c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Lotniarstwo

Samoloty dwa

fot. Ela Wolny Bielsko-Biała

Polska z lotu ptaka – Mazowsze

Korzystając z uprzejmości Jacka Marii Jelińskiego, ponownie z największą przyjemnością przeglądam Jego przebogate zasoby  napowietrznych zdjęć… I otóż z rosnącym zdumieniem stwierdzam, że coraz   mocniej  na plan pierwszy  wysuwa mi się przedziwnej urody  architektura krajobrazu… Mazowsza!

Mazowsze (łac. Mazovia) – kraina historyczna, geograficzna i etnograficzna położona w środkowym biegu Wisły oraz dorzeczu jej dopływów w centralnej oraz północno-wschodniej Polsce; historyczną stolicą Mazowsza jest Płock, który jest także najstarszym miastem tego regionu.  Nazwa krainy pierwotnie brzmiała Mazow (por. łac. Mazovia) i stanowiła albo nazwę dzierżawczą od nazwy osobowej Maz (por. Mazury), oznaczającej człowieka mieszkającego w błotach (‘umazanego’), albo nazwę topograficzną, oznaczającą ‘błotnisty kraj’.

Mazowsze o świcie:

Komercja na szczytach gór, czyli bo „życie jest do życia”

Uważni Czytelnicy ecodnia, pamiętają wpis Moni  Komercja na Igle Południa „Aiguille du Midi – „Igła Południa” piękna, monumentalna, groźna góra i… zarazem najłatwiej dostępny szczyt w Alpach! A to za sprawą kolejki linowej, która wywiezie nas na 3842 m n.p.m. Bardzo komercyjne i gryzie się to z eko-obcowaniem z naturą. Dowód na to, że człowiek potrafi „ujarzmić” chyba już każdy skrawek ziemi. Restauracja, sklep z pamiątkami wewnątrz góry na wysokości 3842 m n.p.m. to dla mnie niemy hołd dla człowieka, nie dla gór. Fakt faktem – obłędne widoki, kilka tarasów dosłownie wbudowanych w zbocze góry, winda w skale, która wyniesie nas dodatkowe 40 m w górę na sam szczyt, pajęczyna lodowych korytarzy – to robi kolosalne i niezatarte wrażenie, ale i pozostawia lekki niesmak”.

Z kolei kilka dni temu, spotkałam się z ostrym protestem „ludzi gór” – alpinistów i himalaistów. Po słowach Aleksandra Lwowa na temat naszej Śnieżki „zakaz spożywania własnej żywności”, do tego obowiązkowo… ruch jednostronny – to prawda, niesmak.

Ale oto wczoraj wróciłam z Góry Żar, na który, po pierwsze gdyby nie kolejka górska, z pewnością bym nie weszła. Nie dlatego, że nie mogłam – byłam z dzieckiem, które dyktowało warunki. Po drugie będąc  kolejny raz na szczycie, tym razem w  wakacje, w weekend, w piękną pogodę,  przyjrzałam się kolorowej masie ludzi, dla których oscypki, ale i wełniane skarpety, kierpce, kapelusze wprost ze „służbowego”… samochodu! Wszelkiego rodzaju przedrogie krówki, włoskie lody w europejskiej cenie i wielkomiejski lokal, z kelnerkami w markowych fartuchach. Komercja na Igle Południa, komercja na Śnieżce, komercja i tu – ceny bandyckie! Na szczęście nie za obłędne widoki, nie za przestrzeń i pofalowany ostro horyzont, nie za monumentalny parawan z gór, nie za szybujące wesoło kolorowe ptaki…

I nagle schodząc już pieszo w dół, i mając nie tylko nad głową, ale i obok siebie zadowolone, kolorowe z emocji dziecko, poczułam z tymi wszystkimi ludźmi głęboką więź – obok Skrzycznego kolejna tak sportowa, zagospodarowana, ostro pracująca góra, i kolejna na której rozleniwiona gawiedź  zaczesuje ręką źdźbło traw, bo dla nich ten sposób spędzania czasu jest zwyczajnie d o b r ą alternatywą dla przepastnego fotela i cyfrowego TV.   Nie można im tego odbierać!

Przed chwilą skończyłam książkę Martyny Wojciechowskiej „Przesunąć horyzont” (z dedykacją!). I naprawdę nie pamiętam już opisów innych wypraw na Mont Everest,  wypraw komercyjnych, gdzie na jednego uczestnika przypada  niejeden sherpa, gdzie namioty z dvd wyłożone są dywanami, gdzie znudzony wspinacz i na obiad do Katmandu… helikopterem wyskoczył (sic!). Pamiętam tylko przesuwanie Jej własnego horyzontu. Z różnych powodów. Bo ze szczytu świata na horyzoncie widać tylko kolejne  szczyty do p r z e s ko c z e n i a, bo  jedyne co nas ogranicza przy spełnianiu marzeń, to własna wyobraźnia, że jedyne co nas paraliżuje to myśl, że jest to możliwe. A mozolną pracą,  ciężką pracą, cierpliwością, pokorą i wiarą wszystko w życiu jest możliwe. Dlatego należy czerpać z niego jak najwięcej, i nie bać się ryzykować, nie bać się  ani płakać, ani być szczęśliwym, ani k o r z y s t ać z życia takim, jakie ono jest. Bo życie jest do życia. Bo najważniejsze to być w ciągłej drodze i każdego dnia robić chociaż maleńki krok do p r z o d u. Przesuwać niemożliwe i wciąż iść. Dokąd? Wyznaczać sobie cele do następnego szczytu, i nie ważne, że przy pomocy  tych wszystkich górskich kolejek, tych „kolejkowych sherpów”,  i nie ma znaczenia czy ktoś inny poprawia czapkę i wyciera nos, bo dopóki  się jest w ogóle w jakiejkolwiek swojej drodze,  się jest, się żyje…

Nie Korona Świata i ukończone rajdy, nie choroby, nie blichtr i medialny flesz, a opis przesuwania swojego horyzontu, zmieniając moje wyobrażenie o Martynie, zmienił też moje o sobie. Głęboki respekt!

fot. Ela Wolny Góra Żar

Zobacz również:
- Góra Żar film

Polska z lotu ptaka – ziemia

Kamieniołom w Piechcinie:

Uwagi na marginesie – Geologia (gr. gḗ ‘Ziemia’, lógos ‘słowo’, ‘nauka’) – Pierwsze próby wyjaśnienia procesów przyrodniczych podejmowali już filozofowie starożytni. Heraklit z Efezu za przyczynę wszechrzeczy uważał ogień. W pismach Herodota znajdujemy informacje ściśle geologiczne. Arystoteles sądził, że lądy były wielokrotnie zalewane przez morze. Eratostenes z Cyreny w dziele Geographica stworzył podwaliny nauk geograficznych.

Pliniusz Starszy w I w n.e. napisał 37 ksiąg Historii naturalnej, która przez wiele wieków była głównym źródłem wiedzy w zakresie nauk o Ziemi (zwłaszcza mineralogii).
Wieki średnie były okresem zastoju w europejskich naukach przyrodniczych. Dopiero rozwój górnictwa przyniósł wiele nowych obserwacji z dziedziny geologii (…)
www.pl.wikipedia.org/wiki/Geologia

Wyrobiska kopalni margla:

Strzegom. Kamieniołom granitów:

Dolina Nidy. Kopalnia gipsu koło Pińczowa:

Nieczynne wyrobisko koło Wiśniewa (Kielce):

Kamieniołomy Miedzianka (?) koło Chęcin:

Kamieniołomy gdzieś na trasie Żnin – Inowrocław:

Kopalnia odkrywkowa węgla brunatnego. Bełchatów:

I tak dalej, i tym podobne… Drogi Czytelniku, jeżeli dotrwałeś do tego miejsca, należy Ci się nagroda – ciekawostki…

Małopolska – koszmar geodety:

I koszmar kombajnisty:

Opuszczone, nieczynne lotnisko – Kluczewo:

Uwagi na marginesie – Lotnisko Kluczewo niegdyś lotnisko na którym stacjonowały samoloty niemieckie Me 163 comet z napędem rakietowym a pod koniec wojny Me 262 pierwszy seryjnie produkowany samolot odrzutowy. Z tego lotniska samoloty te startowały do odpierania ataków na Szczecin i fabrykę paliw syntetycznych w Policach. Po wojnie natychmiast zaadoptowane przez Armię Czerwoną. Rozbudowane i dostosowane do potrzeb użytkowania przez samoloty myśliwskie typu Mig 21 a od 1988 roku Su-27. Jedno z dwóch lotnisk na terenie Polski, gdzie stacjonowały Su-27. Z tego lotniska brał udział Su-27 podczas pierwszych międzynarodowych pokazów lotniczych po upadku komunizmu w Polsce „Air Show Poznań 91″. Dzisiaj lotnisko praktycznie zrównane z ziemią.Poza pasem startowym i kilkunastoma schrono-hangarami typu „Granit” dla Su-27 pozostającymi w prywatnych rękach. Pozostałe schrono-hangary rozebrano dla pozyskania półfabrykatów (płyt żelbetowych z których były składane). podziemne stanowisko dowodzenia za kilka miesięcy przestanie istnieć. Jeden fragment tego stanowiska został już rozebrany. Jeszcze w roku 2000 będąc na tym lotnisku były wszystkie schrono-hangary i budynki garażowe i szkoleniowe. Za kilka lat pozostanie sam pas startowy i kupki gruzu.
Sebastian Szkutnik – portal Odkrywca

Oraz, lądowisko UFO po starcie statku… A te małe, zielone punkciki – to Ufoludki, które zostały na Ziemi. Okolice Skierniewic:

Mazowsze – Bug o świcie:

Kolorowe obrazki Bzurą malowane. Bez kaloszy nie oglądać…


Barwy ziemi. Przedwiośnie ochrą malowane – Mazowsze:

fot.  Jacek Maria Jeliński
www.zlotuptaka.eu
Zdjęcia  z FB – Polska z Lotu Ptaka

Powtarzam,  czy ktoś  jeszcze ma wątpliwości, że zdjęcia tego Pana powinny być wydane? Spontaniczne I Like It lub nawet pozytywny komentarz, to stanowczo zbyt mało – przecież oglądamy tu kawał porządnej edukacji, przez solidne E! Zatem do zobaczenia znów, jeżeli tylko nie nadużyjemy gościnności autora  ;) – ewolny

Zobacz również:
- Polska z lotu ptaka – pałace i zamki
Polska z lotu ptaka – regiony

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

P1050272

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, z malowniczo rozsypanymi domkami wzdłuż łagodnie krętej drogi. Baza wypadowa w góry – to stąd wspinałam się nie tylko na Skrzyczne, ale i na Baranią. To stąd można z powodzeniem zaczynać trekking, a wzdłuż ścieżek dydaktycznych uprawiać nordic walking oraz -  dzięki leśnej ścieżce w o wiele lepszej kondycji niż nasze miejskie ścieżki rowerowe -  nie tylko rower, ale i rekreacyjną jazdę na rolkach! To tu jest góra Wapiennik, start dla paralotniarzy. To tu biegnie szlak maratonu, zatem i… jogging. To tu malwy pachną jak nigdzie indziej, indory gulgoczą, świnki chrumkają, a po źródlaną wodę  zjeżdżają z daleka. Wsi beskidzka, wsi szalona:

Uwagi na marginesie – Ostre  leży w Beskidzie Śląskim. W jej granicach mieści się wschodni skłon bocznego odgałęzienia Pasma Wislańskiego biegnącego od Magurki Wiślańskiej, przez Magurkę Radziechowską, Morońkę po Ostre (946 m n.p.m.), szeroka, falista wierzchowina grzbietu kulminuje we wzniesieniach 943 i 964 m n.p.m. Stoki o profilu wklęsłym opadają do doliny Twardorzeczki i Leśnej są słabo rozcięte.

Z dziejów wsi – Z Lipową łączy się wieś Ostre (kiedyś nazwana Podostre). Leży u podnóża masywu Skrzycznego. W „Dziejopisie Żywieckim” Andrzej Komoniecki pisze: „Ostre wieś, iż pod górą przykrą i ostrą osadzona jest i góra nad nią Ostre się zowie”.

Założona została na początku XVII w w miejscu, gdzie znajduje się Kaplica Matki Bożej Różańcowej (Matuszczyk A., 1995). Pierwsze udokumentowane dane o tej wsi pochodzą ze spisu przeprowadzonego w 1626 roku na życzenie królowej Konstancji, która chciała znać „uposażenie parafii w swoich dobrach”. Wówczas wymienione zostało 18 wsi w tym Ostre, Słotwina, Sienna (Woźniak H., 1997).
www.ug-lipowa.com

Paralotnia, Paragliding,  Параплан, Parapent, Paragleiten – Lotnie i paralotnie znowu w modzie … najbardziej lotnie i paralotnie. Wolę ja lotnie …. wielokrotnie kiedy się fruwa samotnie. Pod nieboskłony … jeszcze bezpiecznie … bądź … ale będziemy latali …. gdzie nas poniesie powietrze … spojrzą przez okno zdziwieni … kto tam z ptakami tak lata … Dedala powtarzał legendę.


fot. Ela Wolny Beskidy

Zobacz również:
- nordic walking rolking treping

Polska z lotu ptaka – regiony

Dziś ponowne spotkanie z wybiórczo wybranymi zdjęciami, z przebogatej wprost kolekcji Jacka Marii Jelińskiego. I ponownie jak w tytule… Już się przekonaliśmy, że Polska z góry jest nie do poznania, bo… czerwona! Tradycyjnie dziękując za udostępnienie zapraszam na stronę autora: www.zlotuptaka.eu

A my? Polska z góry jest… zielona!

Wszechobecna zieleń -  nabrzmiała, pachnąca, soczysta – poprzecinana lazurem niebiesich wstęg, chabrowych oczek, poszatkowana żółcią rzepaku i złotem rżyska.  Od Tatr do Bałtyku – przewspaniały wprost kawałek, że aż się rozumie zaprzeszłych najeźdźców,   że aż nie dziwi i najazd współczesnych – na  żuławskich ścierniskach… UFO!  – że aż się chce „ukochany kraj, umiłowany kraj…”.

Beskidy – Jezioro Żywieckie. W tle – Góra Żar:

Bielsko-Biała, po prawej Magurka.. ech:

Polska z lotu ptaka – pałace i zamki

Dzięki uprzejmości  Jacka Marii Jelińskiego, oto kilka jego zdjęć – jak w tytule… Okazuje się, że z góry wszystko wygląda inaczej. Inaczej  tak, że nie poznałam nawet swej… Pszczyny! Wszystkich chcących  sprawdzić  znajomość topografii, na swoich znajomych terenach,  zapraszam na istną skarbnicę podobnych ujęć, na stronę autora: www.zlotuptaka.eu

Polska z góry jest… czerwona!

Wiśnicz – oficjalnie Nowy Wiśnicz i tak nazywają ten zamek. Stare domy rysował Matejko:

Pałac w Otwocku Wielkim:

Czersk – Królowa Bona założyła tu jeden z pierwszych ogrodów z włoszczyzną:

Janowiec – naprzeciwko, po drugiej stronie Wisły, Kazimierz Dolny:

Ale i tak znany i lubiany Chrisa Sandomierz…

…oraz Niedzica:

I jeszcze Przemyśl:

Szczytno – J. Wielkie i J. Małe, ta zielona woda to niestety dowód na taką sobie gospodarność miejscowych: przenawożone pola i/lub wylewanie szamba:

Reszel:

Toruń:

Zamek krzyżacki w Gniewie, wybudowany w gniewie?

Rogóźno blisko Grudziądza – siedziba komtura w latach 1285-1333… To co z zamku zostało, czyli wieża i pozostałości murów jest w bardzo dobrym stanie, czyżby dlatego, że w prywatnych rękach?

Na koniec wspomniana Pszczyna…

Oraz? Pana Wiesława zamek w Liwie nad Liwcem:


fot.  Jacek Maria Jeliński
www.zlotuptaka.eu

Zdjęcia pobrałam z FB – Polska z Lotu Ptaka – jak również ich opisy – szczątkowe fragmenty komentarzowych rozmów. Nie ja jedna jestem zauroczona  tą pasją autora, i razem z wszystkimi widzę już cykl jego zdjęć, w postaci wydanych albumów. Póki co, szczęśliwie korzystając z zezwolenia, chciałabym  pokazać jeszcze na ecodniu „regiony” – Polskę zieloną, a także… „ciekawostki” – ewolny

Zobacz również:
- Polska z lotu ptaka – regiony
- Polska z lotu ptaka – ziemia

Niedziela w Sandy Hook

Na Sandy Hook woda w oceanie wciąż jest lodowata, więc nie można się w niej jeszcze kąpać:

Mimo, że NYC jak na dłoni, to żadnego mostu w pobliżu, żeby sobie chociaż pochodzić po mieście:

Wygląda jakby sezon wciąż jeszcze nie jest rozpoczęty, bo wszystko zamknięte:

Jednak na mierzei Sandy Hook, mimo wciąż lodowatej wody, rozpoczął się już sezon śmigania za latawcem. Chciałoby się samemu też tak pośmigać…

Tymczasem atrakcją były skrzypłocza,  które  w maju złożyły jajka – zwykle robią to nocą, a te które nie zdążą przed świtem, stają się ofiarą mew. Zadziwiające i groźnie wyglądające zwierzęta, w rzeczywistości łagodne i właściwie bezbronne.  Skrzypłocza, które zagapiły się trochę w  ewolucji nie zmieniając od Ordowiku, czyli od co najmniej 488 lat. Nie mają one hemoglobiny we krwi i dlatego ich krew  jest prawdziwie… błękitna. Żyją  tylko w kilku miejscach na świecie, w tym w moim NJ, gdzie  właśnie w maju zaczynają masowo wyłazić na plażę, by na niej przedłużyć istnienie swojego gatunku:

A poza tym wszystko inne… jak droga na Ostrołękę.
fot. Chris Miekina NJ, USA
www.nowaatlantyda.com

Góra Czterech Wiatrów, po prostu

(…) Milcząc wracali pod górę, tylko motorek wyciągu transportowego warczał monotonnie. Już widać maszt na szczycie z bezwładnie opuszczoną flagą. Wiatru nie ma… I nagle w sercu Józka obudził się dojmujący żal za lotem, którego nie było, za zwycięstwem, którego nie dane mu było odnieść. Weszli na szczyt i wtem… poszum przebiegł przez las, drzewami wstrząsnęło drżenie. Na ścieżce wiodącej do domu uniósł się tuman kurzu. Flaga zatrzepotała, wypełnił się powietrzem pasiasty „rękaw” na hangarze i jego wyciągnięte ramię wskazało północ. Wicher dął z południa, uderzając gwałtownie o szczyt, wyrywał Weihe z rąk, zmuszał drzewa do bałwochwalczych ukłonów.
- Waja na start! – krzyknął instruktor odwracając się, na chwilę zawiesił głos i… dodał głośno, stanowczo:
- Józek, do maszyny!
Radość jak nikłe światełko rozbłysła w smutnych oczach pilota. Teraz już sam z pośpiechem wkładał kurtkę, pomagał zapinać pasy.

Weihe wyprysnęła na start, ale wiatr jakby igrał z pilotem, bo przycichł znów. „Rękaw” co prawda wydymał się jeszcze, ale co chwila opadał, przełamany w połowie. Józek jest znów nad przełęczą, szybowiec traci na wysokości, opada niżej, nadlatuje nad Wzgórze Miniera, ale niemal muska podwoziem czubki drzew. Oczy wszystkich mieszkańców Góry towarzyszą mu, jak gdyby siłą spojrzenia chcieli podtrzymać maszynę, jak gdyby od tego lotu miała zależeć Józkowa przyszłość.  Słońce zaszło. Mała, ruchoma sylwetka Weihe jaśniała nad lesistym pasmem Wzgórza Miniera. Ale czy długo potrafi utrzymać się Józek przy takim wietrze?

Pilot myślał o tym samym spoglądając w dół, na zielone morze drzew, rozpościerające się pod szybowcem. Dolinę wypełnił błękit – jak daleka woda za mgłą. Tuż pod Weihe sterczą czubki jodeł jak zielone gwiazdki, niżej – szerokie gałęzie. Na horyzoncie zamigotały pierwsze żółtawe światełka w niewidocznych domach, na niebie rozbłysły blade jeszcze gwiazdy. Wierzchołki drzew powoli poczęły się stapiać w jedno z kosmatą zielenią gałęzi. Zapadał mrok.

Józek z uwagą śledził zegary, z których mżyło zielone światło. Zapomniał już o tym, że nie chciał lecieć, że w pierwszej chwili miał zamiar odmówić instruktorowi, i tylko prośba w oczach przyjaciela zmusiła go do odpowiedzi: „dobrze, lecę…”. W tej chwili stało się ważne tylko to, żeby się utrzymać nad wzgórzem, nie pozwolić, aby warunki zmusiły do lądowania. Jedno okrążenie tuż, tuż nad drzewami, drugie, trzecie… naraz strzałka wariometru drgnęła, poruszyła się ku górze. Szybowiec „miał wznoszenie” – 3 metry na sekundę. Wysokość poczęła wzrastać: 50… 100… 150… Wiatr dął teraz równomiernie i jakby przezwyciężony uporem pilota, pokornie podtrzymywał szybowiec, unosił go coraz wyżej na ugiętych falach powietrza. Józek rozejrzał się. Gdzież jest niebo, a gdzie porzucona ziemia? Gwiazdy są nad nim i gwiazdy błyszczą w dole. Jest zawieszony w środku granatowej, rozgwieżdżonej kuli.

Mijały godziny. Weihe, prowadzona znakami zegarów, zataczała ósemki nad lesistym wzgórzem, gdzie błyszczały światła latarń, wskazujące trasę lotu. Znużenie ogarniało pilota. Wstrząs, jakiego doznał po przeczytaniu listu donoszącego, że stracił całą rodzinę, bezsenne noce – nadwątliły jego siły. Sam nie wiedział, że pochyla się nad tarczą zegarów, usypia w ciszy, której nie mąci żaden głośniejszy dźwięk.

Wydawało mu się, że wyrasta przed nim jakaś potężna brama. Nie może jej minąć, musi przelecieć przez nią. Nie wie dlaczego, ale musi. Leci więc naprzeciw, ale brama zwęża się, staje się tak wąska, że nie przez nią dwuskrzydła Weihe. Pomimo to mknie naprzód i dech mu zapiera myśl, że za chwilę szybowiec roztrzaska się o mury bramy.

Obudził się jak od nagłego wstrząsu. Dokoła ciemna noc. W dole za nim pozostało ostatnie światło latarni. Trzeba zawracać. Przyjaźnie mrugają zielone światła zegarów: wszystko w porządku – zdają się mówić – wszystko w porządku, lecimy dalej!
- Byle nie zasnąć – powtarza Józek przez zaciśnięte zęby.
Ta cisza aż dzwoni, ta cisza tak usypia. Ale wytrzymaj! Czeka cię przecież to samo w życiu: ciemna noc dokoła. Nikogo obok. Jesteś sam.

Zgasły dawno światła w dalekich domach. Na ziemi leżała aksamitna, przytulna ciemność. Może wylądować? Po co krążyć bez celu w tę bezksiężycową noc, po co zmuszać siebie do skupienia? Czyż nie wszystko jedno, co się z nim stanie, skoro jest tak bardzo, tak okrutnie sam. Lepiej wylądować! Byle gdzie. I mieć nareszcie spokój.

Skierował maszynę nad szczyt. Jeszcze raz, bodaj poprzez mrok, spojrzy na Górę Czterech Wiatrów tak bliską mu i kochaną, na której przeżył wiele dobrych dni wierząc, że przeszłość wróci. Wychylił się z kabiny. Na zasnutym mrokiem lotnisku błyskały kwadratem zapalone światła. Pośrodku świeciła litera „T”, wskazując mu kierunek wiatru. Od oświetlonych okien domu kładą się na szczyt smugi światła. Jak rój świętojańskich robaczków migocą zapalone latarki. Wszyscy wybiegli przed dom i dają mu znaki. Czuwają wraz z nim ci, o których zapomniał, przejęty własnym bólem, pochłonięty myślami o przeszłości. Przebywał z nimi „tymczasem”, szkolił ich z obowiązku. A przecież co wieczór ich ręce splatały się w „braterski krąg”, który zamykał się nie tylko nad jego samotnym sercem, ale nad całym krajem, obejmował sobą – wielki świat. bez słów pomagali sobie wzajemnie, bo każdy czuł jedność gromady połączonej bezinteresowną, rozumiejącą miłością. Nie jest sam!

Może na zakręcie oczekuje na niego ktoś jeszcze słabszy, nieszczęśliwszy niż on. Nie jest sam, nie jest niepotrzebny i dopóki żyje, nie wolno mu wymykać się samolubnie z braterskiego kręgu. To co człowiek czuje, jest jego prywatną własnością, ale to, czego potrafi dokonać, może się stać sprawą ogółu, może nawet całej ludzkości. Nie jest sam. Musi opanować swój ból. Musi iść naprzód. Józek zawrócił nad wzgórze. (…)
M. Kann
Góra Czterech Wiatrów
fot. Janek Góra Żar, Beskid Mały