c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Rozwój i świadomość

Kokon

To jest tak niesamowite, tak brutalnie prawdziwe, tak obnażające nas – zadufanych w sobie maluczkich – poświęć chwilę i przeczytaj. Koniecznie jeszcze raz przekonaj się, jak porąbani jesteśmy, jak porąbany jest dzisiejszy świat. To część eksperymentu społecznego na temat percepcji, smaku i priorytetów ludzi, zorganizowana przez Washington Post. Czy naprawdę jesteśmy jeszcze w stanie s a m o d z  i e l n i e dostrzegać piękno? Czy żyjemy niestety  jak w kokonie i widzimy go już tylko wtedy, gdy zostanie podane na tacy – ew

This is so awesome. Please take a moment to read:

A man sat at a metro station in Washington DC and started to play the violin; it was a cold January morning. He played six Bach pieces for about 45 minutes. During that time, since it was rush hour, it was calculated that 1,100 people went through the station, most of them on their way to work.

Three minutes went by, and a middle aged man noticed there was musician playing. He slowed his pace, and stopped for a few seconds, and then hurried up to meet his schedule.

A minute later, the violinist received his first dollar tip: a woman threw the money in the till and without stopping, and continued to walk.

A few minutes later, someone leaned against the wall to listen to him, but the man looked at his watch and started to walk again. Clearly he was late for work.

The one who paid the most attention was a 3 year old boy. His mother tagged him along, hurried, but the kid stopped to look at the violinist. Finally, the mother pushed hard, and the child continued to walk, turning his head all the time. This action was repeated by several other children. All the parents, without exception, forced them to move on.

In the 45 minutes the musician played, only 6 people stopped and stayed for a while. About 20 gave him money, but continued to walk their normal pace. He collected $32. When he finished playing and silence took over, no one noticed it. No one applauded, nor was there any recognition.

No one knew this, but the violinist was Joshua Bell, one of the most talented musicians in the world. He had just played one of the most intricate pieces ever written, on a violin worth $3.5 million dollars.

Two days before his playing in the subway, Joshua Bell sold out at a theater in Boston where the seats averaged $100.

This is a real story. Joshua Bell playing incognito in the metro station was organized by the Washington Post as part of a social experiment about perception, taste, and priorities of people. The outlines were: in a commonplace environment at an inappropriate hour: Do we perceive beauty? Do we stop to appreciate it? Do we recognize the talent in an unexpected context?

One of the possible conclusions from this experience could be:

If we do not have a moment to stop and listen to one of the best musicians in the world playing the best music ever written, how many other things are we mis sing?

Przez  FB od: Josh Nonnenmocher. Do chwili obecnej, 16.02.2012 godz 08:57, udostępniono 109.056 razy!
Bez komentarza.

Zbiorniki emocjonalne

Jeśli chcesz być na tej samej liście co Ghandi i pomóc Gwinejczykom – musisz stać się przede wszystkim jednym z nich.. Tylko wtedy, przez bezpośrednie uczestnictwo będziesz wiedział, że zmieniasz świat na lepsze.. Jak mawiają ci ohydni Amerykanie: „Talk is cheap.” Jednak, co do pomocy np. Gwinejczykom, to biorę pod uwagę, że:

  1. Może nie stać mnie na bilet aby tam dotrzeć
  2. Moje zobowiązania i odpowiedzialność za rodzinę nakazują mi zostać w domu
  3. Głowę, albo karierę, czy przyszłość – za niepopularne zachowania, czy też wyrażanie niebezpiecznych dla kogoś sądów – można stracić równie dobrze w domu

Nie wszystko jednak stracone. Działać w sposób właściwy, prawdziwy, nie poddając się projekcjom swojego umysłu, będącego w większości pod wpływem mainstream-owej papki można również w domu, tam gdzie się żyje. Ola w swoim artykule opiera się na koncepcji wyciszenia świadomego umysłu tak jak to radzi buddyzm. Od dłuższego już czasu używam w to miejsce określenia: fałszywa świadomość, tym bardziej fałszywa, że może zostać łatwo zmanipulowana.


fot. Nikola, zdjęcie z telefonu

Chcąc podzielić się moim doświadczeniem z ostatnich kilku miesięcy, w kwestii nie poddawania się swojemu świadomemu umysłowi, pokrótce opiszę co mnie spotkało. Szukając rozwiązań w kwestii pogodzenia pracy zarobkowej i nauki, postanowiłem podjąć stałą pracę w prywatnym domu starców jako opiekun-pielęgniarz. Rzecz dzieje się w Niemczech. Cóż, na czym, jak na czym, na jedzeniu mieszkańcom tu nie brakuje. Jednak już po niedługim czasie stwierdziłem, że wszyscy ci ludzie – których zadaniem jest dożyć w ośrodku swoich lat – są głodni, co więcej są potwornie głodni! O co chodzi? W związku ze sztywnymi normami czasu pracy, jak to w kapitalizmie oraz wszechobecną rutyną, pracownicy – pielęgniarki, opiekunowie, personel nie ma prawie czasu na nakarmienie głodu emocjonalnego tych starszych ludzi. W związku z czym staruszkowie są samotni, nieszczęśliwi, niektórzy chcą uciekać. Opiekując się starszymi, dementywnymi ludźmi dość szybko dochodzi się do wniosku, że oni są jak duże dzieci – i tak należy ich traktować, oczywiście z pełnym szacunkiem, współczuciem, empatią.

Co do pustki emocjonalnej, dzieci jeżeli takową pustkę odczuwają dają temu wyraz poprzez płacz, złość, bunt, niejednokrotnie agresję. Rodzice, opiekunowie najczęściej kierują się w tych przypadkach zachowaniami zauważonymi u swoich rodziców, niektórzy np. świadomie starają się nie bić swoich pociech, ale dopóki starcza im cierpliwości, no i co gorsza gdy kończy się cierpliwość, usypia świadomość (wstępuje święty gniew rodzicielski, itd.).

Jak napełniać zbiorniki emocjonalne? – Najprostszą odpowiedzią jest miłość!

Miłość do drugiego człowieka (nie mylić z seksem). Czy będzie to dziecko, czy też osoba w każdym innym wieku – zbiorniki emocjonalne napełnia się w ten sam sposób:

  1. Kontakt wzrokowy (patrząc prosto w oczy dziecka, dajemy sygnał, że dziecko jest bezwarunkowo i szczerze kochane – przekazujemy mu uśmiech, miły wyraz twarzy, miłe słowa / wybałuszone oczy rodzica, wbite w dziecko podczas wydawania poleceń, strofowania i krytyki, to katastrofalny błąd wychowawczy)
  2. Kontakt fizyczny (obejmowanie, przytulanie, poklepywanie, całowanie, itd. – dziecka – na co dzień oraz szczególnie gdy tego potrzebuje)
  3. Ukierunkowaną uwagę (znajdowanie codziennie chociaż pół godziny czasu na spędzenie go wyłącznie rodzica z dzieckiem – robienie czegoś tylko razem z nim, chociażby czytanie mu książki)
  4. Właściwą miłość (w odróżnieniu od niewłaściwej – uczucia przenoszonego na dziecko, utrudniającego jego rozwój emocjonalny, przykłady to: zaborczość, uwodzenie, substytucja i odwrócenie ról)
  5. Pełna miłości dyscyplina (wymagania, polecenia, nagrody i kary)

Zasady powyższe zastosowałem w praktyce w moim domu starców i pomimo tego, że są to Niemcy – pamiętający I i przede wszystkim II wojnę światową, a świadomy umysł stara się poddawać różne przeciwstawne myśli, zgodne z ideologią chociażby 4 pancernych, to jednak poza nim, poza fałszywą świadomością jest moje prawdziwe ja, które nakazuje mi bezwarunkowo kochać tych ludzi. No i cóż, zdarzają się cuda (moje serce się raduje!) i jak już wcześniej wspomniano – CI CO WIEDZĄ, NIE MÓWIĄ – CI CO MÓWIĄ, NIE WIEDZĄ – namawiam każdego aby wypróbował powyższe zasady napełniania zbiornika emocjonalnego, bazując na obejściu fałszywej świadomości, na rzecz poddania się prawdziwej istocie jaką jesteśmy i miłości najlepiej wszechogarniającej – Grzegorz Boryszewski

Zobacz również:
www.nowaatlantyda.com – Umysł nie wiem

Pogranicza

P1070917

Zazdroszczę zawsze tym, którzy nie mają wątpliwości, jakże wszystko wydaje im się łatwe, ale nie zamieniłbym się z nimi. Pogranicza są trudne, lecz pełne niespodzianek. Raz cofają mnie w inny czas, to znów przenoszą w inne miejsce, łączą się lub zderzają, przeobrażają z przeciwności w nową rzeczywistość. To kolejny fragment najnowszej książki, który zwyczajnie mnie zelektryzował. Uniwersalna, ponadczasowa prawda. Oczywista oczywistość, którą i ja mam,  o zgrozo! Lecz kto jest bez winy niech pierwszy… A zaczytywane przeze mnie  Góry mojego życia w ogóle  udowadniają, że każde z nich – bezpośredni kontakt z nimi – nieprawdopodobnie wzbogacają. Uwrażliwiając uczłowieczają. Podczas wielogodzinnych górskich wspinaczek, wentyluje się bowiem nie tylko dolne partie płuc, wyciskając z mięśni, niczym sok z cytryny, hektolitry toksyn – idzie się tak naprawdę „sam na sam”, co doskonale umożliwia sięgnięcie do dna zastanych i skamieniałych  przemyśleń – rozwijając swą samoświadomość – ew


Bielsko-Biała fot. Ela Wolny

Zarzuciłem na ramiona mój plecak, z którym jeszcze wyszedłem z Polski i który wbrew zakazom Lagerkommando miałem zawieszony w widocznym miejscu na łóżku (dzięki temu właśnie nie zauważono go w czasie wielu rewizji), i ruszyłem w górę doliny Anzasca. Trzydzieści jeden kilometrów do Macugnaga to dokładnie tyle, ile d Morskiego Oka przez Capowski Las bez skrótów. Tylko, że co krok to dla mnie niespodzianka.

Nie idą ze mną lasy, lecz południowe sady, pinie, kasztany, orzechy i Bóg wie co jeszcze, potem pełne narcyzów łąki, a właściwie hale, jeszcze wyżej bajeczne stoki rozdarte wąwozami, a potem tunel śniegu i góry rażące światłem i zapachem lodów.

Ale przedtem niekończąca się pogwarka z potokiem, nad którym skrzypią młyny i rozpryskuje się piana wodospadów. Na kamiennym moście ktoś wielkimi literami napisał: No piange picina mia cuando io vado via – ritornero (Nie płacz, maleńka, kiedy odjadę – powrócę). A więc i tu ludzie czują tak samo, jak u nas, kochają się i rozstają, łudzą się i znów wierzą. Mieszkają w domach z kamienia pod dachami krytymi łupkiem, rodzą się i umierają tak samo jak u nas. Z dachów sterczą kominy, a że są z kamienia, więc trwają od paru wieków. Na jednym z nich wyraźna data budowy 1675. Takich domów u nas we wsiach pod górami nie ma. (…) Bo tu wokoło wszystko śpiewa – potok młyny, ludzkie głosy i ptactwo. Zdaje mi się, że w Ceppo Morelli usłyszałem klekotanie owczych dzwonków. Hale leciały w dół i jakby kołysały się w słońcu i chmurach, bo górą, gdzieś bardzo wysoko, wiał chyba szybki wiatr i hale mieniły się to światłem, to cieniem. Stada owiec raz widziałem wyraźnie, gdy były w cieniu, to znów jakby we mgle utkanej ze słońca. Brzęk był inny niż u nas, ale ten nasz słyszałem na tle tamtego. Byłem więc znowu na dziwnym pograniczu, i w naszych górach, i w Alpach włoskich. Wcale mnie to nie dziwiło, bo zawsze czułem w sobie rozdwojenie, zawsze błąkałem się na pograniczu.

Gdy już w coś wierzyłem, zaczynałem wątpić i roztrząsałem w sobie przeciwieństwa i kontrasty. Gdy przekonałem się do jakiejś prawdy, wynajdywałem ostateczne niepewności. Zazdroszczę zawsze tym, którzy nie mają wątpliwości, jakże wszystko wydaje im się łatwe, ale nie zamieniłbym się z nimi. Pogranicza są trudne, lecz pełne niespodzianek. Raz cofają mnie w inny czas, to znów przenoszą w inne miejsce, łączą się lub zderzają, przeobrażają z przeciwności w nową rzeczywistość.
Wł. Krygowski „Góry mojego życia”
1987

DZ, czyli rozważania o sensie…

P1070094

Niewinne pytanie, stażystki DZ, poruszyło lawinę. Nie wiem czy pomogłam… Wiem jedno, bardzo pomogłam sobie – nieoczekiwanie  zrozumiałam sens.

chciałabym się dowiedzieć po co właściwie powstał blog, z jakim założeniem powstawał? co takiego jest w nim, że skoro mówi Pani, że czasu mało, a jednak się pisze? Na blogu jest dużo informacji o lokalnych zabytkach czy ciekawych miejscach, czy to jest pewien sposób promocji tego regionu?

ecodzien.pl nie był pierwszym moim blogiem. Moderowałam Forum Feminizm, gdy spontanicznie napisaliśmy Wigilię Feministki. Z myślą o dalszych tego typu wspólnych opowiadaniach, założyłam wtedy bloga, niestety  bez odzewu forum i blog zaczął być moim. Ponieważ tkwi we mnie przemożna tęsknota za prostotą życia, za aktywnym życiem zgodnym z czterema porami roku, przeszłam z niego na ekologiczny, którym nieoczekiwanie zainteresowała się big korporacja. Po 9 miesięcznym codziennym szkoleniu w oczekiwaniu na własny serwis, wreszcie doszło do zmęczenia tym status quo i założenia czegoś apropos, ale już naprawdę swojego…


fot. Ela Wolny Międzybrodzie Żywieckie

Jak życiem, po czasie zarządziła tu pani ewolucja i oto jest – niszowa strona dla koneserów preferujących aktywny tryb życia zarówno ten fizyczny jak i umysłowy. Ponieważ w życiu dobrze jest umieć zachować zdrową równowagę, dlatego pracując fizycznie odpoczywam… umysłowo. Uwielbiam zabawę słowem, kadrem, webmasterską pracę. Na ecodzien zapraszam znajomych z miejsc, w których nigdy nie byłam i pewnie nigdy nie będę. Z czystej ciekawości zbieram, układam i porządkuję ich jakże ulotne wspomnienia. Wspomnienia z wojaży po wielkim świecie. Co mogę zaoferować w zamian? Ano moje miasto, moje okolice, zwykłą-niezwykłą żywiecczyznę, Beskidy. Beskidy, które wcale nie wypadają tak źle przy tych znanych wszem, przedrogich kurortach! Okazuje się bowiem, że wszystkim nam bliżej do przydrożnej kapliczki, do pachnących historią zmurszałych drew na cudem ocalałym wiejskim kościółku, do zwykłych, prostych ścieżek, do podań i legend wyczytanych choćby z… Kalendarza beskidzkiego rocznik 1963 (mój rocznik, zachowany przez moich rodziców). I okazuje się, że nie Tatry, nie Alpy i nawet nie Himalaje, a zwyczajne górskie beskidzkie przebieżki, gdzie każdy szczyt można pokonać z wielu miejsc, za każdym razem w inny sposób, w jeden dzień i dysponując naprawdę niewielkim nakładem pieniężnym przyprawiają o prawdziwą tęsknotę. Czy dlatego, że każdy może się z nimi utożsamiać, każdego na nie stać? Nie sądzę – kolega Anglik zakupił dom w Międzybrodziu. Nie ma bowiem widocznie piękniejszego miejsca na ziemi niż Góra Żar, niż Jezioro Żywieckie i Beskid Mały – w którym nawet średniowieczne ruiny zamku na Wołku!

Czy gubię się z tą naszą „prowincjonalną” historią w tym wielkim tak bardzo napuszonym świecie moich znajomych? Chyba nie, skoro patronat medialny oferuje ecodniowi portal mieszkańców właśnie: Bielska-Białej, Cieszyna, Pszczyny i Żywca.

Czy to jest mój sposób na promocję swojego regionu? Na pewno tak, niemniej chciałabym, żeby każdy z nas rozejrzał się w ten sam sposób co ja, również po swojej okolicy. Nie narzekał na brak środków, na niedostępne Kanary, tylko podmiejskim autobusem wyruszył na  poszukiwanie ciekawych miejsc tuż obok, przecudownych miejsc będących w zasięgu ręki każdego z nas. Zważywszy, że przecież życie jest do życia, a nie przespania, stąd…

Na ecodniu coraz mnie mniej. Jednak co jest w tej stronie takiego, że mimo braku czasu, nadal tli się w nim życie? Mój ojciec ma 82 lata, rozum i krzepę pięćdziesięciolatka. Oczytany, obeznany w świecie współczesnym, co drugi dzień pokonuje dużą pętlę w Wapienicy (połowa wysokości masywów wokół zapory!). Mam to po nim -  nie potrafię odpoczywać biernie. Konstruktywne spocenie chłonę jak gąbka dążąc do tego, żeby zaszczepić swoją energią osoby starsze, stopniowo i nieuchronnie wycofujące się poza życiowy nawias. Miłością do spraw pięknych, ważnych i ogólnie zdrowych pragnę zarazić również ośmioletnią wnuczkę. Ją, i jej rówieśników wychowywanych przez pokolenie Lady Gaga z pozycji samochodowego fotelika, marzę nauczyć jak żyć. Jak bardzo ważne w życiu jest umieć się zachwycić rzeczami pozornie prostymi, pozornie drobnymi, pozornie małymi i pospolitymi. Jak bardzo ważne jest umieć czerpać radość życia z tego co jest. Tu i teraz. I tuż obok.

Jeżeli nie uda mi się ta rzecz osobiście, to może jak już mnie zabraknie, filmy na YT i ecodniowe fotoreportaże, coś komuś uzmysłowią – ew

Nowojorskie graffiti, czyli Some walls are INVISIBLE

Byłam  na Red Hook i widziałam fajne graffiti. Robiłam fotki z myślą o Tobie, ale  telefonem a już robiło się szarawo, więc mogą być takie sobie. Przesyłam Ci bo wiem że lubisz.

Ten facet z kulą ziemską był namalowany już nad samą wodą, w dodatku na zagrodzonym terenie:

Napisz co chcesz, one są o niesprawiedliwości społecznej. Dla mnie brakuje tam kobiety, najlepiej Azjatki albo Meksykanki – przecież nie tylko czarni mężczyźni doświadczają uprzedzeń. Ten napis Some walls are ma jeszcze na dole dopisek INVISIBLE. I znaczy to, że niektóre mury są niewidzialne.  Ten żółty napis nad facetem z kulą ziemską, to z kolei Niesprawiedliwość gdziekolwiek (obojętnie gdzie?) jest, jest zagrożeniem dla sprawiedliwości w s z ę d z i e.

Myślę, że wystarczy jak napiszesz coś od siebie, coś co ci w sercu gra – może coś o tych łańcuchach w falach… może o feminizmie jako o formie szukania sprawiedliwości, może o rasizmie i polskich Cyganach, albo Koreańczykach z targów? A może po prostu o sztuce graffiti?
fot. evita_duarte NYC, USA
www.marzenkowonyc.blogspot.com

Wewnętrzne przebudzenie, czyli o co chodzi z tą pomarańczą

Dziś wrócę do książki Colina P. Sissona Wewnętrzne przebudzenie, by podkreślić jak ważne jest zaprzestanie szukania soku w skórce pomarańczy, zamiast w jej soczystym wnętrzu.

Bowiem tak jak światło jest wytworem świecy, tak szczęście i miłość są wytworem właściwej własnej integracji. Ale uśpiona ludzkość szuka szczęścia i miłości na zewnątrz siebie, tworząc nietrwały ich byt i zupełnie nie myśląc o rozwinięciu swoich wyższych poziomów świadomości, zupełnie lekceważąc swe wnętrze.

A tymczasem mądrość polega na zjednoczeniu umysłu z bezwarunkową wewnętrzną ekstazą, która dopiero jest prawdziwą rzeczywistością i przeciwieństwem iluzji umysłu. Wystarczy tylko oczyścić umysł ze wszystkich uwarunkowań – przez przyzwolenie, akceptację, cieszenie się i kochanie… Miłość oczyszcza. Na początku lęk stłumił i wyparł wszystko, dlatego trzeba oczyścić umysł z tych uwarunkowań, by mógł stanowić doskonałe odbicie Prawdziwego Ja, tak jak w kropli rosy odbijającej w sposób doskonały słońce, nie może być ani odrobiny kurzu.

Bowiem stres i wyparte treści blokują zdolność umysłu do odbijania tej rzeczywistości znajdującej się wewnątrz nas. Można je zintegrować uwalniając się od tych przywiązań, tak jak można każde lustro… wypolerować  z kurzu. Bo Prawdziwe Ja jest ekstazą, jest doskonale czystą kroplą rosy, i tak oczyszczony umysł odbija JA jak zwierciadło.

Oczyszczony umysł z kurzu i brudu, które na zwierciadle umysłu są jak stłumione lęki, wytworzone przez iluzje umysłu patrzącego na życie przez pryzmat wytworów wyobraźni, przez ciemność podświadomości.  A przecież stres jest po prostu brakiem rozluźnienia, tak jak nieszczęście jest brakiem radości, lęk nieobecnością miłości, ciemność nieobecnością światła, a podświadomość nieobecnością ś w i a d o m o ś c i.

Dlatego prawdziwym nieszczęściem jest iluzja stworzona przez umysł wierzący, że ta iluzja jest rzeczywistością. Gdy szczelnie zasłonimy firanki w oknie, przesłonią nam one słońce i z czasem rzeczywiście zaczniemy wierzyć, że nie istnieje.

Dlatego taplając się w skórce pomarańczy zamiast wgryzać w jej wnętrze, nie zrozumiemy, że żadna zewnętrzna rzecz, żadna sytuacja i żaden człowiek nie zawiera dla nas sam w sobie ani szczęścia, ani nieszczęścia.  To jest w nas. A zrozumieć to na poziomie świadomości, to nauczyć się jednej z najcenniejszych lekcji życia, pozwalającej się oczyścić ze wszystkich iluzji i złudzeń, osiągając prawdziwą wolność. Na głębszym poziomie świadomości, każdy o tym wie, trzeba po prostu oczyścić się na tyle, żeby wiedza ta stała się bardziej ś w i a d o m a.

Patrzymy na świat przez brudną szybę i świat jest tylko szary i brudny? Czujemy się nieszczęśliwi, gdy porównujemy nasz obecny stan do poprzedniego? Byliśmy zdrowsi, była z nami droga osoba, byliśmy szanowani mając stanowisko? Tak postrzegając świat wszyscy są młodsi, zdrowsi, bogatsi i bardziej atrakcyjni, a świat jest smętny i ponury. Wszyscy są mądrzejsi i wszystkim się lepiej powiodło. Nasz domek jest mniejszy niż innych? Jest on tym czym jest – ciepłym,  przytulnym schronieniem, wystarczy mu tylko wymyć okna!  I wtedy jeśli spojrzymy  na coś do wewnątrz w blasku padającego jasno światła (nie starając się porównywać z iluzorycznym zewnętrzem),  zobaczymy sprawy takimi jakie naprawdę są, a one same staną się przyjemnym doświadczeniem, doskonałym i jedynym w swoim rodzaju, nie sprawiającym  bólu, który jest przecież niczym innym jak intensywną energią odbieraną zupełnie niesłusznie jako bolesną przykrość – ewolny
Rysunek: Nikola

Wielka Racza, czyli o tym jak sika lis

Na moim przystanku w stronę pracy, ktoś na chodniku napisał „dlaczego to robisz codziennie”. No właśnie, trybiki w maszynce.

 I zdarzyło się tak, że wracając z górskiej przebieżki,  i przysypiając w busie ze zmęczenia, nieoczekiwanie wysłuchałam  audycji Cejrowskiego, o tym… jak zwolnić obroty tejże…


Veľká Rača (Wielka Racza) 1236 m n.p.m.

Wolniej, wolniej, kochani wolniej. Siedzę na balkonie i patrzę na sąsiada z działki obok. Jest sobota, on dopija kolejną kawę a między nimi wszystkimi zaciekle bejcuje dom. Czym różni się jego dzień od dnia powszedniego? Ludzie wolniej. Nie musisz przeczytać wszystkich książek, i tak wszystkich nie przeczytasz, przeczytaj jedną, ale ze smakiem, nie musisz obejrzeć każdego filmu, i tak wszystkich nie obejrzysz, obejrzyj jeden, ale z uczuciem. Żyjąc szybko, szybciej dobiegniesz do mety!  Czy życie polega na tym, żeby nocować  w najdroższym mieszkaniu? A może na tym, żeby urlop spędzać  jak najdalej od tego domu? W jak najdroższym hotelu, przed najdroższym drinkiem, na który zresztą trzeba  zarabiać pracując po 12 godzin dziennie? WOLNIEJ, bo tylko wtedy można zobaczyć ile odcieni ma dziś niebo. Wolniej, bo tylko wtedy można znaleźć czas, żeby się zwyczajnie całować…

Sąsiad nadal bejcuje domek, a ja? Do mojego ogrodu podkradł się lis i na moich oczach w y s i k a ł! To niebywałe! Teraz zaciekle myślę dlaczego sikał jak kotka a nie jak pies? A może to była po prostu lisiczka? Ale dlaczego się wysikała właśnie u mnie? Znaczyła teren, czy chciała odstraszyć… No właśnie, kogo? Czaplę, która zrobiła mi przed nosem na b i a ł o?

Dlaczego o tym piszę?  Cejrowski wstrząsnął mną. Dogłębnie. Ja o tym wszystkim bardzo dobrze wiem, ale on p o b u d z i ł moją świadomość:

Może właśnie sika nam lis, a my tego nie widzimy - Ela Wolny

Wielka Racza:

Widok na Małą Fatrę:

Widok na  Babią Górę i Pilsko:

Na szlaku – jest prościej. Jest wolniej:

fot. Ela Wolny Beskidy

Zobacz również:
- Wielka Racza vel Veľká Rača
- Veľká Rača (Wielka Racza) 1236 m n.p.m.

Yoga dla jogina cz. 1

Gdy lato zamiast kusić urokami letniego szaleństwa przytłacza, odbiera energię i siły witalne,   wtedy dobrą kondycję psychofizyczną lipco-padowej porze, przywrócić można… jogą.

Pojęcie „Joga” wywodzi się z sanskrytu – Yuj, co oznacza „wziąć w jarzmo, okiełznać, zdyscyplinować”. I tak jak się ściąga zaprzęg konny cuglami, aby skierować ich siłę w jednym kierunku, tak właśnie joga dąży do koncentracji ducha, aby w ten sposób doprowadzić do pełnego zharmonizowania.

Filozofia jogi wywodzi się z hinduistycznego systemu sankhya i zakłada istnienie cierpienia. A cierpienie wywodzi się stąd, ze dusza nieśmiertelna porusza łączy się ze śmiertelnym ciałem praktri i z myśleniem citta. Ostatecznym celem jogi jest uwolnienie duszy od ciała i myślenia, przy czym ma to nastąpić już za życia, a nie dopiero po śmierci. Pierwszym stopniem jest JAMA czyli dyscyplina wewnętrzna. Nie zabijaj, nie kłam, nie kradnij, dbaj o czystość cielesną, nie dąż do posiadania dóbr doczesnych… Zgodnie z prawem przyczyny i skutku tj. prawem karmy, winę ponosi nie tylko ten, który zabija, ale również ten, co pozwala zabijać innym. Dlatego dieta jogina powinna być dietą jarską, mleczno-roślinną, uzupełnianą nie zapłodnionymi jajami. Używki typu alkohol, papierosy i środki odurzające są niedozwolone na równi z kuracjami głodowymi ponieważ do nakazów jamy należy utrzymanie dobrego stanu zdrowia.

NIJAMA czyli dyscyplina wewnętrzna obejmuje przepisy dotyczące zabiegów wewnętrznych: zabiegi higieniczne, zadowalanie się istniejącym stanem posiadania, skromność, wygłaszanie oczyszczających formuł oraz poddanie się woli bożej, po której jogin staje się munih i w sensie mistycznym nadaje się do dalszej drogi. Teraz dopiero czas na medytacje, do których przybiera się tak utożsamiane z Jogą określone pozycje ciała zwane ASANY. Najbardziej znaną z nich jest siad w pozycji lotosu. Rozwinęły się także asany o działaniu terapeutycznym i wyróżnić tu należy popularną na Zachodzie hathajogę (jogę cielesną) czyli asany korygujące pracę kręgosłupa, mięśni, stawów, narządów wewnętrznych oraz te mające za zadanie po prostu odprężyć.

Słowo asana jako rzeczownik oznacza „postawa, pozycja” lecz jako przymiotnik jest jednoznaczne z pojęciem „lekki, luźny, przyjemny”. Dlatego podczas ćwiczeń należy unikać przymusu i wszelkiego napięcia. Hatha czyli siła nie oznacza wcale „joga przemocy”. Patańdżali, lekarz żyjący w Indiach w IV wieku po Chrystusie, który zebrał w jedną całość wszystkie sutry, pisze „pozycja ciała w asanie powinna być mocna i przyjemna”. W praktyce oznacza to, że uczeń winien przyjmować określoną pozycję ciała w taki sposób, by było to dla niego przyjemne i mogło być wykonywane na luzie. Powoli, krok za krokiem, każdy może zbliżyć się bez przymusu do idealnego wykonania asany np. jednego z bardziej znanych ćwiczeń – stania na głowie. Ale o tej asanie jak i innych już w następnym odcinku. No chyba, że aura będzie wreszcie łaskawsza, a wtedy „boście joginki som!” – ew
Źródło: Ulf Böhmig

Kundalini, czyli energia wewnętrznej przemiany cz. 2 – Karma

Kundalini to ukryty potencjał, który każdy z nas ma. Oto w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia zdarza się, że odczuwamy nagły przypływ jakichś dodatkowych sił – fizycznych i psychicznych. To właśnie Kundalini. A gdy  tylko zagrożenie mija, to wszystko nieoczekiwanie wraca do normy. I pozostaje tylko zdziwienie tą mocą, która drzemie gdzieś głęboko  w nas…  Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Dlatego dziś kolejne spotkanie z książką od Aldony, z której tylko kilka słów o tak ważnym pojęciu  -  karma:

Jak na górze, tak na dole.
Co posiejesz, to zbierzesz.
Każdej akcji towarzyszy reakcja.
Natura nie znosi próżni.
Wszystko się zmienia.
Daj, aby otrzymać.
Przeciwieństwa się przyciągają.

Karma to słowo sanskryckie oznaczające „reakcję towarzyszącą każdej akcji”. A to oznacza, że cokolwiek  się wysyła, to  i wraca z nawiązką.

Karma sytuacyjna – wszystko co w poprzednim życiu  (reinkarnacja) zrobiło się dla innej osoby, wraca w czynach tej osoby w życiu obecnym. Może się to ciągnąć przez wiele wcieleń – nie wystarczy aby jedna osoba dojrzała do zmiany, potrzebny jest czas, aby zatrzymało się rozpędzone już w pokoleniach koło interakcji.
Karma postawy życiowej – cała złość na życie i ludzi wyniesiona z poprzedniego wcielenia, rzutuje na wszystko, co robi się w obecnym. To utrzymanie dawnego gniewu, lęku lub niepokoju. Rozwiązaniem jest uświadomienie sobie nie służących postaw i pracowanie nad ich usunięciem, otaczając się miłością.  Ponieważ najlepszym rozwiązaniem każdego konfliktu, jest szukanie konkluzji dla obu stron, dlatego trzeba pracować nad sytuacją, w której nikt nie jest przegrany.
Karma cudza – większość z nas nieopatrznie wplątuje się w karmiczne problemy innych. Mamy chrześcijańską postawę niesienia pomocy  w rozwiązywaniu  problemów innych osób, jednak musimy być bardzo ostrożni wkraczając w cudze życie. Najważniejsza jest złota równowaga – ludzie, u których Kundalini przepływa przede wszystkim przez czakrę położoną w tylnej części głowy (czakra pokory), mają tendencję do unikania cudzych problemów, ludzie, u których Kundalini płynie najsilniej przez  punkt z przodu głowy (czakra  siódmego oka), mają skłonność do pomagania i życia dla innych, i aby osiągnąć równowagę w tej sferze,  energia powinna płynąć dokładnie przez czakrę korony.
Karma grupowa – praca nad uzyskaniem równowagi prowadzona w grupie może przynieść lepsze rezultaty niż praca indywidualna. Funkcjonując w w perspektywie szerszej świadomości łatwiej ocenić, czy należy pogłębić, czy ograniczyć daną interakcję oraz zrozumieć jej karmiczny sens.
Świadomy wybór karmy – już przed narodzinami pomagamy w podjęciu decyzji, z jakim rodzajem karmy chcemy pracować i na jakiej płaszczyźnie chcemy się rozwijać. Niektórzy planują swe życie z taką ilością karmy, że przez całe życie uginają się pod jej ciężarem, woląc obrywać po uszach niż marnować czas na zbijanie bąków. Inni natomiast,  wybierają trudną chorobę jako drogę doskonalenia wytrwałości, duchowej siły, zrozumienia i przeniknięcia istoty tejże. Wreszcie czyjaś choroba, może być wręcz częścią rozwoju całej grupy, jak np. Helen Keller, która mogła wybrać takie a nie inne życie w celu ukazania możliwości  funkcjonowania  w świecie nie dysponując ani wzrokiem, ani słuchem.
Pozytywny aspekt karmy – ludzie często tęsknią za osiągnięciem określonych celów, których nie udało się osiągnąć w poprzednim wcieleniu. Może to dotyczyć kontaktów uczuciowych,  kariery zawodowej, wzrostu i rozwoju, podróży, twórczości artystycznej czy innych dziedzin życia. Ponieważ energia tych tęsknot, nie znalazła swego spełnienia, dlatego wciąż czeka ona na sposobność realizacji. Zatem wybory jakich dokonujemy  w swym obecnym życiu, w dużej mierze są zdeterminowane przez to właśnie karmiczne pragnienie.

A my mamy tendencję do traktowania przyjemnej karmy jako DOBREJ, nieprzyjemnej zaś jako ZŁEJ. W rzeczywistości karma jednak nie jest ani dobra, ani zła. Bo nawet bolesna pomaga w rozwoju. Karma nie zawsze dogadza i skupienie się na czynieniu dobra tylko po to, by je potem odzyskać w tej czy innej postaci, przesłania prawdziwy cel i sens rozwoju. Bowiem istotą procesu karmicznego jest to, żeby w różnych sytuacjach życiowych  zrozumieć uniwersalne prawa, umożliwiające  nauczenie się właściwego działania podczas ich występowania.

Ucząc się praw karmy i działania w zgodzie z nimi, zmniejsza się możliwość tworzenia nowej karmy.

Okazuje się, że czynnikiem, który tworzy najwięcej karmicznych napięć, jest system pragnień i nawyków ego. Dlatego tak ważne jest rozwinięcie postawy wewnętrznej wolności, co wcale nie oznacza pogardy dla świata – nowotestamentowe przesłanie wybaczającej miłości bliźniego, ma  bowiem moc rozwiązywania najbardziej skołtunionych karmicznych węzłów.  Jednak po rozwiązaniu, którego, koniecznie  trzeba się zmienić, aby w przyszłości nie trzeba było przeżywać tego samego na nowo. Energia takiej „nie odrobionej lekcji” da bowiem znać o  sobie przy najbliższej okazji, i to  za każdym razem niestety w sposób dotkliwszy.

Ci, którzy wyciągają nauki ze swych doświadczeń i posługują się w sposób prawidłowy swymi energiami a także nie przywiązują się do rzeczy zewnętrznych (vide Psiego Zęba „życie to jest most, który należy przejść, ale nic na nim nie należy budować”), kroczą   po znacznie wyższej, duchowej ścieżce.

Ucząc się rozpoznawać różnice między karmą a szansą, można zmienić swoje działanie i sposób reagowania na każde bodźce. Stojąc przed możliwością szansy czuć się POPYCHANYM do wzrostu, odkrywania, próbowania czegoś nowego, można mieć poczucie przygody lub przekraczania granic, tego, co uważało się do tej pory za niemożliwe. Jeśli natomiast dana sytuacja ma charakter karmy, czuje się zmieszanie i WCIĄGANIE do akcji… Można nigdy nie dowiedzieć się o co chodziło w danej sytuacji, dlatego właśnie najlepiej w każdej z nich, podążać za intuicją. Bo intuicja pomaga nam wyczuć, kiedy powinniśmy działać, a kiedy od działania należy się powstrzymać. Intuicja rozprasza wątpliwości, przynosi jasność i uwalnia od napięć pozwalając spojrzeć na siebie i całą sytuację w perspektywie miłości.

Niezależnie od tego, która droga wydaje się lepsza, ważne jest, aby robić co  tylko w  mocy i nie zapominać o wnioskach płynących z kolejnych lekcji życiowych – ew
Kundalini i czakry Genevieve Lewis Paulson

Zobacz również:
- Kundalini, czyli energia wewnętrznej przemiany cz. 1