c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Feminizm

Dzień Kobiet – historia prawdziwa

mfh-tsw-factory

Urzekła mnie ta historia, wstyd przyznać, nie znałam jej. Dlatego dziękując za nią Paulowi, publikuję ją już dziś, dając szansę na zrehabilitowanie się wszystkim lekceważącym ten dzień prześmiewcom – którzy utożsamiają go li tylko z komunistycznym świętem. A oprócz tego, oczywiście dedykuję go wszystkim pracującym ciężko kobietom, zarówno w pracy jak i w domu – a w szczególności koleżankom z branży – ew

Cofnijmy się wstecz o 101 lat, aby przypomnieć co się wydarzyło pewnego marcowego popołudnia 25 marca 1911 roku w Nowym Jorku.

The Triangle Shirtwaist Company, która była własnością dwóch przedsiębiorców Maxa Blancka i Isaaca Harrisa, zajmowała trzy ostatnie piętra dziesięciopiętrowego budynku w Nowym Jorku przy skrzyżowaniu Green Street i Washington Place na wschód od placu Washingtona. Fabryka zatrudniała około 500 robotnic, przeważnie młode emigrantki z Włoch oraz ze wschodniej Europy.

Niektóre z młodych robotnic miały po 12-13 lat. Normalnie pracowano po 9 godzin dziennie oraz 7 godzin w soboty szyjąc ubrania za ok. 1,5$ tygodniowo, co jest dzisiejszym  odpowiednikiem ok. 35$ na tydzień.

Warunki pracy w tej fabryce były typowe jak na tamte czasy. Tekstylia były składowane na całej powierzchni fabryki i byle jak, ścinki materiałów były rzucane po prostu na podłogę, papierowe wzory krojów oraz szkice były przypinane do stołów krawieckich, palenie papierosów było na porządku dziennym, oświetlenie zapewniały gazowe lampy z odkrytym ogniem no i oczywiście nigdzie nie było gaśnic.

W sobotnie popołudnie 25 marca 1911 roku, wybucha pożar na ósmym piętrze prawdopodobnie spowodowany iskrą od zapałki, niedopałkiem od papierosa lub iskrą z elektrycznego silnika maszyny do szycia – nigdy nie poznano prawdziwego źródła pożaru. Większość pracowników z ósmego i dziesiątego piętra zostało zaalarmowanych o pożarze i zdołało się ewakuować. Dziewiąte piętro nie zostało zawiadomione na czas i w chwili gdy dym i ogień wdarł się na to piętro było już za późno,wybuchła panika.

Były tylko dwa wyjścia z tego piętra – jedno kompletnie zajęte przez gęsty dym z ogniem i drugie, które niestety było zaryglowane przez właścicieli z obawy przed wynoszeniem materiałów z fabryki, robieniem sobie nielegalnych przerw lub związkowe spiskowanie przeciwko właścicielom. Uwięzione w śmiertelnej pułapce spanikowane  kobiety zaczęły wybijać okna i skakać z dziewiątego piętra po pewną śmierć. Inne otwarły na siłę drzwi nieczynnej windy aby próbować wydostać się z ognia rzucając się w  otwartą czeluść szybu windowego. Pomimo, że straż pożarna przybyła na miejsce bardzo szybko, nie zdołano niestety nikogo wydostać z płonącego piętra ponieważ drabiny strażackie sięgały tylko do piętra szóstego.

Po ugaszonym pożarze policzono 146  martwych kobiet. Właścicieli fabryki po długim procesie nigdy nie uznano za winnych całej tej tragedii. Jedynie w postępowaniu cywilnym zostali skazani na wypłacenie 75$ za każdą pracownicę, która straciła życie w tym pożarze czyli około 1750 $ na dzisiejsze czasy. Towarzystwo ubezpieczeniowe wypłaciło właścicielom kolosalną kwotę jak na tamte czasy: 60 000 $ odszkodowania, tj: 1 400 000 w dzisiejszych dolarach. W 1913 pan Blanck, który kontynuował działalność w biznesie szwalniczym został zaaresztowany za ryglowanie drzwi podczas godzin pracy. Został zwolniony z aresztu po zapłaceniu 20$ kary.

Ta tragedia jest oficjalnie uznana  i czczona jest jej pamięć przez miasto Nowy Jork oraz przez ONZ.  Pomimo, że nie jest ona bezpośrednio związana z ideą ustanowienia Międzynarodowego Dnia Kobiet, to przeszła do historii jako jeden z najtragiczniejszych epizodów eksploatacji kobiet i w związku z tym jest przypominana przy okazji Dnia Kobiet.

Informacje na temat początków ustanowienia Święta Kobiet w dniu 8 marca są różnorodne, niejasne i wiele z nich zaprzecza sobie nawzajem. Nawet potężna skarbnica wiedzy jaką powoli staje się Wikipedia podaje na polskojęzycznej stronie nieprawdziwe fakty i przeinaczenia.

Krótki zarys wydarzeń przed ustanowieniem 8 Marca jako Dnia Kobiet:

1909, 28 luty, Nowy Jork – Partia Socjalistyczna Ameryki świętuje Narodowy Dzień Kobiet na pamiątkę strajku kobiet jaki miał miejsce w tym mieście w 1908.

1910, Kopenhaga, Socjalistyczna Międzynarodówka ustanawia Dzień Kobiet o charakterze międzynarodowym tymczasem żadna data na świętowanie tego dnia nie została ustalona.

1911, 19 marzec, w wyniku inicjatywy kopenhaskiej obchodzono po raz pierwszy ten dzień w Austrii, Danii, Niemczech i Szwajcarii manifestowanych przez ponad milion kobiet i mężczyzn.

1917, Piotrogród, 08 marca (23 luty według kalendarza juliańskiego) odbyła się demonstracja w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet, która bardzo szybko przekształciła się w generalny strajk, w wyniku którego Car Mikołaj II abdykuje a rząd prowizoryczny przyznaje kobietom  4 dni później prawo do głosowania. Te wydarzenia przeszły do historii po nazwą Rewolucji Lutowej.
(…)

Autor: Z. P. Wasilewski
kronikamontrealska.com

Nowojorskie graffiti, czyli Some walls are INVISIBLE

Byłam  na Red Hook i widziałam fajne graffiti. Robiłam fotki z myślą o Tobie, ale  telefonem a już robiło się szarawo, więc mogą być takie sobie. Przesyłam Ci bo wiem że lubisz.

Ten facet z kulą ziemską był namalowany już nad samą wodą, w dodatku na zagrodzonym terenie:

Napisz co chcesz, one są o niesprawiedliwości społecznej. Dla mnie brakuje tam kobiety, najlepiej Azjatki albo Meksykanki – przecież nie tylko czarni mężczyźni doświadczają uprzedzeń. Ten napis Some walls are ma jeszcze na dole dopisek INVISIBLE. I znaczy to, że niektóre mury są niewidzialne.  Ten żółty napis nad facetem z kulą ziemską, to z kolei Niesprawiedliwość gdziekolwiek (obojętnie gdzie?) jest, jest zagrożeniem dla sprawiedliwości w s z ę d z i e.

Myślę, że wystarczy jak napiszesz coś od siebie, coś co ci w sercu gra – może coś o tych łańcuchach w falach… może o feminizmie jako o formie szukania sprawiedliwości, może o rasizmie i polskich Cyganach, albo Koreańczykach z targów? A może po prostu o sztuce graffiti?
fot. evita_duarte NYC, USA
www.marzenkowonyc.blogspot.com

Pobawmy się w gwałt

Przy okazji ostrych dyskusji na temat Anders’a Breivika, otarliśmy się i o zły wpływ gier komputerowych. No właśnie – prawda to, czy fałsz? Poniższy tekst Evita napisała dla www.mojenyc.com. Niestety, z czasem ów artykuł… został zarchiwizowany, co na polski można przetłumaczyć zwyczajnie z n i k ł ! Zadałam sobie jednak  dziś trud, by go  odnaleźć,  i oto jest – dziękuję Evi! – ewolny

Tak, będzie o grze, o której ostatnio głośno. Wrze na tyle, że jak każdy rozgłos, tak i ten może tej obrzydliwej grze przysporzyć zwolenników. Dla tych, które nie wiedzą: RapeLay to gra, która ponoć w krajach azjatyckich i Wielkiej Brytanii cieszy się niesamowitym powodzeniem.

Gra to właściwie ohydny symulator gwałtu na uczennicy oraz jej matce i siostrze. Użytkownik- gwałciciel najpierw maca dziewczynę w pociągu, a później goni ją i gwałci. Może ją nawet według własnej woli zapłodnić, a później, czemu nie, ciążę usunąć i zgwałcić ponownie. Świetna zabawa po prostu. Ubaw po pachy, zwłaszcza, że gwałciciel nie przegrywa nigdy. Ofiary można gwałcić do woli, aż w końcu się przyzwyczają i nauczą czerpać z gwałtu przyjemność (sic!).

Niektóre sklepy już zbanowały produkt, te które tego nie zrobiły zapewne zrobią to pod naciskiem opinii publicznej. Nie sądzę, żeby ktokolwiek oficjalnie poparł grę, co innego w prywatnych rozmowach pomiędzy facetami- neandertalczykami.

I tu rodzi się pytanie o wolność słowa. Jakie są jej granice? Czy zbanowanie gry nie jest już cenzurą, ingerencją w tę wolność, którą tak sobie wszyscy cenimy. W końcu znajdą się osoby, którym gra da zastrzyk adrenaliny, podnieci, niektórzy nie zobaczą w niej nic złego. Pewnie autor gry też nic złego nie widział w wirtualnym gwałcie wirtualnych kobiet i dziewczynek. Przecież to tylko gra. Czyżby? Tak samo można by powiedzieć o kreskówce z Posta, że to tylko rysunek. O co tyle hałasu, o co tyle zachodu. Dla mnie najdziwniejsze wydaje się, że gra (a także kreskówka) znalazła się w oficjalnym obiegu. Wiele jest dewiacji i to nie jest pierwsza tego typu gra, ale pierwsza dopuszczona do handlu przez międzynarodowy sklep. Wycofana szybciutko, ale jednak ktoś uznał najpierw, że jest do zaakceptowania.

Jeszcze bardziej odstręcza fakt, że gra zaliczona została do gatunku: dating simulation, czyli randkowego. Nikt nie zauważył, że z randką nie ma to nic wspólnego? Dorośli faceci pewnie zauważą, gorzej z nastolatkami. Czego nauczy się taki dzieciak grając w to paskudztwo? Dowie się, że kobieta jest towarem. Rzeczą, z której można sobie dowolnie korzystać. Seks ma służyć do zaspokojenia jego zachcianek kiedy i z kim mu się podoba. Taka w końcu i tak się przyzwyczai i zacznie jej się podobać – evita_duarte
25 luty 2009
www.marzenkowonyc.blogspot.com

Raport CNN na ten temat (13 miesięcy po wpisie Evity!):
- www.articles.cnn.com

Marilyn Monroe

Marilyn stoi w Chicago:

Nic się nie zmieniła. Stoi w tej swojej białej sukience podwiewanej przez podmuch powietrza – Marilyn Monroe. Taką znamy ją z filmu „Słomiany wdowiec”. Taka stoi na Michigan Ave., w cieniu Chicago Tribune, telewizji NBC i budynku Wrigley. A tłumy ciekawskich przechodniów zaglądają jej pod sukienkę, robią tysiące zdjęć.

Posąg nazywa się „Forever Marilyn” (Wieczna Marilyn). Liczy sobie 8 metrów wysokości (26 stóp). Jej autorem jest J. Seward Johnson z New Jersey. Wykonany jest z aluminium i stali. W Wietrznym Mieście posąg stanął dzięki inicjatywie The Sculpture Foundation, która jest jego właścicielem. Ma przyciągać turystów. I przyciąga.

Ale wzbudza i kontrowersje. Rzeźba nie spodobała się sąsiadującej z nią Chicago Tribune. Gazeta napisała, że autorowi brak dobrego smaku. Jeden z bloggerów ChicagoNow.com nazwał ją seksistowską.

Jest jeszcze sporo czasu, by samemu ocenić Marilyn. Rzeźba postoi na Pioneer Court do wiosny przyszłego roku.

fot. ewamalcher.com Chicago, USA
www.ewamalcher.com

Guten morgen, czyli spokojnie, to tylko kobieta

Takie przemyślenia znów egzystencjalno-damsko-męskie, że aż wyciągnę tekst, który skleciłam tuż przed wyjazdem do Hamburgerowa. Miałam w nim pisać o fotografii komórkowej. Miałam pisać o tym  ulubionym skądinąd sprzęcie, do którego przekonali się nawet organizatorzy fotograficznego konkursu National Geographic, bo… Przecież łapiąc ulotną chwilę człowiek nie zawsze ma pod ręką super aparat z obiektywem. Dlatego myślałam wpleść kilka zasad dobrego fotografowania telefonem komórkowym, które to widziałam w CKM…

W niebyt odpłynął dwuznaczny tytuł ze starą góralską prawdą „pstrykać to nie  zawsze znaczy to samo”, bowiem moją uwagę przykuło:

- 575 rzeczy, które zmieniły męski świat

Nieprawdopodobne, że  ktoś to zliczył, cały magazyn aż pstrzy się od wyuzdanych zdjęć kobiet, więc może to łatwy dostęp do 575 zdjęć na szafkę w robocie zmienia mężczyznom ich świat? A potem już z górki:

- luksus Francja elegancja & wysoki połysk
- zakute łby
- jak nosić dres
- seks serwis a tam „moja żona twierdzi, że nie potrafi osiągnąć rozkoszy, jeśli podczas szczytowania nie kopnie mnie w jądra”
- CKM tworzy piłkarską drużynę marzeń
- extra – mistrz świata gier komputerowych

Po lekturze kierowanej do inteligentnego czytacza, od razu meritum:

- gorące usta 26 całujących się dziewczyn – oczywiście same z sobą
- mistrzyni celnego pchnięcia
- złoty cielec – i tu uwaga! zdjęcie blondynki
- seks grupowy – nie pytaj kim oni są zapytaj ilu ich jest
- itd itp

Można by zapełnić całe www samymi tylko takimi tytułami i leadami, seksistowskimi kalendarzami, gdzie każdemu dniu przypisana jest inna pozycja, komiksami z tychże, reklamkami z takichże i zdjęciami, zdjęciami, zdjęciami takowo roznegliżowanych pań.

Na koniec perełka. Już nie doszłam do „jak przeżyć w górach lub robić zdjęcia komórką”, bowiem po drodze napotkałam na sesję dwóch skąpo ubranych pań w tonacji black & white, zdjęcia w różnych pozach przed kompletnie ubranym, znudzonym deczko rozkosznym rozwalaniem w fotelu panem, aż brakowało zdjęć gdzie jawnie ziewa, za to był niezły dopisek:

- masz święte prawo obejrzeć w komfortowych warunkach to, co kobiety kupują za (uwaga!) twoje pieniądze

O’żesz #wyraz jego mać, jeżeli w ten sposób panowie stawiają sprawę to niech się nie dziwią, że potem sami muszą się pocieszać:

- spokojnie, to tylko kobieta – żelazna dziewica najpierw cię wykorzysta a potem pomści

I tak jej dopomóż Bóg!

Dlaczego? W dzisiejszym świecie, jak się okazuje, nawet nie trzeba iść z człowiekiem aż na szlak wysoko w góry, by go  lepiej poznać. I w dolinie, siedząc sobie w wygodnym fotelu, można się przekonać, że nie ma partnerstwa, że nie ma nic za darmo. Kapitalizm wdarł się nam w relacje nawet popracowe, międzyludzkie, międzypłciowe. Przyjaźń? A co to jest? Twarde warunki: coś za coś. Najbardziej, gdy przetarg damsko-męski. Tylko co z tymi, co w to nie wchodzą? Najwyraźniej auf wiedersehen.  Po raz enty – ewolny
fot. ewamalcher.com

Walentynkowo – „Krótki film o miłości”

Wzrok kusi napis „Konkurs walentynkowy! Opowiedz nam o swoich walentynkach i wygraj Kosmetyki AA”. Ale co tu opowiadać? Skoro wszystko na to wskazuje, że wysłanie drugiemu serduszka to nie jest wyraz uczuć, a modna komercja. Zatem serduszka z głębi serca nie dostaję, za to kanadyjski mail od licealnego kolegi „Happy V Day chickie!! ♥”. Serduszko od osoby, po której mogłabym się  wszystkiego spodziewać, ale nie tego znaczka.. Zaściankowy prowincjonalizm trawi me samotne trzewia.

Dlatego jak co roku zimny prysznic stawiający w pion – „Krótki film o miłości”. Tak bardzo pasujący w ten walentynkowy czas, że chyba warto go w tym właśnie dniu,  ponownie razem obejrzeć.

W 2007 roku  zdarzyło się tak, że zostało mi kilka ukraińskich zdjęć, ze spływu Dniestrem brata Jarka. I jakby nie bardzo wiedziałam jak je pokazać. Niby niespójne, bez wspólnej osi, czekały na bingla, który nagle zaświecił  i… napisałam scenariusz. Uwaga – film z napisami w języku polskim. Zapraszam – ew

„Miłe złego początki” – Poznali się i nagle niebo spadło im na głowy, a  swym zapachem  odurzył księżyc. Krew się zagotowała w naczynkach,  jej uderzając do głowy, aż przestała trzeźwo myśleć, jemu wręcz przeciwnie – spłynęła całkiem w dół, aż do „mózgu”:

„Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą” – Zdarzyło się im drwa rąbać nie raz, aż miło, zatem na świat przyszły niebawem dzieci:

„Proza życia zastała ją w kuchni” – Z radością spozierała tęsknie za nim w okno, śliniąc 156 pieróg. Jak nie pierogi, to  gotowanie wory kartofli. On stale był głodny. Ona nie nadanżała, ale starała się,  i uwijała jak w ukropie, by mu jakoś dogodzić:

„A tak w przerwie” – W przerwie między jedną kuchnią a drugą, biegła truchtem, aby zarobić kilka kopiejek do marnie płatnej pracy:

„Jestem kobietą” – Za te kopiejki on kupował benzynę i czasami litościwie brał ją na przejażdżkę, wtedy ona czuła się naprawdę prawdziwą kobietą, lubiła te dni:

„Miłość” – Kochała go za to i cieszyła się, że jej trud w rychtowaniu pierogów i kartofli nie idzie na daremno, przecież tak bardzo podniecał ją swym wielkim brzuchem. Z tej radości, aż przebierała nogami a potem biegła szybko do kapliczki, by się pomodlić za jego dobre zdrowie:

„Modlitwa” – By jak najdłużej jej żył i by mogła nadal gotować wielkie gary tylko dla niego, a potem namiętnie prać nad rzeką, jego bardzo brudne gacie:

„Meritum” – A nade wszystko, gdy już przyjdzie  kres żywota, aby mieć przed czym przestrzegać swą wnuczkę…


Fine – ewolny
fot. J. Kroplewski Ukraina

 

Turcja – Denizli kryptonim meczet

Meczet zrobił wrażenie na podróżnych jeszcze zza szyb autokaru. Wielkość strzelistych minaretów była wyższa niż przeciętnych mijanych co chwilę po drodze. Ten był też przyjazny dla zwiedzających, bo wpuszczano turystów do środka.

Przy wchodzeniu do meczetu każdy obowiązkowo zdjął buty a kobiety narzuciły na ramiona chusty.

Wnętrze pieściło wrażenia wzrokowe swoją barwnością i kunsztem zdobień.

Zawsze chciałem zobaczyć jak wygląda meczet od środka, a po tych niedostępnych tunezyjskich, wreszcie zaspokoiłem swoją ciekawość. To nie był czas modlitwy, ale jeden mężczyzna modlił się gorliwie w ten charakterystyczny dla muzułmanów sposób.

Każdy muzułmanin powinien odbyć rytualną modlitwę co najmniej pięć razy dziennie. Modlitwy odbywają się przed wschodem słońca, w południe, po południu, po zachodzie słońca i wieczorem. Czas modlitwy jest płynny, a o danej porze przypominają specjalne zegary.

W meczecie znajdowała się ściana kibli, która jest prostopadła do linii łączącej meczet z Kaabą w Mekce. Wierni ustawiają się rzędami równolegle do owej ściany, po środku której umiejscowione jest wgłębienie zwane mihrab, gdzie podczas modłów stoi imam.

W tym wgłębieniu nie wolno nikomu stać, dlatego nawet pozując do zdjęcia ustawiłem się na wszelki wypadek daleko. Podobnie sprawa się ma ze świętą księgą Koranem. Do ręki może go wziąć tylko imam. Nasz pilot opowiedział nam anegdotę jak to turysta z Polski na oczach bladego imama kartkował Koran plując na kciuka przy przewracaniu kartek.

Imam wygłasza „kazanie” ze schodów liczących 33 stopnie stając na przedostatnim, bo ostatni należny jest Mahometowi. W meczecie wyodrębnione jest osobne miejsce dla modlących się kobiet. W tym konkretnym meczecie to miejsce znajdowało się na balkonie. Mężczyźni i kobiety nie mogą modlić się razem – Tomek

fot. Tomek Turcja

O kobiecie i mężczyźnie

Podobno o gustach się nie dyskutuje, ale my podyskutujmy. Zdarzyło się bowiem, że wysłałam jakiś czas temu rozwiązanie krzyżówki, za którą w nagrodę dostałam pięknie oprawioną książkę Henry’ego Massa „Rozmowy z księciem”.  Zachęcona ową wygraną wysłałam nowe rozwiązanie, za które ponownie dostałam w innej oprawie… tą samą książkę! Przestałam wysyłać rozwiązania, bo  nagle pojęłam, że jest to przecież pismo branżowe i chyba ja jedna biorę udział w konkursie.

A „Rozmowy z księciem” urzekły mnie na stałe swoimi prostymi, lecz bardzo trafnymi sformułowaniami, napisanymi  w dodatku w sposób uroczy.  Całość to zbiór esejów pod wspólną nazwą „Rozmowy z księciem, czyli elementarz dla dorosłych”, bo czego tam nie ma? W księdze pierwszej napotykamy eseje o Ojczyźnie, druga traktuje o naprawach, trzecia to sens życia, czwarta to już demokracja i zarządzanie, piąta jeszcze o człowieku, kolejna to kolokwium a ostatnią jest zbiór opowiadań zainspirowanych samym Księciem.

Każda z ksiąg ma dodatkowo tematyczne rozdziały. Na przykład o miłości, o snach, o przeznaczeniu, o przyjaźni, o ludzkim wieku,  o muzyce, o filmie, o śmierci, o ludzkiej niesłowności, o błędzie,  o klątwach,  o wspomnieniach,  o niewiedzy sterowanej, o małżeństwie, o ludziach ze snów, o naturze, o intuicji,  o przyczynie i skutku… Nie wymienię wszystkich, bo jest ich 90 (sic!), a wszystkie doskonałe w sposobie zrozumienia. Może jakaś sugestia? Chętnie przytoczę, a póki co jako przykład:

„O nieprawdzie: Nieprawda, ta o rysach kłamstwa, w swej istocie jest szlachetna. Ktoś tylko złośliwy może ją nazwać nowotworem ludzkiej egzystencji. Jeśli tak, to nowotworem absolutnie niezłośliwym, w odróżnieniu od nieprawdy będącej fałszem, krzywdzącym oszustwem, co już jest nowotworem jak najbardziej złośliwym.

Ale bywa i tak, że są to rysy tej samej twarzy.

Nieprawda jest szlachetna oczywiście tylko wtedy, gdy przynosi ulgę, gdy nikt z konieczności jej zaistnienia nie podlega znaczącym cierpieniom.

Nieprawda jest wartością często pożądaną, balsamem łagodzącym żądze i cierpienia. Nieprawda jest potrzebna w równej mierze nam, co i tym, do których jest skierowana. Nieprawda nie jest bękartem, jest pierworodnym wnukiem naszego sumienia.

Nieprawda jakby doskonale  zazębia się również z głównym tematem dzisiejszego wpisu, którym będzie:

„O kobiecie i mężczyźnie”: Natura nie miała potrzeby nigdy się zastanawiać kogo uczynić kobietą a kogo mężczyzną. Z tego prostego powodu, że była Ona (i w sensie ogólnym jest nadal) i jednym, i drugim…

Oba jej obiekty, będące wizerunkiem Jedności są w równej mierze potrzebne i niezastąpione, bowiem każdy z obiektów nie istniałby bez drugiego. Raz jeszcze należy podkreślić, że podział Natury na męską i żeńską jest poza Jej znaczeniem generalnym, Natura jest Jednością, która na Ziemi, czyniąc życie ciekawszym, przybrała aż dwie postaci.

Część siebie Natura wyraziła ciałem kobiety, część inną ciałem mężczyzny. Wszelkie zaś różnice, w tym intelektualne, są nie tyle samymi w sobie predyspozycjami płci, ile wypadkową narzuconych pierwotnych działań i celów.

Część Natury została nie tyle kobietą, co matką z całym bagażem praw i obowiązków. Matce dana została przede wszystkim Miłość, mężczyźnie przede wszystkim Mądrość. Miłość i Mądrość, bo tylko tyle ma sens i istotne znaczenie.

Kobieta musi rodzić i wychowywać. Cały jej więc wysiłek intelektualny generalnie koncentrował się przez wieki na miłości i zachowaniu gatunku. Żeński konar drzewa w jednym rósł kierunku, wymagał poświęceń i odpowiedzialności, którym mężczyzna nie byłby w stanie podołać, nie tylko dlatego, że jest mężczyzną, ale dlatego, iż takie są jego historyczne uwarunkowania. Kobieta przez tysiąclecia stała się niedościgłym mistrzem rzeczywistości. To ona potrafi ocenić rzeczywistość, zabezpieczyć, oddać następnym pokoleniom. Nikt i nic jej nie dorówna w mądrym pojmowaniu dnia wczorajszego, dzisiejszego, jutrzejszego. Jest pełna miłości i mądrości w pojmowaniu życia codziennego. Tylko nielicznym mężczyznom udaje się w tym sensie, wobec takiego mistrza zdobyć dyplom czeladniczy…

Mężczyzna. Cała jego moc twórcza, uwolniona od konieczności i zaszczytu macierzyństwa, mogła już bez tych cudownych kajdan, ewoluować w kierunku zadanego celu – mądrości i intelektu. Przez tysiąclecia, wieki całe, bowiem to mu właśnie przeznaczono. Przy czym przeznaczenie należy rozumieć jako wykreowaną konieczność. Mężczyzna był ze swej niezależnej od niego istoty kobiety zbyt głupi, by ograniczyć się tak udanie do miłości i zbyt mądry, by nie czerpać z mądrości i jej nie tworzyć. Tworzył więc wykształcając w sobie moc stwórczą, osiągając wyżyny niedostępne dla tworzących miłość. Są jednak kobiety, które przy owym mistrzowskim majestacie mężczyzny, potrafią zdobyć i takiż dyplom.

Mężczyzna udanie rozwinął w sobie miłosny stosunek do mądrości, kobieta zaś potrafiła wykształcić swój mądry stosunek do miłości. I on, i ona są bezkonkurencyjni w swoich dziedzinach, swoich specjalizacjach. Bowiem ciężarowiec nie będzie mistrzem bieżni, ani sprinterka mistrzem na pomoście. Mężczyzna i kobieta są równi, tak jak i równa w sensie wartości jest miłość w stosunku do mądrości.

Można się zgadzać z tym  lub nie, lecz najważniejsze w tym wszystkim jest chyba to, że spostrzeżenia te „dają” i to ostro do myślenia… – ew
fot. kadr z filmu Avatar

Aoki, czyli… women!

W Padum, stolicy Zanskaru wszystko jest w liczbie pojedynczej. Jeden hotel, jedna jadłodajnia, jeden klasztor buddyjski a w nim jeden mnich. Gdy pytaliśmy się w Attings czy do Padum  jeździ autobus, odpowiedziano nam, że raz na tydzień przyjeżdża jeden autobus, ale to już była nieprawda, gdyż nie kursuje tam żaden autobus. Czasem raz na dzień średnio licząc dociera do Padum jeden trak, jak oni nazywają ciężarówki.

W jednej jedynej jadłodajni przysiadła się do nas pewna Japonka, która przyszła tutaj z Keylongu przez Szingula, pięciotysięczną przełęcz, przez którą piesza wędrówka trwa co najmniej 7 dni. Na pytanie czy się nie bała sama iść, odpowiedziała, że nie, bo tam mieszkają buddyści, ale dalej do Kaszmiru boi się, gdyż tu mieszkają muzułmanie i chętnie by się do nas przyłączyła. Przyznała, że sama jest buddystką, ale tylko na pozór, gdyż właściwie to jest ateistką. Odtąd wędrowaliśmy we troje.

Na drugi dzień poszliśmy do kierowcy ciężarówki, by zapytać czy nas przewiezie do Kargilu. Skrzywił się i nie miał wielkiej ochoty, chyba, że zapłacimy po 200 rupii od łebka z wyjątkiem Aoki, która miała zapłacić tylko 40 rupii. Nie mogliśmy się na to zgodzić.

Na trzeci dzień przyjechały dwa samochody konwojowane przez 10 Sikhów, którzy rozbili obóz poza miejscowością. Trzeba sobie zdać sprawę, że między Sikhami a rządem indyjskim były wówczas bardzo napięte stosunki, które w końcu doprowadziły do zamachu na Indirę Gandhi, premiera Indii, kilka tygodni później.

Sikhowie też nie mieli wielkiej ochoty nas podwozić jednak zgodzili się wziąć nas za 50 rupii od osoby, pod warunkiem, że obok posterunku policji w Panikarze przejdziemy pieszo. I tak znaleźliśmy się po dwóch dniach w Kargilu. Samej podróży już nie będę opisywać, gdyż podałem ją w poście pod nazwą „Zapach Azji”.

Aoki miała trzy wyróżniające cechy. Po pierwsze bez przerwy się myła lub prała swoje fatałaszki, po drugie uwielbiała treking i po trzecie starała się podróżować jak najtańszym kosztem, co było powodem naszego rozstania się w Delhi, gdyż my za nocleg płaciliśmy 10 rupii, podczas gdy ona przewidywała tylko 5 rupii. Po kilku dniach spotkaliśmy ją na Connaught Place, gdzie chwaliła się, że znalazła nocleg za dwie rupie, co po przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze wychodzi około 50 groszy.

Z zawodu była nursą, ale prawdziwym celem jej życia był treking, czyli wędrowanie po górach. Ostatnio pracowała w zachodniej Europie, zatrudniając się jako pielęgniarka, ale wyłącznie w nocy, gdyż wtedy więcej zarabiała. Wyposażona była w sprzęt najwyższej jakości, każda rzecz z innej firmy. Trochę się znałem na tych sprawach. Po prostu była perfekcjonistką w całym tego słowa znaczeniu. Opowiadała nam, że zamierza następnym razem wybrać się do Karakorum w Pakistanie. W Srinagarze zamieszkaliśmy na łodzi zwanej houseboat, na której nocleg kosztował nas 40 rupii od 3 osób. Początkowo nie zwracaliśmy na ceny uwagi, ale Aoki miała to na uwadze i zapamiętała sobie. Straciliśmy dużo w jej oczach.

Kiedy wieczorem wróciliśmy ze spaceru, zapytałem się jej czy napije się z nami whisky. Odpowiedziała, że chętnie, ale tylko trochę. Przy okazji dodała, że w Japonii dużo się pije alkoholu. Pochwaliłem się, że u nas w Polsce też się dużo pije. Wtedy zjawił się, jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej gospodarz houseboatu i wtrącił, że on też by się napił. Odrzekłem, że może się napić, ale pod warunkiem, że sobie sam naleje, tak aby grzech pijaństwa spadł na niego a nie na mnie. N.b był on muzułmaninem. Jego zachowanie wskazywało, że jest skłonny nalać sobie sam. Wówczas włączyła się Aoki i wskazując palcem drzwi powiedziała do niego: get out, „wynoś się”.

Muszę się przyznać, że mnie też to spotkało z jej strony. Kiedy rano wszedłem na górny pokład łodzi, gdzie ona rozwieszała swoje pranie, wśród którego dominowały jej majtki i zanim zdążyłem coś się odezwać, ona wskazała mi palcem schody i wysyczała: get out, czyli  „ wynoś się”. To była cała Aoki.
fot. Psi Ząb Zanskar
www.kazir.blog.onet.pl