Na żagle do Goczałkowic? Niemożliwe? A jednak… Osiem godzin w nogach, ze spaceru którego raptem dziesięciominutowy film. Dużo? To ograniczające maksimum, bo goczałkowickimi pejzażami przesiąka się niczym sucha gąbka – Goczałkowice-Zdrój są bardzo wysoko na liście miejsc, które kocham.


Dziś znów pamiętne Goczałkowice-Zdrój. Człowiek uczy się całe życie, więc koniecznie musiałam skonfrontować swe błędne wyobrażenie o Goczałkowickim Jeziorze, które jako dziecko umiejscowiłam i tak tkwiło w… Stawie Maciek (sic!). Ze stacji kolejowej Goczałkowice Zdrój, przechodzimy przez tory i udajemy się dydaktyczną ścieżką, wzdłuż widzianego z pociągu maćkowego stawu:


I kolejno innych, mijanych bardzo licznie, malowniczych, nieskalanych turystyczną stonką, hodowlanych stawów rybnych, gdzie m.in. „Kocha, lubi, szanuje…”:


A każdy staw inny. Niepowtarzalny. Wyjątkowy. Nie sposób zamieścić ich wszystkich, choć każdy na swój sposób indywidualnie przepiękny:



Towarzyszy nam trel ptactwa, zapach sianka, bzyk much, błysk ważek, chlup żab i kęs komarów. Jest pszonkowo, bosko! Godzinki mijają niepostrzeżenie, wędkarze mijają licznie, dziouchy pilnujące szlogi epatują zgrabniejszymi nogami i większym cycem niż my…



Wreszcie zapora, a przed nią wspaniale zorganizowana stacja badawcza meteo. Wstęp tylko 2 złote, za które kuszące eksponaty, rakiety NASA z USA, węgiel aktywny, makiety, przyrządy… nieczynne! Ale na pocieszenie tuż obok zlekceważony punkt widokowy, więc jest po co wrócić, zważywszy, że kolejowy bilet z Bielska-Białej, za 24 minutową jazdę, wynosi tylko… 3.40 złotych.
Jezioro Goczałkowickie, to sztuczny zbiornik powstały na Wiśle po zalaniu Zarzecza. Od tego czasu (1956 rok) ten zaporowy zbiornik pełni funkcję „powodziową, technologiczną oraz wodociągową”.


Jeszcze przed wyjazdem, internetowe strony informują mnie, że trwa batalia o prawo do żeglowania, na tym skądinąd największym zbiorniku wodnym na Śląsku. Główną przyczyną odmowy nie jest tylko fakt, iż jest to główny zbiornik wody pitnej dla wspomnianego Śląska, ale i troska o unikatową już, po tylu latach „milczenia”, zadomowioną tu faunę i florę. Tereny Jeziora Goczałkowickiego to dziś unikatowa ostoja ptaków – miejsce lęgowe wielu ich gatunków, a do tego cenny, naniesiony przez lata namuł.

Dlatego jakże wielkim zdziwieniem witam łopoczące na wietrze białe płachty łabędzich żagli. Okazuje się, że nieświadomie trafiamy na otwarcie akwenu o czym wspominają mi sympatyczni krakusi. Ale i przesympatyczny, robiący codziennie kilka pętli wokół stawów i zapory, starszy kuracjusz, który potwierdza, że to na tzw. próbę, na okres trzech lat, tylko na niewielkim i ograniczonym terenie, bez jednostek motorowych i póki co dla… vipów (?). Ile w tym jest prawdy? Nie wiem. Niemniej rzeczywiście balony fruwały, megafon donosił, a boje pilnowały miejsca kąpieli majestatycznych żagli:




Przewspaniała korona zapory, po modernizacji w 2005 roku, łączy nie tylko Goczałkowice Zdrój z Zabrzegiem, ale i jest rewelacyjnym miejscem rekreacyjnym udostępnionym turystom. Rowery, rolki, spacery, kontemplacja przecudnej urody widoków dozwolone są tylko do godzin wieczornych. Jak dla mnie słusznie…

A przed odjazdem pociągu jeszcze wizyta po drugiej stronie torów nad Stawem Zdrojowym, o którym jego gospodarz niestety zapomniał:




fot. ewolny Goczałkowice-Zdrój









Bardzo ładne fotografie. Miejmy nadzieję, że jez. Goczałkowickie będzie otwarte dłużej niż 3 lata.
Ja myślę, że rozsądna jest ta asekuracja. Można spokojnie wprowadzać nowe i zarazem bezpiecznie obserwować jakie przynoszą one zmiany, z nastawieniem na te negatywne.
Dziś od rana trąbią w radiu o tym jeziorze. Dzięki za pomysł we wczorajszym sms’ie. Przed czy po rozwiązaniu, odwiedzimy.
Mroczne tajemnice Zarzecza – mieściny, którą zatopiono:
Czwarte zdjęcie licząc od gøry;co to za Niezidentyfikowany Obiekt Leżący,do innych obiektów żadnych obiekcji nie mam.
Łódka, do góry dnem.