Wycieczka rowerowa sprzed pół wieku

Rok 1958. Opole. Ogólniak 3-ka. Koniec roku szkolnego i wieczorne spotkanie absolwentów. Nie wszyscy świętują, bo ekipa ok. 20 młodych ludzi siada na rowery i rusza przed siebie. Kierunek Świnoujście.

Na rowerach cały sprzęt potrzebny do przetrwania. Namioty, gary, zaopatrzenie i już nie pamiętam co jeszcze. Na początek jedziemy do Brzegu. Tam gdzieś zaczyna się niedokończona autostrada. Tam spotyka nas wschód słońca i liczymy się. Czy wszyscy są razem? „Kowboj” nauczyciel prowadzący całą tę paczkę sprawdza listę obecności. Są wszyscy, mimo, że w nocy niejeden kolarz spadł z roweru. Niektórzy przekroczyli dopuszczalne obciążenie roweru i nie mogli nim sprawnie kierować inni, czego i ja doświadczyłem, zasnęli w trakcie monotonnej nocnej jazdy. Przebudzenie w rowie to niemiłe uczucie.

Do celu jechaliśmy chyba dwa tygodnie. Sama jazda była niespecjalnie wygodna. No cóż, dominowały poczciwe bałtyki. Nowoczesne sporty i favority z wolnobiegiem to był szczyt turystycznego luksusu. Ale wycieczka jakoś się toczyła.

Trasa naszej wyprawy prowadziła wzdłuż Odry. Po opuszczeniu luksusowej autostrady, którą niewiele samochodów jeździło, podjeżdżaliśmy do miast granicznych. Gubin, Słubice, Kostrzyn.

Tu można było zobaczyć prawie Zachód. Nie pamiętam jakie to było miasto, ale kontrast między wschodnią i zachodnią stroną Odry był w tym mieście nieprawdopodobny. Tutaj ogromny plac wyłożony kostką, chyba granitową. „Fugi” porośnięte wysoką trawą. Wzdłuż Odry typowy murek połączony stalowymi prętami. Był nawet most a może tylko wejście na już nieistniejący. Oczywiście zamurowany solidną czerwoną cegłą. Wokół tego placu „spalonki” i pewnie kilka ocalałych domów. Ciemno, brudno. Wymarłe miasto.

Ale po tamtej stronie! Nowe bloki mieszkalne, ulice pełne samochodów, tramwaje albo autobusy wszędzie pełno światła. Inny świat!

W innym mieście podobnie. Można było tylko zazdrościć.

Jadąc rowerem w tym rejonie używaliśmy mapy samochodowej. Dokładność prawie zerowa. Wcale nie dla turystyki. Kilkuosobowy zespół zaopatrzenia spożywczego ruszył kiedyś po kilka bochenków chleba, jakieś masło, konserwy – coś do gara. Droga dobra, asfaltowa, niezbyt szeroka ale swobodnie samochody mogą się mijać. Jest pewne, że dojedziemy do jakiejś wsi czy miasteczka. Jest dobrze – słychać głośną muzykę. Pewnie jakaś karuzela, to jest miasto. Przez przerzedzający się las widać bloki mieszkalne. Muzykę słychać coraz wyraźniej, ale taką niemodną – czastuszki czy inne podobne melodie. Bloki coraz bardziej wyraźne i szlaban! Bez oznaczeń, napisów i tylko 3 czy 4 kilkupiętrowe bloki. Obok nich plac zabaw dla dzieci, mnóstwo kobiet, dziecinne wózeczki i nic więcej. Z głośnika już wyraźnie słychać -goworit Moskwa.

Nasza reakcja? Zawracamy i co sił w nogach wracamy do swoich.

Potem to już był Szczecin, brak noclegu, jazda pociągiem do Świnoujścia. Tam wielu z nas zobaczyło, pierwszy raz morze.

A na koniec, już w Opolu, jak zdjęliśmy z rowerów wszystkie bagaże – rower stal się szybki, lekki i bardzo przyjemnie się takim jeździło. No ale to było tyle lat temu!
fot. Wiesław Czapski
www.owyszkowie.blox.pl

6 Responses to Wycieczka rowerowa sprzed pół wieku

  1. ew pisze:

    I właśnie tego zazdroszczę najbardziej, to jedno z wielu moich niespełnionych marzeń – rower. Kuzyn, o którym pisałam przy okazji zepsutych kierpców, miał składaka, mnie po komunii kupili damkę. Tyle z niej było, że bok miałam zszywany. Ostatecznie rower pojechał na pszonkowy Skotnik, a ja w rzadkich momentach, np. na eskapady na księdza Brzózki, pożyczałam rower od kuzyna.

    On teraz jeździ nie tylko na rolkach, ale właśnie na rowerze. Na moje zdziwienie czy się nie obawia Tirów lub stromizn w górach, odpowiada, że częściej pcha go niż jedzie, ale i tak to super sprawa, bo ma stale przy sobie pomocny środek lokomocji. Na częste pytania turystów „co się stało”, z kolei ja mu poradziłam… „zabrakło benzyny”. Kuzyn obiecuje obszerne fotorelacje. Pożyjemy zobaczymy.

    Drugi z moich kuzynów, który był/jest naszym guru, nie tylko zjeździł swą kolarzówką totalnie co mógł, ale i na komarku dotarł pod węgierski parlament.

    Panie Wiesławie kochany, pięćdziesiąt lat to rzeczywiście inna epoka, kompletnie inne czasy. Nie tylko ustrój i wystrój świata, ale… kto dziś odważyłby się na „podróż za jeden uśmiech”? Ja bynajmniej tęskniąc za taką p ł a s k ą choć piaszczystą, polną drogą na rower nie wsiadam – albo za stromo, albo zbyt ciasno od samochodów.

    Dziękuję za dzisiejszą rozmowę! Dzień Lepszy!

  2. MonsieurLaPadite pisze:

    Miło poczytać,bo miłe wspomnienia,ćwierć zaś wieku temu podróżowało się pociągiem przeładowanym niebożebnie i na….kciuka,na tego ostatniego było bardzo ciężko coś zaplanować,bo popularność tego środka lokomocji turystycznej wygasała w tamtych latach,ciekaw jestem,czy autostop w Polsce jeszcze istnieje ?

  3. ew pisze:

    Autostop istnieje:
    http://ecodzien.pl/2010/06/14/szlak-na-rycerzowa-oraz-o-tym-dlaczego-w-gorach-oprocz-dobrych-butow-tak-wazne-jest-odpowiednie-zabezpieczenie-tylow-czyli-wlasciwa-logistyka-powrotu/

    Ostatnio czytałam przedruk z ABC, z relacją pewnego Sławka, który w ten sposób nie tylko znalazł sposób na wakacje, ale i życie. Zaczęło się od tego, gdy zaraz po studiach ze stówką w kieszeni wyszedł na stopa, by dotrzeć za granicę, obojętnie gdzie, bo jeszcze nigdzie nie był. Po dwóch dniach trafił do Wenecji. Tam dostał olśnienia. Nagle zdał sobie sprawę, że w ten sposób może znaleźć się w każdym miejscu na świecie! Już wiedział, że będzie pracował, ale tylko po to, by natychmiast wyruszyć w podróż. Kiedy już jako nauczyciel historii usłyszał, że etat ma tymczasowo, nie krył radości.
    Od tamtego czasu kilka razy w roku jest w autostopowej podróży. Przejechał tak już całą niemal Europę, odwiedził 33 kraje, a po 31 dodatkowo podróżował autobusem. Imał się różnych prac, był przewodnikiem po piramidach w Egipcie, obserwatorem wyborów w krajach Europy Wschodniej, z brukselskich biur Parlamentu Europejskiego nadzorował elekcje w Boliwii, Tadżykistanie, Sudanie, był wreszcie archeologiem w Macedonii, we Włoszech i Anglii. Preferuje boczne drogi, mało uczęszczane trasy, niespieszne podróże. Zatrzymuje wszystko. Jechał już koparką, ciągnikiem, motorowerem, ciężarówką na kupie złomu, a ostatnio karawanem na miejscu trumny.

    Dlaczego o tym piszę? Sławek twierdzi, że najlepsza w autostopie jest nieprzewidywalność. Czasami na stopa czeka się cały dzień, czasem pierwszy dowiezie pod wskazany adres. Czasami podwożący zaprasza na nocleg do bogatego domu architektów, czasem noc spędza się w szałasie z afrykańskimi emigrantami… Dlaczego więc o tym piszę? N i e p r z e w i d y w a l n o ś ć to również eskapada rowerowa, pod którą rozmawiamy. Ale nie tylko. Powyższe zdjęcie Pana Wiesława jest na ecodniu już drugi raz, pierwszy pod moim myślakiem „Iść po margarynę, czyli trudne wybory”, bo:

    - „Chyba w życiu chodzi o to, by nie wykorzystywać skrzydeł li tylko do skakania po codzienną, zwyczajną margarynę. Jeśli już, to wyznaczyć sobie odległy o 700 km sklep. Tak prozę życia można zamienić w misterium, w przygodę, w celebrity.”
    http://ecodzien.pl/2009/06/07/isc-po-margaryne-czyli-trudne-wybory/

    PS
    Do własnej oceny pozostawiam…
    Napisałam „kto odważyłby się dziś udać w podróż za jeden uśmiech”, po czym zachęcająco opowiedziałam o Sławku. Pytany czy się nie obawia, stwierdza, że był w różnych sytuacjach, ale nigdy nie stała mu się krzywda. Natomiast napadnięty przez bandytów został pod stadionem żużlowym we własnym mieście.

  4. emil pisze:

    też czytałęm relacje o tym Sławku? może ma ktoś do niego namiary?
    river69@wp.pl

  5. emil pisze:

    też czytałęm relacje o tym Sławku? może ma ktoś do niego namiary?
    river69@wp.pl

    • ew pisze:

      Nie mam namiarów na Sławka, za to mam olbrzymi dług wdzięczności :)
      Swoim komentarzem odblokowałeś nam zwieszoną stronkę, dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>