Monthly Archives: Marzec 2011

Bielski mlekomat

Zupełnie nie wiem dlaczego nie zakwalifikowałam tego faktu jako ważny i nie umieściłam go na ecodniu. I jedynie z  czystego sentymentu za  dawnym mlekiem roznoszonym pod drzwi, zdjęcie to znalazło się na moim Facebooku.  I nieoczekiwanie okazało się, że temat ten otrzymał sporo komentarzy i głosów poparcia w formie „Lubię to!”. Bowiem wszystko wskazuje, że w dzisiejszych czasach taki mlekomat ze świeżym mlekiem, które sami sobie nalewamy do butelek, to  prawdziwy dziw natury.

Dawniej mieliśmy mleko roznoszone pod drzwi, dziś mamy mlekomaty:


fot. ewolny Bielsko-Biała

Przepis na życie

The Secret Rhondy Byrne, bo dżin stoi i tylko czeka. Bo jesteś transformatorem emitującym w przestrzeń obrazy i wydarzenia, a Twoje życie to ekran wyświetlający to, co sam wyemitujesz! Bo Wszechświat to dżin spełniający Twoje życzenia, niestety zarówno te dobre jak i złe. A Ty jesteś Aladynem, który co w głowie to… przepraszam za ten może nazbyt drastyczny, ale bardzo adekwatny obrazek. Na pocieszenie jednak, te wszystkie złe myśli neutralizują pozytywne uczucia: uśmiech, obraz dziecka, kojąca muzyka i miłość, o którą jakby coraz nam trudniej  – ew


fot. Ela Wolny Bielsko-Biała

Życie może być absolutnie fenomenalne i powinno takie być. To jest Twoje życie; czeka tylko, byś je odkrył! Dotąd myślałeś być może, że życie jest ciężarem i walką, a zatem, według prawa przyciągania, będzie ono dla Ciebie ciężarem i walką. Zacznij od tej chwili krzyczeć do Wszechświata: „Życie jest takie proste! Życie jest takie dobre! Spotyka mnie wszystko co pożądane!”.

Jest w Tobie gdzieś głęboko zawarta prawda, która czeka, byś ją odkrył, i brzmi następująco: zasługujesz na wszystkie dobre rzeczy, jakie życie ma Ci do zaoferowania. Wiesz o tym w głębi duszy, gdyż czujesz się okropnie, kiedy odczuwasz ich brak. Są one prawem przysługującym Ci z urodzenia! Jesteś twórcą samego siebie, a prawo przyciągania to Twoje potężne narzędzie, które pozwala Ci stworzyć wszystko, czegokolwiek w życiu zapragniesz. Uświadom sobie jego magię i własną wielkość.Twoje myśli określają Twoją częstotliwość, a Twoje uczucia mówią Ci natychmiast, jaką częstotliwość emitujesz. Kiedy czujesz się źle, emitujesz częstotliwość przyciągania rzeczy złych. Kiedy czujesz się dobrze, przyciągasz do siebie rzeczy dobre. Zmienniki Sekretu, takie jak miłe wspomnienia, przyroda czy Twoja ulubiona muzyka, mogą zmienić Twoje uczucia i częstotliwość w jednej chwili. Uczucie miłości jest najwyższą częstotliwością, jaką emitujesz. Im większa miłość, którą odczuwasz i emitujesz, tym większą moc masz pod kontrolą.

Pomyśl o samochodzie jadącym w nocy. Światła reflektorów sięgają tylko na odległość od trzydziestu do sześćdziesięciu metrów. Wygląda na to, że możesz pokonać trasę z Kalifornii  do Nowego Jorku niemal w ciemności, widząc zaledwie najbliższe sześćdziesiąt metrów. Tak właśnie ujawnia się przed Tobą życie. Jeśli tylko wierzysz, że odsłoni się przed Tobą następne sześćdziesiąt metrów, a potem następne, Twoje życie będzie się przed Tobą stale odsłaniać. I w końcu zaprowadzi Cię do punktu przeznaczenia, jakim jest to, czego naprawdę pragniesz. Dlatego że tego pragniesz

Jak sprawić, by uwierzyć? Zacznij fantazjować. Bądź jak dziecko i fantazjuj. Zachowuj się tak, jakbyś już to miał. Fantazjując, zaczniesz wierzyć, że otrzymałeś. Dżin odpowiada na Twoje dominujące myśli cały czas, nie tylko w chwili, gdy prosisz. Dlatego, kiedy już poprosiłeś, musisz nadal wierzyć i wiedzieć. Miej w sobie wiarę. Przekonanie, że masz upragnioną rzecz, ta niezachwiana wiara, jest Twoją największą siłą. Kiedy uwierzysz, że otrzymujesz, przygotuj się i patrz, jak zaczyna działać magia!

Jesteś twórcą, a proces tworzenia przy wykorzystaniu prawa przyciągania jest łatwy. Najwięksi nauczyciele i awatarowie ukazywali zgodnie Proces Twórczy poprzez swoje wspaniałe dzieła, w niezliczonych formach. Niektórzy spośród wielkich nauczycieli tworzyli opowieści, by ukazać, jak działa Wszechświat. Mądrość zawarta w tych opowieściach była przekazywana przez wieki i stała się legendarna. Wielu współcześnie żyjących ludzi nie uświadamia sobie, że istota tych opowieści jest samą prawdą życia.

Jeśli myślisz o Aladynie i jego lampie, to przypomnisz sobie, że Aladyn podnosi lampę, ociera ją z kurzu i oto wyskakuje z niej dżin. I mówi nieodmiennie: „Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem!”. W opowiadaniu Aladyn wypowiada trzy życzenia, ale jeśli sięgniesz do źródeł tej historii, przekonasz się, że ich liczba może być nieskończona.

A teraz zastosujmy tę metaforę do Twojego życia. Pamiętaj, że Aladyn to ten, który zawsze prosi o to, czego chce. Następnie jest Wszechświat, czyli dżin. W różnych tradycjach był on różnie nazywany – Twoim aniołem stróżem, Twoją wyższą jaźnią. Możemy nazwać to, jak chcemy, wybierz, co Ci najbardziej odpowiada, ale każda tradycja mówi nam, że istnieje coś potężniejszego od nas. I dżin zawsze powtarza to samo: „Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem!”.

Ta wspaniała opowieść ukazuje, jak Twoje życie i wszystko, co się na nie składa, zostało stworzone przez Ciebie. Dżin odpowiadał na każde Twoje życzenie, to wszystko. Dżin to prawo przyciągania; jest zawsze obecny i zawsze słucha wszystkiego, o czym myślisz, o czym mówisz i co czynisz. Dżin zakłada z góry, że pragniesz wszystkiego, o czym myślisz! Że wszystko, wedle czego działasz, jest tym, czego chcesz! Ty jesteś panem Wszechświata, a dżin istnieje po to, by Ci służyć. Dżin nigdy nie kwestionuje Twoich rozkazów. Myślisz o czymś, a dżin natychmiast zaczyna wywierać nacisk na Wszechświat, na ludzi, okoliczności, wydarzenia, by spełnić Twoje życzenie.
The Secret Rhonda Byrne

Wolontariat na niepogodę, czyli optymistyczny omen

Dasz radę, możesz wszystko – siłę masz! I nie jesteś sam!

fot. ewolny Bielsko-Biała

Dębowiec, czyli ten zwykły dzień


fot. ewolny Dębowiec, Bielsko-Biała

Ten zwykły dzień

Niech każdy dzień jak co dzień, to radość twojego życia -
nic nie jest w stanie bardziej, wypełnić naszego życia.
W każdym momencie, w każdej sekundzie, której jesteś świadomy
pozwól zrozumieć, pozwól doświadczyć, ten czas niestracony.

Nie patrz za siebie, nie patrz przed siebie – to martwej materii tchnienie.
To co je łączy, to w czym dziś jesteś, stać się ma pięknym wspomnieniem.
Gdy to zrozumiesz, gdy to pokochasz, z każdym radosnym oddechem
bić będzie serce w szczęśliwym rytmie i rozpromieniejesz uśmiechem.
Ja Jestem

Isla Margarita – perłowa wyspa cz. 4 ostatnia

Popołudnie na plaży bardzo dynamiczne – ci bębniarze i ten facet kręcący lody miażdżąc bryłę lodu,  którą potem polewał sokiem owocowym i sprzedawał za kilka boliwarów:

A przy plaży była właśnie ta restauracja, gdzie zaserwowano nam zawiesistą zupę z owoców morza z obiecanym krabikiem. I to była najlepsza zupa jaką kiedykolwiek jadłem w moim życiu. I spożywałem ten posiłek z ogromnym apetytem, pomimo siorbania, mlaskania, wysysania muszelek, dłubania w zębie i ciamkania mojego współbiesiadnika Jose:

Po plażowaniu i krótkiej sjeście, późnym popołudniem, wracając już do hotelu zatrzymaliśmy się na chwilkę w domu kuzynki naszego przewodnika. Oczywiście, że się nie zdziwiłem widokiem pustych butelek po piwie – przecież jest niedziela, jest gorąco i jesteśmy w Wenezueli, gdzie: No Problemo Policia!!!

Wieczorem, gdy w hotelu dzieliłem się wrażeniami po spędzonym dniu, dowiedziałem się, że kierowcy w Wenezueli, gdy tylko są bardzo pijani, i jadą samochodem, kierowani poczuciem bezpieczeństwa innych na drodze, włączają światła awaryjne i jadą troszkę wolniej.

Ja po tym niezapomnianym dniu na Margaricie gdybym miał prowadzić samochód musiałbym jechać nie tylko z włączonymi światłami awaryjnymi lecz również na wyjącej syrenie strażackiej pożyczonej od wenezuelskich bomberos.
fot. MonsieurLaPadite Isla Margarita, Wenezuela

Zobacz również:
- Isla Margarita

Isla Margarita – wyspa perłowa cz. 3 – plaża

Zjeżdżając z gór, zatrzymaliśmy się obok dwóch dziewczynek, które zaanektowały wielkie drzewo i postanowiły, że będą sprzedawać jego owoce:

Po dokonaniu transakcji zjeżdżaliśmy w dół w stronę plaży miejskiej i w pewnym momencie na stromym zjeździe mój szofer, nagrzany jak stodoła po żniwach, odezwał się:
- Senor, No Freno! (Proszę pana, nie mamy hamulców!).
- Cooooooo???
- No problemo! Wrzucimy na dwójkę i jakoś powoli stoczymy się w dół – uspokoił mnie Jose. Po chwili całkiem spokojnie i niewinnie dodał:
- Poproszę o jedno piwko – na co moja żona kategorycznie odpowiedziała:
- Nie! Dosyć tego piwa.
Więc musiałem zainterweniować i przekonać naszego barmana, aby jednak wydała szoferowi to piwko, ponieważ być może od tego zależy nasze życie. W rezultacie Jose dostał piwo,  a my szczęśliwie pojechaliśmy w stronę miejskiej plaży. Po drodze mijaliśmy sklepikarzy handlujących owocami…

… oraz garkuchnię:

Odwiedziliśmy również sklep rybny, co należy do wielkiej atrakcji – ludzie są tu po prostu bardzo przyjacielscy w ciągu słonecznego dnia. Nie próbowałem się dowiedzieć jak jest z nimi po zachodzie słońca:

Niedzielne popołudnie na plaży było bardzo dynamiczne – bębniarze i facet kręcący lody dosłownie i w przenośni, bowiem technologia jest bardzo prosta: bierze się bryłę lodu, miażdży, polewa sokiem owocowym i sprzedaje za kilka boliwarów. CDN

fot. MonsieurLaPadite Isla Margarita, Wenezuela

Zobacz również:
- Isla Margarita

Isla Margarita – wyspa perłowa cz. 2 – zabytki

Następnie zwiedziliśmy część historyczną wyspy. W niej dwa duże forty z epoki kolonizacji hiszpańskiej, doskonale zachowane i zakonserwowane, z oryginalnymi działami:

Naród wenezuelski jest w przeważającej części wyznania katolickiego, co również jest pozostałością po Hiszpanach i na wyspie istnieje wielki kult Madonny z Doliny. Virgen del Valle, katedra, w której umieszczona jest statuetka Madonny, robi niesamowite wrażenie już podczas dojeżdżania do niej po krętych, zarośniętych górskich drogach:

Lecz nagle ukazuje się oczom przepiękny obrazek jasnej budowli na tle błękitnego nieba – oaza ciszy i spokoju:

Każdego dnia są  tam setki pielgrzymów z wyspy oraz z kontynentu… CDN
fot. MonsieurLaPadite Isla Margarita, Wenezuela

Zobacz również:
- Isla Margarita

Isla Margarita – wyspa perłowa cz. 1

Wyspa Margarita została odkryta pod koniec XVI wieku przez Krzysztofa Kolumba, który nadał jej to imię – z greckiego oznacza perłę. Wyspa przez długi czas słynęła z ogromnej ilości ostryg perłonośnych. Nawet dzisiaj jeszcze można kupić u handlarzy korale lub kolczyki z pereł, lecz są to przede wszystkim perły hodowlane:

Różnorodne fortece na wyspie i miejsca historyczne świadczą o trzech wiekach dominacji hiszpańskiej na wyspie. Po bardzo długim i zaciekłym okresie oporu, naród wenezuelski dowodzony przez Simona Boliwara, dopiero w 1811 roku deklarował niepodległość. Postanowiliśmy spędzić jedną niedzielę  w całkowitym wenezuelskim klimacie. Zaangażowaliśmy do tego Jose, taksówkarza, który miał nam  towarzyszyć cały dzień, dostarczając niezapomnianych wrażeń i emocji:

Wsiedliśmy do jego zdezelowanej Toyoty zatrzaskując drzwi, aby bardzo szybko zostać napomnianym przez naszego przewodnika, żeby nie trzaskać za mocno, bo mu mogą w pewnym momencie te drzwiczki odpaść. Potraktowaliśmy bardzo poważnie tę prośbę. Po krótkiej przejażdżce oglądając po drodze pejzaże, zatoki, plaże i góry zatrzymaliśmy się przy sklepie, aby ugasić pragnienie. Sklep spożywczy był zakratowany i sprawiał wrażenie jakby był zamknięty. Okazało się jednak, że te solidne kraty są przed złodziejami i towar jest podawany właśnie przez otwór w kracie. Jose stwierdził, że nie ma się co rozdrabniać i kupować po jednej buteleczce, po czym wziął całą skrzynkę, czyli 24 piwa i powiedział:
- Mam skrzynkę z lodem i wystarczy nam tego chłodnego piwa na cały dzień.
Wychyliliśmy po jednym piwku i w drogę. Nasz przewodnik siadł za kierownicą z butelką i ruszyliśmy. Powiedział:
- Jose, piwo, auto, no problemo, policia?
Na co on:
- Wenezuela no problemo policia. OK!!!
To ja również poprosiłem o piwko i od razu zrobiło się weselej i krajobrazy jakby dostały jeszcze żywszych kolorów!

Rozpoczęliśmy zwiedzanie wyspy od Parku Narodowego. Najpierw przejażdżka łódką po lesie tropikalnym – oczywiście z butelką piwa w ręku…

… i zachwycające spotkanie z rybakiem w trakcie połowu skorupiaków:

I tu Jose obiecał, że zawiezie nas do restauracji, gdzie można skosztować takiego skorupiaka:


CDN
fot. MonsieurLaPadite Isla Margarita, Wenezuela

Zielona rzeka

Jak co roku, w weekend poprzedzający 17 marca – data śmierci św. Patryka, patrona Irlandii -  mieszkańcy Chicago świętują i miasto staje się w tych dniach zielone. Wszyscy jesteśmy wtedy Irlandczykami. Na ulicach kolorowe tłumy w zielonych czapkach, zielonych bluzach, zielonych skarpetkach i z zielonymi okularami na nosie:

Jedną z tradycji w Wietrznym Mieście jest barwienie odcinka rzeki Chicago na zielono. Od ponad 40-lat, raz w roku  woda w niej przyjmuje bardzo intensywny zielony kolor:

Wszystko zaczęło się od przypadku. W 1961 roku hydraulicy pracujący w mieście użyli barwnika, by znaleźć wyciek substancji zatruwających rzekę. Okazało się, że zieleń jest idealnie „irlandzka”.  Po raz pierwszy z okazji obchodów Dnia św. Patryka rzekę zabarwiono na zielono rok później,  w 1962 roku. Do dzisiaj Unia Hydraulików barwi wody Chicago River:

Kiedyś używano do tego celu barwnika wyprodukowanego ze 100 funtów warzyw. Woda utrzymywała kolor zielony przez tydzień. Teraz 40 funtów barwnika utrzymuje się w niej przez kilka godzin:

Na mniejszą skalę na zielono zabarwiona zostaje także fontanna na Daley Plaza, w sąsiedztwie ratusza.  Ta rzeźba to Picasso:

www.ewamalcher.com