Monthly Archives: Sierpień 2011

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

P1050930a

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły:

szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m n.p.m.) – Polana Makowska (610 m n.p.m.)- Makowska Góra (697 m n.p.m.) – Maków P. PKP (ok. 370 m n.p.m.) ok. 3 godz., znakowany przez PTTK

Z Rynku w Suchej Beskidzkiej przez most na Stryszawce. Po skręcie w prawo do mostu na Skawie a dalej między zabudowaniami osiedla Garce leśnym traktem na grzbiet Mioduszyny (633 m n.p.m.). Dalej grzbietem do osiedla Polana i kolejno obok szczytu Góry Polany (611 m n.p.m.) do osiedla Makowska Góra. Trasa momentami wynurza się na polany leśne, z których roztaczają się  widoki na Pasmo Jałowieckie i Pasmo Babiogórskie. Dochodząc do osiedla Makowska Góra szlak skręca w prawo w kierunku centrum Makowa Podhalańskiego (..) obok Sanktuarium Matki Bożej Makowskiej,  przez Rynek do dworca PKP. Szlak otwarty został w 2001 roku.
wg. www.makow-podhalanski.pl

Ale to  nieprawda! Przejścia nie ma. Przynajmniej nie w tę stronę – przedzierając się na ślepo w górę, można zupełnie zboczyć ze szlaku. A ten został otwarty dopiero w 2001, i pewnie w tym samym… zamknięty. Za znakiem szlaku, na murze okalającym  ostatni dom na osiedlu Gorce, rozpoczynają się bowiem potężne chaszcze, a właściciele domu mówią „nie przejdzie pani na górę, nikt tędy nie chodzi.  Nie da rady. Musi pani zmienić plany”. Maczety nie mam – mili ludzie namawiają mnie na odszukanie kaplicy Konfederatów Barskich (1773), znajdującą się na przeciwległym stoku, Górze Jasień (521). I słusznie.

Kaplica poświęcona Konfederatom Barskim zbudowana została w 1773 roku. Została wzniesiona dla upamiętnienia walk, które w rejonie Jasienia i Suchej,  toczyły się w okresie konfederacji barskiej (1768-1772), polskiego zrywu powstańczego, skierowanego przeciwko politycznej dominacji Rosji nad Polską, oraz w obronie dawnych praw szlacheckich Rzeczypospolitej. Jak przyjmują niektórzy, to właśnie tu, ranny w potyczce, do niewoli rosyjskiej dostał się hr. Maurycy August Beniowski (znany z poematu Juliusza Słowackiego). W latach 80-tych kapliczka była miejscem niepodległościowych manifestacji suskiego społeczeństwa.


To była bardzo dobra decyzja – po drodze odwiedzam subtelny Mały Wawel, ze straszącą w nim nie tylko byłą właścicielką…

…i dumam przy Moście Zgody.

Ten park ma coś w sobie. Coś  magicznego, klimatycznego, coś niebywale wzniosłego. Nie da się przejść obojętnie obok kwitnących nenufarów w…   kawałku nieba, w którym ryby pływają, zamiast… aniołów:

fot. Ela Wolny Sucha Beskidzka

Zobacz również:
- Sucha Beskidzka i Wincentego Pola „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”

Zapora Hoovera

Każdy z nas przynajmniej raz odwiedził jakąś zaporę – zatem i na ecodniu  można obejrzeć liczne fotoreportaże  choćby z zapory w Tresnej,  albo Porąbce.  Więc  oto dla porównania zapora Hoovera, 38 pod względem wielkości na świecie, ale trzeba pamiętać, że w  momencie oddania (1936)   n a j w i ę k s z a na świecie elektrownia wodna, oraz n a j w i ę k s z a  na świecie w ogóle  konstrukcja betonowa. Naturalnie   nie dziwi zatem, że i  dziś robi ona piorunujące wrażenie.  Chris, wielkie dzięki  za zdjęcia – ewolny

Zapora Hoovera – betonowa zapora wodna typu grawitacyjno-łukowego, zbudowana w Czarnym Kanionie na rzece Kolorado w Stanach Zjednoczonych, na granicy stanów Arizona i Nevada. Zapora mieści się 48 km na południowy wschód od Las Vegas.

Tama ma wysokość 224,1 m i długość 379,2 m. Szerokość u podstawy wynosi 200 m, a na górze 15 m. Maksymalna moc elektrowni wodnej wynosi 2074 MW. Powyżej zapory znajduje się sztuczne jezioro Mead, nazwane imieniem Elwooda Meada, który nadzorował budowę zapory. Jezioro ma powierzchnię 639 km², objętość 35,2 km³ i sięga do 177 km w górę rzeki.

Nazwana imieniem Herberta Hoovera, który odegrał kluczową rolę w jej powstaniu, początkowo jako sekretarz handlu, następnie jako prezydent USA. W 1981 r. zapora została wpisana na Narodową Listę Miejsc Historycznych, a w 1985 r. stała się Narodowym Pomnikiem Historycznym USA.
www.pl. wikipedia.org


fot. Steve USA

Kapliczka na Gibasach, czyli ocalić legendę od zapomnienia

Kolejne spotkanie przy kapliczce w pierwszy weekend września, czyli 3 – 4 września 2011 r. Tym razem prace obejmą dach tj. zostanie pokryty na nowo – gontem. Pracami ciesielskimi zajmie się Piotr wraz ze swoją ekipą. Potrzebne będą jednak osoby do pomocy. Tak więc zbiórka tradycyjnie przy chacie Stacha ok. godz. 9.00. Prosimy osoby chętne popracować przy kapliczce o zabranie ze sobą rękawiczek i DOBREGO HUMORU! Panie prosimy o pomoc w „kuchni polowej”, a tradycyjnie na wieczorne spotkanie przy ognisku zabierzcie ze sobą kiełbaskę. W razie bardzo brzydkiej pogody termin spotkania zostanie przełożony. Ostatecznie swoją obecność prosimy potwierdzić do środy 31.08.2011 r.

Mamy zamiar wraz z kilkoma znajomymi i przyjaciółmi z górskich szlaków uratować przed popadnięciem w ruinę Kapliczki na Gibasowym Siodle w Beskidzie Małym:

Kapliczka miała zostać rozebrana i przeniesiona do tworzącego się Skansenu Wsi Żywieckiej w Ślemieniu, lecz czymże byłyby bez niej Gibasy??? To udało się nam zablokować. Kapliczka zostaje na swoim miejscu. Roboty jest masa. Rozsypujące się ściany, paskudne pokrycie dachowe zrobione z eternitu, renowacja kamiennych figur w środku. Mamy wsparcie techniczne i merytoryczne Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków woj. śląskiego oraz (ustne chwilowo) pozwolenie właściciela działki, na której stoi Kapliczka, na prace remontowe. Czego nam brak. Nie ukrywam – kasy. Kapliczkę chcemy pokryć gontem. Koszt – około 2500 zł, nie licząc innych materiałów budowlanych (gips, cement, farby), nowej kraty oraz drzwi.

Utworzyliśmy specjalnego maila kapliczka.gibasowa@wp.pl gdzie można się kontaktować w sprawie ewentualnych datków na pokrycie kosztów remontu. Wszystkim chętnym wpłacić choć symboliczną złotówkę, będziemy dozgonnie wdzięczni.

Dobrowolne datki związane z prywatnym remontem Kapliczki na Gibasach proszę kierować na konto:

Joanna Zolichowska
nr konta: 49 1090 2011 0000 0001 1610 7638
z tytułem: wpłata własna + nick ew. imię i nazwisko wpłacającego + adres e-mail

Wszelkie wpłaty zostaną z Wami rzetelnie rozliczone drogą mailową. Całość postępów akcji można śledzić na bieżąco w tym temacie na Forum Beskidu Małego.

Trochę historii – Gibasówka to miejsce znajdujące się w przysiółku Gibasy w pobliżu Przełęczy Gibasowej pomiędzy Małym i Wielkim Gibasowym Wierchem, leży pomiędzy dolinami Łękawki i Kocierzanki w Beskidzie Małym. Nazwa ta pochodzi od nazwiska Gibas, które to do połowy XIX wieku nosili wszyscy gospodarze zamieszkujący to magiczne miejsce.

W przysiółku, oprócz stojących jeszcze kilku chat i piwnic murowanych znajduje się piękna, murowana z kamienia kapliczka z figurką Chrystusa upadającego pod Krzyżem. Z kapliczką związana jest pewna legenda: mianowicie, w tym miejscu stały kiedyś dwa domy, w którym mieszkało dwóch gospodarzy. Wojowali oni ze sobą całe życie, lecz na starość w końcu się pogodzili i w podzięce za tą zgodę ufundowali ową kapliczkę. Wewnątrz na postumencie pod figurką są wykute dwie postacie podające sobie ręce na zgodę – nasi dwaj gospodarze. Należy chyba jeszcze dodać, że w czasie II wojny światowej w kapliczce znajdowała się skrzynka kontaktowa lokalnych struktur AK.

Sprawa na pewno jest skomplikowana i wymaga sporego nakładu pracy i poruszenia wszelkich dostępnych osób, które mogą w jakikolwiek pozytywny sposób wpłynąć na przebieg wydarzeń. Tym bardziej, że temat nie dotyczy tylko samej kapliczki, ale również dwóch zabytkowych piwniczek kamiennych na Gibasowym Siodle (jedna z nich na zdjęciu). Niemniej praca wre - najświeższe relacje z odbudowy można obejrzeć na forum…
www.beskidmaly.pl

fot. Beskid Mały serwis i forum

Wrota Niebios czyli Pan Fasolka

Popularnie zwana „Fasolką” (The Bean), najsłynniejsza rzeźba w Chicago – CLOUD GATE – stoi w Parku Milenijnym. Jej oficjalną nazwę można przetłumaczyć jako „Wrota Niebios”. Jej autorem jest brytyjski artysta indyjskiego pochodzenia – Anish Kapoor. To pierwsza jego praca w Stanach Zjednoczonych, która stoi w otwartej przestrzeni. „Fasolka” waży 110 ton i pokryta jest płatami stali, które dokładnie wypolerowano – dlatego jej powierzchnia jest równa i wydaje się jednolita. Odbijają się w niej wieżowce downtown Chicago oraz niebo.

Inspiracją dla Kapoor’a była płynna rtęć. Cloud Gate ma 66 stóp szerokości (20 metrów) i 33 stopy (10 metrów) wysokości. Zlokalizowana jest na AT&T Plaza w Parku Milenijnym. Widać ją już z poziomu Michigan Ave. Stoi tam od niedawna. Najnowocześniejszy Park w Chicago otwarto do użytku w 2004 roku. Wtedy „Fasolka” miała na sobie jeszcze „szwy”. Na przełomie 2004 i 2005 roku, ukrywając ją w specjalnym namiocie – „Fasolkę” wypolerowano. Dlatego dziś wydaje się właśnie jednolitą bryłą. Oficjalnie za datę odsłonięcia Cloud Gate uważa się maj 2006 roku.

Anish Kapoor: – Chciałem w Parku Milenijnym stworzyć coś, co stanowiłoby połączenie z niebem. W tym przypadku możemy zobaczyć przepływające chmury i te bardzo wysokie budynki, które odbijają się w tej pracy. A także jako, że jest to forma wrót – uczestników, oglądających. Mają oni możliwość by bardzo głęboko wejść w to, w taki sam sposób, jak odbijające się części miasta. Niesamowity efekt wizualny czeka na odwiedzających to miejsce, kiedy staną „pod” Fasolką. Odbijają się wtedy w jej wielowymiarowym wnętrzu.

Co ciekawe, Kapoor przy projektowaniu „Fasolki” nie używał komputera, a jego projekt wybrano spośród 30 innych prac. Okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie ma dnia, żeby wokół „Fasolki” nie było ludzi. Tylko bardzo wcześnie, po wschodzie słońca latem i gdy jeszcze jest ciemno zimną – Park Milenijny oficjalnie otwiera swoje podwoje o 6 rano. Można w nim przebywać do 11 wieczorem.


2011

Nazwa „The Bean” – „Fasolka” – pojawiła się w artykułach prasowych chicagowskich gazet i materiałach lokalnych telewizji, zanim jeszcze rzeźba była w pełni ukończona. Kapoor skomentował ją dwoma słowami: „kompletnie głupia”. I w kilka miesięcy później nazwał swoją rzeźbę „Cloud Gate”. Ale nie ma nikogo w Chicago, kto zapytany w Parku Milenijnym o to, gdzie zmierza, nie odpowiedziałby: „Do Fasolki”!


2010


2009


2008


2007

fot. ewamalcher.com Chicago, USA
www.ewamalcher.com

Z ciekawostek: w okresie Świąt Bożego Narodzenia „pod Fasolką” odbywają się koncerty kolęd i świątecznych pieśni.  Tutaj próbka tego, co wtedy można usłyszeć i jaki to ma klimat. Miejsce wokół „Fasolki” to także świetna naturalna scena dla artystów. Tak w jej cieniu „bujali” się Australijczycy z grupy „Strange Fruit”.

Wielka Racza

fot. Ela Wolny Beskidy

Magurka Wilkowicka, czyli miss mokrego podkoszulka

Magurka Wilkowicka, bowiem jest ich w górach tyle, że nie tylko cepr się między nimi może  nieźle pogubić. Ja sama byłam już na kilku – dziś ponownie na tej najbliższej. I ponownie z nadzieją, że zobaczę z niej Tatry. Niestety… pogoda po raz kolejny udowodniła, że w górach zmienia się gwałtownie i nieoczekiwanie. Ale o ile groźna jest burza, o tyle deszcz to przecież jak o d p o r no ś c i o w a, tak potrzebna szczepionka. A w niej i Masyw Skrzycznego, i międzybrodzkie zapory, i Góra Żar oraz… miss mokrego podkoszulka – coraz częściej turyści, cykliści, kijkarze gubią coraz dziwniejsze części swej g a r d e r o b y. Pamiętamy na Czuplu męskie bokserki? Dziś odziałam znalezioną czapką wiszący na choince podkoszulek, mocno żałując, że do kompletu nie zniosłam z okolic Rogacza… czerwonych spodenek!
Jutro wyruszam ciut dalej, wierząc, że aura będzie łaskawsza.

Widok na stronę z  masywem Skrzycznego:

Widok na drugą stronę, na Górę Żar:

Na szczycie:

Zejście Harcerzową:

Wilkowice Górne:


fot. Ela Wolny Beskidy

Zobacz również:
- Magurka Wilkowicka film

Komercja na szczytach gór, czyli bo „życie jest do życia”

Uważni Czytelnicy ecodnia, pamiętają wpis Moni  Komercja na Igle Południa „Aiguille du Midi – „Igła Południa” piękna, monumentalna, groźna góra i… zarazem najłatwiej dostępny szczyt w Alpach! A to za sprawą kolejki linowej, która wywiezie nas na 3842 m n.p.m. Bardzo komercyjne i gryzie się to z eko-obcowaniem z naturą. Dowód na to, że człowiek potrafi „ujarzmić” chyba już każdy skrawek ziemi. Restauracja, sklep z pamiątkami wewnątrz góry na wysokości 3842 m n.p.m. to dla mnie niemy hołd dla człowieka, nie dla gór. Fakt faktem – obłędne widoki, kilka tarasów dosłownie wbudowanych w zbocze góry, winda w skale, która wyniesie nas dodatkowe 40 m w górę na sam szczyt, pajęczyna lodowych korytarzy – to robi kolosalne i niezatarte wrażenie, ale i pozostawia lekki niesmak”.

Z kolei kilka dni temu, spotkałam się z ostrym protestem „ludzi gór” – alpinistów i himalaistów. Po słowach Aleksandra Lwowa na temat naszej Śnieżki „zakaz spożywania własnej żywności”, do tego obowiązkowo… ruch jednostronny – to prawda, niesmak.

Ale oto wczoraj wróciłam z Góry Żar, na który, po pierwsze gdyby nie kolejka górska, z pewnością bym nie weszła. Nie dlatego, że nie mogłam – byłam z dzieckiem, które dyktowało warunki. Po drugie będąc  kolejny raz na szczycie, tym razem w  wakacje, w weekend, w piękną pogodę,  przyjrzałam się kolorowej masie ludzi, dla których oscypki, ale i wełniane skarpety, kierpce, kapelusze wprost ze „służbowego”… samochodu! Wszelkiego rodzaju przedrogie krówki, włoskie lody w europejskiej cenie i wielkomiejski lokal, z kelnerkami w markowych fartuchach. Komercja na Igle Południa, komercja na Śnieżce, komercja i tu – ceny bandyckie! Na szczęście nie za obłędne widoki, nie za przestrzeń i pofalowany ostro horyzont, nie za monumentalny parawan z gór, nie za szybujące wesoło kolorowe ptaki…

I nagle schodząc już pieszo w dół, i mając nie tylko nad głową, ale i obok siebie zadowolone, kolorowe z emocji dziecko, poczułam z tymi wszystkimi ludźmi głęboką więź – obok Skrzycznego kolejna tak sportowa, zagospodarowana, ostro pracująca góra, i kolejna na której rozleniwiona gawiedź  zaczesuje ręką źdźbło traw, bo dla nich ten sposób spędzania czasu jest zwyczajnie d o b r ą alternatywą dla przepastnego fotela i cyfrowego TV.   Nie można im tego odbierać!

Przed chwilą skończyłam książkę Martyny Wojciechowskiej „Przesunąć horyzont” (z dedykacją!). I naprawdę nie pamiętam już opisów innych wypraw na Mont Everest,  wypraw komercyjnych, gdzie na jednego uczestnika przypada  niejeden sherpa, gdzie namioty z dvd wyłożone są dywanami, gdzie znudzony wspinacz i na obiad do Katmandu… helikopterem wyskoczył (sic!). Pamiętam tylko przesuwanie Jej własnego horyzontu. Z różnych powodów. Bo ze szczytu świata na horyzoncie widać tylko kolejne  szczyty do p r z e s ko c z e n i a, bo  jedyne co nas ogranicza przy spełnianiu marzeń, to własna wyobraźnia, że jedyne co nas paraliżuje to myśl, że jest to możliwe. A mozolną pracą,  ciężką pracą, cierpliwością, pokorą i wiarą wszystko w życiu jest możliwe. Dlatego należy czerpać z niego jak najwięcej, i nie bać się ryzykować, nie bać się  ani płakać, ani być szczęśliwym, ani k o r z y s t ać z życia takim, jakie ono jest. Bo życie jest do życia. Bo najważniejsze to być w ciągłej drodze i każdego dnia robić chociaż maleńki krok do p r z o d u. Przesuwać niemożliwe i wciąż iść. Dokąd? Wyznaczać sobie cele do następnego szczytu, i nie ważne, że przy pomocy  tych wszystkich górskich kolejek, tych „kolejkowych sherpów”,  i nie ma znaczenia czy ktoś inny poprawia czapkę i wyciera nos, bo dopóki  się jest w ogóle w jakiejkolwiek swojej drodze,  się jest, się żyje…

Nie Korona Świata i ukończone rajdy, nie choroby, nie blichtr i medialny flesz, a opis przesuwania swojego horyzontu, zmieniając moje wyobrażenie o Martynie, zmienił też moje o sobie. Głęboki respekt!

fot. Ela Wolny Góra Żar

Zobacz również:
- Góra Żar film

Fotografia krajobrazu – na spotkanie chmur

Dziś ponowne spotkanie z moim gwiazdkowym prezentem. „Fotografia krajobrazu” Tim’a Fitzharris’a, z której nie bez powodu omówię akurat ten właśnie rozdział – nawet w zwyczajnej okolicy można bowiem stworzyć ciekawe zdjęcie,  wystarczy tylko odpowiednie światło i… chmury!

Chmury, na które  ostatnio jakby stale możemy liczyć. I okazuje się, że wcale nie ma czego żałować, bo kiedy niebo jest bezchmurne, to ostre światło padające z nieba – nadmiernie akcentując cienie – pozbawia krajobraz szczegółów. I to bez chmur niebo nie ma charakteru, a wschody i zachody słońca pozbawione są  swych arcyciekawych kolorów. Zatem  obecność chmur to gwarancja ciekawych, niepowtarzalnych kadrów. Dlatego nawet jeśli widok oglądany był przez nas już setki razy,   zachmurzone niebo może zaserwować nam iście prawdziwy spektakl!

Niestety… najbardziej fotogeniczne są tylko niezbyt gęste chmury, za to rozsiane po całym niebie. Poniżej w skrócie abc  ich fotografowania:

  • Jako element podkreślający krajobraz – horyzont winien być na 1/3 lub 2/3 wysokości kadru
  • Jako światło punktowe – rozstępujące chmury tworzą tunele, przez które padają na ziemię wąskie snopy światła
  • Jako dyfuzory – obecność chmur zmiękcza światło słoneczne co poprawia odwzorowanie najciemniejszych i najjaśniejszych elementów zdjęcia
  • Jako reflektory odbijające światło – słońce tuż spod horyzontu oświetla cumulusy i nimbusy, które działają jak lustro odbijające ciepłe i miękkie światło
  • Jako część perspektywy powietrznej – mgła dająca niesamowite efekty i możliwość fotografowania słońca na wprost obiektywu, redukuje kontrast i i działa jak dyfuzor oraz szary filtr (przyciemniając słońce i wprowadzając atmosferę niesamowitości)

Reasumując, chmury nie tylko zmieniają warunki oświetleniowe (prawie zawsze na lepsze!), ale są przede wszystkim  atrakcyjnym elementem równoważącym kompozycję i wprowadzającym do kadru e m o c j e.

I na koniec, nie omówione przez Tima odbicia chmur, które możemy oglądać w taflach stawów, rzek i jezior… Kroplewski  kiedyś napisał „na Bugu jest więcej nieba” – w rzeczy samej – w s z ę d z i e,  gdzie tylko spokojna woda, tam z a w s z e więcej nieba – ewolny

fot. Ela Wolny Magurka (Sucha Beskidzka), staw rybny (Stara Wieś)

Zobacz również:
- Fotografia krajobrazu – wschód i zachód słońca
- Fotografia krajobrazu – odbicie lustrzane

Borsucza Góra (Magurka)

Czyli w cieniu Babiej Góry… W uzupełnieniu Sucha Beskidzka i Wincentego Pola „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”:

fot. Ela Wolny Sucha Beskidzka