Rider_Lukas
Dziś kontrowersyjny temat, który niemniej decyduję się wrzucić, by uzmysłowić tym, którzy sobie z tego jeszcze nie zdają sprawy, że chyba prawdziwą przyczyną wszystkich naszych problemów jest nieumiejętność podejmowania jakiegokolwiek dialogu. Nieumiejętność przeprowadzania jakichkolwiek rozmów lub zrywanie tychże, przed dojściem do jakiegokolwiek consensusu i porozumienia, choćby typu „sprawa odwieszona na hak, do kiedyś.”
A przecież już Nathaniel Branden mówił, że aby stać się widzialnym, nie trzeba zgadzać się z kimś bezkrytycznie. Możemy wdać się w akademicką dyskusję i mieć w niej odrębne punkty widzenia, ale jeżeli tylko wykazujemy próby zrozumienia tego co mówi rozmówca, to nawet tkwiąc w sporze możemy czuć się ze sobą dobrze, bo będziemy dla siebie widzialni. Bo kiedy czujemy się widzialni, czujemy, że istniejemy w tej samej rzeczywistości, w tym samym świecie, na tych samych prawach. Kiedy tak nie jest, czujemy jakbyśmy tkwili w dwóch różnych światach – w tym lepszym i w tym gorszym. Jeżeli nie odczuwamy, że istniejemy w tej samej rzeczywistości, nie możemy się porozumieć jakbyśmy chcieli.
Dużo by mówić, ale każdy z nas wie, że to sztuka konwersacji otwiera zamknięte drzwi a nie szturm na nie. Dlatego przed nami list Rider_Lukas’a, który mając odwagę z nami na temat skądinąd barbarzyńskiego crossu polemizować, który mając w ogóle odwagę przyznać się, że to robi, nie tylko udowadnia, jak ważnym w życiu jest mieć cywilną odwagę, ale który przede wszystkim pokazuje, że ma jej wielkie pokłady… I właśnie w ten sposób, proszę, spójrzmy na tę historię – ew
Powiem Ci, że coś się musi w naszym kraju zmienić, tzn. coś się musi zacząć dziać w związku z naszą sprawą. Przyznam się, że na szlakach jestem już bardzo rzadko, niekiedy jednak ulegam namowom grupy, ale nie czerpię z tego pełnej przyjemności… Widząc Was wszystkich takich złych, no po prostu też mi się to nie uśmiecha.
Ostatnio właśnie, jak mogłem pojeździć – była piękna pogoda, to szlaki były okupowane przez turystów. Miałem sytuację, że na drodze, w bardzo nieprzyjaznym miejscu była grupa 14 turystów, jako że jechałem pierwszy postanowiłem się zatrzymać, zgasiłem silnik – oczywiście mi się zebrało od razu, ale powiedziałem im wprost, że nie chcę ryzykować ich zdrowia, niech sobie przejdą bezpiecznie i będzie po problemie, nie szukam kłopotów – przeprosiłem. Po pewnym czasie jednak wywiązała się między nami bardzo miła rozmowa. Byli to turyści ze Śląska, których trochę zdziwiła moja reakcja, zachowanie. Mówią, że ich to denerwuje – chociaż niekiedy jak jeden motor przejedzie, to jeszcze ujdzie, po części nas zrozumieli. Jak wypowiadałem się na forum – te kilka miesięcy temu, ja naprawdę pragnę consensusu. Ci ludzie też chcą go osiągnąć, jednak przyznaliśmy sobie rację, w jednej kwestii – coś trzeba z tym zrobić. Nie chodzi o rozwiązanie typu – nas wystrzelać i po problemie. Tylko nasza gmina niech wybuduje nam tor – to wiele zmieni. A nie jest to droga inwestycja, wystarczy, że odstąpią kilka hektarów ziemi, dadzą zgodę na budowę i niech to nawet będzie płatne. Chętnie zapłacę te 20 zł za karnet na weekend i wyjeżdżę się maksymalnie.
A co u Ciebie? Czy miałaś jakieś niemiłe spotkania z moimi „kolegami”? Użyłem „” ponieważ, nie popieram kolegów, którzy czerpią satysfakcję z potyczek z turystami. A może jakieś milsze wspomnienia?
No cóż, tak czy siak – pozdrawiam. I naprawdę przepraszam za parszywych „kolegów” …
![]()
Zniszczenia po wyrębie i drogi stworzone w środku lasu przez drwali:

My też jesteśmy ludźmi:

fot. Rider_Lukas










Tak patrzę na ten urywek wypowiedzi Lukasa „na szlakach jestem już bardzo rzadko, niekiedy jednak ulegam namowom grupy, ale nie czerpię z tego pełnej przyjemności… ” mając w pamięci opis profilu jednej znajomej:
- „Jeśli w swoich poszukiwaniach pobłądzę i wpadnę w ślepą uliczkę, zawrócę i poszukam innej drogi. Jeśli natomiast wpakuje mnie tam grupa i jakiś guru, to ich presja zmusi mnie do trwania w głupocie. Dlatego za nikim nie podążam”
I coś w tym jest… Bo kelner tylko SIEBIE nie oszuka. Więc chyba ważne jest to, co w NASZEJ duszy gra, chyba warto mieć SWOJE zdanie i sięgać po nie do swojego JA.
Pozdrawiam Lukas.
W sensie prawnym odpowiedzialność zbiorowa nie istnieje, w obyczajowym i emocjonalnym – tak. Czy trudno się temu dziwić w sytuacji, gdy Lukas jesteś wśród motocyklistów chwalebnym wyjątkiem? Żeby uściślić, dodajmy – polskich motocyklistów.
Bo w przeciwieństwie do nich, jeśli, nawet na polskich drogach, widzę kolumnę motocyklową jadącą grzecznie „60″, gdzie jest znak „60″, to wiem, że to Skandynawowie, albo Niemcy, w każdym razie naród cywilizowany. Polaków w takim porządku nie widziałem nigdy, choc rocznie po drogach pokonuję po 100 tys.km.
Ale, Lukas, nie ma powodu do kompleksów. W gruncie rzeczy nie chodzi o motocykiel, ale jeszcze jedną, wśród wielu, formę wyładowania chamskiej agresji, pogardy dla bliźniego i środowiska. Zwierzęcego instynktu ucieczki i pogoni, tak dominującego na polskich drogach. To nie jest właściwe w sposób szczególny sportowi motocyklowemu, a wogóle dość licznym ludziom o określonym poziomie ucywilizowania i kompleksów. Którzy – obok motocykla – uwielbiają terroryzować przechodniów np groźnym psem morderczej rasy bez kagańca, puszczonym wolno.
Grube miejskie karki, albo wiejskie parobki.
Mike, o ile polski motocyklista prujący samotnie pewnie i przekracza dozwoloną prędkość (co widać potem w postaci przydrożnych krzyży i zniczy), o tyle gdy tylko znajdzie się on w kolumnie, zaczyna podlegać zbiorowej odpowiedzialności nastrajającej go pozytywnie i oto nagle sunie z całym dostojeństwem powolną kawalkadą.
Przynajmniej przez B-B w drodze na Szczyrk tak dają harley’e.