Więcej rzeczy jest osiąganych przez modlitwę niż świat jest w stanie wymarzyć – Alfred, Lord Tennyson.
Niektórzy z nas wiedzą, że się modlą. Inni myślą, że nie – ponieważ nie padają na kolana rano i wieczorem. Ale przecież siedzą całą noc przy chorym dziecku, robią zakupy dla starszych rodziców, borykają się trudnym życiem z alkoholikiem, wspierają marzenia tych, których kochają, swą ciężką pracą lub pomocą przy ich dzieciach. Pomagają przyjacielowi w rozpaczy, towarzyszą przyjaciółce w radości, troszczą się o swoje ciało i duszę. To też jest modlitwa.
Bez względu na to, czy zdajemy sobie sprawę czy nie – to modlimy się każdym oddechem, uderzeniem serca, uśmiechem. Modlimy się pragnieniem, oczekiwaniem, tęsknotą, głodem, wzrokiem, żalem. Modlimy rozczarowaniem, zniechęceniem, desperacją, niewiarą. Modlimy się złością, wściekłością, zazdrością. Modlimy przyjemnością, zadowoleniem, szczęściem, radością, uniesieniem. Modlimy wdzięcznością, uznaniem, docenieniem, akceptacją, ulgą. Modlimy się, kiedy pocieszamy, kiedy wspieramy. Modlimy, kiedy się śmiejemy i kiedy płaczemy. Modlimy się, kiedy pracujemy i kiedy bawimy. Modlimy się, kiedy kochamy ukochanego partnera i kiedy przygotowujemy komuś posiłek.
Modlitwą jest choroba. Modlitwą jest nasze życie. Modlitwa to dzieło sztuki, namalowana mandala, zapalona świeczka, napisana książka, wiersz lub utwór muzyczny.
Tak czy inaczej ciągle się modlimy. To jak żyjemy, celebrujemy, szanujemy jest modlitwą. Po prostu jedne modlitwy są lepsze od innych, a świadome modlitwy są najlepsze, bo świadome życie jest najpiękniejsze… Inspiracją tych pięknych rozważań, są luźne zapiski od rozmodlonej Helenki, która jest już 3 lata po operacji onkologicznej i wszystko OK!
Ale oto kolega napisał „Oburzający eksperyment: za tych się modlimy, żeby udowodnić, że modlitwa pomaga, a więc Bóg czuwa, a za tamtych, to się nie modlimy, żeby to samo udowodnić i dla dobra eksperymentu niech ich skręcą powikłania. To mógł tylko katolik wymyślić. Jarek – ateista”. A ja chciałam tylko zaznaczyć, że nauka rządzi się swoimi prawami. Tam, by coś stwierdzić na pewno, potrzebne jest szkiełko, oko, linijka, suwmiarka i liczby. Cynizm? Nie cynizm tylko potwierdzenie tezy. Moc podświadomości, możliwości ludzkiego mózgu – przecież ci chorzy nie wiedzieli, że biorą udział w eksperymencie, nie wierzyli w moc modlitwy, bo zwyczajnie nie mieli o niej pojęcia. To się działo poza nimi, nad nimi. Więc? Nigdy nie zaszkodzi a może pomóc – szczególnie gdy zawodzą sprawdzone metody..
Tym bardziej, że większość tradycji religijnych od dawna utrzymuje, że modlitwa zawiera potencjalną siłę leczniczą. Jednak medycyna naukowa nigdy nie uważała wiary w modlitwę za coś innego niż zabobon, do czasu gdy pojawili się badacze modlitwy…
Ci naukowcy – kliniści przedkładają nam znaczące dowody na to, że umysł nie jest strukturą wyłącznie umiejscowioną i może wpływać na materię w sposób decydujący – sposób, który może być dla osoby chorej, kwestią życia lub śmierci – dr Larry Dossey.
A konkluzją raportu przedstawionego podczas kongresu kardiologów (Dallas na początku lat 90) było zdanie – Pacjenci chorzy na serce szybciej wracają do zdrowia, jeśli inni się za nich modlą. Zaprezentowane przez lekarzy wyniki nowych eksperymentów, zdaniem wielu naukowców, graniczą z czarną magią, szarlatanerią lub łagodniej, to dowód wiary a nie przypadek medyczny. Poruszenie lekarzy było ogromne, zważywszy, że pamiętali dokładnie treść raportu sprzed 13 lat dr Randy Byrda, kardiologa, profesora Uniwersytetu Kalifornijskiego, który podczas seminarium naukowego w Miami, przedstawił wyniki swych badań prowadzonych w szpitalu w San Francisco. Badania te miały miano Naukowej oceny działania Pana Boga.
W testowanej grupie było 192 pacjentów, w zespole kontrolnym 210. Obserwowani byli przez jeden rok nie wiedząc o prowadzonym eksperymencie. Dr Byrd, praktykujący katolik, polecił obcym osobom w różnych miastach Stanów Zjednoczonych modlić się o zdrowie tych chorych, których nazwiska im podał. Grupy modlitewne wyposażone w imiona, krótkie info o ich stanie zdrowia, były proszone o codzienne modlitwy – bez wytycznych jak się modlić. Za każdego chorego biorącego udział w badaniach modliło się 5 – 7 osób. Badanie było przeprowadzone zgodnie z najsurowszymi kryteriami stosowanymi w badaniach klinicznych, co oznacza, że: było losowe, prospektywne, podwójnie ślepe – w którym ani pacjenci, ani personel nie wiedzieli, do jakiej grupy, który chory należy.
Zatem rygorystycznie kontrolowane badania kliniczne wykazały, że modlitwa może być skuteczną siłą w procesie leczenia, albowiem wyniki badań zaskakiwały – pacjentów, za których się modlono omijały poważne komplikacje pooperacyjne i różnili się oni od pozostałych w wielu zakresach. Eksperyment dokładniej opisano w Medical Tribune.










Nie wiedziałem, że jestem taki pobożny i że tak często się modlę. Wzruszyłaś mnie do łez, EW.
Do łez pewnie ze śmiechu..
A mnie się bardzo podoba takie spojrzenie na sprawę, że to nasze codzienne życie jest najlepszą modlitwą. Bo taka świadomość dając poczucie, że nie na marne nosimy swe krzyże, daje jednocześnie nadzieję, że los się odmieni na lepszy. A optymistą koniecznie trzeba być, więc każda metoda wskrzeszająca ten optymizm jest godna uwagi.
A jeśli modlitwa, to do św. Judy Tadeusza – uwielbiam tego patrona spraw trudnych i beznadziejnych:
http://ecodzien.pl/2009/10/17/sw-juda-tadeusz-patron-spraw-beznadziejnych/
Dziś wróżymy?? Na dzień dobry dnia dobrych wróżb!
))
MODLITWA – Wiecie dlaczego tak często nie spelnia się……….. DLA CIEBIE?
MODLI……… ale czy TWA?