Są takie miejsca na ziemi, o których się marzy i śni, gdzie wszystko jest jakby nierealne, harmonijne, z dala od zgiełku, stresu, smrodu, brudu i wojen …


Isla Contoy, na Morzu Karaibskim w pobliżu Jukatanu, jest jedną z dwudziestu takich wysp na świecie. To Park Narodowy pod ścisłą ochroną i nawet wstęp na nią jest limitowany do 200 osób dziennie – chodzi o to, aby nie zadeptać z miłości tej dziewiczej flory i fauny.


Na wyspę można dostać się małym stateczkiem z portu w Cancun. Dwie godziny drogi z przerwą na snorkeling, z którego ja niestety nie skorzystałem.


Lecz w tym czasie byłem świadkiem jak członek ekipy meksykańskiej rozprawiał się z wielkim połaciem serioli, którą przyprawiał nam, turystom na lunch. I jak mi powiedział „robi to w taki sam sposób jak Majowie czynili to setki lat temu”. Po czym nabrał wody z morza, chlusnął na tę rybę, rozciął na dwa płaty, wyrzucił do morza co niepotrzebne, poćwiartował, chlusnął jeszcze raz z jakiegoś brudnego wiadra morską wodą i było gotowe na grilla. Acha! Posypał tę rybę jeszcze jakimiś przyprawami.

Na wyspie są naprawdę rajskie pejzaże, dziewicza roślinność i fauna. Jest tam dużo morskich gatunków ptaków – ok.150 odmian.



Jednak największe wrażenie wywarła na mnie wielka ryba ok.50 cm, która podpływała na odległość jednego metra, aby uskubać trochę jej ulubionych wodorostów, nie zaprzątając sobie zbytnio swojej rybiej głowy obecnością ludzkiego gatunku.
Były i krabiki pustelniki, które charakteryzują się tym, że nie budują same pancerza lecz kryją się w muszli innych skorupiaków. Śmiesznie to wygląda, ponieważ widzisz takiego kraba i ma on na sobie taką dziwnie do niego nie pasującą muszelkę, np po jakimś ślimaczku.


Oczywiście, że są również wszędobylskie iguany.


Takie spotkanie z naturą sprawia, że nawet człowiek chce być jej nierozerwalną częścią…



…co widać było doskonale na przykładzie tej hiszpańskiej turystki, która bez pruderii człapie sobie beztrosko po przeźroczystych wodach Morza Karaibskiego. Jak dobrze jest wiedzieć, że są jeszcze takie miejsca…

fot. MonsieurLaPadite Isla Contoy









Koniecznie zmodyfikować statyczne strony… Tak jak u cama nieadekwatna jest tylko Grafika, bo przecież jest tuzem w popularnonaukowych artykułach, tak u Ciebie sama Liryka.
Jesteś mistrzem fotoreportaży nasz globtroterze.
Wspaniałe miejsce, wspaniałe zdjęcia, wspaniała flora, fauna, aura… jeśli Pawła rozwalają Beskidy, to mnie te egzotyczne zakątki. Zazdroszczę! Jednocześnie ciesząc się, że chcesz się z nami dzielić tym co zobaczysz.
Na koniec, ogromnie mi się podoba fraza o hiszpańskiej topless turystce i dopisek „Jak dobrze jest wiedzieć, że są jeszcze takie miejsca… ” gdzie człapią sobie roznegliżowane kobiety.
Pozdrawiam Was!
Piekne miejsce i ta woda przejrzysto-turkusowa, ale miejscem z moich marzen, do ktorego wzdycham z utesknieniem jest Kanada i nie o miastach tu mysle, tylko o tym co jeszcze naturalne, niezabudowne … chociaz sa dwa miasta ktore chciala bym zobaczyc: Vancouver i Montreal
Tak świat nam zmalał, że wszystko jest już możliwe – wczoraj nieoczekiwanie spotkałyśmy się z Diną przed jej wyjazdem na lotnisko na dworcu. A dziś proszę, już via net, ja stąd, ona z Wyspy…
A jeśli chodzi o wyspy, to mogłabym mieszkać na takiej jak Isla Contoy. Niemniej w ubraniu, by nie okradać się z tego co najlepsze, by nie spowszedniał erotyzm i wspólna intymność.
Jednak wymarzonym miejscem są dla mnie Włochy, a jeśli chodzi o Kanadę, to od pewnego czasu Ville de Quebec – miasto Celine Dion:
http://ecodzien.pl/2010/01/16/z-wizyta-u-celine-dion/
W istocie… rajski zakątek o którym ja mogę tylko pomarzyć.
Fajnie że chociaż wirtualnie mogę pobyć na tej pięknej wyspie.
Patrząc na osobnika który sprawia rybę aż się ślinię,
i nie ważne że płucze to jakąś tam wodą z być może brudnego wiadra.
Dla ostudzenia emocji komentarz Pawła:
- „To co napisałem to tak mocno siedziało mi w głowie, że dopiero po przelaniu tego na ekran osiągnąłem spokój”.
Spod wpisu „Beskidy – góry moje, czyli przeżyłem uniesienie ponad małości wszelkie”: http://ecodzien.pl/2010/09/02/beskidy-gory-moje-czyli-przezylem-uniesienie-ponad-malosci-wszelkie/#comment-10306
Ewa, lista tych co sobie mogą o tak egzotycznych jak Monsieur wyjazdach tylko pomarzyć jest naprawdę długa.
Ale czy nasz wczorajszy Żywiec był zły??!
Absolutnie…
Uważam że to ladne stare miasto , a ten park to swego rodzaju perełka
Miejsce z pewnościa piękne – tropikalny masaż dla ciała i duszy. Aż się chce zostać Robinsonem Crusoe ( ale tylko pod warunkiem , że wśród palm będzie się pląsac jakaś Piętaszka w toplesie) Po prostu żyć nie umierać – owoce morza same wchodzą na stół – wystarczy – jak widać na jednym ze zdjęć – zdzielić takie pływające sushi maczetą…
a potem poleżeć pod palmą rozmyślając nad urokami życia.
No i tak, no women no cry, ja wiem, że Bob to Jamajka, o której zresztą już pisał Monsieur: http://ecodzien.pl/2010/02/12/jamajka-bobby-ganja-i-reggae/
Ale jakoś…
Bo zawsze jest chyba tak, że temu czego nie możemy mieć, żeby się nie zadręczać, wmawiamy nielubienie i niechcenie.
Jedziemy – Could You Be Love:
Pokażcie mi testament Adama!
Ew,tylko na twoim blogu ten reportaż z wyspy ożywa i nabiera innego wymiaru;bardziej realnego,dzięki również za komplement ,odwdzięczam się pięknym za nadobne:ty potrafisz ze zręcznością mistrza tak poustawiać ten materiał zdjęciowy i tekst,posegregować,rozparcelować tekst i zdjęcia,że to wszystko staje się dynamiczne.Jestem zachwycony tym reportażem,starając się nie popaść w narcyzm.Gratuluję talentu !!!
Ewa:ja zjadłem, to znaczy spróbowałem,skosztowałem kawałek serioli upieczonej na grillu,ponieważ powiedziałem sobie-wmówiłem,że ogień oczyszcza,ale jak sobie przypomniałem,że ta woda (do płukania) dla tych morskich istot jest ich mieszkaniem z wszystkimi wygodami z ubikacją włącznie,to skoncentrowałem się na ryżu,sałacie i sosach meksykańskich,nachos !!! są takie pyszne i nie trzeba ich płukać ,bo są chrupiące.
Psizębie: być może cam posiada jakąś wersję testamentu Adama,ale on zazdrośnie hołubi takie rarytasy w swojej jaskini wiedzy.
Jak dobrze jest wiedzieć,że są jeszcze tacy mili ludzie,jak Ci na ecoblogu
Jak Ci na ECODNIU a nie na ecoblogu ,rozumieć ma się samo przez się !!!
Nie mam „Pokażcie mi testament Adama”, ale jak Monsieur jeszcze trochę pokręci się po świecie – spokojnie będzie można dopisac kolejny tom