We wpisie Vademecum górskiego turysty ze Skrzycznem w tle, przytoczyłam garść pomocnych uwag, z goprowskiej broszury. Niby wszystko to wiemy, ale czy zawsze wcielamy w czyn? Czasami bywa i tak, że żal zaniechać dawno zaplanowanej marszruty, stracić zaliczki za nocleg i nadziei na zdobycie wreszcie Pilska. Patrzysz w pociągu przez okno i wróżysz z fusów: opadną mgły, czy też nie?

Humory dopisują, napełniasz kubki smakowe mijanym krajobrazem, przemierzasz kilometry, wciąż w górę i w górę, zostawiasz za sobą Boraczą (854), patrzysz z oddali na stok swej żabniczańskiej polany – czas mija niepostrzeżenie:



Nawet nie zauważasz, gdy wchodzisz w tę mgłę, widzianą dotychczas w oddali:


Widzisz szlak. Oprócz niego widzisz też znicz pod drzewem, w miejscu stanowiącym dla Ciebie zbyt wielką przeszkodę… I tak dochodzisz do Lipowskiej (1324):


Nocleg masz na Rysiance (1324), skąd tylko marne dwie i pół godziny do Miziowej (1300):

Już wiesz, że pogoda może się nie utrzymać. Możesz próbować iść na Miziową jeszcze dziś, z niej przecież już tylko 45 minut, na szczyt Pilska (1557). Trzy godziny od niezdobytego:

Być tu trzeci raz i znów odejść z niczym? Inni przecież idą:

Jest dopiero piętnasta, przed dziewiętnastą już możesz schodzić… ale na nocleg, dojdziesz po dwudziestej drugiej!
Dlatego dziś koniec dla Ciebie ataku na Pilsko – góra poczeka, nigdzie się przecież nie wybiera – a Ty tak, spać.

Oczywiście rano masz więcej czasu, by wejść na szczyt, nawet przy nadal nie sprzyjającej pogodzie. Ale pytanie po co? W nieznanym sobie terenie narażać siebie i innych? Góry to przyjemność a nie wyczyn kto więcej podniesie, dlatego podejmujesz decyzję o odwrocie. Nie ma co czekać na poprawę pogody, czym wcześniej zaczniesz schodzić w dół, tym masz więcej czasu na nieprzewidywalne, które przecież przy takiej aurze może być nieuniknione. Wybierasz znaną sobie trasę do Żabnicy:

Robisz z siebie gumową lalę, która ma i tę zaletę, że nie gubisz z oczu partnera. Ostatni uścisk i idziecie:


W górach, w czasie deszczu, już w kilka godzin szlaki zamieniają się w rwące potoki, a teraz, czym więcej wycinek lasów, tym jakby te potoki większe, szersze i głębsze – nie ma bowiem co, zatrzymywać tych hektolitrów wody:


Dlatego jakże częstym jest dylemat „gdzie postawić nogę?”. I nie chodzi tu o to, by się nie zamoczyć, lecz po prostu, by zwyczajnie ze stoku nie odpaść:


Trzeci raz nie udało się zdobyć szczytu, ale co nas nie zabije to wzmocni, najważniejsze bowiem jest chyba to, że cało i zdrowo udało się zejść.
fot. ewolny Beskidy
Zobacz również:
- Atak na Pilsko (1557) dzień drugi, odwrót - film ew










Sama wiesz, że jestem oszczędny w zachwytach ale tutaj muszę się przyznać – otworzyłem szeroko oczy. Fotografie są doskonałe. Zachwyt jeszcze wzmaga panująca tam atmosfera. Klimat rodem z jakiejś baśni albo fantasy.
czuje się obecna tam ciszę (przed burzą) i wilgotne powietrze. Niewyraźne drzewa w tle i ludzie jak duchy. I nawet żal, że trzeba zrezygnować ze zdobywania. Nic to góra przyjdzie do ciebie w swoim czasie.
Chodzisz po górach więc wiesz, że żadna fotografia, żaden film nie odda tej pełni wrażeń, którą tam się przeżywa. Mówisz, że widzisz mnie tu szczęśliwą… To prawda. Góry tak działają – dodają wigoru, energii, radości, każda wyprawa to jak dla narkomana kolejna działka, i zrobi wszystko by ją mieć.
Dzięki Tomasz. Szkoda tego nieodbytego spotkania na górze, przy browarku, bo przecież… „życie spływa nam jak szron z kufla”.
pzdr
Pogoda zmienną jest
ale może i dobrze. Trasa jest naprawdę fajna, i nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrać się tam raz jeszcze.
Może i zdjęcia nie oddają całej prawdy o górach, ale dziś w kilku odnalazłam ich klimat:)
Nie byłam w Beskidzie całe lata, bo szwendam się ostatnio głównie po Sudetach, czasem Bieszczadach i – zatęskniłam;
zwłaszcza za taką aurą mgielną, która kojarzy mi się z podejściem – też nie sfinalizowanym – na Wielką Rawkę, też z powodu mgły.
Pozdrawiam z Wrocławia;)
Ikroopko, nie pozostaje zatem nic innego jak nadrobić. Gwarantuję silne emocje – nie poznasz Beskidów:
http://ecodzien.pl/2009/08/20/barania-czyli-beskidzkie-lasy-umieraja/
Pozdrawiam!
Ano już jutro zobaczymy czy do trzech razy sztuka, a za czwartym prawda…
Życzę, żeby tym razem się powiodło, ale jeśli tak się nie stanie, to nie jest to powód do zmartwienia. Za często patrzy się na górskie wedrowki jak na wyczyny sportowe. Zapomina się, że ma to być mistyczne połączenie z naturą, gdzie wszystko co się widzi i czuje, łączy się w jedno doznanie. Zamiast walczyć z Pilskiem chyba lepiej sie z nim zaprzyjaźnić i tego Wam życzę.
Jestem przekonany, że tym razem zdobędziesz Pilsko. Życzę ładnej pogody. Trzymam palce.
Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Nie dziękuję Wam.
http://pogoda.korbielow.info/
YES! Mamy go! I to w deszczu – czyste szaleństwo.
http://ecodzien.pl/2010/07/30/pilsko-1557-m-npm-spojrzenie-czwarte/
JJ, przyjacielu z Bractwa Obiecanej Róży, czy nie powinniśmy się zastanowić, nad tym, że tak ludzie od Psiego Zęba zeszli, może trza nogi za pas brać?