Monthly Archives: Kwiecień 2011

Szlak architektury drewnianej, przystanek Czernichów

Nieoczekiwanie od zeszłego roku poszukiwana kapliczka, okazuje się być dzwonnicą – tylko raz widziana z autobusu   jest zabytkową dzwonnicą na szlaku architektury drewnianej. Oto dzwonnica wiejska z XIX wieku obok murowanej kapliczki z wieku XVIII, konstrukcji słupowej, szablowana deskami, kryta hełmem z latarnią. Respekt!

A sam Czernichów jak zwykle, urzekający! Jak zawsze czaruje malowniczą Sołą…

…i równie malowniczymi zaroślami:

Urzeka również widokiem na wspaniałą, majestatyczną Górą Żar, u stóp której nawet samotworzące się kwietniki!

Przede wszystkim jednak urzeka takimi bajecznie rozległymi widokami ze swojego mostu. O każdej porze dnia, o każdej porze roku zupełnie inny obraz – za każdym razem b o s k i…

…między innym również dzięki tym nisko latającym wspaniałym… pterodaktylom:

Uratowałam życie zrzuconej z auta tui. Zrozpaczonemu właścicielowi (jeśli tylko doliczył się jej braku), solennie obiecuję, że zamiast zostać rozjechaną, dożyje sędziwych dni na moim balkonie. :)
fot. ewolny Beskid Mały

Kundalini, czyli energia wewnętrznej przemiany cz. 2 – Karma

Kundalini to ukryty potencjał, który każdy z nas ma. Oto w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia zdarza się, że odczuwamy nagły przypływ jakichś dodatkowych sił – fizycznych i psychicznych. To właśnie Kundalini. A gdy  tylko zagrożenie mija, to wszystko nieoczekiwanie wraca do normy. I pozostaje tylko zdziwienie tą mocą, która drzemie gdzieś głęboko  w nas…  Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Dlatego dziś kolejne spotkanie z książką od Aldony, z której tylko kilka słów o tak ważnym pojęciu  -  karma:

Jak na górze, tak na dole.
Co posiejesz, to zbierzesz.
Każdej akcji towarzyszy reakcja.
Natura nie znosi próżni.
Wszystko się zmienia.
Daj, aby otrzymać.
Przeciwieństwa się przyciągają.

Karma to słowo sanskryckie oznaczające „reakcję towarzyszącą każdej akcji”. A to oznacza, że cokolwiek  się wysyła, to  i wraca z nawiązką.

Karma sytuacyjna – wszystko co w poprzednim życiu  (reinkarnacja) zrobiło się dla innej osoby, wraca w czynach tej osoby w życiu obecnym. Może się to ciągnąć przez wiele wcieleń – nie wystarczy aby jedna osoba dojrzała do zmiany, potrzebny jest czas, aby zatrzymało się rozpędzone już w pokoleniach koło interakcji.
Karma postawy życiowej – cała złość na życie i ludzi wyniesiona z poprzedniego wcielenia, rzutuje na wszystko, co robi się w obecnym. To utrzymanie dawnego gniewu, lęku lub niepokoju. Rozwiązaniem jest uświadomienie sobie nie służących postaw i pracowanie nad ich usunięciem, otaczając się miłością.  Ponieważ najlepszym rozwiązaniem każdego konfliktu, jest szukanie konkluzji dla obu stron, dlatego trzeba pracować nad sytuacją, w której nikt nie jest przegrany.
Karma cudza – większość z nas nieopatrznie wplątuje się w karmiczne problemy innych. Mamy chrześcijańską postawę niesienia pomocy  w rozwiązywaniu  problemów innych osób, jednak musimy być bardzo ostrożni wkraczając w cudze życie. Najważniejsza jest złota równowaga – ludzie, u których Kundalini przepływa przede wszystkim przez czakrę położoną w tylnej części głowy (czakra pokory), mają tendencję do unikania cudzych problemów, ludzie, u których Kundalini płynie najsilniej przez  punkt z przodu głowy (czakra  siódmego oka), mają skłonność do pomagania i życia dla innych, i aby osiągnąć równowagę w tej sferze,  energia powinna płynąć dokładnie przez czakrę korony.
Karma grupowa – praca nad uzyskaniem równowagi prowadzona w grupie może przynieść lepsze rezultaty niż praca indywidualna. Funkcjonując w w perspektywie szerszej świadomości łatwiej ocenić, czy należy pogłębić, czy ograniczyć daną interakcję oraz zrozumieć jej karmiczny sens.
Świadomy wybór karmy – już przed narodzinami pomagamy w podjęciu decyzji, z jakim rodzajem karmy chcemy pracować i na jakiej płaszczyźnie chcemy się rozwijać. Niektórzy planują swe życie z taką ilością karmy, że przez całe życie uginają się pod jej ciężarem, woląc obrywać po uszach niż marnować czas na zbijanie bąków. Inni natomiast,  wybierają trudną chorobę jako drogę doskonalenia wytrwałości, duchowej siły, zrozumienia i przeniknięcia istoty tejże. Wreszcie czyjaś choroba, może być wręcz częścią rozwoju całej grupy, jak np. Helen Keller, która mogła wybrać takie a nie inne życie w celu ukazania możliwości  funkcjonowania  w świecie nie dysponując ani wzrokiem, ani słuchem.
Pozytywny aspekt karmy – ludzie często tęsknią za osiągnięciem określonych celów, których nie udało się osiągnąć w poprzednim wcieleniu. Może to dotyczyć kontaktów uczuciowych,  kariery zawodowej, wzrostu i rozwoju, podróży, twórczości artystycznej czy innych dziedzin życia. Ponieważ energia tych tęsknot, nie znalazła swego spełnienia, dlatego wciąż czeka ona na sposobność realizacji. Zatem wybory jakich dokonujemy  w swym obecnym życiu, w dużej mierze są zdeterminowane przez to właśnie karmiczne pragnienie.

A my mamy tendencję do traktowania przyjemnej karmy jako DOBREJ, nieprzyjemnej zaś jako ZŁEJ. W rzeczywistości karma jednak nie jest ani dobra, ani zła. Bo nawet bolesna pomaga w rozwoju. Karma nie zawsze dogadza i skupienie się na czynieniu dobra tylko po to, by je potem odzyskać w tej czy innej postaci, przesłania prawdziwy cel i sens rozwoju. Bowiem istotą procesu karmicznego jest to, żeby w różnych sytuacjach życiowych  zrozumieć uniwersalne prawa, umożliwiające  nauczenie się właściwego działania podczas ich występowania.

Ucząc się praw karmy i działania w zgodzie z nimi, zmniejsza się możliwość tworzenia nowej karmy.

Okazuje się, że czynnikiem, który tworzy najwięcej karmicznych napięć, jest system pragnień i nawyków ego. Dlatego tak ważne jest rozwinięcie postawy wewnętrznej wolności, co wcale nie oznacza pogardy dla świata – nowotestamentowe przesłanie wybaczającej miłości bliźniego, ma  bowiem moc rozwiązywania najbardziej skołtunionych karmicznych węzłów.  Jednak po rozwiązaniu, którego, koniecznie  trzeba się zmienić, aby w przyszłości nie trzeba było przeżywać tego samego na nowo. Energia takiej „nie odrobionej lekcji” da bowiem znać o  sobie przy najbliższej okazji, i to  za każdym razem niestety w sposób dotkliwszy.

Ci, którzy wyciągają nauki ze swych doświadczeń i posługują się w sposób prawidłowy swymi energiami a także nie przywiązują się do rzeczy zewnętrznych (vide Psiego Zęba „życie to jest most, który należy przejść, ale nic na nim nie należy budować”), kroczą   po znacznie wyższej, duchowej ścieżce.

Ucząc się rozpoznawać różnice między karmą a szansą, można zmienić swoje działanie i sposób reagowania na każde bodźce. Stojąc przed możliwością szansy czuć się POPYCHANYM do wzrostu, odkrywania, próbowania czegoś nowego, można mieć poczucie przygody lub przekraczania granic, tego, co uważało się do tej pory za niemożliwe. Jeśli natomiast dana sytuacja ma charakter karmy, czuje się zmieszanie i WCIĄGANIE do akcji… Można nigdy nie dowiedzieć się o co chodziło w danej sytuacji, dlatego właśnie najlepiej w każdej z nich, podążać za intuicją. Bo intuicja pomaga nam wyczuć, kiedy powinniśmy działać, a kiedy od działania należy się powstrzymać. Intuicja rozprasza wątpliwości, przynosi jasność i uwalnia od napięć pozwalając spojrzeć na siebie i całą sytuację w perspektywie miłości.

Niezależnie od tego, która droga wydaje się lepsza, ważne jest, aby robić co  tylko w  mocy i nie zapominać o wnioskach płynących z kolejnych lekcji życiowych – ew
Kundalini i czakry Genevieve Lewis Paulson

Zobacz również:
- Kundalini, czyli energia wewnętrznej przemiany cz. 1

Żywiec – Pałac Habsburgów

Zabytkowy Park Zamkowy w Żywcu, a w nim ulica Zamkowa 4,  czyli neoklasycystyczny pałac Habsburgów z lat 1893-1895, w którym… od zakończenia wojny Zespół Szkół Drzewnych i Leśnych.

Tak zwany Nowy Zamek w Żywcu to pałac Habsburgów z lat 1893-1895 zaprojektowany z polecenia arcyksięcia Albrechta przez Karola Pietschkę. Urządzono w nim sypialnie i pokoje gościnne, a gdy dobra żywieckie przejął po zmarłym wuju Karol Stefan, przedłużono skrzydło południowe, a w nim na piętrze umieszczono salę balową, tzw. lustrzaną.

Ponieważ arcyksiążę Karol Stefan był  miłośnikiem sztuki, dlatego też urządzaniem wnętrz zajęli się krakowscy artyści: Tadeusz Stryjeński i Franciszek Mączyński.  Również z jego inicjatywy, na zamku powstał zbiór obrazów malarzy polskich i europejskich, które m.in.  zamawiane były u Wojciecha Kossaka. Zamek słynął także z  bogatej kolekcji sreber (ponad 500 kg), niestety podczas wojny przejętej przez  Niemców.

Odbicie w wodzie

Patrząc na świat… widzisz umysł własny.
To jest umysłu odbicie, obraz często ciasny.
Nie pozwala wniknąć w to, czym rzeczywistość,
zapach, życie, woda, uważna przejrzystość.

Bądź kotem uważnym, co przy mysiej dziurze
zastyga bez ruchu, w całej swej strukturze.
Uwagą się staje w wiecznym TU i TERAZ.
Nie myśli – ON JEST TYM – każdy szmer odbiera.
Ja Jestem

Uwagi na marginesie – Zespół Szkół Drzewnych i Leśnych działa w Pałacu Habsburgów od kilkudziesięciu lat – w tym czasie mury opuściły tysiące uczniów. Jednak władze powiatu i miasta zamierzają w pałacowym budynku stworzyć Europejskie Centrum Szkoleń. Sprawa powołania centrum na razie owiana jest tajemnicą.

Ostatnio Dziennik Internautów zadał retoryczne pytanie, w związku ze sprawą szczecińską, co byłoby lepsze zamiast podręczników: tablety czy notebooki? Odpowiedziałam szczerze w sposób, który  spodobał się z powodu swojej ironii – „oczywiście, że tablety. Połknąć kilka i już! Bez wysiłku, bez stresu, bez zbędnej straty czasu”. A najlepiej niech uczniowie w ogóle nie wychodzą z domu, niech prace posyłają e-mailem, a do odpowiedzi  wyrywani są na czaciku.

Stare mury tchnące swym zapachem historii motywują, zobowiązują, podnoszą poprzeczkę, stawiają w pion. Podam jeden przykład: sandomierskie Collegium Gostomianum z 1602, liceum ogólnokształcące dla bardzo zdolnych uczniów.

Poza tym młodym leśnikom chyba wskazane obcowanie z naturą, w tym z tak starymi drzewami?

Jestem w stanie  wyobrazić sobie napływ parkowych stoliczków, parasoli lub o zgrozo samochodów… Jestem za szkołą, która działa w sposób na tyle dyskretny, że o jej zlokalizowaniu dowiedziałam się… dopiero dziś! Jednak władze powiatu i miasta naprawdę zamierzają w pałacowym budynku stworzyć Europejskie Centrum Szkoleń bo „zdaniem samorządowców przeniesienie szkoły to jedyna szansa uratowania zabytkowego obiektu”. Więc chyba jednak s ł u s z n i e.

I jeszcze na koniec, w latach 90-tych ubiegłego wieku, do tego pałacu powróciła córka arcyksięcia Karola Olbrachta -  księżna Maria Krystyna Altenburg, dla której w jednym ze skrzydeł ich dawnej rezydencji, urządzono prywatne mieszkanie – ew
fot. ewolny Żywiec

Zobacz również:
- Żywiec – Stary Zamek oraz Zabytkowy Park Habsburgów


Zanim stali się sławni

Jak o dziecięcej twórczości mowa, to może warto wspomnieć waszyngtońską galerię Phillips Collection. A z niej wystawę obrazów, szkiców i rysunków sławnych artystów z czasów, kiedy byli oni jeszcze dziećmi. Na przykład Paul Klee w wieku 4 lat i 35:

Albo żyrafy Keitha Haringa, które narysował w wieku 4 lat… Keith Haring w wieku 4  i 22 lat:

Poza tym Winslow Homer i jego szkic zrobiony w wieku 10 lat, a oprócz tego dla porównania obraz, który z podobnym motywem namalował w wieku  lat 36:

I wreszcie szkice węglem ośmioletniego Vincenta Van Gogha, przedstawiające ludzi i zwierzęta, z ciemną i ponurą  stroną tych postaci, tak dobrze znaną z dojrzałych dzieł artysty.

Ale przede wszystkim rysunek 9 letniego Picassa, przedstawiający niezwykle realistycznie walkę byków. Gdzie górna część tego rysunku ozdobiona jest świetnymi portretami gołębi. To nieco niezrozumiałe zestawienie staje się jasne, jeśli wiemy nieco o ojcu malarza – Jose Ruiz Blasco. Był on bowiem znanym lokalnie malarzem gołębi i to właśnie od malowania tych ptaków, stawiał swe pierwsze malarskie kroki młody Picasso. Także wielość odrębnych od siebie tematów na tym rysunku, pokazuje rodzącą się umiejętność Picassa, do wielowątkowego patrzenia na to, co przedstawiał na swych płótnach. Picasso w wieku 9 lat i 23:

Myślę że te obrazy, są bardzo dobrym dodatkiem do ecodniowych rozważań, na temat czasów  wczesnodziecięcych,  kiedy to w dziecku formuje się wrażliwość i sposób patrzenia na świat,  pozostający właściwie niezmienny w życiu dorosłym – Chris Miekina
www.nowaatlantyda.com

Ocalić od zapomnienia

Ocalić od zapomnienia

Tak!… Ocalić od zapomnienia, te piękne, dziecięce wspomnienia.
Pokazał święty baranek cukrowe różki w świętym koszyku.
I dzieci radośnie pytały ile prezentów dostaną? -Bez liku!
Rodzice baranka kochają, bo jak nie kochać co Boskie!
Tylko pasterz popatrzył na tace i coś zaśpiewał żałośnie.

Świadoma owca TAK! I Bosko czysty kurczak w koszyku.
Zaćwierkał na MUŁA – dał znak – ON JEST PREZENTEM BEZ LIKU!
MUŁ spojrzał na ten dziwny świat, wesoło przy słonecznej wiośnie.
Niczego MI już nie będzie brak.
„BO MUŁ, TO OSIOŁ JEST TEN, CO NIE MUSI BYĆ OSŁEM.”
Ja Jestem

Malinowska Skała

P1030325

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały:

Po drodze Jaskinia Malinowska,  której dziś nikt nie penetrował, oprócz rzecz jasna furkoczących z prawej na lewą nietoperzy. I wreszcie po marnych dwóch godzinkach, przepastne widoki z Malinowskiej Skały 1152 m n.p.m.:


Jeżeli mam sobie w medytacji wyobrazić miejsce cudownego wypoczynku, wspaniałego relaksu to właśnie tu, te masywy, ten szlak:

Powrót już zielonym szlakiem do Szczyrku Salmopol. Powiem szczerze, zadowolenie jest  wprost proporcjonalne do skali zmęczenia:

fot. ewolny Beskidy

Ruiny zamku na Wołku

P1030080a

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia.

Z Bielska-Białej, udajemy się zatem na wycieczkę w poszukiwaniu ruin średniowiecznego zamku. Wysiadamy w Kobiernicach…

…i wspinamy się na nomen omen Kopiec, wzniesienie należące do masywu góry Bujakowskiej – to ten z prawej od drogi:

By po godzinie, dotrzeć na szczyt ze średniowiecznymi  ruinami:

Gdzie  na tablicy czytamy:


Ruiny średniowiecznego zamku Wołek w Kobiernicach, gmina Porąbka charakteryzują się doskonałym położeniem zarówno pod względem strategicznym, jak i krajoznawczym – na szczycie wzniesienia Kopiec leżącego w paśmie Góry Bujakowskiej. Przy dobrej widoczności na horyzoncie od północy widoczny jest w oddali zamek w Oświęcimiu z dominującą wieżą. Wyniosłe położenie nad doliną Soły pozwalało w pełni kontrolować wiodący u podnóża zamku, doliną Soły szlak handlowy i komunikacyjny.

Pierwsza wzmianka historyczna o zamku Wołek pochodzi z roku 1396. Datę tę można umownie uznać za początek historii zamku. Wołek wymieniono wówczas wśród dóbr stanowiących posag Jadwigi zaślubionej przez księcia oświęcimskiego Jana II. Po bezpotomnej śmierci Jana II oświęcimskiego (w 1405 r.) Wołek wraz z innymi dobrami księstwa oświęcimskiego przechodzi w ręce książąt cieszyńskich.

Wkrótce potem kronikarz Marcin Bielski pod rokiem 1415 odnotował w swej „Kronice”, że Wołek stał się siedliskiem zbójców. Było to powodem zdobycia i częściowego zburzenia zamku, przez księcia cieszyńskiego Kazimierza IV. W połowie XV wieku, książę Janusz III oświęcimski po nieudanej próbie odbicia utraconego zamku oświęcimskiego, schronił się na Wołku, który zarazem odbudował po zniszczeniach z 1405 roku. Wkrótce potem zamek obległy wojska królewskie pod wodzą Jana Tenczyńskiego. Do zdobycia zamku jednak nie doszło, gdyż oblężenie przerwały układy. W wyniku ugody Korona Polska wykupiła w roku 1454 całe księstwo oświęcimskie, zaś książęta oświęcimscy złożyli królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi hołd lenny.

Po raz ostatni w 1476 roku Wołek znalazł się w centrum działań zbrojnych, kiedy dla uśmierzenia wznowionych niepokojów wojska królewskie ruszyły na zamki księstwa oświęcimskiego ostatecznie je zdobywając i burząc z rozkazu królewskiego. Rok 1476 stanowił więc datę ostatecznego upadku Wołka.

Zamek Wołek stanowił doskonale ufortyfikowaną i trudną do zdobycia warownię, co potwierdzają długotrwałe oblężenia, wreszcie zdobycie i zniszczenie. Z całą odpowiedzialnością należy stwierdzić, że zamek Wołek odegrał znaczącą rolę w historii tych ziem.
mgr Jacek Reyniak

Tyle fragmenty z tablicy, a na Wołek jeszcze wrócę – choćby po to, by zapolować na ten obiecywany oświęcimski zamek…

Jeszcze po drodze wspaniały (średniowieczny?)  las:

I już, powrót przez Porąbkę, ale to już zupełnie inna historia:

fot. ewolny Beskid Mały

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

P1020889a

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec z Zagrodą Żubrów. A Park Zamkowy (XVI) stanowi integralną część z rezydencją książąt pszczyńskich. Rozciąga się on na przestrzeni 48 ha wzdłuż rzeki Pszczynki i uważany jest naprawdę słusznie, za najpiękniejszy chyba nie tylko na Śląsku:

Uwagi na marginesie – w poł. XIX wieku parku pojawiły się wszystkie charakterystyczne dla tego typu założeń elementy: rozległe otwarcia widokowe, malownicze skupiska drzew i krzewów, liczne rozlewiska i stawy z wysepkami i łukowatymi mostkami, otwarte łąki i samotne, rozłożyste drzewa. Brzegi stawów i kanałów obsadzano drzewami „płaczącymi”, ze zwieszającymi się tuż nad wodą konarami i gałązkami. Są tu liczne wspaniałe i potężne dęby szypułkowe, kasztanowce, cisy, wyróżniające się prostym, wysokim pniem sosny wejmutki, lipy drobnolistne, jesiony, okazałe graby, buki zwyczajne i czerwone, wiązy, modrzewie, świerki srebrzyste, brzozy, klony i platany, a także wierzby i tulipanowce. Wśród wielu ciekawych krzewów na uwagę zasługują niesamowite okazy różaneczników (rododendronów), śliczne kwitnące późną wiosną, oraz nie mniej pięknych, choć mniejszych azalii.
www.pszczyna.info.pl/

Nie dziwi, że na terenie tak rozległego parku, wśród rozlewisk rzeki oraz bogatego starodrzewia i krzewów,  swą ostoję znalazło liczne ptactwo i drobna zwierzyna.

W ten malowniczy pejzaż wkomponowane są elementy architektury, m.in. klasycystyczne dwór Ludwikówka,  pawilon herbaciany usytuowany na wyspie, brama chińska, piwnica lodowa (we wnętrzu przechowywano przez cały rok lód, wycinany zimą ze stawów), kapliczki i na wskroś urokliwe mosty łukowe. Znajdują się tam również groby książęce Anhaltów oraz Hochbergów.  A od miasta oddzielają park zabudowania stajni, ujeżdżalni, powozowni oraz Brama Wybrańców z 1687 roku, która onegdaj była siedzibą straży zamkowej.

Bo Muzeum Zamkowe mieści się w obronnym niegdyś zamku. Bo pierwszy zamek w Pszczynie – jak podaje Henryk Schaeffer, XIX-wieczny książęcy archiwariusz pszczyński – został najprawdopodobniej wzniesiony już w XI lub XII wieku przez książąt piastowskich.  Bo dopiero w XV wieku zbudowano w Pszczynie murowany zamek, czego inicjatorką była Helena Korybutówna, bratanica Władysława Jagiełły. Ale  to ten pierwszy, jako że bogate w zwierzynę pobliskie  lasy słynęły z organizowanych tu polowań, z powodzeniem pełnił funkcję siedzimy myśliwskiej, aż po XX  wiek (sic!).  Więc to może dobre wytłumaczenie skąd tak rozległy park,  skąd te „narybki” żubrów dla Puszczy Białowieskiej, ale  i skąd nadal tradycja polowań na zwierzynę vide beżowe panienki wystawiające się w tych lasach na strzał.

Herbaciarnia – z XIX wieku pawilon parkowy o cechach klasycystycznych, powstały na kanwie ponownego zainteresowania kulturą Orientu. Łączy w sobie cechy romantycznej świątyni dumania – siedziby wyobraźni z chinoiserie, czyli pawilonami gdzie przy wyrafinowanym ceremoniale picia herbaty nawiązywano połączenie z otaczającą przyrodą.  Starodrzewia:

A wśród nich nekropolia z około 1820 roku. Prawdopodobnie powstała według projektu księcia Henryka Anhalta w celu uporządkowania  rozsypanych na terenie parku (zgodnie z romantycznym duchem),  grobów jego rodziców i rodzeństwa. Leżą tu książęta, księżniczki oraz sam książę pszczyński – książę Ludwik Anhalt:

Oraz – w nawiązaniu do zbliżającej się Wielkanocy – piaskowcowy obelisk z wyrytym na  ścianie czołowej  napisem:

Auferstehen/ja/Auferstehen/wirst du/mein Staub/nach kurzer/Ruch
zmartwychwstaniesz, ach zmartwychwstaniesz prochu mój, po krótkim odpoczynku

A także, składający się z ceglanej krypty grobowej nakrytej płytą z piaskowca i wysokiego cokołu, odlany ze staliwa  krzyż o liliowych zakończeniach ramion. Krzyż oplatany przez węża. Jest to utrzymane w romantycznej konwencji wyobrażenie symbolizującego zmartwychwstania po śmierci węża miedzianego, który ukazał się Mojżeszowi jako prefiguracja męki i zmartwychwstania samego Chrystusa.

Pozarządowa organizacja Europa Nostra, z siedzibą w Hadze, zajmująca się ochroną europejskiego dziedzictwa kulturowego i środowiska naturalnego, nagrodziła w konkursie z 1995 roku Muzeum Zamkowe w Pszczynie dyplomem honorowym za „pieczołowite odtworzenie wnętrz zamku z ich wyposażeniem oparte na wnikliwych badaniach historycznych, które przywróciły blask początku XX wieku”, ale o tym… po następnych odwiedzinach – ew
fot. ewolny Pszczyna

Pszczyna cz. 2 – żubry, królewskie ŻUBRY

Tak jak największą atrakcją Puszczy Białowieskiej  jest… żubr, tak i chyba naszej Pszczynie,  z wielkim powodzeniem, wyrasta zupełnie nowe, włochate  logo, w którym od września zeszłego roku   przesympatyczny „narybek” – półroczny już Plessar.

Cała populacja sześciu żubrów, żyje  tu w warunkach nie całkiem zbliżonych do naturalnych, więc  można je oglądać z bliska. A sama hodowla żubrów jest bardzo trudna i odtwarzanie populacji w Polsce trwa już kilka naprawdę dobrych długich lat. Przy czym wszystko zaczęliśmy naprawiać od osobników wziętych z prywatnych hodowli.  A gdyby nie było skąd? Całe szczęście, że człowiek jest nie tylko psują, ale i stworzeniem naprawczym „myślę, więc jestem” tak, i to  nie tylko o sobie:

Uwagi na marginesie – Bardzo dawno temu Puszcza Białowieska dzieliła się na ostępy i uroczyska, bory i pół borki, a za drogi starczały tropy żubrów, łosiowe i niedźwiedzie szlaki. Przerażała Puszcza swym ogromem, kusiła obfitością pożytku, straszyła mnogością zwierza. Drzewa w niej rosły przeogromne, z wężowato pokręconymi od starości grubymi konarami. Pnie olbrzymów były pochylone, czasami łukowato przygięte, że dziw tylko, jak nie zawalały się pod ciężarem własnego cielska i brzemieniem wieków. Niedźwiedź chodził po Puszczy gęsto, wilki przeciągały sznurami, samotne, kudłate żubry – odyńce pilnowały przesmyków i brodów. Na dnie Puszczy butwiały wypróchniałe wewnątrz kłody – tak grube, że człowiek z głową zapadał się w ich wnętrza, jeleń nie przeskoczył, a krwiożercze rysie zakładały w nich wygodne legowiska, niedźwiedzie – barłogi. Bujna roślinność pokrywała poległe olbrzymy; porosty, mchy i paprocie porastały sterczące złomy. Wszystko było splątane i spiętrzone, powiązane ze sobą w jedną całość niekończącą się nigdzie nicią życia. (…)
„Wycieczka do puszczy”  1960
Jan Jerzy Karpiński (długoletni dyrektor Parku)

Każdemu siedlisku żubrów na świecie przyporządkowane są litery – w Polsce imiona rozpoczynają się od „Po” i „Pl” jak Poland. I tak wolińska żubrzyca Pocahontas jest córką Pogromu i Posłanki, a Pogodny i Pomorzanin to synowie Popitki, wnukowie Poleczki.

W naszej Pszczynie nazwy jakby nie z tego świata – nie szkodzi!  Numery rodowodowe to najbardziej czytelna statystyka, po której widać wyraźnie jak wzrasta populacja żubrów na świecie. To świetne.

Najstarszym żubrem, spośród sześciu jakie mamy, jest piętnastoletnia Plista:

A one same pozornie sympatyczne – w trakcie jedzenia tej swojej owsianki – nie są wcale tak łagodnie ociężałymi i ospałymi zwierzętami. Dlatego w trosce o bezpieczeństwo zwiedzających, ale i  samych zwierząt, nie  p o w i n n o się do nich zbliżać. ;)

Z tego samego powodu, aby zapewnić im spokój, postawiono wokół zagrody wysoki, niezwykle szczelny parkan. Chroniący nie tylko przed darmowym wzrokiem spacerowiczów, ale i leśną zwierzyną lub wścibskimi psami. Ale to działa, i 9 złotych naprawdę warto dać, by zobaczyć w najlepszej kondycji ten nasz narodowy chyba już symbol. Czego nie można powiedzieć o hmmm chorej sarence.  Bowiem Zagroda Żubrów, to również żyjące w niej inne zwierzęta, ale i ekspozycje stałe, prezentacja filmowa oraz… przykładowe wnętrze chaty, które mnie z a u r o c z y ł o!
fot. ewolny Pszczyna