c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Żagle

British Virgin Islands

Polskie jachty w paradzie przed żaglowcem  Fryderyk Chopin….

Na kotwicy przy płaskiej jak stół wyspie Anegada:

Nasza łódka zaczepiona do boi przy malutkiej wysepce Saba Rock:

I sama wysepka Saba Rock:

A tak jest pod wodą. Zdjęcie z podwodnej kamerki. Cooper Islands:

I może jeszcze, karaibski zachód słońca:


fot. Chris Miekina Karaiby

Wczesny wrzesień na wodach Coney Island

fot. Chris Miekina USA

Jezioro Żywieckie, kryptonim żagle

Jak w tytule, na Mazury w… góry.

Niedziela w Sandy Hook

Na Sandy Hook woda w oceanie wciąż jest lodowata, więc nie można się w niej jeszcze kąpać:

Mimo, że NYC jak na dłoni, to żadnego mostu w pobliżu, żeby sobie chociaż pochodzić po mieście:

Wygląda jakby sezon wciąż jeszcze nie jest rozpoczęty, bo wszystko zamknięte:

Jednak na mierzei Sandy Hook, mimo wciąż lodowatej wody, rozpoczął się już sezon śmigania za latawcem. Chciałoby się samemu też tak pośmigać…

Tymczasem atrakcją były skrzypłocza,  które  w maju złożyły jajka – zwykle robią to nocą, a te które nie zdążą przed świtem, stają się ofiarą mew. Zadziwiające i groźnie wyglądające zwierzęta, w rzeczywistości łagodne i właściwie bezbronne.  Skrzypłocza, które zagapiły się trochę w  ewolucji nie zmieniając od Ordowiku, czyli od co najmniej 488 lat. Nie mają one hemoglobiny we krwi i dlatego ich krew  jest prawdziwie… błękitna. Żyją  tylko w kilku miejscach na świecie, w tym w moim NJ, gdzie  właśnie w maju zaczynają masowo wyłazić na plażę, by na niej przedłużyć istnienie swojego gatunku:

A poza tym wszystko inne… jak droga na Ostrołękę.
fot. Chris Miekina NJ, USA
www.nowaatlantyda.com

Polacy za granicą – Cannes

Podobno praca uszlachetnia, no w tym przypadku na pewno – Cannes:

„Cannes (prowansalski Canas) – miejscowość i gmina we Francji, w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże, w departamencie Alpy Nadmorskie na Lazurowym Wybrzeżu”.

Pięknie. A dalej czytamy, że od średniowiecza aż do początku XIX wieku była to tylko mała rolnicza i rybacka osada. Żal:

I dopiero jej szybki rozkwit datuje się od lat 30-tych XIX wieku, kiedy to  francuska i zagraniczna arystokracja odkrywa je, i co wcale nie dziwi, właśnie tu postanawia pobudować swe wspaniałe rezydencje:

A dziś? Na całym świecie miasto słynie już chyba najbardziej z prestiżowego, czerwonego dywanu, czyli międzynarodowego festiwalu filmowego:

Główną promenadą miasta jest bulwar La Croisette z najdroższymi hotelami w mieście, wśród których prym wiedzie   najchętniej rezerwowany właśnie przez gwiazdy filmowe -  słynny Carlton – ew
fot. Saber Cannes, Francja

Na żagle w Beskidy

Tak, ja wiem, to nie morze, ani tym bardziej ocean, żadna zagranica… to tylko zwyczajne jezioro, w dodatku „sztuczne”. Niemniej chciałam skromnie przypomnieć, że Beskidy to nie tylko góry, lasy i turystyczne szlaki, to również malownicze rzeki, a nawet takie oto właśnie jeziora:

Morze Żywieckie. Tresną zwane od strony żywieckiej, Pietrzykowic, torów kolejowych PKP wiodących na „koniec mapy, tam gdzie kończy się papier” – pamiętamy Beskidy moja miłość? A początek, tego na wskroś urokliwego akwenu, to druga strona masywu, który niejako mam stale za oknem. Dla  cyklistów z porządną kondycją, nic prostszego – serpentyną w górę, a potem w dół.  Niestety, nie ma tu żadnej komunikacji, zatem naszą „marynarską” przygodę, zaczynamy, od bielskiego dworca PKS, gdzie za 6 zł, zawożą nas okrężną drogą do Międzybrodzia Żywieckiego. I tak właśnie nazywamy ten akwen – Międzybrodzie.

Uczynny kierowca, zwracając się do nas per Aniołeczki, po około 40 minutach jazdy, wysadza pomiędzy przystankami, u samego podnóża Góry Żar. Ta leżąca nad Jeziorem Międzybrodzkim góra, znana jest nie tylko z lotniska szybowcowego,  Elektrowni Szczytowo Pompowej i zbiornika retencyjnego na samym jej szczycie, przewspaniałych widoków, ale i paranormalnego zjawiska, które owalne przedmioty, wylaną ciecz, ba! nawet samochody i autokary, „każe kulać się samym, pod górę”. Podobno to tylko złudzenie optyczne, ale takie, że każdego ze zdziwienia kładzie na glebę. Warto doświadczyć. My pytamy Babę i Chłopa, grzebiących na swym marchewkowym polu, jak dojść na zaporę wodną do Tresnej. Pokazują ścieżkę wiodącą do cudnego skądinąd kościoła, potem każą iść dalej kilka km drogą, ale i przestrzegają „krajem iść, bo dziś juści latają„. Ano, rzeczywiście. Cudny to widok ogromnych maszyn, które niczym wielkie, białe bociany, nie! jak pterodaktyle, majestatycznie szybują niziutko nad głowami, na tle zielonych parawanów gór, by zaraz płynnie wylądować na babinym, zlotoslanie zielonym polu:

Droga nie dłuży się. Okazuje się, że Soła jest nieprawdopodobnie malowniczą, chyba po kazimierskiej Wiśle i Bugu Pana Wiesława, jedyną tak piękną rzeką, którą znam:

Za nami Elektrownia Wodna Porąbka, przed nami Elektrownia Wodna Tresna, zbierająca wody Soły i wykorzystująca naturalny przepływ Jeziora Żywieckiego:

Pierwszy, nadbrzeżny popas, z ekwipunkiem wziętym z domu i napawanie się, graniczące wprost z ekstazą. Dowód? Proszę bardzo, prawie 300 zdjęć!

Olbrzymie, dostojne, przecudnej urody, łopoczące na wietrze „łabędzie”, na tle soczyście zielonych gór. Pływają sobie, niczym wszechobecne dziś bielutkie obłoki na niebie, po srebrzyście szklącej się, cudnie czystej, przejrzystej, górskiej a jednak lazurowej wodzie!

Popas drugi, którym jest pstrąg z frytkami i zestawem surówek, za jedyne 25 zł. Nie. To niesłychane, ale nie sztormi jeszcze. Postanawiamy płynąć. „Rejs” Piwowskiego, ale tylko we… czwórkę. Kryzys dotyka każdą dziedzinę, nawet tą, nie przeliczalną na brzęczącą monetę. Za jedyne 15 zł mamy bowiem możliwość, dopłynąć do granic administracyjnych, chyba samego Żywca. Zrobić retrospektywę z podsumowaniem – #wyraz! Jak Morze Śródziemne!  Nieprawdopodobne uczucie bujania, które wcale nie buja. To świetne:

Zatem w nagrodę popas trzeci – przesmaczna swojska kiełbaska z grilla, za drobiazg – 8 zł. No,  szczerze? Zasztormiło. Ale jakżeby inaczej? Tak cudnie, że namiot i zostać tu, najlepiej na zawsze!

Niestety, musimy wracać. Zatem ostatni rzut oka na rozlewisko tamy…

…i już w odwrocie spojrzenie na to, co za nią – w dali, po prawej, wspomniana Góra Żar, a  w dole Soła z kolorowych snów:

Idziemy na przystanek PKS wzdłuż niej, ale z jej drugiego, niż rano, brzegu:

Cudowny widok z tego mostu, na prawo i lewo:

Idziemy, tym razem nie do Międzybrodzia Żywieckiego a Czernichowa, znanego z geotermalnych źródeł, o które wydobycie na powierzchnię, słusznie walczy, razem z gminą Porąbka, bo „cudze chwalicie, swego nie znacie!”. No, my znamy, ale czy chcą znać też inni? – ew
fot. ewolny Beskidy
Zobacz również:
- Z Porąbki do Międzybrodzia Żywieckiego…- film ew

Jezioro Goczałkowickie kryptonim żagiel

Na żagle do Goczałkowic? Niemożliwe? A jednak… Osiem godzin w nogach, ze spaceru którego raptem dziesięciominutowy film. Dużo? To ograniczające maksimum, bo  goczałkowickimi pejzażami  przesiąka się niczym sucha gąbka – Goczałkowice-Zdrój są bardzo wysoko na liście miejsc, które kocham.


Dziś znów pamiętne Goczałkowice-Zdrój. Człowiek uczy się całe życie, więc koniecznie musiałam skonfrontować swe błędne wyobrażenie o Goczałkowickim Jeziorze, które jako dziecko umiejscowiłam i tak tkwiło w… Stawie Maciek (sic!). Ze stacji kolejowej Goczałkowice Zdrój, przechodzimy przez tory i udajemy się dydaktyczną ścieżką, wzdłuż widzianego z pociągu maćkowego stawu:

I kolejno innych, mijanych bardzo licznie, malowniczych, nieskalanych turystyczną stonką,  hodowlanych stawów rybnych, gdzie m.in. „Kocha, lubi, szanuje…”:


A każdy staw inny. Niepowtarzalny. Wyjątkowy. Nie sposób zamieścić ich wszystkich, choć każdy na swój sposób indywidualnie przepiękny:


Towarzyszy nam trel ptactwa, zapach sianka, bzyk much, błysk ważek, chlup żab i kęs komarów. Jest pszonkowo, bosko! Godzinki mijają niepostrzeżenie, wędkarze mijają licznie, dziouchy pilnujące szlogi epatują zgrabniejszymi nogami i większym cycem niż my…

Wreszcie zapora, a przed nią wspaniale zorganizowana stacja badawcza meteo. Wstęp tylko 2 złote, za które kuszące eksponaty, rakiety NASA z USA, węgiel aktywny, makiety, przyrządy… nieczynne!  Ale na pocieszenie tuż obok zlekceważony punkt widokowy, więc jest po co wrócić, zważywszy, że kolejowy bilet z Bielska-Białej, za 24 minutową jazdę, wynosi tylko… 3.40 złotych.

Jezioro Goczałkowickie, to sztuczny zbiornik powstały na Wiśle po zalaniu Zarzecza. Od tego czasu (1956 rok) ten zaporowy zbiornik pełni funkcję „powodziową, technologiczną oraz wodociągową”.

Jeszcze przed wyjazdem, internetowe strony informują mnie, że trwa batalia o prawo do żeglowania, na tym skądinąd największym zbiorniku wodnym na Śląsku. Główną przyczyną odmowy nie  jest tylko fakt, iż jest to główny zbiornik wody pitnej dla wspomnianego Śląska, ale i troska o unikatową już, po tylu latach „milczenia”, zadomowioną tu faunę i florę. Tereny Jeziora Goczałkowickiego to dziś unikatowa ostoja ptaków – miejsce lęgowe wielu ich gatunków, a do tego cenny, naniesiony przez lata namuł.

Dlatego jakże wielkim zdziwieniem witam łopoczące na wietrze białe płachty łabędzich żagli. Okazuje się, że nieświadomie trafiamy na otwarcie akwenu o czym wspominają mi sympatyczni krakusi. Ale i przesympatyczny, robiący codziennie kilka pętli wokół stawów i zapory, starszy kuracjusz, który potwierdza, że to na tzw. próbę, na okres trzech lat, tylko na niewielkim i ograniczonym terenie, bez jednostek motorowych i póki co dla… vipów (?). Ile w tym jest prawdy? Nie wiem. Niemniej rzeczywiście balony fruwały, megafon donosił, a boje pilnowały miejsca kąpieli majestatycznych żagli:




Przewspaniała korona zapory, po modernizacji w 2005 roku, łączy nie tylko Goczałkowice Zdrój z Zabrzegiem, ale i jest rewelacyjnym miejscem rekreacyjnym udostępnionym turystom. Rowery, rolki, spacery, kontemplacja przecudnej urody widoków dozwolone są tylko do godzin wieczornych. Jak dla mnie słusznie…

A przed odjazdem pociągu jeszcze wizyta po drugiej stronie torów nad Stawem Zdrojowym,  o którym jego gospodarz niestety zapomniał:

fot. ewolny Goczałkowice-Zdrój

Etymologia słowa POGORIA


GENEZA NAZWY „POGORIA”

A.

Bogorya, rzeczka, bierze początek koło młyna Bogoryi, za Ząbkowicami, w pow. Będzińskim, przerzyna plant kolei warszawsko-wiedeńskiej, trakt z Gołonoga do Ząbkowic i ubiegłszy 10 wiorst wpada pod Gzichowem do Przemszy czarnej. Płynie okolicą lesistą i bagnistą. Na karcie woj. top. król. (XXI c.) mylnie nazwana Pogoryą.

Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego

i innych krajów słowiańskich, t. 1, Warszawa 1880, s. 279.

B.

Czy jednak uda nam się złączyć nazwę tej rzeczki z rodem Bogorjów? [...] Na próżno szukalibyśmy śladu owego młyna na najdokładniejszych mapach sztabowych. Zwróciliśmy się zatem do „Mapy województwa krakowskiego i księstwa siewierskiego”, sporządzonej i wydanej w r. 1792 przez geografa nadwornego królewskiego, pułkownika Karola de Perthées’a, gdzie wśród szeroko jeszcze wówczas zalesionych obszarów, na przestrzeni między Ząbkowicami a Gołonogiem nad rzeczką Bogorją leżał młyn Bogorja, uwidoczniony przez autora na mapie.

Ale na tem nie koniec. Z końcem XVIII w. (1784) występuje sędzia grodzki siewierski Jan Zakrzewski, który na jednym akcie wycisnął swą pieczęć z herbem Bogorja. Znana ta rodzina z Zakrzewa lub Zakrzowa, używająca tego herbu, osiedloną była w granicach ks. Siewierskiego, musiała jednak posiadać majątki również i poza granicami ziemi siewierskiej, skoro spotykamy się z nazwą rzeczki i młyna Bogorji. W ten sposób byłaby załatwioną kwestia genezy nazwy rzeczki Bogorja, która niewątpliwie nazwana została od herbu właściciela terenu, przez który płynęła.

Zygmunt Wdowiszewski – Ród Bogorjów w wiekach średnich,

„Rocznik Polskiego Towarzystwa Heraldycznego we Lwowie”,

t. 9, r. 1928-1929, Kraków 1930.

C.

BOGORYA

Są  dwie strzały złamane białe, w polu czerwonem, takim kształtem; że  żeleźce, jednej ku górze, drugiej ku ziemi obrócone, na hełmie paw, z ogonem rozciągnionym, w prawą tarczy pyskiem skierowany, w którym strzałę także złamaną z żeleźcem do góry skręconym trzyma. [...]

Wszyscy się na to zgadzają nasi pisarze, że się ten herb w Polszcze naszej urodził, z tej okazyi. Bolesław Śmiały, trzema tylko tysiącami, swojej kawaleryi uzbrojony, na daleko większą zgraję Połowców pod Snowskiem natarł, i na głowę nieprzyjaciół poraził; w tej potyczce pułkownik między inszemi pierwszemi jeden, Bogorya nazwany, z wielkim serca męstwem Połowców siekąc, i swoich do zwycięstw zapalając, kilka ran i postrzałów na ciele wyniósł z tej batalji.

Powracającego tak z placu Bogoryą postrzegłszy Bolesław, i owe postrzały z piersi sam mu ręką Kró-

lewską  wyjął, i jak były złamane, tak jemu i jego potomkom, na wieczny zaszczyt nadał.

Herbarz Polski Kaspra Niesieckiego,

w opracowaniu J. N. Bobrowicza,

t. 2, Lipsk 1839, s. 194.

Przeglądarka może nie wspierać wyświetlania tego obrazu.

http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Herb_Bogorya.jpg

D.

Rozpatrzmy obecnie genezę samej nazwy Bogorja. Nazw geograficznych o podobnem brzmieniu spotykamy kilka w obrębie Polski; należą do nich: Złotoryja, Czartoryja, Osoryja, Boryja, Świnoryje itd. Używanie formy Bogorja lub Czantorja, jak to ma miejsce w dzisiejszej mowie potocznej, jest niewłaściwe ze względu na prawidła językowe, jest ono tworem nowym, powstałym analogicznie do Marja, Azja itp.

Drugi człon nazwy ma widoczny związek ze słowem ryć, a podobne formacje znajdujemy w języku polskim: wodomyja, wilkomyja, wilkowyja, w starosłowiańskim: krŭtoryja, brěgoryja, groboryja, w serbskim: čarobija (incantatio), gočobija itp. Stosunek syntaktyczny i znaczeniowy obu członów złożenia może być rozmaity. Że człon drugi, w danym razie ryja może znaczyć: 1) miejsce wyryte, 2) czynność rycia, 3) ryjący (np. osoryja = sęp, czyli ryjący osy, gniazda os). Trudno w każdym wyrazie odgadnąć ten stosunek. Przypuszczać jednak można, że przezwiska osobowego Bogorja nie było w języku polskim, a mogło tak brzmieć tylko zawołanie herbowe, raczej rodowe [...]

Ks. Kozierowski przypuszcza, że bogo = bogactwo, zatem Bogoryja = miejsce, gdzie się bogactwo ryje; wydaje nam się jednak, idąc za cennemi wskazówkami prof. Łosia, że pierwsza część tego złożenia wyraża pojęcie „Boga”, cały wyraz zatem znaczyłby: „miejsce wyryte przez Boga lub dla Boga”.

Z. Wdowiszewski – Ród Bogorjów…, ibidem.

E.

Pogorya (Bogorya), osada nad rzeką Bogoryą alias Strachowiec, powiat będziński, gmina Olkusko-Siewierska, parafia Siewierz, ma 1 dom, 4 mieszkańców, 48 morgów ziemi dworskiej.

Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego

i innych krajów słowiańskich, t. 8, Warszawa 1887, s. 504.

F.

Pogorja, kolonia – gmina Olkusko-Siewierska; powiat Będzin; województwo kieleckie; poczta, stacja kolejowa, parafia – Gołonóg; linia autobusowa Olkusz-Będzin; sąd grodzki Dąbrowa Górnicza; sąd okręgowy Sosnowiec.

Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej

„Książnica Naukowa”, Przemyśl-Warszawa 1931-37, s. 1331

G.

Pogoria, os. – siedziba PRN – Dąbrowa Górnicza; województwo katowickie; poczta – Dąbrowa Górnicza 3; stacja PKP – Ząbkowice Będzińskie; siedziba USC – Dąbrowa Górnicza.

Spis miejscowości Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej,

Wydawnictwo Komunikacji i Łączności, Warszawa 1967, s. 889

H.

Najważniejszymi sztucznymi zbiornikami wodnymi województwa katowickiego są:

[...]

5) zbiornik „Pogoria” koło Dąbrowy Górniczej o powierzchni około 80 ha, który powstał przez wyeksploatowanie do głębokości kilkunastu metrów pokładu piasku.

Bogumił  Rychłowski – Województwo katowickie,

zarys geograficzno-ekonomiczny, PWN, Warszawa 1967, s. 63.

I.

Po sezonie nawigacyjnym 1947 napisałem do paru najwierniejszych kursantów w RKŻ [Radiowy Klub Żeglarski], pochodzących ze Śląska i Zagłębia, i prosiłem o pomoc w znalezieniu na tych terenach odpowiedniego zbiornika wodnego, by od przyszłego sezonu móc rozpocząć działanie wymarzonego przeze mnie ośrodka. Wymieniano różne istniejące ówcześnie większe i mniejsze akweny (raczej mniejsze i mało tego było bardzo), wreszcie padło słowo: POGORIA. Że to może być to. [...]

Zbiornik niewielki, mała, ceglana buda na brzegu („na jej strychu” – mówiliśmy wtedy – „może być magazyn osprzętu…”), w sumie wrażenie nie zachęcające, ale, jak sądzić można było z dotychczasowych penetracji – było to jedyne realnie istniejące miejsce blisko miejsca zamieszkanaia większości kursantów RKŻ.

[...] obiecywaliśmy im, że już sezon nawigacyjny 1949 spędzą  pod swoimi żaglami, na swoim akwenie – na Pogorii. Rzeczywiście – spędzili go. Wszystko było bardzo prowizoryczne, ale robione od początku do końca własnymi rękami i pełne takiego zapału i takiej woli, by wszystko było naprawdę jak najlepiej, że ten sierpień 1949 był podobno – w sensie żeglarstwa i atmosfery – znakomity. [...]

Leżałem w szpitalu do marca 1950. Rok. Z oficjalnym otwarciem naszego ośrodka – czekano na mnie. Moment ten nastąpił 1 maja 1950 roku.

Dalekie to było od tego, co na Pogorii jest teraz, ale pełne miłości do tego spłachetka wody, z własnym sprzętem i zakochanymi w swej pracy instruktorami [...], którzy, jako gospodarze terenu, dwoili się i troili, by ośrodek rósł i piękniał. [...]

A na Pogorii, 2-6 czerwca 1951, odbyły się w klasach H i DINGHI pierwsze mistrzostwa okręgu – i tak już poszło dalej.

Stefan Wysocki – Takie były początki na Pogorii,

„Żagle i jachting Motorowy”, nr 6, czerwiec 1980.

Cytowane za: Kazimierz Robak – „Pogorią” na koniec świata,

Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1983, s. 161-163.

* * * * *

Na ten temat w 2001 r. wypowiedział się jeszcze Beno,

redaktor Internetowego Śpiewnika Szantowego:

Żaglowiec „Pogoria” zwodowano, gdy I sekretarzem KC PZPR był Edward Gierek, pochodzący z Zagórza – jednej z dzielnic Sosnowca, głównego miasta Zagłębia Dąbrowskiego. Z Zagłębia pochodziło też wielu działaczy politycznych i decydentów tamtego okresu, a wśród nich szef Radiokomitetu, pierwszego armatora „Pogorii” – Maciej Szczepański.

Nazwa „Pogoria” oznacza: małą rzeczkę, lewy dopływ Czarnej Przemszy, mającą swe źródła obecnie na terenie Huty Katowice, w Dąbrowie Górniczej, także osiedle robotnicze w Dąbrowie Górniczej, wybudowane w okresie międzywojennym przez Francusko-Włoskie Towarzystwo Kopalń Węgla dla robotników piaskowni. Nas jednak interesują najbardziej zbiorniki wodne, na terenie Dąbrowy Górniczej, będące pozostałościami po wyrobiskach piasku podsadzkowego dla kopalni węgla „Paryż”, dawniej „Generał Zawadzki”. Zbiorniki te mają bardzo czystą wodę i częściowo stanowią rezerwaty przyrody, ostoje ptactwa wodnego, tarliska ryb i wielu chronionych roślin.

  • Pogoria I, pow. 75 ha, powstała w 1943 r. Jest otoczona kilkunastoma ośrodkami wypoczynkowymi, należącymi do okolicznych zakładów przemysłowych. Niegdyś było to główne miejsce letniego wypoczynku mieszkańców Górnego Śląska i okolicznej ludności. Jezioro było dawniej szkołą dla żeglarzy i kajakarzy – wychowało się tu sporo dobrych żeglarzy starszego pokolenia. Trenował tutaj również na swoich ślizgaczach wielokrotny mistrz świata – Waldemar Marszałek. Swoje pierwsze (i jak mawiają złośliwi – jedyne) kroki żeglarskie właśnie tutaj stawiał Maciej Szczepański – i stąd właśnie nazwa żaglowca. Na Pogorii I wciąż jeszcze koncentruje się główne życie żeglarskie (10 klubów!), które dopiero pomału zaczyna migrować na największy, trzeci zbiornik.
  • Pogoria II, pow. 2,5 ha, jezioro częściowo zasypane nadkładem, przywożonym z odkrywkowej kopalni węgla „Brzozowica”. Otoczone zaroślami, trzcinami i szuwarami, stanowi częściowo rezerwat przyrody (młaki nad Pogorią). Zbiornik ten nie jest udostępniony do żeglugi i rekreacji, natomiast gęsto obsadzony przez wędkarzy.
  • Pogoria III, pow. 205 ha (2 km kw.), największy z zalanych zbiorników, z powstającą dopiero bazą turystyczną i sportową. Rezerwowe ujęcie wody dla Huty Katowice. Z powodu płycizn żeglarstwo rozwija się powoli, natomiast jest to prawdziwa wielka oaza windsurfingowców dla całego regionu. Jezioro ma przejrzystą wodę, leżąc w dogodnych warunkach geologicznych wśród warstw przepuszczających (a więc i filtrujących) wodę, a dodatkowo jest ona naturalnie oczyszczana w dwu pierwszych zbiornikach. Zalew stanowi dużą bazę wypadową dla płetwonurków, którzy założyli sobie tutaj nawet sztuczną rafę. Największe głębokości na zbiorniku dochodzą do 18 metrów. Zimą zaczyna się na akwenie rodzić także ruch bojerowy.
  • Na terenach, z których obecnie wydobywany jest piasek, powstanie zbiornik wodny, rozciągający się od Dąbrowy Górniczej aż po granice miasta Siewierz. Prawdopodobnie jednak nie będzie się już nazywał Pogoria, tylko „Kuźnica Warężyńska”. Zakończenie wydobywania piasku – jesień 2001. Układ wszystkich tych akwenów jest źródłem interesujących planów zagospodarowania całego obszaru z systemem śluz i parkiem wodnym.

[http://szanty.art.pl/spiewnik/piosenka.php?id=603]

Kazimierz Robak

Starożytne statki cz.1

Łodzie trzcinowe
Na początku był to kawałek drzewa płynący po wodzie, którego człowiek się  mógł się uczepić, by przepłynąć z jednego punktu do drugiego. Następnie w miarę postępu i pomysłowości powstawały tratwy, wydrążone łupiny pni drzew, wzmocnienia w postaci burt i tak aż do formy wyglądu statku, który istnieje w naszym wyobrażeniu do dziś.

Do najstarszej łodzi świata zaliczyć można te wykonane z trzciny, która jako budulec obficie porastała brzegi rzek. Kształt dobrze nam znanej łodzi datuje się na około 3500 rok p. n. e. (sic!) Wtedy to po Nilu zaczęły żeglować pierwsze łodzie, których dziób i rufa wygięte były tak, by przybić do brzegu na płytkich wodach. Osobiście widzę w nich podobieństwo do skorpiona. Na głębszych wodach tj.: morzach i oceanach rufa i dziób wyginano już w inny sposób, przypominający  do złudzenia łuk.

Łodzie trzcinowe charakteryzowały się tym, że skrajne wiązki tworzące burtę były większe od reszty. W nich żagle wykonywano z papirusu. Prostota budowy sprawiała, że łódź ta była nader wygodna, niestety równie niepraktyczna – wymagała bowiem częstego suszenia, z powodu szybkiego nasiąkania wodą. Po bokach jeżyły się w nich rzędy wioseł, nieodzowne podczas płynięcia pod prąd. Z nich, jedno albo dwa, przeznaczano do sterowania – Tomek
cdn
Źródło: http://www.zaglowce.ow.pl/