Na wstępie proszę o powściągnięcie prześmiewczej ironii, tych co znad urokliwej Motławy lub Bugu, szerokiej Odry, Wisły i Delaware, czy wreszcie św. Wawrzyńca – oto nasza bielska rzeka Biała, bo każdy przecież ma swoją Rospudę.
Dziś krótki jej odcinek, ale najlepiej mi znany, gdyż penetrowany niezmiennie od lat. Przede wszystkim pieszy most w Białej, na Białej, którym codziennie wracam z pracy – moment ulubiony:

A pod nim, całoroczne koleżanki kaczki, za którymi po lewej, wyłaniający się most kolejowy…


…czyli żelazna droga w daleki świat, relacji Katowice- Żylina:



A po prawej? Most drogowy, który również codziennie przekraczam, z tym, że rano – w drodze do pracy – niestety, nie rowerem:


A za nim, zaraz za mini Niagarą, czyli wodospadem, który jest zarazem naszym miernikiem stanu wód, nie tylko Park Włókniarzy (sic!) z pomnikiem Adama Mickiewicza, ale i chyba najsympatyczniejsze skromne kładki:





fot. ewolny rz. Biała Bielsko-Biała










Rzeka Biała… Wygląda na pozór niewinnie, wije się pełna wdzięku wśród płaczących wierzb, co jakiś czas łagodnym wodospadem spadając w dół, ale wciąż pamietam Białą z niedawnej powodzi, kiedy mialo się wrażenie, że chce zabrac ze sobą całe miasto do morza. Rzeki są jak ludzie. Niby wciąż te same a za każdym razem inne. I tak samo jak nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki – nie da się również spotkać drugi raz tej samej osoby..
Piękny i słoneczny dzień mieli Wszyscy Święci w BB
Jest w Tobie, Złota, ssanie do sztuki foto. Masz talent, więc pracuj. Szukasz, czasem znajdujesz, czasem błądzisz – normalka.
Wg starożytnych Chińczyków, czy – jak ich nazywają Rosjanie – Kitajców, nawet najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku. Ten masz za sobą, teraz pora na kolejny, a nawet dwa. Czyli drugi – kadrowanie, oraz trzeci, związany z drugim – teleobiektyw.
Kadrowanie, a więc eliminacja z kadru jak najwięcej się da, co nie związane bezpośrednio z tematem głównym. I tak, np w zdjęciu drugim wyciąłbym jasną, nieczytelną górę a foto trzecie wykasował wogóle, bo nic nie mówi wiecej niż wykadrowane drugie.
Na czwartym pozostawiłbym tylko ćwiartkę lewy dół, ona do mnie mocno przemawia, reszta out, tylko rozwadnia. Itd, itp.
Z kadrowaniem – jak wyszło wyżej – jest związana selekcja zdjęć. Zasada jest prosta i brutalna – wybieram z danego ujęcia najlepsze – reszta do kasacji. Nie uwierzysz, jak bardzo wzrasta poprzez ten bolesny ruch jakość zdjęć.
Nie bawiąc się w programy do obróbki zdjęć, kadruje sie w momencie pstrykania, później już nic nie można poprawić. A nawet korzystając z tych programów, trzeba powiększać wycinek kadru, co obniża jakość. Więc nigdy nie odkładać myślenia na później.
Teleobiektyw – łatwo mi mówić, ale on bardzo pomaga kadrować już w chwili pstryku. To cecha dodatkowa – główną jest otwarcie zupełnie nowych obszarów.
Teleobiektywy, a raczej obiektywy zmiennoogniskowe są już w telefonach komórkowych – być może taki masz?
Ta rzeka mnie zawsze interesowała. Patrząc na nią od wschodu wygląda jak wielka rzeka, zwana Białą, natomiast rzucając okiem na nią od zachodu, przeistacza się w rzeczkę i zmienia swą nazwę w Białkę. Zaczarowana rzeka, zaczarowane miasto, zaczarowany blog.
Skrzyczne z Równicy. Dziś.
http://i795.photobucket.com/albums/yy234/kazir5/skrzyczne.jpg
Jak jest spiętrzony poziom wody (wiadomo góry), to pod tym mostem drogowym ze znaczkiem roweru ledwo się ona mieści. A bardziej w stronę centrum już masakra, zawsze Sferę zalewa, bo do Białej dobija jeszcze Niwka. Zakończyłeś Chris filozoficznie, musi Cezika dziś nie słuchasz.
Nie wiem Psi Zębie, w którym miejscu jest ta zaczarowana granica między Białą a Białką, wiem, że wszyscy i tak nazywamy rzekę Białka, tylko ja, na potrzeby tego zaczarowanego przez nas bloga, użyłam nazwy urzędowej.
Mike, powinieneś mnie pochwalić, bo już prawie jak Wzgórek jadę i po 300 zdjęć nie robię! Kadruję okiem i Gimpem, ale… nadal się uczę, dodatkowo mocując ze sprzętem. Mam nowy aparacik, którego do końca jeszcze nie rozumiem.
Tu to samo ujęcie wodospadu, tylko wieczorem:
Skoro o Wzgórku mowa (dla uniknięcia dwuznaczności – Davidzie Octaviusie Hlllu, czyli Wzgórku – XIX wiecznym klasyku fotografii), to znaczy że zapomniałem o swym dawnym, podobnym wpisie. Cóż, pierdołowacieję widać.
Pierwsze zdjęcie zdecydowanie ulubione. Jestem dzieckiem, idę ze szkoły zmęczona, wygłupiam się po drodze z koleżankami. I już- tuż tuż- biały domek, mój , a w nim ciepły krupnik. I pytanie mamy- Co dzisiaj robiliście w szkole?