c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Rozważania

Obiektywizm, czyli zapomniana sztuka konwersacji

krowa-elciowa

Czy długie szyje gorzej się myje? Żadnych izmów, ale póki co Myślak godny rozpracowania – obiektywizm, a cóż to jest?

I oto Paul pisze: „À propos obiektywizmu, toż to są czyste fanaberie. Jedyny sposób na bycie obiektywnym zawiera się w zdaniu z jednym podmiotem i orzeczeniem np: To jest żyrafa. Jeżeli zaczniesz mówić więcej o tym stworzeniu to już się pojawia element subiektywny np: długa szyja – obraźliwe i pejoratywne dla ludzi z długimi szyjami. Wyrażenia takie jak: plamy, łatki, paćki, albo deseń na skórze, już od razu wskazują na bardzo subiektywne spojrzenie opisującego”. Ano..

Subiektywnie zatem rzecz biorąc mówię: Ano.

Zejdźmy z tropików na ziemię, zostawmy na chwilę w spokoju żyrafy i…  Bo wszystko zależy od intencji odczytującego pospolity, powszechny, powszedni krowi deseń, ale nie tylko. Przecież my sami, gdy tylko chcemy, możemy zauważyć lekki posmak rokującego erotyzmu w  „popatrz jakie ona ma cętki”.  Przy czym mówiący miał tu na myśli sam środek ciemiączka, w które ona sama, może się swoim krzesełkiem dowolną ilość razy w nie puknąć. Zatem jak widzimy, właściwą intencję wychwycić, jest zgoła o wiele trudniej, niż  stwierdzić coś na wskroś obiektywnie. Powiem więcej, my bardzo chcemy być subiektywnie nieobiektywni w swym żuciu.

Pełni plam, cętek i łatek, jakże różni – nie tylko z zewnątrz, ale i od wnentsza, od sedna osądu – defilujemy oto dostojnie między sobą,  wystawiając się na krzyżowy ogień  subiektywnego o b i e k t y w u -  dobrze wiedząc, że tylko zacna krowa nie zmienia swoich poglądów  – ew

DZ, czyli rozważania o sensie…

P1070094

Niewinne pytanie, stażystki DZ, poruszyło lawinę. Nie wiem czy pomogłam… Wiem jedno, bardzo pomogłam sobie – nieoczekiwanie  zrozumiałam sens.

chciałabym się dowiedzieć po co właściwie powstał blog, z jakim założeniem powstawał? co takiego jest w nim, że skoro mówi Pani, że czasu mało, a jednak się pisze? Na blogu jest dużo informacji o lokalnych zabytkach czy ciekawych miejscach, czy to jest pewien sposób promocji tego regionu?

ecodzien.pl nie był pierwszym moim blogiem. Moderowałam Forum Feminizm, gdy spontanicznie napisaliśmy Wigilię Feministki. Z myślą o dalszych tego typu wspólnych opowiadaniach, założyłam wtedy bloga, niestety  bez odzewu forum i blog zaczął być moim. Ponieważ tkwi we mnie przemożna tęsknota za prostotą życia, za aktywnym życiem zgodnym z czterema porami roku, przeszłam z niego na ekologiczny, którym nieoczekiwanie zainteresowała się big korporacja. Po 9 miesięcznym codziennym szkoleniu w oczekiwaniu na własny serwis, wreszcie doszło do zmęczenia tym status quo i założenia czegoś apropos, ale już naprawdę swojego…


fot. Ela Wolny Międzybrodzie Żywieckie

Jak życiem, po czasie zarządziła tu pani ewolucja i oto jest – niszowa strona dla koneserów preferujących aktywny tryb życia zarówno ten fizyczny jak i umysłowy. Ponieważ w życiu dobrze jest umieć zachować zdrową równowagę, dlatego pracując fizycznie odpoczywam… umysłowo. Uwielbiam zabawę słowem, kadrem, webmasterską pracę. Na ecodzien zapraszam znajomych z miejsc, w których nigdy nie byłam i pewnie nigdy nie będę. Z czystej ciekawości zbieram, układam i porządkuję ich jakże ulotne wspomnienia. Wspomnienia z wojaży po wielkim świecie. Co mogę zaoferować w zamian? Ano moje miasto, moje okolice, zwykłą-niezwykłą żywiecczyznę, Beskidy. Beskidy, które wcale nie wypadają tak źle przy tych znanych wszem, przedrogich kurortach! Okazuje się bowiem, że wszystkim nam bliżej do przydrożnej kapliczki, do pachnących historią zmurszałych drew na cudem ocalałym wiejskim kościółku, do zwykłych, prostych ścieżek, do podań i legend wyczytanych choćby z… Kalendarza beskidzkiego rocznik 1963 (mój rocznik, zachowany przez moich rodziców). I okazuje się, że nie Tatry, nie Alpy i nawet nie Himalaje, a zwyczajne górskie beskidzkie przebieżki, gdzie każdy szczyt można pokonać z wielu miejsc, za każdym razem w inny sposób, w jeden dzień i dysponując naprawdę niewielkim nakładem pieniężnym przyprawiają o prawdziwą tęsknotę. Czy dlatego, że każdy może się z nimi utożsamiać, każdego na nie stać? Nie sądzę – kolega Anglik zakupił dom w Międzybrodziu. Nie ma bowiem widocznie piękniejszego miejsca na ziemi niż Góra Żar, niż Jezioro Żywieckie i Beskid Mały – w którym nawet średniowieczne ruiny zamku na Wołku!

Czy gubię się z tą naszą „prowincjonalną” historią w tym wielkim tak bardzo napuszonym świecie moich znajomych? Chyba nie, skoro patronat medialny oferuje ecodniowi portal mieszkańców właśnie: Bielska-Białej, Cieszyna, Pszczyny i Żywca.

Czy to jest mój sposób na promocję swojego regionu? Na pewno tak, niemniej chciałabym, żeby każdy z nas rozejrzał się w ten sam sposób co ja, również po swojej okolicy. Nie narzekał na brak środków, na niedostępne Kanary, tylko podmiejskim autobusem wyruszył na  poszukiwanie ciekawych miejsc tuż obok, przecudownych miejsc będących w zasięgu ręki każdego z nas. Zważywszy, że przecież życie jest do życia, a nie przespania, stąd…

Na ecodniu coraz mnie mniej. Jednak co jest w tej stronie takiego, że mimo braku czasu, nadal tli się w nim życie? Mój ojciec ma 82 lata, rozum i krzepę pięćdziesięciolatka. Oczytany, obeznany w świecie współczesnym, co drugi dzień pokonuje dużą pętlę w Wapienicy (połowa wysokości masywów wokół zapory!). Mam to po nim -  nie potrafię odpoczywać biernie. Konstruktywne spocenie chłonę jak gąbka dążąc do tego, żeby zaszczepić swoją energią osoby starsze, stopniowo i nieuchronnie wycofujące się poza życiowy nawias. Miłością do spraw pięknych, ważnych i ogólnie zdrowych pragnę zarazić również ośmioletnią wnuczkę. Ją, i jej rówieśników wychowywanych przez pokolenie Lady Gaga z pozycji samochodowego fotelika, marzę nauczyć jak żyć. Jak bardzo ważne w życiu jest umieć się zachwycić rzeczami pozornie prostymi, pozornie drobnymi, pozornie małymi i pospolitymi. Jak bardzo ważne jest umieć czerpać radość życia z tego co jest. Tu i teraz. I tuż obok.

Jeżeli nie uda mi się ta rzecz osobiście, to może jak już mnie zabraknie, filmy na YT i ecodniowe fotoreportaże, coś komuś uzmysłowią – ew

Wewnętrzne przebudzenie, czyli o co chodzi z tą pomarańczą

Dziś wrócę do książki Colina P. Sissona Wewnętrzne przebudzenie, by podkreślić jak ważne jest zaprzestanie szukania soku w skórce pomarańczy, zamiast w jej soczystym wnętrzu.

Bowiem tak jak światło jest wytworem świecy, tak szczęście i miłość są wytworem właściwej własnej integracji. Ale uśpiona ludzkość szuka szczęścia i miłości na zewnątrz siebie, tworząc nietrwały ich byt i zupełnie nie myśląc o rozwinięciu swoich wyższych poziomów świadomości, zupełnie lekceważąc swe wnętrze.

A tymczasem mądrość polega na zjednoczeniu umysłu z bezwarunkową wewnętrzną ekstazą, która dopiero jest prawdziwą rzeczywistością i przeciwieństwem iluzji umysłu. Wystarczy tylko oczyścić umysł ze wszystkich uwarunkowań – przez przyzwolenie, akceptację, cieszenie się i kochanie… Miłość oczyszcza. Na początku lęk stłumił i wyparł wszystko, dlatego trzeba oczyścić umysł z tych uwarunkowań, by mógł stanowić doskonałe odbicie Prawdziwego Ja, tak jak w kropli rosy odbijającej w sposób doskonały słońce, nie może być ani odrobiny kurzu.

Bowiem stres i wyparte treści blokują zdolność umysłu do odbijania tej rzeczywistości znajdującej się wewnątrz nas. Można je zintegrować uwalniając się od tych przywiązań, tak jak można każde lustro… wypolerować  z kurzu. Bo Prawdziwe Ja jest ekstazą, jest doskonale czystą kroplą rosy, i tak oczyszczony umysł odbija JA jak zwierciadło.

Oczyszczony umysł z kurzu i brudu, które na zwierciadle umysłu są jak stłumione lęki, wytworzone przez iluzje umysłu patrzącego na życie przez pryzmat wytworów wyobraźni, przez ciemność podświadomości.  A przecież stres jest po prostu brakiem rozluźnienia, tak jak nieszczęście jest brakiem radości, lęk nieobecnością miłości, ciemność nieobecnością światła, a podświadomość nieobecnością ś w i a d o m o ś c i.

Dlatego prawdziwym nieszczęściem jest iluzja stworzona przez umysł wierzący, że ta iluzja jest rzeczywistością. Gdy szczelnie zasłonimy firanki w oknie, przesłonią nam one słońce i z czasem rzeczywiście zaczniemy wierzyć, że nie istnieje.

Dlatego taplając się w skórce pomarańczy zamiast wgryzać w jej wnętrze, nie zrozumiemy, że żadna zewnętrzna rzecz, żadna sytuacja i żaden człowiek nie zawiera dla nas sam w sobie ani szczęścia, ani nieszczęścia.  To jest w nas. A zrozumieć to na poziomie świadomości, to nauczyć się jednej z najcenniejszych lekcji życia, pozwalającej się oczyścić ze wszystkich iluzji i złudzeń, osiągając prawdziwą wolność. Na głębszym poziomie świadomości, każdy o tym wie, trzeba po prostu oczyścić się na tyle, żeby wiedza ta stała się bardziej ś w i a d o m a.

Patrzymy na świat przez brudną szybę i świat jest tylko szary i brudny? Czujemy się nieszczęśliwi, gdy porównujemy nasz obecny stan do poprzedniego? Byliśmy zdrowsi, była z nami droga osoba, byliśmy szanowani mając stanowisko? Tak postrzegając świat wszyscy są młodsi, zdrowsi, bogatsi i bardziej atrakcyjni, a świat jest smętny i ponury. Wszyscy są mądrzejsi i wszystkim się lepiej powiodło. Nasz domek jest mniejszy niż innych? Jest on tym czym jest – ciepłym,  przytulnym schronieniem, wystarczy mu tylko wymyć okna!  I wtedy jeśli spojrzymy  na coś do wewnątrz w blasku padającego jasno światła (nie starając się porównywać z iluzorycznym zewnętrzem),  zobaczymy sprawy takimi jakie naprawdę są, a one same staną się przyjemnym doświadczeniem, doskonałym i jedynym w swoim rodzaju, nie sprawiającym  bólu, który jest przecież niczym innym jak intensywną energią odbieraną zupełnie niesłusznie jako bolesną przykrość – ewolny
Rysunek: Nikola

Komercja na szczytach gór, czyli bo „życie jest do życia”

Uważni Czytelnicy ecodnia, pamiętają wpis Moni  Komercja na Igle Południa „Aiguille du Midi – „Igła Południa” piękna, monumentalna, groźna góra i… zarazem najłatwiej dostępny szczyt w Alpach! A to za sprawą kolejki linowej, która wywiezie nas na 3842 m n.p.m. Bardzo komercyjne i gryzie się to z eko-obcowaniem z naturą. Dowód na to, że człowiek potrafi „ujarzmić” chyba już każdy skrawek ziemi. Restauracja, sklep z pamiątkami wewnątrz góry na wysokości 3842 m n.p.m. to dla mnie niemy hołd dla człowieka, nie dla gór. Fakt faktem – obłędne widoki, kilka tarasów dosłownie wbudowanych w zbocze góry, winda w skale, która wyniesie nas dodatkowe 40 m w górę na sam szczyt, pajęczyna lodowych korytarzy – to robi kolosalne i niezatarte wrażenie, ale i pozostawia lekki niesmak”.

Z kolei kilka dni temu, spotkałam się z ostrym protestem „ludzi gór” – alpinistów i himalaistów. Po słowach Aleksandra Lwowa na temat naszej Śnieżki „zakaz spożywania własnej żywności”, do tego obowiązkowo… ruch jednostronny – to prawda, niesmak.

Ale oto wczoraj wróciłam z Góry Żar, na który, po pierwsze gdyby nie kolejka górska, z pewnością bym nie weszła. Nie dlatego, że nie mogłam – byłam z dzieckiem, które dyktowało warunki. Po drugie będąc  kolejny raz na szczycie, tym razem w  wakacje, w weekend, w piękną pogodę,  przyjrzałam się kolorowej masie ludzi, dla których oscypki, ale i wełniane skarpety, kierpce, kapelusze wprost ze „służbowego”… samochodu! Wszelkiego rodzaju przedrogie krówki, włoskie lody w europejskiej cenie i wielkomiejski lokal, z kelnerkami w markowych fartuchach. Komercja na Igle Południa, komercja na Śnieżce, komercja i tu – ceny bandyckie! Na szczęście nie za obłędne widoki, nie za przestrzeń i pofalowany ostro horyzont, nie za monumentalny parawan z gór, nie za szybujące wesoło kolorowe ptaki…

I nagle schodząc już pieszo w dół, i mając nie tylko nad głową, ale i obok siebie zadowolone, kolorowe z emocji dziecko, poczułam z tymi wszystkimi ludźmi głęboką więź – obok Skrzycznego kolejna tak sportowa, zagospodarowana, ostro pracująca góra, i kolejna na której rozleniwiona gawiedź  zaczesuje ręką źdźbło traw, bo dla nich ten sposób spędzania czasu jest zwyczajnie d o b r ą alternatywą dla przepastnego fotela i cyfrowego TV.   Nie można im tego odbierać!

Przed chwilą skończyłam książkę Martyny Wojciechowskiej „Przesunąć horyzont” (z dedykacją!). I naprawdę nie pamiętam już opisów innych wypraw na Mont Everest,  wypraw komercyjnych, gdzie na jednego uczestnika przypada  niejeden sherpa, gdzie namioty z dvd wyłożone są dywanami, gdzie znudzony wspinacz i na obiad do Katmandu… helikopterem wyskoczył (sic!). Pamiętam tylko przesuwanie Jej własnego horyzontu. Z różnych powodów. Bo ze szczytu świata na horyzoncie widać tylko kolejne  szczyty do p r z e s ko c z e n i a, bo  jedyne co nas ogranicza przy spełnianiu marzeń, to własna wyobraźnia, że jedyne co nas paraliżuje to myśl, że jest to możliwe. A mozolną pracą,  ciężką pracą, cierpliwością, pokorą i wiarą wszystko w życiu jest możliwe. Dlatego należy czerpać z niego jak najwięcej, i nie bać się ryzykować, nie bać się  ani płakać, ani być szczęśliwym, ani k o r z y s t ać z życia takim, jakie ono jest. Bo życie jest do życia. Bo najważniejsze to być w ciągłej drodze i każdego dnia robić chociaż maleńki krok do p r z o d u. Przesuwać niemożliwe i wciąż iść. Dokąd? Wyznaczać sobie cele do następnego szczytu, i nie ważne, że przy pomocy  tych wszystkich górskich kolejek, tych „kolejkowych sherpów”,  i nie ma znaczenia czy ktoś inny poprawia czapkę i wyciera nos, bo dopóki  się jest w ogóle w jakiejkolwiek swojej drodze,  się jest, się żyje…

Nie Korona Świata i ukończone rajdy, nie choroby, nie blichtr i medialny flesz, a opis przesuwania swojego horyzontu, zmieniając moje wyobrażenie o Martynie, zmienił też moje o sobie. Głęboki respekt!

fot. Ela Wolny Góra Żar

Zobacz również:
- Góra Żar film

Stolica welcome to

Warszawskie Łazienki a obok kawiarnia… Nie wiedzieć czemu skojarzyłam z żydowskim sklepikiem, jeśli nie z nim, to z Rzeckim, i jego epoką.

Małe, przytulne, mroczne pomieszczenie – tylko my i obsługa. Wysoka, drewniana lada z ciemnego, litego, starego drewna niczym kontuar polerowany przez lata tą samą ścierką. Szafliczki, kredensy, szufladki jakby ze starej apteki, półeczki a na nich filiżanki z kruchej porcelany, stoliki, obrazy, ikony wystrój jakby żywcem przeniesiony z wnętrza pierwszej z brzegu Desy. Pomieszane style, taki misz-masz antykwaryczny.

Rozglądam się ciekawie i nagle dostrzegam, że część stołów jest odkryta – to te ze starego drewna – a część ma fiołkowo-wrzosowe obrusy ułożone w kopertę. Nie pasowało to kompletnie do niczego i pomyślałam, że skrywać mają sklejkowe stoły z czasów PRL. Na naszym stała  uszczerbiona waza na zupę, a w niej dwa zeschnięte doniczkowe kwiaty, a oprócz tego tak od niechcenia rzucone… trzy gumowe podkładki w kolorze fiolet. Gdyby nie ten kolor, można by pomyśleć,  że to chodniczki samochodowe, bo wyglądały jak one i jak one były brudne niczym od butów.

Pani wniosła dwie kawy.

Jeden z białych kubeczków stał na równie białym podstawku z zeschniętą, starą kawą, śmietanka była w zwykłych kieliszkach a pani jakby mistrzyni w opróżnianiu tychże i bynajmniej nie ze śmietanki. Z wysuszonymi pośladkami, wąska w biodrach, bez talii, za to ze sterczącym lekko brzuchem, i opuchniętymi, nabrzmiałymi oczami. Jakby miała napisaną na plecach wizytówkę – „To ja, alkoholiczka”.


fot. Ela Wolny Złote Tarasy, Warszawa

Teraz już widziałam natychmiast więcej. Między obrazami zapalone światełka choinkowe, na stołach z litego drewna – stary popiół z papierosów, i zaschnięte piwne półkola odbite z mokrych szklanek, za kontuarem właśnie – wysokie szklanki i kranik na… piwo. Wreszcie za moimi plecami otwarte na oścież okno – wietrzenie kawiarenki z wieczornych godzin, gdy przepoczwarzała się w pub.

Ściszone głosy, konspiracyjny szept i szybka decyzja:
- Idziemy?
Lokal byłby całkiem, całkiem gdyby tylko panią wymienić. Mogliśmy zrobić  awanturę, mogliśmy zwrócić uwagę, kazać wymienić talerzyk lub zdjąć nieświeży obrus  – ostatecznie nie zapłacić. Nic z tych rzeczy – chociaż maleńka kawa kosztowała  znacznie więcej niż w górskim schronisku lub na nadmorskiej plaży (z podaniem wprost na kocyk),  nie mówiąc o naprawdę udanych, fajnych, miejskich miejscach…

Zostawić w zdziwieniu  z niedowierzaniem w oczach  „dlaczego zamówili, nie wypili, zostawili, zapłacili i wyszli?”  Rzecz bezcenna – ewolny

Guten morgen, czyli spokojnie, to tylko kobieta

Takie przemyślenia znów egzystencjalno-damsko-męskie, że aż wyciągnę tekst, który skleciłam tuż przed wyjazdem do Hamburgerowa. Miałam w nim pisać o fotografii komórkowej. Miałam pisać o tym  ulubionym skądinąd sprzęcie, do którego przekonali się nawet organizatorzy fotograficznego konkursu National Geographic, bo… Przecież łapiąc ulotną chwilę człowiek nie zawsze ma pod ręką super aparat z obiektywem. Dlatego myślałam wpleść kilka zasad dobrego fotografowania telefonem komórkowym, które to widziałam w CKM…

W niebyt odpłynął dwuznaczny tytuł ze starą góralską prawdą „pstrykać to nie  zawsze znaczy to samo”, bowiem moją uwagę przykuło:

- 575 rzeczy, które zmieniły męski świat

Nieprawdopodobne, że  ktoś to zliczył, cały magazyn aż pstrzy się od wyuzdanych zdjęć kobiet, więc może to łatwy dostęp do 575 zdjęć na szafkę w robocie zmienia mężczyznom ich świat? A potem już z górki:

- luksus Francja elegancja & wysoki połysk
- zakute łby
- jak nosić dres
- seks serwis a tam „moja żona twierdzi, że nie potrafi osiągnąć rozkoszy, jeśli podczas szczytowania nie kopnie mnie w jądra”
- CKM tworzy piłkarską drużynę marzeń
- extra – mistrz świata gier komputerowych

Po lekturze kierowanej do inteligentnego czytacza, od razu meritum:

- gorące usta 26 całujących się dziewczyn – oczywiście same z sobą
- mistrzyni celnego pchnięcia
- złoty cielec – i tu uwaga! zdjęcie blondynki
- seks grupowy – nie pytaj kim oni są zapytaj ilu ich jest
- itd itp

Można by zapełnić całe www samymi tylko takimi tytułami i leadami, seksistowskimi kalendarzami, gdzie każdemu dniu przypisana jest inna pozycja, komiksami z tychże, reklamkami z takichże i zdjęciami, zdjęciami, zdjęciami takowo roznegliżowanych pań.

Na koniec perełka. Już nie doszłam do „jak przeżyć w górach lub robić zdjęcia komórką”, bowiem po drodze napotkałam na sesję dwóch skąpo ubranych pań w tonacji black & white, zdjęcia w różnych pozach przed kompletnie ubranym, znudzonym deczko rozkosznym rozwalaniem w fotelu panem, aż brakowało zdjęć gdzie jawnie ziewa, za to był niezły dopisek:

- masz święte prawo obejrzeć w komfortowych warunkach to, co kobiety kupują za (uwaga!) twoje pieniądze

O’żesz #wyraz jego mać, jeżeli w ten sposób panowie stawiają sprawę to niech się nie dziwią, że potem sami muszą się pocieszać:

- spokojnie, to tylko kobieta – żelazna dziewica najpierw cię wykorzysta a potem pomści

I tak jej dopomóż Bóg!

Dlaczego? W dzisiejszym świecie, jak się okazuje, nawet nie trzeba iść z człowiekiem aż na szlak wysoko w góry, by go  lepiej poznać. I w dolinie, siedząc sobie w wygodnym fotelu, można się przekonać, że nie ma partnerstwa, że nie ma nic za darmo. Kapitalizm wdarł się nam w relacje nawet popracowe, międzyludzkie, międzypłciowe. Przyjaźń? A co to jest? Twarde warunki: coś za coś. Najbardziej, gdy przetarg damsko-męski. Tylko co z tymi, co w to nie wchodzą? Najwyraźniej auf wiedersehen.  Po raz enty – ewolny
fot. ewamalcher.com

Kundalini, czyli energia wewnętrznej przemiany cz. 2 – Karma

Kundalini to ukryty potencjał, który każdy z nas ma. Oto w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia zdarza się, że odczuwamy nagły przypływ jakichś dodatkowych sił – fizycznych i psychicznych. To właśnie Kundalini. A gdy  tylko zagrożenie mija, to wszystko nieoczekiwanie wraca do normy. I pozostaje tylko zdziwienie tą mocą, która drzemie gdzieś głęboko  w nas…  Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Dlatego dziś kolejne spotkanie z książką od Aldony, z której tylko kilka słów o tak ważnym pojęciu  -  karma:

Jak na górze, tak na dole.
Co posiejesz, to zbierzesz.
Każdej akcji towarzyszy reakcja.
Natura nie znosi próżni.
Wszystko się zmienia.
Daj, aby otrzymać.
Przeciwieństwa się przyciągają.

Karma to słowo sanskryckie oznaczające „reakcję towarzyszącą każdej akcji”. A to oznacza, że cokolwiek  się wysyła, to  i wraca z nawiązką.

Karma sytuacyjna – wszystko co w poprzednim życiu  (reinkarnacja) zrobiło się dla innej osoby, wraca w czynach tej osoby w życiu obecnym. Może się to ciągnąć przez wiele wcieleń – nie wystarczy aby jedna osoba dojrzała do zmiany, potrzebny jest czas, aby zatrzymało się rozpędzone już w pokoleniach koło interakcji.
Karma postawy życiowej – cała złość na życie i ludzi wyniesiona z poprzedniego wcielenia, rzutuje na wszystko, co robi się w obecnym. To utrzymanie dawnego gniewu, lęku lub niepokoju. Rozwiązaniem jest uświadomienie sobie nie służących postaw i pracowanie nad ich usunięciem, otaczając się miłością.  Ponieważ najlepszym rozwiązaniem każdego konfliktu, jest szukanie konkluzji dla obu stron, dlatego trzeba pracować nad sytuacją, w której nikt nie jest przegrany.
Karma cudza – większość z nas nieopatrznie wplątuje się w karmiczne problemy innych. Mamy chrześcijańską postawę niesienia pomocy  w rozwiązywaniu  problemów innych osób, jednak musimy być bardzo ostrożni wkraczając w cudze życie. Najważniejsza jest złota równowaga – ludzie, u których Kundalini przepływa przede wszystkim przez czakrę położoną w tylnej części głowy (czakra pokory), mają tendencję do unikania cudzych problemów, ludzie, u których Kundalini płynie najsilniej przez  punkt z przodu głowy (czakra  siódmego oka), mają skłonność do pomagania i życia dla innych, i aby osiągnąć równowagę w tej sferze,  energia powinna płynąć dokładnie przez czakrę korony.
Karma grupowa – praca nad uzyskaniem równowagi prowadzona w grupie może przynieść lepsze rezultaty niż praca indywidualna. Funkcjonując w w perspektywie szerszej świadomości łatwiej ocenić, czy należy pogłębić, czy ograniczyć daną interakcję oraz zrozumieć jej karmiczny sens.
Świadomy wybór karmy – już przed narodzinami pomagamy w podjęciu decyzji, z jakim rodzajem karmy chcemy pracować i na jakiej płaszczyźnie chcemy się rozwijać. Niektórzy planują swe życie z taką ilością karmy, że przez całe życie uginają się pod jej ciężarem, woląc obrywać po uszach niż marnować czas na zbijanie bąków. Inni natomiast,  wybierają trudną chorobę jako drogę doskonalenia wytrwałości, duchowej siły, zrozumienia i przeniknięcia istoty tejże. Wreszcie czyjaś choroba, może być wręcz częścią rozwoju całej grupy, jak np. Helen Keller, która mogła wybrać takie a nie inne życie w celu ukazania możliwości  funkcjonowania  w świecie nie dysponując ani wzrokiem, ani słuchem.
Pozytywny aspekt karmy – ludzie często tęsknią za osiągnięciem określonych celów, których nie udało się osiągnąć w poprzednim wcieleniu. Może to dotyczyć kontaktów uczuciowych,  kariery zawodowej, wzrostu i rozwoju, podróży, twórczości artystycznej czy innych dziedzin życia. Ponieważ energia tych tęsknot, nie znalazła swego spełnienia, dlatego wciąż czeka ona na sposobność realizacji. Zatem wybory jakich dokonujemy  w swym obecnym życiu, w dużej mierze są zdeterminowane przez to właśnie karmiczne pragnienie.

A my mamy tendencję do traktowania przyjemnej karmy jako DOBREJ, nieprzyjemnej zaś jako ZŁEJ. W rzeczywistości karma jednak nie jest ani dobra, ani zła. Bo nawet bolesna pomaga w rozwoju. Karma nie zawsze dogadza i skupienie się na czynieniu dobra tylko po to, by je potem odzyskać w tej czy innej postaci, przesłania prawdziwy cel i sens rozwoju. Bowiem istotą procesu karmicznego jest to, żeby w różnych sytuacjach życiowych  zrozumieć uniwersalne prawa, umożliwiające  nauczenie się właściwego działania podczas ich występowania.

Ucząc się praw karmy i działania w zgodzie z nimi, zmniejsza się możliwość tworzenia nowej karmy.

Okazuje się, że czynnikiem, który tworzy najwięcej karmicznych napięć, jest system pragnień i nawyków ego. Dlatego tak ważne jest rozwinięcie postawy wewnętrznej wolności, co wcale nie oznacza pogardy dla świata – nowotestamentowe przesłanie wybaczającej miłości bliźniego, ma  bowiem moc rozwiązywania najbardziej skołtunionych karmicznych węzłów.  Jednak po rozwiązaniu, którego, koniecznie  trzeba się zmienić, aby w przyszłości nie trzeba było przeżywać tego samego na nowo. Energia takiej „nie odrobionej lekcji” da bowiem znać o  sobie przy najbliższej okazji, i to  za każdym razem niestety w sposób dotkliwszy.

Ci, którzy wyciągają nauki ze swych doświadczeń i posługują się w sposób prawidłowy swymi energiami a także nie przywiązują się do rzeczy zewnętrznych (vide Psiego Zęba „życie to jest most, który należy przejść, ale nic na nim nie należy budować”), kroczą   po znacznie wyższej, duchowej ścieżce.

Ucząc się rozpoznawać różnice między karmą a szansą, można zmienić swoje działanie i sposób reagowania na każde bodźce. Stojąc przed możliwością szansy czuć się POPYCHANYM do wzrostu, odkrywania, próbowania czegoś nowego, można mieć poczucie przygody lub przekraczania granic, tego, co uważało się do tej pory za niemożliwe. Jeśli natomiast dana sytuacja ma charakter karmy, czuje się zmieszanie i WCIĄGANIE do akcji… Można nigdy nie dowiedzieć się o co chodziło w danej sytuacji, dlatego właśnie najlepiej w każdej z nich, podążać za intuicją. Bo intuicja pomaga nam wyczuć, kiedy powinniśmy działać, a kiedy od działania należy się powstrzymać. Intuicja rozprasza wątpliwości, przynosi jasność i uwalnia od napięć pozwalając spojrzeć na siebie i całą sytuację w perspektywie miłości.

Niezależnie od tego, która droga wydaje się lepsza, ważne jest, aby robić co  tylko w  mocy i nie zapominać o wnioskach płynących z kolejnych lekcji życiowych – ew
Kundalini i czakry Genevieve Lewis Paulson

Zobacz również:
- Kundalini, czyli energia wewnętrznej przemiany cz. 1

Przepis na życie

The Secret Rhondy Byrne, bo dżin stoi i tylko czeka. Bo jesteś transformatorem emitującym w przestrzeń obrazy i wydarzenia, a Twoje życie to ekran wyświetlający to, co sam wyemitujesz! Bo Wszechświat to dżin spełniający Twoje życzenia, niestety zarówno te dobre jak i złe. A Ty jesteś Aladynem, który co w głowie to… przepraszam za ten może nazbyt drastyczny, ale bardzo adekwatny obrazek. Na pocieszenie jednak, te wszystkie złe myśli neutralizują pozytywne uczucia: uśmiech, obraz dziecka, kojąca muzyka i miłość, o którą jakby coraz nam trudniej  – ew


fot. Ela Wolny Bielsko-Biała

Życie może być absolutnie fenomenalne i powinno takie być. To jest Twoje życie; czeka tylko, byś je odkrył! Dotąd myślałeś być może, że życie jest ciężarem i walką, a zatem, według prawa przyciągania, będzie ono dla Ciebie ciężarem i walką. Zacznij od tej chwili krzyczeć do Wszechświata: „Życie jest takie proste! Życie jest takie dobre! Spotyka mnie wszystko co pożądane!”.

Jest w Tobie gdzieś głęboko zawarta prawda, która czeka, byś ją odkrył, i brzmi następująco: zasługujesz na wszystkie dobre rzeczy, jakie życie ma Ci do zaoferowania. Wiesz o tym w głębi duszy, gdyż czujesz się okropnie, kiedy odczuwasz ich brak. Są one prawem przysługującym Ci z urodzenia! Jesteś twórcą samego siebie, a prawo przyciągania to Twoje potężne narzędzie, które pozwala Ci stworzyć wszystko, czegokolwiek w życiu zapragniesz. Uświadom sobie jego magię i własną wielkość.Twoje myśli określają Twoją częstotliwość, a Twoje uczucia mówią Ci natychmiast, jaką częstotliwość emitujesz. Kiedy czujesz się źle, emitujesz częstotliwość przyciągania rzeczy złych. Kiedy czujesz się dobrze, przyciągasz do siebie rzeczy dobre. Zmienniki Sekretu, takie jak miłe wspomnienia, przyroda czy Twoja ulubiona muzyka, mogą zmienić Twoje uczucia i częstotliwość w jednej chwili. Uczucie miłości jest najwyższą częstotliwością, jaką emitujesz. Im większa miłość, którą odczuwasz i emitujesz, tym większą moc masz pod kontrolą.

Pomyśl o samochodzie jadącym w nocy. Światła reflektorów sięgają tylko na odległość od trzydziestu do sześćdziesięciu metrów. Wygląda na to, że możesz pokonać trasę z Kalifornii  do Nowego Jorku niemal w ciemności, widząc zaledwie najbliższe sześćdziesiąt metrów. Tak właśnie ujawnia się przed Tobą życie. Jeśli tylko wierzysz, że odsłoni się przed Tobą następne sześćdziesiąt metrów, a potem następne, Twoje życie będzie się przed Tobą stale odsłaniać. I w końcu zaprowadzi Cię do punktu przeznaczenia, jakim jest to, czego naprawdę pragniesz. Dlatego że tego pragniesz

Jak sprawić, by uwierzyć? Zacznij fantazjować. Bądź jak dziecko i fantazjuj. Zachowuj się tak, jakbyś już to miał. Fantazjując, zaczniesz wierzyć, że otrzymałeś. Dżin odpowiada na Twoje dominujące myśli cały czas, nie tylko w chwili, gdy prosisz. Dlatego, kiedy już poprosiłeś, musisz nadal wierzyć i wiedzieć. Miej w sobie wiarę. Przekonanie, że masz upragnioną rzecz, ta niezachwiana wiara, jest Twoją największą siłą. Kiedy uwierzysz, że otrzymujesz, przygotuj się i patrz, jak zaczyna działać magia!

Jesteś twórcą, a proces tworzenia przy wykorzystaniu prawa przyciągania jest łatwy. Najwięksi nauczyciele i awatarowie ukazywali zgodnie Proces Twórczy poprzez swoje wspaniałe dzieła, w niezliczonych formach. Niektórzy spośród wielkich nauczycieli tworzyli opowieści, by ukazać, jak działa Wszechświat. Mądrość zawarta w tych opowieściach była przekazywana przez wieki i stała się legendarna. Wielu współcześnie żyjących ludzi nie uświadamia sobie, że istota tych opowieści jest samą prawdą życia.

Jeśli myślisz o Aladynie i jego lampie, to przypomnisz sobie, że Aladyn podnosi lampę, ociera ją z kurzu i oto wyskakuje z niej dżin. I mówi nieodmiennie: „Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem!”. W opowiadaniu Aladyn wypowiada trzy życzenia, ale jeśli sięgniesz do źródeł tej historii, przekonasz się, że ich liczba może być nieskończona.

A teraz zastosujmy tę metaforę do Twojego życia. Pamiętaj, że Aladyn to ten, który zawsze prosi o to, czego chce. Następnie jest Wszechświat, czyli dżin. W różnych tradycjach był on różnie nazywany – Twoim aniołem stróżem, Twoją wyższą jaźnią. Możemy nazwać to, jak chcemy, wybierz, co Ci najbardziej odpowiada, ale każda tradycja mówi nam, że istnieje coś potężniejszego od nas. I dżin zawsze powtarza to samo: „Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem!”.

Ta wspaniała opowieść ukazuje, jak Twoje życie i wszystko, co się na nie składa, zostało stworzone przez Ciebie. Dżin odpowiadał na każde Twoje życzenie, to wszystko. Dżin to prawo przyciągania; jest zawsze obecny i zawsze słucha wszystkiego, o czym myślisz, o czym mówisz i co czynisz. Dżin zakłada z góry, że pragniesz wszystkiego, o czym myślisz! Że wszystko, wedle czego działasz, jest tym, czego chcesz! Ty jesteś panem Wszechświata, a dżin istnieje po to, by Ci służyć. Dżin nigdy nie kwestionuje Twoich rozkazów. Myślisz o czymś, a dżin natychmiast zaczyna wywierać nacisk na Wszechświat, na ludzi, okoliczności, wydarzenia, by spełnić Twoje życzenie.
The Secret Rhonda Byrne

Sztuka świadomego życia, według Branden’a

Ostatnie wydarzenia skłoniły mnie do ponownego sięgnięcia po „6 filarów poczucia własnej wartości” Nathaniel’a Branden’a, ale nie tylko…  Bowiem, gdy tylko dorosłe życie przerasta żyjącego dorosłego,  zazwyczaj chce się wtedy sięgnąć  w głąb siebie ku ukrytym pokładom swego wewnętrznego dziecka, by zwiniętym w bezpieczny kłębek schować się i… przeczekać. Zatem dziś kilka myśli ze „Sztuki świadomego życia”, tego samego autora – ew

Dostrajając się do rzeczywistości takiej, jak ją najlepiej potrafimy zrozumieć,  zwiększamy szanse swojego sukcesu w życiu.

Bowiem świadome życie polega na zrozumieniu, że ponieważ żyjemy w rzeczywistości, do której – aby przetrwać i rozwijać się – musimy się dostosować, podstawowym naszym zadaniem jest wyraźne postrzeganie tego, od czego zależy nasza egzystencja i dobrobyt – a konkretnie, nasze działania, zainteresowania, potrzeby, wartości i cele. Takie wyraźne postrzeganie umożliwia nam właściwe kierowanie swoim postępowaniem.

Zatem świadome życie polega na uznaniu, że przez dostrojenie się do rzeczywistości takiej, jak ją najlepiej potrafimy zrozumieć, zwiększamy szanse swojego sukcesu w życiu – a również, że buntując się przeciwko zaistniałej rzeczywistości, skazujemy się na niepowodzenie, a nawet zagładę. Jako przykład tej drugiej zasady możemy sobie wyobrazić mężczyznę, który nie chce spojrzeć w oczy nierozwiązanym problemom w małżeństwie – zakładając, że jeśli się o czymś nie mówi, to to coś nie będzie istniało – którego partnerka w końcu się załamuje i zrozpaczona odchodzi; albo osobę, która umiera na nie leczoną chorobę, tylko dlatego że nie chciała przyznać, że jest chora, by poddać się terapii, hołdując często powtarzanej tezie, że wszystkie choroby są złudzeniem, a zdrowym  się jest, dopóki wierzy się, że nie jest się chorym (nasze przekonania mogą mieć czasem wpływ na przebieg choroby – nie ma nic wspólnego i nie jest sprzeczne z poruszanym problemem.)

A świadome życie polega na przekonaniu, że wzrok jest lepszy niż ślepota,  szacunek dla faktów daje lepsze wyniki niż buntowanie się przeciw nim, uniki nie zmieniają nieistniejącego w istniejące lub istniejącego w nieistniejące,  lepiej się opłaca poprawiać swoje błędy niż udawać, że ich nie ma, oraz im bardziej się jest świadomym tego, co wpływa na życie i cele, tym mądrzej i efektywniej można działać. Wszystkie te wzajemnie powiązane składają się na poczucie rzeczywistości, są  opoką, na której opiera się świadome życie. Ale trzeba pamiętać, że:

Nasz świat wewnętrzny jest także częścią rzeczywistości.

Kiedy zaczynamy zastanawiać się, co to znaczy żyć świadomie, może okazać się, że myślimy o zainteresowaniu otoczeniem, poszukiwaniu zrozumienia otaczającego świata, szukaniu potwierdzenia lub zaprzeczenia teorii, poszukiwaniu informacji niezbędnej do osiągania celów, uczeniu się rzeczy związanych z pracą, i  innych spraw dotyczących świata zewnętrznego. Pięknie, ale to tylko połowa zagadnienia. Bowiem druga połowa świadomego życia dotyczy samoświadomości – zainteresowania zrozumieniem swojego wewnętrznego świata potrzeb, motywacji, myśli, stanów umysłu, emocji i odczuć cielesnych.

Jeśli istotą racjonalności jest szacunek dla faktów, nie można zapominać o faktach dotyczących własnego istnienia. Nasz świat wewnętrzny jest także częścią rzeczywistości. Umysł jest równie realny jak materia. Nie można powiedzieć, żeby żył świadomie ktoś, kogo nie interesuje samoświadomość i poznawanie samego siebie.

Wszyscy znamy ludzi, którzy są naszpikowani informacjami o świecie zewnętrznym i potrafią być bardzo spostrzegawczy w pewnych sytuacjach, ale są całkowicie nie zainteresowani procesami wewnętrznymi, jakie w nich zachodzą, i znaczeniem, jakie te procesy mają w ich życiu. Tacy ludzie żyją w stanie ostrej alienacji. Nie są zainteresowani swoim światem wewnętrznym – światem potrzeb, emocji, uczuć – co powoduje, że nie są efektywni w świecie zewnętrznym.

Chcąc działać skutecznie, musimy nauczyć się patrzeć w obu kierunkach – utrzymywać kontakt ze światem i z sobą samym.

Na przykład, jeśli mamy jakiś konkretny cel, musimy wiedzieć co, w danej sytuacji jest obiektywnie konieczne do jego osiągnięcia, ale również znać swój własny stosunek emocjonalny do tego. Musimy znać fakty, ale również naszą ocenę tych faktów. Musimy wiedzieć, co jest do zrobienia, ale również co czujemy na temat tego, co jest do zrobienia. W samym momencie realizowania celu możemy nie chcieć koncentrować się na tym, co czujemy (albo, w pewnych sytuacjach, możemy chcieć), ale generalnie ignorowanie pojawiających się odczuć jest niebezpieczne. Informacja, jaką niosą odczucia, może nam pomóc w lepszym pokierowaniu całym działaniem. Zatem:

Jeśli chcemy działać efektywnie, musimy nauczyć się patrzeć w obu kierunkach – utrzymywać kontakt ze światem i  sobą samym.