak, nie odróżnia się on niczym od masy rozhisteryzowanych fanów. Niestety nasz Robert przeleciał mi przed oczyma za szybko, tym bardziej, że się tego nie spodziewałem. I to moi znajomi musieli mi opowiedzieć o tym, co właśnie „zobaczyłem”.
Dzień którym chciałbym się podzielić, daje tylko przedsmak tego, co będzie się działo dzisiaj, 13 czerwca 2010 roku, na torze Gilles Villeneuve. Mam nadzieję, że Kubica nie jest przesądny.
Emblemat Kanady:

Widok na tor z okna autobusu:

Te puste estrady, zapełnią się dziś na pewno. Nawet gdyby śnieg padał i gdyby same pingwiny mówiły, że jest brzydka pogoda. I wtedy te trybuny będą pełne – oczekuje się ok 300 000 widzów, dokładna cyfra zostanie dopiero podana:


Box Roberta Kubicy:


Mechanicy przy bolidzie Kubicy. Trzymam ich bacznie na oku…

Garaże przeciwników Kubicy:

Turyści i kibice chłonni wrażeń:

Jednak to przy garażu Kubicy było największe zainteresowanie. Jest on bowiem w Montrealu bardzo popularny i wszyscy jesteśmy tu są z niego ogromnie dumni, poprzez jego wypadek na granicy śmierci oraz za najwyższe podium:

Hamilton, Button…. Pany? Byle gdzie, oby nie w Montrealu!!!

A to jest właśnie to miejsce, wymarzone i wymodlone dla Roberta 1-st pole position. Widzę go właśnie na tym polu startowym:

Tutaj na tym torze, rozegra się wielka gra:

Security car. To od nas, z Montrealu ten pomysł, aby taki samochód pojawiał się na wyścigu:

Zbliżamy się do najniebezpieczniejszego wirażu na torze:

Tu jest najwięcej kolizji i bardzo groźnych wypadków:

To jest to, co widzi Robert jak się śpieszy po zdobycie pucharu…

A tu już podium, na którym chcę widzieć Roberta. Najlepiej jest najwyżej!

fot. MonsieurLaPadite Montreal, Canada
Zobacz również:
- Kanada, czyli #Kubica z bliska – #f1 – cz. 2
- Kanada z bliska, czyli gorąca fotorelacja z #f1 od korespondenta z Montrealu









Tisze jediesz dalsze budiesz albo tisze budiesz dalsze jediesz.
Ale świetnie, zazdroszczę. Wspaniała wycieczka do świątyni wyścigów samochodowych.