Pierwszy w tym roku tak piękny, słoneczny i ciepły dzień, przyszło mi spędzić właśnie w Krakowie. Dobrze wróży, że niebo nie płacze…
A w nim jakby dawno po zimie. I już na wstępie, nad Wisłą, tabuny głodnego ptactwa. Powiem szczerze, pierwszy raz widziałam szybujące w tak dużej grupie, tak duże ptaki – białe łabędzie. Na tle starego Wawelu, z wielkim furkotem prawdziwe pterodaktyle – widok bezcenny:


I Planty jakby bardziej niż u nas zieleńsze:


Mimo, że wisi jeszcze sikorcza stołówka:

A sam Kraków? Oczywiście ten sam:

Zaskakująco czyściutki po zimie, ale i novum: oprócz obwarzanków, precli, i przebranych w krakowskie stroje handlowców, i obok rycerzy w zbrojach bezrobotny… piłkarz, zarabiający co łaska kępkami. Aż strach myśleć dalej… A tuż obok na tle Sukiennic, krakowskie kwiaciarki – pod parasolami z logo radiowej stacji! W skrócie? Prawdziwa m a ł p a ekonomia – zagłodzimy bestię!


Nic to, precel kupiony, serce napakowane treścią i Floriańską, wzdłuż domu Balzaka – nic to, że jedną noc tylko…

…pod Bramę Floriańską, gdzie niestety nie było dziś „twoje imię na ziarenku ryżu”, więc dalej na Barbakan:



Trudno. Natomiast nie mogę sobie darować, że nie kupiłam maleńkich mongolskich laleczek, leczących smutek! Jak można przeczytać cały doń przecudny opis i nie wziąć pełnego uroku kompletnej ich rodzinki? Może dlatego, że jednak rok bez Krakowa rokiem straconym? Take it easy! Znów pojadę – przecież uwielbiasz kobieto Kraków! A póki co, żegna on… prawdziwą zimą:

fot. Ela Wolny Kraków
Zobacz również:
- Kraków 3 marca 2012 film