Monthly Archives: Luty 2012

Z daszku

Jeżeli Himalaje nazywa się powszechnie dachem świata, to ten dach dziesięciopiętrowca, spokojnie można nazwać…  Beskidami:

I druga strona:

fot. Ela Wolny Bielsko-Biała

Przedwiośnie

P1080872

I suchą stopą – a tym bardziej łapą  – nie przejdziesz. Bulwary Straceńskie a tam,  prawdziwe między brodzie.  Wezbrany Potok Straceński w swoim regularnym, kamiennym korycie, a górą równolegle drugi, tworzący malownicze rozlewiska… Ale tym razem z nadmiaru wody głowa chyba nikogo nie boli – pamiętamy zbyt niski poziom wód i widmo suszy?

ps.
Tak było wczoraj, a dziś… śnieg i jest szansa na fajne lodowisko.

fot. Ela Wolny Bielsko-Biała

Na daszku świata…

P1080774

… jest bliżej nieba, jest bliżej gwiazd, ale i…

A tu wtem, moje dzisiejsze zachowanie będzie na wskroś nieprofesjonalne – nie wiem gdzie jest to uświęcone miejsce!

I na mapach go nie szukam. Mimo przejścia w 20-sto stopniowym mrozie, bardzo dobrze pamiętam tą drogę. Zamykam oczy i:  czarny szlak na Przegibek, nartostradą na Magurkę, po kilka zejściach i wejściach, wielu zakrętach, nagle poza szlakiem ostro w dół. Najpewniej Międzybrodzie Ponikiew, ale głowy nie dam.  W Ponikwi jest zejście z tego stoku, a to, tylko jedna z jego półek.  Za to jaka:

I nagle przypomina mi się pewna rozmowa:
- Pięknie zmrożona ta budka dla ptaków.
- To nie budka, to kapliczka.
- Dla ptaków?! Tylko raz spotkaliśmy mały ołtarzyk w lesie, miałem usunięte „ósemki” i mama powiedziała „popłucz, to święcona woda”. Tak spuchłem – myślałem, że umrę…

Można nazwać to bereciarstwem, ale uwielbiam te przydrożne beskidzkie kapliczki,  zagubione gdzieś głęboko w lesie. Niektóre z nich nawet wielkości drobnej dłoni,  a jednak zawsze ze świeżym kwiatem – nic to że  plastikowym. Te mini ołtarze polowe jak tu, tak po prostu pod gołym niebem,  i w takich oto okolicznościach przyrody  samoistnie włączają  pokorę istnienia i wtedy tylko bach, na kolana. I aż by się chciało Na rozstaju dróg, Gdzie przydrożny Chrystus stał, Zapytałeś dokąd iść, Frasobliwą minę miał, Przystanąłeś więc, Z płaczem brzóz sprzymierzyć się, I uronić pierwszy raz, W czerwone wino łzę…

fot. Ela Wolny Beskidy

Zobacz również:
- Przez Przegibek…

Kokon

To jest tak niesamowite, tak brutalnie prawdziwe, tak obnażające nas – zadufanych w sobie maluczkich – poświęć chwilę i przeczytaj. Koniecznie jeszcze raz przekonaj się, jak porąbani jesteśmy, jak porąbany jest dzisiejszy świat. To część eksperymentu społecznego na temat percepcji, smaku i priorytetów ludzi, zorganizowana przez Washington Post. Czy naprawdę jesteśmy jeszcze w stanie s a m o d z  i e l n i e dostrzegać piękno? Czy żyjemy niestety  jak w kokonie i widzimy go już tylko wtedy, gdy zostanie podane na tacy – ew

This is so awesome. Please take a moment to read:

A man sat at a metro station in Washington DC and started to play the violin; it was a cold January morning. He played six Bach pieces for about 45 minutes. During that time, since it was rush hour, it was calculated that 1,100 people went through the station, most of them on their way to work.

Three minutes went by, and a middle aged man noticed there was musician playing. He slowed his pace, and stopped for a few seconds, and then hurried up to meet his schedule.

A minute later, the violinist received his first dollar tip: a woman threw the money in the till and without stopping, and continued to walk.

A few minutes later, someone leaned against the wall to listen to him, but the man looked at his watch and started to walk again. Clearly he was late for work.

The one who paid the most attention was a 3 year old boy. His mother tagged him along, hurried, but the kid stopped to look at the violinist. Finally, the mother pushed hard, and the child continued to walk, turning his head all the time. This action was repeated by several other children. All the parents, without exception, forced them to move on.

In the 45 minutes the musician played, only 6 people stopped and stayed for a while. About 20 gave him money, but continued to walk their normal pace. He collected $32. When he finished playing and silence took over, no one noticed it. No one applauded, nor was there any recognition.

No one knew this, but the violinist was Joshua Bell, one of the most talented musicians in the world. He had just played one of the most intricate pieces ever written, on a violin worth $3.5 million dollars.

Two days before his playing in the subway, Joshua Bell sold out at a theater in Boston where the seats averaged $100.

This is a real story. Joshua Bell playing incognito in the metro station was organized by the Washington Post as part of a social experiment about perception, taste, and priorities of people. The outlines were: in a commonplace environment at an inappropriate hour: Do we perceive beauty? Do we stop to appreciate it? Do we recognize the talent in an unexpected context?

One of the possible conclusions from this experience could be:

If we do not have a moment to stop and listen to one of the best musicians in the world playing the best music ever written, how many other things are we mis sing?

Przez  FB od: Josh Nonnenmocher. Do chwili obecnej, 16.02.2012 godz 08:57, udostępniono 109.056 razy!
Bez komentarza.

Chodzi lisek koło drogi…

… nie ma ręki ani nogi.  Albo z drugiego bieguna, a tu może właśnie sika nam lis, a my tego nie widzimy. Nie widzimy, bo nie sika – nie ma jak. Biały Krzyż w Szczyrku i takie oto stoisko.

Nie ogarniam tego zamkniętego w szkle lisiego wzroku, zatrzymanego tęsknie na leśnych masywach.

A tuż obok, prawie cała jego leśna kompania… cały las w gustownych  t r o c i n a c h. Ha! A czy my, wypchalibyśmy nimi swojego pupila? Swojego kota, chomika lub psa? A czemu nie wypchać na przykład ślubnego? Ku pamięci tęskniącego wszem ogółu!

I jeszcze na koniec – czym różni się wypchany lis, od przerobionego na kapeć barana? Tak wiem, też mam kurtkę skórzaną i jakieś tam buty,  ale… patrząc na tego liska jest mi zwyczajnie wstyd.
fot. Ela Wolny Szczyrk

Góra Żar z Przegibka

Zdjęcie do powiększenia.
fot. Ela Wolny

Zbiorniki emocjonalne

Jeśli chcesz być na tej samej liście co Ghandi i pomóc Gwinejczykom – musisz stać się przede wszystkim jednym z nich.. Tylko wtedy, przez bezpośrednie uczestnictwo będziesz wiedział, że zmieniasz świat na lepsze.. Jak mawiają ci ohydni Amerykanie: „Talk is cheap.” Jednak, co do pomocy np. Gwinejczykom, to biorę pod uwagę, że:

  1. Może nie stać mnie na bilet aby tam dotrzeć
  2. Moje zobowiązania i odpowiedzialność za rodzinę nakazują mi zostać w domu
  3. Głowę, albo karierę, czy przyszłość – za niepopularne zachowania, czy też wyrażanie niebezpiecznych dla kogoś sądów – można stracić równie dobrze w domu

Nie wszystko jednak stracone. Działać w sposób właściwy, prawdziwy, nie poddając się projekcjom swojego umysłu, będącego w większości pod wpływem mainstream-owej papki można również w domu, tam gdzie się żyje. Ola w swoim artykule opiera się na koncepcji wyciszenia świadomego umysłu tak jak to radzi buddyzm. Od dłuższego już czasu używam w to miejsce określenia: fałszywa świadomość, tym bardziej fałszywa, że może zostać łatwo zmanipulowana.


fot. Nikola, zdjęcie z telefonu

Chcąc podzielić się moim doświadczeniem z ostatnich kilku miesięcy, w kwestii nie poddawania się swojemu świadomemu umysłowi, pokrótce opiszę co mnie spotkało. Szukając rozwiązań w kwestii pogodzenia pracy zarobkowej i nauki, postanowiłem podjąć stałą pracę w prywatnym domu starców jako opiekun-pielęgniarz. Rzecz dzieje się w Niemczech. Cóż, na czym, jak na czym, na jedzeniu mieszkańcom tu nie brakuje. Jednak już po niedługim czasie stwierdziłem, że wszyscy ci ludzie – których zadaniem jest dożyć w ośrodku swoich lat – są głodni, co więcej są potwornie głodni! O co chodzi? W związku ze sztywnymi normami czasu pracy, jak to w kapitalizmie oraz wszechobecną rutyną, pracownicy – pielęgniarki, opiekunowie, personel nie ma prawie czasu na nakarmienie głodu emocjonalnego tych starszych ludzi. W związku z czym staruszkowie są samotni, nieszczęśliwi, niektórzy chcą uciekać. Opiekując się starszymi, dementywnymi ludźmi dość szybko dochodzi się do wniosku, że oni są jak duże dzieci – i tak należy ich traktować, oczywiście z pełnym szacunkiem, współczuciem, empatią.

Co do pustki emocjonalnej, dzieci jeżeli takową pustkę odczuwają dają temu wyraz poprzez płacz, złość, bunt, niejednokrotnie agresję. Rodzice, opiekunowie najczęściej kierują się w tych przypadkach zachowaniami zauważonymi u swoich rodziców, niektórzy np. świadomie starają się nie bić swoich pociech, ale dopóki starcza im cierpliwości, no i co gorsza gdy kończy się cierpliwość, usypia świadomość (wstępuje święty gniew rodzicielski, itd.).

Jak napełniać zbiorniki emocjonalne? – Najprostszą odpowiedzią jest miłość!

Miłość do drugiego człowieka (nie mylić z seksem). Czy będzie to dziecko, czy też osoba w każdym innym wieku – zbiorniki emocjonalne napełnia się w ten sam sposób:

  1. Kontakt wzrokowy (patrząc prosto w oczy dziecka, dajemy sygnał, że dziecko jest bezwarunkowo i szczerze kochane – przekazujemy mu uśmiech, miły wyraz twarzy, miłe słowa / wybałuszone oczy rodzica, wbite w dziecko podczas wydawania poleceń, strofowania i krytyki, to katastrofalny błąd wychowawczy)
  2. Kontakt fizyczny (obejmowanie, przytulanie, poklepywanie, całowanie, itd. – dziecka – na co dzień oraz szczególnie gdy tego potrzebuje)
  3. Ukierunkowaną uwagę (znajdowanie codziennie chociaż pół godziny czasu na spędzenie go wyłącznie rodzica z dzieckiem – robienie czegoś tylko razem z nim, chociażby czytanie mu książki)
  4. Właściwą miłość (w odróżnieniu od niewłaściwej – uczucia przenoszonego na dziecko, utrudniającego jego rozwój emocjonalny, przykłady to: zaborczość, uwodzenie, substytucja i odwrócenie ról)
  5. Pełna miłości dyscyplina (wymagania, polecenia, nagrody i kary)

Zasady powyższe zastosowałem w praktyce w moim domu starców i pomimo tego, że są to Niemcy – pamiętający I i przede wszystkim II wojnę światową, a świadomy umysł stara się poddawać różne przeciwstawne myśli, zgodne z ideologią chociażby 4 pancernych, to jednak poza nim, poza fałszywą świadomością jest moje prawdziwe ja, które nakazuje mi bezwarunkowo kochać tych ludzi. No i cóż, zdarzają się cuda (moje serce się raduje!) i jak już wcześniej wspomniano – CI CO WIEDZĄ, NIE MÓWIĄ – CI CO MÓWIĄ, NIE WIEDZĄ – namawiam każdego aby wypróbował powyższe zasady napełniania zbiornika emocjonalnego, bazując na obejściu fałszywej świadomości, na rzecz poddania się prawdziwej istocie jaką jesteśmy i miłości najlepiej wszechogarniającej – Grzegorz Boryszewski

Zobacz również:
www.nowaatlantyda.com – Umysł nie wiem

British Virgin Islands

Polskie jachty w paradzie przed żaglowcem  Fryderyk Chopin….

Na kotwicy przy płaskiej jak stół wyspie Anegada:

Nasza łódka zaczepiona do boi przy malutkiej wysepce Saba Rock:

I sama wysepka Saba Rock:

A tak jest pod wodą. Zdjęcie z podwodnej kamerki. Cooper Islands:

I może jeszcze, karaibski zachód słońca:


fot. Chris Miekina Karaiby