Rozsadza mnie wiedza, którą chcę się podzielić. I dlatego ten mały przerywnik w Wystawie Pana Wiesława. Otóż:
jestem
gdy patrzycie na mnie
jestem
kiedy na mnie nie patrzycie
jestem zawsze
czy patrzycie czy nie
jestem
i patrzę na Was

Górki a w nie: „Kocham siebie takim jakim jestem” Hubertusa von Schoenebeck’a. Okazuje się, że najgorszą rzeczą jaką możemy komuś zrobić to próbować go… wychowywać! „Nie wolno”, „jak mogłeś”, „przestań ludzie patrzą”, „co sobie o tobie pomyślą”, „uspokój się” spychane w głąb jaźni lecz nadal obecne. I najgorsze jest to, że świetnie przed nami skryte drąży i blokuje. Pamiętamy pozytywy lecz negatywy przecież wciąż tkwią i czynią spustoszenie.
Chyba odkryłam do spalenia karteczkę. Wychowana w poczuciu musu bycia grzeczną, porządną, dokładną, sumienną, obowiązkową – do zrzygania purystka nie sprawiająca najbliższym kłopotów. Wbrew mnie! Dlaczego nie można sprawiać kłopotu, gdy ten kłopot sprawiają wszyscy? Jeśli ktoś zna komediowy sitcom „Co ludzie powiedzą”, to wystarczy – my name is Bukietowa! To wszystko zalety, ale i wspaniale zakamuflowane blokady. Przy okazji dzięki nim, nie pozwala się dorosnąć swoim dzieciom, przekazując tą podstępną pałeczkę dalej. A one to skrzętnie wykorzystują… Stąd krok tylko do bycia ofiarą, koniem pociągowym, perszeronem kochającym psią miłością. Mogą kopać na prawo i lewo a i tak się zaaportuje.
I tylko w chwilach prawdziwej euforii: kochania z partnerem, tulenia dziecka, łażenia po górach, obcowania ze zwierzętami, z pięknem lub sztuką i… zabaw Tadem lub No!Astrodamusem, potrafimy być tak naprawdę prawdziwym sobą. Reszta jest sztucznie wpojona więc te przyciasne ramy gniotą, obdzierają, męczą, frustrują, duszą, toczą.
Nic nie dzieje się bez przyczyny i każda sytuacja w naszym życiu ma wytłumaczalny sens. Dojrzewam, by dostrzec parafrazę tytułu Fred mnie nie lubi, czyli tożsamość skwarka – nie kocham siebie, bo to nie ja – ew









Wiesz Ew, żal mi Cię, że tak Cię wychowywali, ale przynajmniej wyszłaś na ludzi.Mnie nikt nie wychowywał, tylko odrazu mnie karali (prali). Dopiero z ksiązek, przeważnie awanturniczych dowiedziałem się jak należy się zachowywać.
Pani Ew
Po przeczytaniu pani artykulu,TO JA PUJDE DO MAMY I POWIEM JEJ ZE CHO,CHO!!!!!
Tadziu Wymiono
U mnie przebiegało to niezauważalnie, bezśladowo, bezboleśnie. Ewa może powiedzieć jaka jestem w znanym sobie środowisku, a jaka przy obcych, jak ją instruuję i pouczam, a jaki luzak i wariat w pracy.
Jak czytałam Tożsamość Skwarka pomyślałam „mądrości alpejskie, bo przecież jak dotrzeć do tych błędnych przekonań?”. Okazuje się, że można. Do dziś 80 letni tata traktuje mnie jak smarkulę…
No i za CHO, CHO dziękuję.