Na żagle w Beskidy

Tak, ja wiem, to nie morze, ani tym bardziej ocean, żadna zagranica… to tylko zwyczajne jezioro, w dodatku „sztuczne”. Niemniej chciałam skromnie przypomnieć, że Beskidy to nie tylko góry, lasy i turystyczne szlaki, to również malownicze rzeki, a nawet takie oto właśnie jeziora:

Morze Żywieckie. Tresną zwane od strony żywieckiej, Pietrzykowic, torów kolejowych PKP wiodących na „koniec mapy, tam gdzie kończy się papier” – pamiętamy Beskidy moja miłość? A początek, tego na wskroś urokliwego akwenu, to druga strona masywu, który niejako mam stale za oknem. Dla  cyklistów z porządną kondycją, nic prostszego – serpentyną w górę, a potem w dół.  Niestety, nie ma tu żadnej komunikacji, zatem naszą „marynarską” przygodę, zaczynamy, od bielskiego dworca PKS, gdzie za 6 zł, zawożą nas okrężną drogą do Międzybrodzia Żywieckiego. I tak właśnie nazywamy ten akwen – Międzybrodzie.

Uczynny kierowca, zwracając się do nas per Aniołeczki, po około 40 minutach jazdy, wysadza pomiędzy przystankami, u samego podnóża Góry Żar. Ta leżąca nad Jeziorem Międzybrodzkim góra, znana jest nie tylko z lotniska szybowcowego,  Elektrowni Szczytowo Pompowej i zbiornika retencyjnego na samym jej szczycie, przewspaniałych widoków, ale i paranormalnego zjawiska, które owalne przedmioty, wylaną ciecz, ba! nawet samochody i autokary, „każe kulać się samym, pod górę”. Podobno to tylko złudzenie optyczne, ale takie, że każdego ze zdziwienia kładzie na glebę. Warto doświadczyć. My pytamy Babę i Chłopa, grzebiących na swym marchewkowym polu, jak dojść na zaporę wodną do Tresnej. Pokazują ścieżkę wiodącą do cudnego skądinąd kościoła, potem każą iść dalej kilka km drogą, ale i przestrzegają „krajem iść, bo dziś juści latają„. Ano, rzeczywiście. Cudny to widok ogromnych maszyn, które niczym wielkie, białe bociany, nie! jak pterodaktyle, majestatycznie szybują niziutko nad głowami, na tle zielonych parawanów gór, by zaraz płynnie wylądować na babinym, zlotoslanie zielonym polu:

Droga nie dłuży się. Okazuje się, że Soła jest nieprawdopodobnie malowniczą, chyba po kazimierskiej Wiśle i Bugu Pana Wiesława, jedyną tak piękną rzeką, którą znam:

Za nami Elektrownia Wodna Porąbka, przed nami Elektrownia Wodna Tresna, zbierająca wody Soły i wykorzystująca naturalny przepływ Jeziora Żywieckiego:

Pierwszy, nadbrzeżny popas, z ekwipunkiem wziętym z domu i napawanie się, graniczące wprost z ekstazą. Dowód? Proszę bardzo, prawie 300 zdjęć!

Olbrzymie, dostojne, przecudnej urody, łopoczące na wietrze „łabędzie”, na tle soczyście zielonych gór. Pływają sobie, niczym wszechobecne dziś bielutkie obłoki na niebie, po srebrzyście szklącej się, cudnie czystej, przejrzystej, górskiej a jednak lazurowej wodzie!

Popas drugi, którym jest pstrąg z frytkami i zestawem surówek, za jedyne 25 zł. Nie. To niesłychane, ale nie sztormi jeszcze. Postanawiamy płynąć. „Rejs” Piwowskiego, ale tylko we… czwórkę. Kryzys dotyka każdą dziedzinę, nawet tą, nie przeliczalną na brzęczącą monetę. Za jedyne 15 zł mamy bowiem możliwość, dopłynąć do granic administracyjnych, chyba samego Żywca. Zrobić retrospektywę z podsumowaniem – #wyraz! Jak Morze Śródziemne!  Nieprawdopodobne uczucie bujania, które wcale nie buja. To świetne:

Zatem w nagrodę popas trzeci – przesmaczna swojska kiełbaska z grilla, za drobiazg – 8 zł. No,  szczerze? Zasztormiło. Ale jakżeby inaczej? Tak cudnie, że namiot i zostać tu, najlepiej na zawsze!

Niestety, musimy wracać. Zatem ostatni rzut oka na rozlewisko tamy…

…i już w odwrocie spojrzenie na to, co za nią – w dali, po prawej, wspomniana Góra Żar, a  w dole Soła z kolorowych snów:

Idziemy na przystanek PKS wzdłuż niej, ale z jej drugiego, niż rano, brzegu:

Cudowny widok z tego mostu, na prawo i lewo:

Idziemy, tym razem nie do Międzybrodzia Żywieckiego a Czernichowa, znanego z geotermalnych źródeł, o które wydobycie na powierzchnię, słusznie walczy, razem z gminą Porąbka, bo „cudze chwalicie, swego nie znacie!”. No, my znamy, ale czy chcą znać też inni? – ew
fot. ewolny Beskidy
Zobacz również:
- Z Porąbki do Międzybrodzia Żywieckiego…- film ew

13 Responses to Na żagle w Beskidy

  1. Tomek pisze:

    W latach 80-tych jeździliśmy tam na wczasy. Trwały czasem nawet miesiąc bo tata przywoził nas a jak skończył mu się urlop to zostawiał nas i przyjeżdżał w weekendy. Firma posiadała ziemię i takie domki z trójkątnymi dachami. Fajne to były czasy smażonych w popiele kartofli i kiełbasek nad ogniskiem. Spacery wzdłuż brzegu mogły trwać godzinami a i po pięknej okolicy. Pływanie kajakiem z ojcem. Lody w Żywcu.

  2. Tips_Senior pisze:

    Złota, wstyd przyznać, ale wszystko, co wiem, a raczej, co wiedziałem o tym terenie do zapoznania się z Twoją relacją, dałoby się streścić w dwóch słowach „Ładnie tam!”. Twój reportaż udowadnia, że moja „wiedza” była prawdziwa. Tym bardziej wstyd, że nigdy nie próbowałem troszkę jej rozszerzyć.

    Tylko raz miałem kontakt osobisty z opisywanym przez Ciebie systemem hydrotechnicznym. W latach siedemdziesiątych, jako chłopaczek jeszcze miałem przyjemność towarzyszyć Ojcu (nota bene w hotelu w Bielsku-Białej) w rozmowach z przedstawicielem firmy Volvo. Budowano właśnie zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej Porąbka-Żar, co wymagało przewozu olbrzymich mas ziemi i kamienia w skrajnie trudnym, górskim terenie. W tych warunkach nie sprawdziły się nawet obiektywnie znakomite, czechosłowackie wywrotki budowlane marki „Tatra”. Dopiero szwedzkie Volvo dało radę. Był to bodaj pierwszy po wojnie wyłom w obowiązującej wówczas doktrynie zakupów sprzętu budowlanego wyłącznie w krajach RWPG. Tak to, Złota, dzięki pracom w twojej okolicy Volvo weszło na polski rynek. W tym okresie rozpoczął się regres kolei, a na naszych drogach ukształtowało się pojęcie TIR’a i powstawały pierwsze, oczywiście państwowe, przedsiębiorstwa przewozowe z prawdziwego zdarzenia. Dlatego w początkach ich działania w świadomości Polaków „TIR” to była wyłącznie duża ciężarówka marki VOLVO.

    Fajna relacja, dobre zdjęcia. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to trochę za dużo dalekich, ogólnych planów, a trochę za mało „przebitek”, zbliżeń szczegółów, które urozmaiciłyby fotoreportaż. Co nie zmienia faktu, że całość bardzo dobra, a wycieczki, jak zwykle zazdroszczę.

    Woda, żagle, góry, przyroda, inżynieria i piękne kobiety – to wszystko razem, w jeden dzień?! To musi być sen!…

  3. Ewa pisze:

    Przyjemnie obejrzeć fotki,wspomnieć fajny czas spędzony w malowniczym miejscu.Chociaż to nie morze to i tak jakże fajnie posiedzieć na kamienistym brzegu słuchając szumu fal,a w oddali te żagle… Polecam. Wyborny wypoczynek. :)

  4. Mike pisze:

    Dwa moje żywioły! – woda (czytaj: żagle) i fotografia.
    WODA
    Obejrzałem w internecie, no, jest kawał akwenu, byłoby po czym pożeglować. Ciekawe, czy to zamarza dla bojerów? Jak Złota akcentujesz – jezioro jest ,,górskie”, więc wysokie brzegi i kamieniste ,,plaże”- lepiej łódką nie dobijać, można odbić z dziurą w dnie. Wiatry kręcące jak chcą i dziko wypadające skąd im się podoba, w sposób znany tylko miejscowym.
    Pani sekretarz Urzędu Gminy w Czernichowie, która obiecała mi namiary na 2 tamtejsze kluby żeglarskie, abym mógł umówić popływanie (Złota, reflektujesz?) widać zapomniała. Ale nic to – dojdę w inny sposób.
    FOTOGRAFIE
    Jeśliś zdołała Złota z 300 zdjęć wybrać 27, to doścignęłaś standard selekcji legendarnego mistrza, Davida Octaviusa Hilla, szkockiego fotografa portrecisty z polowy XIX w. On wykonywał modelowi kilkanaście zdjęć, naświetlanych każde po kilka-kilkanaście minut, wielką skrzynią na statywie na płyty szklane, pokryte emulsją światłoczułą własnej produkcji. Po czym wybierał z serii tylko jedno, najlepsze, a resztę tłukł. Stąd Hill (czyli Wzgórek), zasłynął nie ze zdjęć dobrych, a najlepszych.
    Jesteś więc Złota na dobrej drodze. Psychiczna zdolność do kasowania zdjęć podobnych z serii kilku, a nawet całkowitych bzdetów, jest – szczególnie w fotografii cyfrowej, gdzie bezpłatnie pstryka się setki fot – podstawą samodoskonalenia. Czyli wyrabiania krytycyzmu wobec własnej twórczośći. A i pokazując galerię osobom postronnym, nie naraża się ich na trudne do zniesienia katusze oglądania chłamu z weekendu, idącego w np 800 zdjęć, i to wyrażając podziw.

    Jeśli mogę się do czegoś przyczepić, to o ile na początku serii każde zdjęcie jest indywidualne, niepodobne do pozostałych, to po koniec, choć obrazują cudną przyrodę, już wszystkie wg jednego ujęcia.
    Czyli – na początku – fascynacja obiektami i przelewaniem jej na klatkę, a pod koniec – katalog odwiedzonych miejsc. Kwestia decyzji fotografa – PO CO, W JAKIM CELU NACISKAM SPUST? CO JEST TEMATEM – OBIEKT, CZY TWOJA JEGO WIZJA?
    Co pozatem? Fajnie Złota fotografujesz, widzę nieustanny postęp. Ze swobodą tworzysz nowe ujęcia, sam bym się nimi chwalił. Nie tylko na eco. Jeśli chciałabyś coś poprawić, to unikaj horyzontu w połowie wysokości kadru. I ,,widoków ogólnych” – FRAGMENT ZAWSZE LEPSZY OD CAŁOŚCI.
    Amen.
    PS. Czuję się głupio, gdy nazywasz mnie swym nauczycielem. Jestem życzliwym Ci facetem, który, broniąc się przed spierdołowaceniem, lubi kontakt z młodszymi.

  5. Tips_Senior pisze:

    Mike, Ona ma racje, jesteś niezłym nauczycielem. Twoje uwagi są trafne, konkretne i dające się zastosować w praktyce. Piszesz systematycznie i spójnie, tak jak powinien wykładać swoją wiedzę i opinie nauczyciel.
    Ja tylko tak sobie gawędzę. Przykład – oglądając zdjęcia Złotej zwróciłem uwagę na owe horyzonty w połowie kadru, ale kilka minut później, pisząc komentarz już o tym nie pamiętałem. Za to niekontrolowanie „popłynęła” mi gawęda o historii marki Volvo w Polsce. Dlatego jeżeli się uczyć, to raczej od Ciebie.

  6. Tomek pisze:

    Wyobraziłem sobie właśnie Zlotos jako Umę Thurman z mieczem samurajskim w dłoniach a Mike’a jako owego mistrza z długą siwą brodą. Jeśli pójdziemy tym tropem to za jakiś czas uczeń przerośnie mistrza.

  7. Mike pisze:

    Nie wiem jak Zlota, ale mnie się ciśnie na usta ,,O” + przecinek na ,,K”. Z dużym wykrzyknikiem.

  8. ew pisze:

    Albo w agorowym ekoblogu, albo w ecodzienniku, już nie pamiętam gdzie, pod sagą współasa „Zapora trzech przełomów”, przytoczyłam fragment wspomnieniowej książki, kuzyna mojej koleżanki z pracy.
    Cała ich rodzina, na moją stronę masywu, „przyszła” z przesiedlenia potrzebnego, by zalewając międzybrodzkie wioski, uzyskać tę właśnie zaporę wodną. Rok 1967 i wielka tragedia ludzi.
    Ktoś mądry powiedział, że nie przesadza się starych drzew, bo o ile młodym przychodzi taka zmiana lokum łatwo, o tyle dla starszych, „porzucenie” z dziada pradziada zasiedzianej ojcowizny, to naprawdę poważny problem…

    Nie wiem jak to jest z tymi górskimi brzegami, bo przecież to tak samo „sztucznie” uzyskany akwen, jak u Was ten Przekop Wisły. Sądzę, że woda przez te dzieści lat, sama sobie ukształtowała po swojemu linię brzegową, wypłukując ziemię i zostawiając te znane skądinąd na naszych polach, wszechobecne górskie kamienie.
    Nie wiem.

    Chodziły ploty o tym, jak to po wysypaniu łódki, kogoś dziwny wir wciągał i tylko rozstawienie szeroko rąk, wsparcie ich o cembrowinę, przesunięcie ciała w bok od epicentrum leja wiru, uratowało gościa przed pewnym zatonięciem. Studnia? To jednak zalane wioski. Jeden Pan Bóg wie co jest tam na dnie. Teoretycznie nie wiem jak się w praktyce odbywa takie zalewanie…

    Zimą, (pamiętasz to samo jezioro z okna „Beskidy moja miłość”?), niejednokrotnie jadąc pociągiem do Żabnicy na narty, osobiście widziałam ślady opon, biegnące na przełaj, na skróty przez zamarznięte jezioro. Znaczy zamarza.

    No i pewnie, że chcę – wolę lato.

    Oraz, pod koniec sztormiło, czy to jest godziwe usprawiedliwienie, na nieproporcjonalną ilość zdjęć, z jednego atolu? :)

    ps.
    Jeszcze 4 usunęłam.

  9. anthem pisze:

    No rzeczywiście fotki normalne – i jaka od razu lepsza ich jakość:)
    A wiesz, że ja tam nigdy nie byłem…

  10. ew pisze:

    To jestem lepsza, bo chociaż raz byłam w Zakopcu :)

  11. Elon pisze:

    Tesknie do Polski,do naszych pieknych terenow

  12. psiząb pisze:

    Wspaniały zestaw zdjęć, a most jak w Himalajach. Pozdro!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>