c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Niemcy

Zaduszki wstydliwe

7

Już za kilka dni Wszystkich Świętych. W Wincentowie, w pobliżu Rząśnika na Pulwach, tak wyglądają resztki niemieckiego cmentarza. W tym rejonie, kiedyś mieszkali niemieccy osadnicy. Przykro patrzeć. Jako puenta jeden z komentarzy: „Tak niestety wygląda większość cmentarzy ewangelickich, żydowskich w Polsce. Zapomniane, bezlitośnie niszczone, bo… „nie nasze”.

Bielska synagoga

We wpisie Bielsko jakiego nie znacie, przypomniałam Bielski Syjon, czyli kwartał ewangelicki w historycznej części miasta, z jedynym w Polsce pomnikiem Marcina Lutra (1900). Wspomniałam także katedrę św. Mikołaja, katedrę diecezji bielsko-żywieckiej, jeden z największych kościołów w Bielsku-Białej, ufundowany onegdaj przez księcia cieszyńskiego Wacława I.  Podlinkowałam  również kościół w Białej, kościół Opatrzności Bożej, z kolei jeden z najpiękniejszych kościołów na Podbeskidziu…

A dziś chciałam  opowiedzieć o inicjatywie Galerii Bielskiej BWA, która wraz z Gminą Wyznaniową Żydowską oraz Jackiem Proszykiem,  latem 2009 roku, doprowadziła do powieszenia na fasadzie wspomnianej galerii  (ul. 3 Maja), dwóch olbrzymich wydruków archiwalnych zdjęć:

Zdjęcia przedstawiają stojącą tu niegdyś żydowską synagogę (z 1879-1881). Wzorowana na synagodze z węgierskiego Szonbathely – jeden z najpiękniejszych budynków w Bielsku (usytuowany dodatkowo przy głównej arterii),  z orientalnym charakterem, otoczona zielenią, zachwycająca  swoimi dwiema wieżami, attyką, neoromańskimi oknami oraz elewacją z czerwono– żółtej cegły -  została w 1939 roku zburzona  przez Niemców. Zresztą podobnie jak synagoga w Białej. Przy czym Żydów tak po prostu powyrzucano z droższych mieszkań, by w 1941 utworzyć im  litościwie getto, po którego likwidacji w 1942, poprzewozić ich, nomen omen na koniec, do pobliskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Podobno pierwotnie, banery te miały upamiętniać  tamte dni tylko do końca kalendarzowego roku. Jednak mamy już rok 2011, a zdjęcia nadal wiszą, i chyba słusznie. Wtopione w  pejzaż  centrum przypominają o wielowyznaniowym charakterze miasta – vide nie tylko nadal jedyny w Polsce, bielski pomnik Marcina Lutra – ew
fot. ewolny Bielsko-Biała

St. Michaelis – Hamburg

Bo „Kościół św. Michała jest najważniejszym i najpiękniejszym kościołem barokowym w północnych Niemczech. Jest przy tym główną świątynią protestancką Niemiec obok drezdeńskiego kościoła Najświętszej Maryi Panny”.

Kościół St. Michaelis, najbardziej znany spośród pięciu głównych kościołów Hamburga, powoduje, że przed jego majestatem zwyczajnie klękasz i to od progu.

Bo „Nad głównym portalem umiejscowiony jest wielki, brązowy posąg patrona świątyni, Archanioła Michała, przedstawiający jego zwycięstwo nad diabłem”.  Respekt?

Bo wreszcie „Jego wysoka wieża, zakończona smukłą, miedzianą kopułą, zwana pieszczotliwie „Michel“, postrzegana od stuleci przez przybywających od strony morza jako pierwszy, rozpoznawalny symbol miasta”.


„Tak jest do dzisiaj, gdyż jego wieża wraz z pięcioma innymi wysokimi wieżami (wieże pięciu głównych kościołów oraz wieża ratuszowa) dominuje, niczym korona, nad zabudową centrum Hamburga. Wieże te są zarazem nielicznymi, ocalałymi ze zniszczeń wojennych, świadkami szczególnej historii tego hanzeatyckiego miasta. Żadna inna budowla w Hamburgu nie cieszy się taką renomą jak ten najmłodszy spośród jego pięciu głównych kościołów. W nim świętowano zakończenia wojen i przyjmowano cesarza jako honorowego gościa podczas ponownego poświęcenia w 1906″.


A żeby zobaczyć Hamburg w pełnej krasie, wystarczy wspiąć się na 109 metrową wieżę tego wspaniałego kościoła. Za jedyne 3 euro pokonanie wszystkich r o d z a j ó w schodów, to nie tylko możliwość 360 stopniowego zlustrowania miasta. Po drodze poznaje się jeszcze jego nomen omen burzliwą historię, a na ostatniej kondygnacji mija…mini bar, gdzie podobno można zorganizować klimatycznego Sylwestra lub przyjęcie ślubne:

I tu ciekawostka, lęk wysokości nie dał rady, aczkolwiek mocno się starał – było naprawdę ciężko. Za to na górze czekała prawdziwa nagroda – panorama z tak wysokiej wieży musi i zapiera dech w piersiach:


W sposób dosłowny :)

fot. ewolny Hamburg

Auschwitz-Birkenau – obóz zagłady

W latach 1940-1941 niemieccy okupanci wypędzili mieszkańców wsi: Brzezinka, Harmęże, Pławy, Bór, Rajsko, Klucznikowice, Babice, Broszkowice oraz Oświęcim-Zasole po to, aby w miejscu zburzonych lub zajętych budynków, założyć obóz zagłady – Auschwitz-Birkenau (pol. Oświęcim-Brzezinka):

Pomysł utworzenia obozu powstał we… Wrocławiu:


Ogółem do obozu trafiło co najmniej 1,3 miliona osób, z czego zostało zabitych prawie 1,1 mln…

Istniejący w latach 1940-1945 obóz zagłady, to do dziś symbol Holocaustu, ludobójstwa. Poniżej przygotowany przeze mnie film…

… z muzyką The Benedictine Nuns Of St Cecilias Abbey w utworze „Kyrie From Litanies Of The Sacred Heart” , z albumu „Trascend – Pure Gregorian Chant” … [*] … który i tak nie oddaje tego przytłaczającego ogromu nieszczęścia…


W Wikipedii czytamy jeszcze
, że jest to j e d y n y obóz koncentracyjny, który znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO – Auschwitz-Birkenau, czyli niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady, działający w latach 1940-1945. Ludzie ludziom…


fot. ewolny Oświęcim, Brzezinka
Zobacz również:
- Treblinka – obóz zagłady

Niemiaszkowo, czyli willkommen kamraty

Jeśli MADE IN POLAND! to brak dworców w królewskich miastach i nieme siedzenie godzinami w polu,  na rzyci, w trakcie drogiej, dwustuzłotowej podróży. 23.5 godziny jazdy, w momencie kiedy wydawało się, że  planowane 15 to już nazbyt dużo. Nieoczekiwanie wysiada  pasek od klimy i z sugerowanego małego, półgodzinnego postoju na wymianę tegoż, robią się duże dwie. Stoimy w Legnicy od 22.30, naprzemiennie dogadując kierowcom lub prosząc o nowy autokar, wydzwaniając do ich szefostwa i… dostając coraz większej głupawki. Rozrzut wiekowy pasażerów: od dziecka w pieluszkach ze smoczkiem, po 90 letnią babcię mającą zapewne złotą kartę seniora, która jak nic była kiedyś brunatna. Nikt w trakcie i po fakcie nie zbiera podpisów – bo my Polacy to harcerze, ułani – potrafimy biwakować pod gołym niebem. Twarda szkoła przetrwania to jest to, co lubimy najbardziej, co nas hartuje i wzmacnia.

W końcu dotychczas słowni pomagierzy biorą jednak sprawy w swoje ręce dosłownie, i przy wtórach salw śmiechu, w końcu dopasowują z sobą, ręcznie zakładając, aż trzy już pozdejmowane paski. Ruszamy. Opóźnienie w podróży raptem 3 godzinki, ale co tam… najważniejsze, że się jedzie. Starsze panie zapominają o obiecanych skargach i o tym, że do autobusu naprawianego wręcz damskimi rajstopami nie wsiądą. Niestety po 15-20 minutach jazdy, autokar spokojnie parkuje w zatoczce przy małym lasku i już wiemy – nim koniec podróży. Po 4 godzinach oczekiwania, biegając na gorącą herbatę do motelu prowadzonego przez zmęczoną życiem Ukrainkę, o 6 rano podjeżdża nowy autokar, i wznawiamy przerwaną podróż. Opóźnienie w niej aż 7 godzin, ale co tam… najważniejsze, że jedziemy.

Nauczyliśmy się, my Polacy, żyć od pokoleń w narzekaniu, ale i w radzeniu sobie pomimo. „Polak potrafi”, bo musi, ale przy okazji niestety wcale się nie szanuje – potulnie głowa w dół i „trudno, stało się, inni mają gorzej”. Chcę usłyszeć, że w Ameryce od razu sąd, odszkodowanie lub chociaż zwrot kosztów podróży. A my nie.  XXI wiek i nieoczekiwanie ktoś nam serwuje w szczerym polu 7 nocnych godzin, za nasze niemałe przecież pieniądze (200 zł!), a dzieciątko w pieluszkach o dziwo grzeczne, gebelsowska babcia o dziwo nie schodzi z tego padołu, a nam dojrzałym, w sile wieku humory-hormony dopisują tak, że to aż niestosowne do okoliczności.

Nowy autokar dający ochoczo z kopyta delikatnie zwalnia, otwieram oko, by w ostatniej chwili dostrzec -  minęliśmy granicę. Dziwnie przejeżdża się bez zatrzymywania, bez kontroli, kiedy nawet DO jest niepotrzebny. Ba, nikt nie stoi, nie patrzy -  nie ma  granic.

Jadąc przez Niemcy uderza brak widoku na poboczach krzyży, nagrobków, zniczy i klepsydr. Niemądry to polski zwyczaj, którego nie znoszę, nie lubię, nie cierpię. Nienawidzę tego nowego celebrowania miejsca nieoczekiwanej śmierci. Jeżeli iść nadal w tym oto kierunku, to nasze miasta zamienią się w cmentarze zlewając z sobą w jedną, spójną „nekropolską” całość. U Niemców tego nie ma, być może dlatego, że są tam naprawdę doskonałe drogi. Autostrady z tych, że jak się w nie wpadnie, to można przebudzić się na końcu Europy. I tak się dzieje, nawet nie wiem kiedy, wjeżdżamy do Berlina:

A ten dziwny jest, masa betonu i ulubionego graffiti, na kształt którego nawet tworzone są wielkie reklamy wymalowane na ślepych ścianach budynków. Generalnie nie wiem dlaczego, kojarzy mi się jednak z NRD. I jeszcze tylko masa, ale to masa elektrowni wiatrowych po drodze, czy dlatego, że zamykają inne? Jak na przykład tę elektrownię atomową, w Bassenfleth nad Elbą


Bassenfleth nad Elbą
Przepastne, zlotoslane choć oko wykol pola, schludne gospodarstwa, porządne stada pasących się krów, koni i JUŻ! Po 22 godzinach Hamburg! I wszystko jasne:

Widok z St. Michael

Port

Czerwona brama :P
Myślicie, że to koniec podróży? Przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Teraz samochód, i tak gdzieś po godzinie pogawędki telefon „Gdzie jesteście??? Aaa… to już blisko, jeszcze TYLKO pół godzinki, więc mogę zacząć obierać ziemniaki”(sic!)

Cudne 23.5 godziny nie zabija, stawiam stopę na niemieckim Stade! I wszystko na ten temat. A po lekkim obiedzie następne półtorej godziny spędzam na? ZAJEBISTYM basenie. Kompleks gdzie nie tylko wielość przeróżnych, różnorodnych zbiorników z wodą, w których  solanka, ale i podwodne bicze, masaże na zmęczony podróżą kręgosłup, kabina z brzozową ścianą i inhalacjami a´la grota solna, zjeżdżalnia i pływanie, pływanie, pływanie oraz… myślaki.


Stade  Starówka

Stade rz. Schwinge
Pierwsze wrażenie – przykro  mówić, ale Niemki są  okropne. Nawet młode dziewczyny są zaniedbane,  wręcz nieprawdopodobnie „zapuszczone”. Być może dlatego, że są absolutnie, ale to absolutnie bez względu na wiek,  BEZ ŻADNYCH kompleksów! Ich bezpruderyjna nagość i pewność siebie powalała. Drugie wrażenie – Niemcy mają  nieprawdopodobnie miły w odbiorze styl. Takie same eleganckie  domy z czystej, cudnie czerwonej cegły, w których śliczne są nie tylko firanki i okna, ale ich przestronność, funkcjonalność, pięknie urządzone wnętrza, zadbane ogrody, zagospodarowane tarasy a dookoła wszędzie czysta zieleń i woda, zamknięta w przemyślne kanały, sadzawki, fontanny – ew
fot. ewolny Niemcy

Treblinka – obóz zagłady

 

Arbeitslager Treblinka, SS-Sonderkommando Treblinka, Vernichtungslager Treblinka – nazwy kompleksu dwóch niemieckich obozów, pracy i zagłady, istniejących w latach 1941/1942-1944 w lasach nad Bugiem, wzdłuż linii kolejowej Siedlce-Małkinia, niedaleko wsi Poniatowo. Nazwa pochodzi od nazwy stacji kolejowej znajdującej się 6 km od obozu. (…)

Karny obóz pracy (niem. Arbeitslager) Treblinka I – powstał latem 1941 roku, po ataku Niemiec na Związek Radziecki przy istniejącej tutaj odkrywkowej kopalni żwiru. Otoczony był ogrodzeniem z drutu kolczastego. W obozie osadzeni byli zarówno Polacy jak i Żydzi. Kierowano tu „elementy kryminalne”, a także ludność cywilną łapaną w odwecie za akcje zbrojne podziemia. (…)

Obóz zagłady Treblinka II – powstał późną wiosną 1942 roku, w ramach Einsatz Reinhard, obok istniejącego już karnego obozu pracy. Istniał do listopada 1943. Pod względem ilości ofiar był to drugi – po Birkenau – obóz zagłady Żydów. (…)

Nadzór nad obozem pełniło 20-25 SS (Niemców i Austriaków) oraz 80-120 Ukraińców. Więźniów do obsługi transportów i grabieży mienia, wyłapywanych z transportów, było każdorazowo około 700-800. Obsługę komór i palenie zwłok pozostawiono ok. 300 więźniom oddzielonym od reszty. Wśród tych ostatnich rotacja była niesłychanie duża. (…)

Komendantem był na początku doktor medycyny Irmfried Eberl, w sierpniu 1942 zmieniony na Franza Stangla. Od sierpnia 1943 do listopada 1943 (całkowitej likwidacji obozu) komendantem był Kurt Franz. (…)

Hitlerowscy oprawcy przewidzieli w swych planach szczególną dbałość o mienie ofiar. Odzież, obuwie, futra, wartościowa biżuteria transportowane były do Rzeszy. Według posiadanych dokumentów kolejowych stwierdzono, że jedynie w dniach od 2 do 21 września 1942 r. z obozu w Treblince wysłano do Rzeszy ponad 200 wagonów zawierających buty i odzież. Mniej więcej co dwa tygodnie specjalne samochody ciężarowe wiozły do Rzeszy skrzynie z kosztownościami, złotem, biżuterią, walutami, zegarkami itp. (…)

Gazem trującym był tlenek węgla pochodzący z gazów spalinowych. Śmierć następowała powoli, przez około 30 minut i w straszliwych męczarniach. Zastosowanie gazów spalinowych do uśmiercania w komorach było bardzo wygodnym z powodu łatwej dostępności paliwa i tanim dla nazistów rozwiązaniem w przeciwieństwie do cyklonu B. (…)

Obóz zagłady Treblinka II funkcjonował krótko – od lipca 1942 r. do listopada 1943 r. – ale w ciągu tego okresu zginęło tu 800-920 tys. ludzi (według niemieckich statystyk 713 555) – Żydów z Warszawy, Białegostoku, Grodna, Kielc, Radomia, Łukowa, Częstochowy, Kozienic i wielu mniejszych miejscowości. Polscy Żydzi byli tu przywożeni w wagonach towarowych, transporty z Zachodu Europy nieraz odbywały się w pociągach osobowych, za zakupionymi biletami. Przywożono tu Żydów z Niemiec, Austrii, Bułgarii, Grecji, Jugosławii, Czech, Słowacji, Belgii i Francji. Obóz ten był ośrodkiem zagłady wyłącznie Żydów, poza dwoma, czy trzema znanymi transportami Romów. (…)
www.pl.wikipedia.org/wiki/Treblinka




fot. Wiesław Czapski Treblinka
Zobacz więcej na: www.owyszkowie.blox.pl

Zobacz również:
- Auschwitz-Birkenau – obóz zagłady

Jarmark świąteczny w Dreźnie

Właściwym celem podróży był właśnie Jarmark Świąteczny w Dreźnie. Wcześniej byłem już na podobnym w Salzburg’u. Na takich jarmarkach panuje jedyna w swoim rodzaju atmosfera. Wydaje się, że minusem jest ogromny natłok ludzi, ale to właśnie obcowanie z tym tłumem tworzy pewne zjednoczenie w tym czasie i miejscu.  Zewsząd dolatują zapachy pączków, kiełbas, gofrów, gulaszy, kasztanów… Dookoła błyszczą różnokolorowe lampki i gwiazdki. Chórki śpiewają kolędy, gdzieś dobiegają dźwięki piszczałek, dzwony wygrywają swoją głośną muzykę, mimo chłodu jest tam ciepło. To co jest bardzo budujące i piękne to widok młodych i starszych obok siebie. Zwłaszcza fakt, że starsi wybierają się tam, by posiedzieć obok siebie przy grzanym winie albo kiełbasce.

Mieszanina historii, piękna architektury, dźwięków, starodawnych ubrań, zapachów świątecznych wypieków – Tomek

fot. Tomek Drezno, Niemcy

Elektrownia atomowa w Bassenfleth nad Elbą

Czas przeszły i przyszły. A może przyszły, już tylko jako przeszły, miniony?

Rozmawiamy o sąsiadach zza Odry, a Niemcy to także przyroda -  na przykład Elba i jej piękne, szerokie ujście. Proszę sobie wyobrazić np. Juratę. Jasny, czysty piaseczek, drobne, kształtne muszelki, czystą, spokojną wodę i fale delikatnie liżące plażę, lekką bryzę od… morza? Bo gdyby nie horyzont, pomyślałbyś, że jesteś nad morzem – ale to tylko rzeka Elba. Czy nad nią jest również jod na podobieństwo naszego znad… Buga? Nie wiem, ale widzę, że wodą suną różne jednostki pływające pod żaglami włącznie. A wokół są wydmy, na nich urocze krzaczki, wysoka, zlotoslana trawa, w górze popiskują mewy i nagle  leniwy wzrok zatrzymuje się na żelaznym parkanie. W jednym miejscu wiatr usypał wydmę tak, że można się wspiąć i zobaczyć:


Ale nie tylko stąd. Z wału podobnego do naszego, żywieckiego, roztacza się widok na dominujące tu sady. Jabłka wprost od bauera, ta okolica  przecież z nich słynie, ale… nad drzewkami znów widać  tą samą kopułę. Sielanka pryska jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo to nieczynna już atomowa elektrownia. Dlaczego nieczynna?

Ano dlatego, że w 2000 roku Niemcy uchwalili ustawę o stopniowym (aż do 2020 roku) zamknięciu, swoich wszystkich dziewiętnastu atomowych elektrowni. Na pierwszy strzał,  bo już w 2003 poszła właśnie ta w Bassenfleth, elektrownia Stade, zbudowana przez Siemens’a. Nie wiem czy to ważne, ale piszą, że zamknęli ją 14 listopada o godzinie 8.32, by do roku 2015 rozebrać na kawałki tylko po to, aby na jej miejscu postawić elektrownię… WĘGLOWĄ! Ale zanim zdążymy się ucieszyć, że być może węgiel,  będą Niemcy kupować polski, szybko dodam, że Angela Merkel ma renegocjować to prawo i przywrócić możliwość wykorzystania atomu do tworzenia energii. A to słuszna decyzja, bowiem w czasach, gdy brakuje energii i świat goni za nowymi jej źródłami, kiedy inne kraje budują nowe elektrownie atomowe (Rosja ma już ich 31, USA 104, ba, nawet Polska ma ochotę na 2, jedną oczywiście w Żarnowcu) dziwi ta szlachetność Niemców w świadomym z nich rezygnowaniu.
Przez zamknięcie tylko tej jednej poupadało wiele zakładów w Stade,  których nie stać  już było, na wykup drogiej energii z innych źródeł.

Czy trzeba mędrca, żeby zrozumiał,  z których źródeł jest ona tańsza? – ew
fot. ewolny Bassenfleth, Niemcy

Stade! I wszystko na ten temat

Bo z czym kojarzą mi się Niemcy i za co je kocham? Na pewno za stałą łączność ze światem zza żelaznej kurtyny. Paczki z kawą, odlotowymi bombonierkami, ale i pierwsze lalki Barbie, markowe resorki, firmowe perfumy, kolorowe tornistry, flamastry, piórniki, tapeta z Alfem robiącym koktajl z kota i modne ciuchy. Zapach wielkiego, wolnego, normalnego świata. Egzotyka.

I „nagle”, po 20 latach, oraz po 23 godzinach  doń jazdy, ląduję w Dolnej Saksonii – willkommen kamraty. Już wiem, że Niemcy-państwo, są uporządkowane, czyste, zadbane, schludne i stare – to piękne. Po 3 godzinach reanimacyjnego basenu niwelującego trudy podróży,  wiem również, że Niemcy-obywatele, są pozbawieni wszelakich kompleksów – to straszne.

Idziemy z Elon do centrum, mijamy zwykłą rzeczkę Schwinge, na której nie tylko masa kaczek, fotogeniczne łódki, ale i kajakowy szlak.

I nagle wstępujemy na Stary Rynek, gdzie po tylu latach obcowania z nazwą, dowiaduję się, że to miasto powstało w 994 roku! Respekt? Za co kocham Niemcy? Za tą lepszą historię, za Anno Domini 1660 nad drzwiami zwykłego domu, za kolor, za fakturę i detal, za urok, niepowtarzalny klimat i czar. Takie jest  właśnie miasto Stade,  miasto, któremu wikipedia poświęciła tylko jedno, jedyne zdanie. Ile w Niemczech jest takich miast?
Z przyczyn technicznych, na Ecodniu możemy obejrzeć tylko kilka zdjęć,  dlatego gorąco zapraszam na film, a najlepiej do… Stade – naprawdę warto – ew

Uliczkami:



Stare miasto, klimatyczne, nietuzinkowe piękne. Tam m.in. wspomnieniowy pomnik rybaczki, handlującej w tym mini porcie rybą:

Tylko garść charakterystycznych fasad domów, takich zdjęć, a każde inne, mogłabym wstawić bez liku:

Na domach z 1660 roku, słoneczne zegary i… kalendarze?

Na koniec już, tu do gołębi nie strzelają, zasiek nie stawiają, a wręcz przeciwnie – wygodne ławeczki:

fot. ewolny Stade, Niemcy