Jak w tytule, korzystając z prawdziwej złotej, polskiej… zabieramy pieska w teczkę i jedziemy na wycieczkę. Bo Klimczok (1117) leżący w Beskidzie Śląskim to kolejna (wg wzrostu) górka po Koziej, Dębowcu i Szyndzielni, którą nie tylko bielszczanie wykorzystają jako cel niezbyt wyczerpujących wycieczek.

Widok z Klimczoka, w tle jego schronisko:



Na górę Szyndzielni (1028) w stronę słońca, wwiozła nas kolejka, z której widoki na bosko pomarszczony zielonkawy dywan, porozsypywane w dole białe kosteczki domów, romantyczną wstęgę smogu oraz coraz dalej i coraz mniejsze, znikające zarysy trudów dnia codziennego..


Refleksje? Okazuje się, że na próżno w beskidzkich lasach szukać purpurowej jesieni Monsieura - naszym liściastym talarkom jednak zdecydowanie bliżej do szczerego złota niż czerwonej miedzi. Również niestety na próżno, dokonywać ze szczytu Klimczoka dalekich obserwacji – niebo zostawmy lotnikom. Za to nieoczekiwanie łatwiej jest tu o… gustowne obozowisko – dwa styropianowe, mysią popielą malnięte łóżka, takież ławeczki, stoliczek, wrzosowy skalniaczek i sztuczny kwieć – a wszystko to z widokiem na przepastną dal… Zaległam i uwierzcie, każdy z Was natychmiast śpi.

Okazuje się, że łatwiej tu również o wrzosy zasadzone w skalniaku ludzką ręką, niż nawet skąpo rosnący dziki kwiat. Fiolet wypatrzony w jednym jedynym, maleńkim poletku borowin jest tak rachityczny, że niewidoczny nawet na zdjęciu! ![]()


W to złoto, w te brązy i żółcienie, świetnie wtopiona nasza towarzyszka Kaja, przechrzczona przez maleńką, może trzyletnią dziewczynkę na Piesek.


Bo sporo ( jakby stale więcej) jest na szlakach maleńkich dzieci, nie tylko w coraz wymyślniejszych nosidełkach, ale i maszerujących z maleńkiego, trekkingowego buta lub cisnących na niewiele większych górskich rowerkach – serce rośnie na myśl o wykluwającym się nowym pokoleniu (niekoniecznie śnieżnych), pazernych na aktywne życie Panter, na widok tak spędzających czas młodych rodzin, na widok tak polegujących na stokach zakochanych… Ech, szlakiem na Błatnią dochodzimy do rezerwatu buczyny.




Oprócz takich wyjątków jak ta zgrabna buczynowa aleja, nasze lasy są jakby rozczochrane, nieuczesane, potargane przez wiatr niczym włosy dziewczyny wychodzącej z siana. Wracamy – znowu udało się dotknąć słonka i chmur…
I może jeszcze tylko na koniec – pamiątkowy wagonik starej kolejki:

fot. ewolny Beskidy










A więc, to tutaj się ukrywałaś? A ja Cię wypatrywałem bardziej na południe. Pozdrawiam!
Tak tu, 1580 kilometrów od Moskwy, plus wyjazd kolejką w górę na 1028 m n.p.n. i jeszcze z Szyndzielni, jakaś marna godzinka w stronę Klimczoka. Trzeba byłoby to jakoś policzyć.
Pozdrawiam Cię słonecznie!
Cudownie tak maszerować , i nie ważne ile godzin.
Idziesz i patrzysz i patrzysz…
Pozdrawiam
Znowu poszlam z Toba tam, chociaz tylko wirtualnie, ale zawsze z ogromna przyjemnoscia patrze na Twoje zdjecia. Pozdrawiam niedzielnie z zatloczonego Londynu
Ps. Ja niedlugo napisze o wycieczce do ZOO.
Dina wie jak chodzić ze mną wirtualnie, bo byłyśmy już w realu razem na Straconce.
A my chcemy z Diną do ZOO! Chcemy zobaczyć zagraniczne ZOO.
No proszę! a ja w tym samym czasie łazikowałem po drugiej stronie Szyndzielni w Dolinie Wapienicy. Trochę szlakiem, trochę tak gdzie oczy poniosły w stronę Błatniej. Pogoda dopisywała idealnie. I faktycznie dużo tam złota, a mało czerwieni. pozdrawiam piechurki